18:36

Ladies Man Katy Evans - recenzja

Ladies Man Katy Evans - recenzja


     Ladies Man to pierwsza książka, jaką czytałam tej autorki. Tahoe i Gina to dwoje przyjaciół. Są sobie bardzo bliscy i oddania. Jedno w zasadzie, nie może bez drugiego żyć. Jednak czy istnieje taka prawdziwa przyjaźń między mężczyzna i kobietą? Czy tak przyjaźń nie kończy się miłością lub rozczarowanie?



Czy w naszym życiu odkrywamy od razu wszystko przed innymi ludźmi? Nie, na pewno nie. Mamy różne maski, które ubieramy na odpowiednie okazję. Są oczywiście osoby, przed którymi te maski ściągamy, ale w większości przypadków, jest to swego rodzaju cos co ma nas ochronić. Czasami te nasze maski są na potrzebne po to, żeby zadowolić innych. Dla jednych jest to makijaż, pod którym ukrywamy swoje emocje i prawdziwe oblicze, dla innych jest to maska macho i kobieciarza.
Takie oto maski przywdziewają nasi bohaterowie. Poszukują oni tego jednego i tej jednej jedynej, która zaakceptuje ich takimi jakimi są naprawdę. Kogoś, kto będzie szczery, bez makijażu bez zbędnych ozdobników.




Regina, która została w przeszłości bardzo raniona przez byłego chłopaka, uważa, że w życiu nie spotka jej już nic dobrego, nie ma zaufania do ludzi. Jej mocny makijaż dodaje jej odwagi i pewności siebie. Tahoe uchodzi za kobieciarza. Jest bogaty, bezczelny i arogancki. Tylko czy to na pewno prawdziwy Tahoe? A może to kolejna maska?
Autorka stworzyła bardzo barwne postacie, są zabawne, czasami rozczulają i denerwują.
Nasi bohaterowie są przyjaciółmi. Ja przystało na prawdziwych przyjaciół tolerują swoje wybryki. Gina zaciska zęby, ale nie zwraca uwagi na dziewczyny uczepione na ramieniu Tahoe. Ten z kolei stara się nie widzieć jak traktuje ją jej chłopak.
Dwuznaczne sytuacje, które mają miejsce między dziewczyną i chłopakiem bardzo zagęszczają atmosferę.





Powiem szczerze, że jest to książka, gdzie czytelnik może się pośmiać, trochę zatrzymać i przeczytać bardzo subtelne sceny erotyczne.

Nie jest to może książka z tych do przemyśleń, górnolotnych myśli. Jest to bardzo lekka literatura kobieca, która rozbawi, rozczuli, odpręży.
Taka lekka, łatwa i przyjemna lektura, nad która nie musimy się za bardzo zastanawiać, możemy w spokoju oddać się błogiemu lenistwu z książką w ręku.




10:28

Obsesja - Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja

Obsesja - Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja
Czy „Obsesja” stała się moją obsesją? Chyba tak. Książka jest tak wciągająca, ze w zasadzie nie mogłam o niej nie myśleć. W pracy myślałam, kiedy w końcu będę mogła iść do domu i zacząć czytać. W domu obowiązki domowe, a w głowie „Obsesja”. Wieczorami kiedy, już wszystko było zrobione, zostawałyśmy obie tylko ja i książka.


Główna bohaterka moja imienniczka zresztą, Joanna Skoczek, to młoda lekarka po przejściach. Ma za sobą nieudane małżeństwo, przeprowadzkę do Warszawy. W nowym mieście spędza samotnie wieczory z ukochanym kotem Kołtunem. Pomyśliciłeee nuda, sielanka. O nie, mylicie się, Joanna ma cichego wielbiciela, który podrzuca jej do szafki pracowniczej w szpitalu tajemnicze liściki. Są one coraz bardziej przerażające i nachalne. Listy listami, ale na terenie szpitala, w którym pracuje Joanna, dochodzi do morderstwa. Zamordowaną jest jedna z pacjentek chirurgii. Na miejscu pojawia się oczywiście policja i przystojny Marek Zadrożny, który od razu zostaje zauważony przez naszą bohaterkę. Kim jest Marek, to lekarz medycyny sądowej, okazuje się bowiem, że zamordowana to kolejna już ofiara mordercy zwanego Okulistą. Jego wszystkie ofiary to brunetki… Dlaczego to takie ważne, że brunetki, a no dlatego, że nasza bohaterka idealnie pasuje jako kolejna ofiara. Czy Joasi grozi niebezpieczeństwo? Czy morderca ją obserwuje? Czy jest ona potencjalną kolejną ofiarą?


Możecie się tylko domyślać, jak potoczą się losy Asi. Ja już wiem i zachęcam Was  do odkrycia tych wszystkich tajemnic .
Autorka super wykreował wszystkich bohaterów. Joannę – swoją imienniczkę- polubiłam od razu. Podobało mi się to, że jest konsekwentna, nie szukała miłości na siłę, a wręcz stroniła od facetów i randek. Na przekór temu wszystkiemu faceci nie stronili od niej, co czasami doprowadzało do zabawnych sytuacji. Polubiłam się również bardzo z Markiem, który wybrał pracę lekarza, niestety ku niezadowoleniu rodziny, zajmował się tylko martwymi pacjentami – było lekarzem medycyny sądowej. Jest bardzo zabawnym i przystojnym facetem, w sumie szkoda, że go tak mało książce.



Fabuła powieści jest tak skonstruowana, że czujemy tu ten odpowiedni klimacik. Napięcie i niebezpieczeństwo są odczuwalne i wiszą w powietrzu. W miarę czytania napięcie rośnie, czekamy z niecierpliwością, kto jest mordercą i kiedy znowu zaatakuje. Już mi się wydawało, że wiem, że jestem pewna, kto jest Okulistą i za chwilę już znowu miałam wątpliwości. Autorce udało się zwodzić  mnie do samego końca. Nie zgadłam, kto jest mordercą. Było to dla mnie zaskoczenie, ponieważ ta osoba w ogóle nie była przeze mnie brana pod uwagę.



Uważam, że „Obsesja” to świetnie napisana, trzymająca do końca w napięciu książka. Jest to połączenie thrillera z kryminałem i książką obyczajową. Jak dla mnie to super połączenie. Trzymająca w napięciu fabuła, wciągnie Was bez reszty, a lekki styl i barwne postacie polubicie już od samego początku. No i najważniejsze zakończenie, myślę, że was również zaskoczy. Miłej lektury.

14:18

"List z przeszłości" Mairi Wilson - recenzja

"List z przeszłości" Mairi Wilson - recenzja
Kolejna świetna książka Wydawnictwa Kobiecego. Kiedy przeczytałam opis, stwierdziłam, że to może być, coś, co mi się spodoba.
Tajemnica sprzed lat, kto ukrywa prawdę, dziwne wydarzenia, kto zna całą prawdę. Powiem wam, że to dopiero początek.


Główna bohaterka Lexy dowiaduje się o śmierci swojej ukochanej niani, zaraz po tym, jak umiera jej mama. Ból po stracie obu ukochanych osób, wprowadza ją w stan otępienia. Mimo wszystko musi zmierzyć się ze wszystkimi formalnościami i urzędami. Tu zaczyna się niesamowita przygoda Lexy, znajduje ona bowiem tajemnicze listy, wspomnienia, które zmuszają ją do zastanowieniem się nad przeszłością. To  znaleziska kierują ją do Afryki. Czy uda jej się odnaleźć nieznanego do tej pory  wujka? Ups … A może to tylko złośliwość losu?
Autorka przenosi nas do Afryki, gdzie mamy do czynienia z biznesmenami, domami misyjnymi i wieloma tajemnicami.


Fabuła, bohaterowie powieści są tak inteligentnie skonstruowani, żeby nie udało nam się od razu poznać i rozwikłać wszystkich sekretów.
Zagłębiając się w książkę, zastanawiamy się z coraz większą ciekawością, co tak naprawdę się stało.



Poznajemy wiele kawałków układanki, jednak tak naprawdę do końca nie potrafimy poskładać ich w całość. Mimo to końcówka nie jest taka oczywista, im bliżej rozwiązania tajemnicy, tym bardziej zaskakujące i większe napięcie serwuje na autorka. Lubię takie książki, w których nic tak do końca nie jest oczywiste.
„List do przeszłości” to trochę połączenie powieści obyczajowej i kryminału, czyli moich ulubionych gatunków. Odkrywanie tajemnic, sprawia wiele przyjemności. 




Fabuła jest rozbudowana i zaskakująca, dlatego niewiele chcę o niej pisać, żeby nie umniejszać Wam przyjemności z czytania. Wierzcie mi jednak, że lektura Was nie zawiedzie.



16:51

Księga polskich rymowanek -recenzja

Księga polskich rymowanek -recenzja
„Baloniku nasz malutki
rośnij duży, okrąglutki
Balon, rośnie, że aż strach
Przebrał miarę
No i trach”



Pamiętacie jeszcze rymowanki z dzieciństwa.? Tak, te, których uczyła nas mama czy babcia. Ja kilka jeszcze pamiętam. Uczyłam swoje dzieci, kiedy były małe. Z czułością wspominam, kiedy moja córka (teraz już dorosła kobieta) śpiewała wszystkie zwrotki rymowanki „Była sobie żabka mała”, ulubioną rymowanką mojego syna (ten ma lat 11 obecnie) było „Idzie kominiarz po drabinie”, mógł non stop mówić rymowankę i patrzeć na moje palce, które wyginałam, żeby kominiarz znalazł się w kominie.
Jak tylko otrzymałam książeczkę, od wydawnictwa Wilga stwierdziłam, z to kolejna cudowna książka, dla mam małych dzieci. Jest tu mnóstwo świetnych wierszyków i rymowanek, które w większość pewnie każda z was zna, to tylko kwestia przypomnienia.


Wierszyki są proste, łatwo wpadają w ucho, dzieciaczki chętnie uczą się ich na pamięć. Jest to doskonała zabawa, a jednocześnie ćwiczenie pamięci. Mamy teraz tak mało okazji do uczenia się na pamięć, wszystko mamy w telefonach, numery telefonów, kalendarze, notatki, nasza pamięć się rozleniwia. Jest to jednak bardzo ważna umiejętność szczególnie dla małych dzieci, które przecież przez zapamiętywanie poznają świat, odkrywają zmysły. Zapamiętują smaki, zapachy, kolory, słowa. Zatem taka rymowanka to świetna zabawa mamy z dzieckiem, a jednocześnie super nauką w zapamiętywanie nowych słów i ćwiczenie swojej pamięci, rozwijanie inteligencji.


Jako mama uważam, że taka książka z naszymi polskimi rymowankami powinna być w każdym domu. Moje pójdzie do pewnej małej dziewczynki, która niedawno skończyła dwa lata, właśnie uczy się poznawania świata wokół niej. Mam nadzieję, że polubi zabawę rymowanki.

09:25

Marceli Szpak dziwi się światu, Joanna Pollakówna - recenzja

Marceli Szpak dziwi się światu, Joanna Pollakówna - recenzja
Marceli Szpak dziwi się światu – telewizyjny serial animowany dla dzieci, powstały w latach 1984–1986 w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. Autorką scenariusza jest Joanna Pollakówna. Wikipedia.


Pamiętacie filmowe przygody Szpaka Marcelego.?
A może macie ochotę na powrót to lasu, do przygód Marcelego i jego przyjaciela Leszka?
Jeśli tak zapraszam do przeczytania książki „Marceli Szpak dziwi się światu”. Autorka scenariusza filmowego stworzyła cudowną książkę.
Marceli oprowadza dzieci po lesie, zdradza jego tajemnice i pokazuje różne zakamarki. Dzieciaki mają okazję zobaczyć i przeczytać jak wygląda las podczas różnych pór roku.


Prześliczne kolorowe ilustracje Karoliny Dziewa pięknie dopełniają całość.
Marceli odwiedza swoich leśnych przyjaciół Borsuka u Sowy, zbiera grzyby, dziwi się kolorom stworzonym przez naturę.
Marceli jest typem myśliciela, zając Leszek to typowy realista, który sprowadza zazwyczaj swojego przyjaciela na ziemię.



Dzieci dzięki rozmowom, wycieczkom i obserwacjom naszych bohaterów poznają różnorodność naszego świata. Książeczka wzbudza w dzieciach ciekawość, do poznawania tego, co nas otacza, pokazuje piękno przyrody, jej zmienność w zależności od pory roku i atrakcyjność.
Piękna kolorowo i bogato ilustrowana książeczka dla małego odkrywcy piękna przyrody.

16:11

Lata powyżej zera, Anna Cieplak- recenzja

Lata powyżej zera,  Anna Cieplak- recenzja
W roku 2000 świat się nie skończył. Dał nam szanse.
Tylko czy udało się je wykorzystać, skoro wszystko zmieniało się tak szybko?
„Lata powyżej zera” to trochę jak dla mnie sentymentalny powrót do początku wieku XXI. To pierwsze lata 2000 roku, którego wszyscy podświadomie się obawialiśmy. Z niepokojem i ekscytacją wyczekiwaliśmy , czy magiczną datę pierwszego stycznia 2000 roku, zapamiętamy wszyscy, bo przestaną działać komputery, banki itp. Może jednak będzie to rok jak zwykle, czyli 24, szampan, fajerwerki i …



Jest to również swego rodzaju powieść o pierwszym pokoleniu, które nie pamięta „jak to było za komuny”. Mamy tu przegląd wydarzeń, taką pewnego rodzaju kronikę, tego, co miało miejsce w Polsce i na świecie po 2000 roku. Jest tu atak na Word Trade Center, przystąpienie Polski do Unii Europejskiej, śmierć naszego papież Jana Pawła II.
Można zauważyć również, że jest to rodzaj pamiętnika, z którego możemy dowiedzieć się o życiu Anity Szymborskiej. Widzimy czasami, jak główna bohaterka, stara się odnaleźć w świecie, który może za szybko pędzi do przodu. Mamy tu jakby wrażenie, że odnalezienie własnego ja nie jest wcale łatwe w świecie pełnym nowości, nowych grup społecznych, nowych subkultur. Anita chciałby utożsamiać się z jakąś grupą, zaprzyjaźnić się z kimś, nie jest to wcale takie łatwe. W ostateczności dziewczyna pozostaje samotna.




Możemy tu zauważyć, jak szybko rozwija się technologia, gdzie z roku na rok, mamy coraz więcej gadżetów, urządzeń, którymi się otaczamy. Niestety coraz mniej ludzi wokół nas, każdy zamyka się w swoim świecie. Nie wszyscy potrafili się odnaleźć w tym technologicznym bumie.
Książka-mimo tego, że nie ma porywającej fabuły, akcja nie toczy się tu błyskawicznie i nie trzyma nas w napięciu- jest naprawdę super. Co prawda ja nie należę do pokolenia lat 2000, doskonale pamiętam PRL, stanie w kolejkach, kartki i te sprawy. Jednak pamiętam też, jak szybko wkraczały nowinki, płyty CD zamiast dyskietek, płyty DVD zamiast VHS. Ciekawość, jaką wzbudzał Internet, pierwsze rozmowy na GG, czy czacie.
Jest to pokolenie raczej moich dzieci, patrzę może na to trochę inaczej. Uważam jednak, że jest to książka, po która warto sięgnąć.




Poruszane są tu różne problemy, od tych błahych po te poważne. Pokazane, że dało się żyć bez smartfwonów, komórki owszem były, ale rozmowy były drogie, więc dzwoniło się tylko w pilnych sprawach. Ludzie spotykali się na trzepakach, w domach kultury i rozmawiali ze sobą. Teraz technologia jest tak wszechobecna, że nie wyobrażamy już sobie już życia bez Internetu, bez telefonu. Dzieciaki, zamiast ganiać po podwórku, siedzą w domach i graja w gry na komputerze, rozmawiają przez skype, i szukają Pokemonów oczywiście w telefonach.



Cieszę się, że udało mi się żyć w świecie, gdzie liczył się człowiek, a nie to jaką ma komórkę czy jakim samochodem jeździ.

Książkę zdecydowanie polecam zarówno tym którzy są pokolenie 2000, ale również tym starszym jak i tym troszkę młodszym. Myślę, że każde pokolenie znajdzie cos dla siebie w tej książce.


15:49

Kapitan Majtas Dav Pilkey - recenzja

Kapitan Majtas Dav Pilkey - recenzja

Lubicie się pośmiać? Lubicie płatać figle w szkole lub w domu? Ogarnia was czasami totalna głupawka?



Nie mam co do tego wątpliwości. Kapitan Majtas powraca, żeby rozweselać, poprawiać humor i powodować mega głupawkę.
George i Harold to są najlepszymi kumplami w czwartej klasie szkoły podstawowej im Jerome’a Horowitza. Są oczywiście bardzo grzecznymi chłopcami, są bardzo odpowiedzialni, jednak kiedy coś złego zdarza się w szkole, to oni są winni.
Dlaczego?


To chyba jasne, że kiedy nudzą się w szkole, ogarnia ich głupawka. Jednak nie osądzajcie ich źle, bo to bardzo miłe chłopaki. Wiem, wiem, nikt tak nie uważa, z ich otoczenia. To przecież nie ich wina, że stan totalnej głupawi ogarnia ich tak często. Ona jest silniejsza i dlatego nie potrafią nad nią zapanować. Chłopaki jednak potrzebują również chwili odpoczynku. Po ciężkim dniu biegną co sił w nogach do swojego ulubionego domku na drzewie w ogrodzie George’a. Tam oddają się bez reszty swojej pasji.



Harold uwielbia rysować, Georg pisać. I tak razem tworzą komiks. Jego bohaterem jest kapitan Majtas – superbohater. Dlaczego Kapitan Majtas, bo ubrany jest w majtki i pelerynę. Jest on szybszy niż strzelająca gumka od majtek i silniejszy od bokserek. Kapitan codziennie czuwa nad miastem, walczy ze złem, kłamstwem i niesprawiedliwością, jak i o, to co bawełniane i niekruczące się w praniu.




Żeby nie było tak wspaniale, mają oni również wroga pana Kruppa. Jest to zadziwiający osobnik, który nie lubi dzieci, śmiechu, śpiewu, zabawy. W zasadzie to on nienawidzi dzieci.
Co zatem postanawiają zrobić chłopcy? Mogą tylko jedno… Zamienić go w superbohatera. Podoba wam się ten pomysł?




Nie mam zamiaru psuć Wam zabawy z Kapitanem Majtasem, dlatego nie będę zdradzał żadnych szczegółów z książek.


 Powiem tylko jedno, jest to super propozycja dla dzieci, żeby zachęcić ich do czytania. Książka ma dość duże litery, co sprawia, że szybko się ja czyta. Drugi plus to bardzo fajne ilustracje, a właściwie szkice. Trzecie to Ruchome obrazki – taki ciekawy trik, który ma przyciągnąć uwagę dziecka.
Myślę, ze jest to bardzo fajna propozycja na prezent dla 10 – 11 latków.
Ja oddaję książki do biblioteki, w której pracuje, na pewno będą czytane przez moich czytelników. Jeden już czytał, mój osobisty syn.
Zapytany:
Jak Ci się podobają przygody kapitana Majtasa?
Usłyszałam
Mega. Nie przeszkadzaj.


No to chyba jest najlepsza rekomendacja książki. Skoro podoba się czytelnikowi, to znaczy, że jest mega.

17:17

Szczypta miłości Amanda Prowse - recenzja

Szczypta miłości Amanda Prowse - recenzja
 Kolejna urzekająca opowieść mistrzyni literatury kobiecej, która pokazuje, że na pogoń za szczęściem nigdy nie jest za późno.

Pru Plum jest właścicielką znanej i szalenie modnej piekarni Mayfair. To typ eleganckiej kobiety, która roztacza wokół siebie aromat Chanel, a na fryzjera wydaje niemalże fortunę. Niemal nikt nie uwierzyłby, że ta atrakcyjna kobieta ma już sześćdziesiąt sześć lat.

Jednak w głębi duszy Pru wcale nie czuje się pewną siebie i odnoszącą sukcesy bizneswoman. Aby osiągnąć swoją obecną pozycję, dopuściła się czynów, które kładą się cieniem na jej przeszłości. Teraz zrobi wszystko, żeby jej sekrety nie wyszły na jaw, zwłaszcza że po raz pierwszy w życiu naprawdę się zakochała.




Lubicie czytać romanse? Takie piękne, z przesłaniem? Na pewno lubicie. No to ja mam coś dla Was.

Szczypta miłości Amanda Prowse to kolejna propozycja autorki, od której nie będziecie mogli się oderwać.
Pru piękna i bardzo elegancja bizneswoman, która ma już swoje lata, przygotowuje się do zaręczyn swojej siostrzenicy. Bobby już za rok wychodzi za mąż za przystojnego oficera. Okazuje się jednak, że życie układa swój scenariusz i nie zawsze pokrywa się on z naszym.
Na przyjęciu zaręczynowym Pru poznaje przystojnego starszego pana, w którym zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Ona ponad sześćdziesięcioletnia kobieta, wydawać by się mogło ustatkowana, nagle czuje motyle w brzuchu.



Zastanawiam się co napisać Wam dalej, żeby nie spoilerować, a uwierzcie, jeśli napisze więcej, pozbawię Was wielu przyjemnych zaskoczeń, wielu radości i smutków.

Mogę napisać tylko tyle, że Pru,skrywa wielką tajemnicę z przeszłości, czeka wiele zawirowań. Zarówno tych dobrych, jak i tych złych.
Czy motyle w brzuchu zatańczą swój taniec? Czy Pru i Christhopher będą mogli być razem? Czy tajemnica z przeszłości ujrzy światło dzienne?



I tu kochani stawiam …, musicie sami odpowiedzieć na zadane przeze mnie pytania.

Jedno mogę powiedzieć, nie zawiedziecie się. Książka pozwala na wyciszenie się, na zrozumienie, że każdy ma prawo do uczucia. 





Jest to tej rodzaj literatury, która pozwala nam na zwolnienie tempa. Czyta się ją dość szybko, nie mniej jednak jest ona bardzo stonowana i pozwalająca nam odpocząć, a jednocześnie jest zaskakująca, nie pozwala na nudę i bylejakość. 

Zróbcie sobie herbatę, usiądźcie wygodnie w fotelu, otuleni ciepłym kocem  i oddajcie się całkowicie we władanie Amandy Prowse. 

Miłej lektury.



18:08

Stancje Wioletta Grzegorzewska - recenzja

Stancje Wioletta Grzegorzewska - recenzja
Kto mieszkał na stancji podczas studiów? Ja mieszkałam w akademiku, ale miałam koleżankę, która mieszka na stancji. Miała okropną właścicielkę, która wszystkiego zabraniała. Oczywiście koleżanka więcej waletowała u nas w akademiku, niż mieszkała na stancji, no ale to już szczegół.



Na wspominki mi się zebrało, a ja tu książce mam mówić.
Do Częstochowy na studia przyjeżdża młodziutka Wiola. Ponieważ mieszka ona blisko nie dostaje akademika. Zaczyna się podróż po stancjach, które dziewczyna wynajmuje, za bardzo marne pieniądze, bo nie stać jej na nic lepszego. Jest w tym jednak i dobra strona medalu, podczas tych przeprowadzek spotyka i poznaje niesamowite osoby.
Pierwsza to hotel robotniczy prowadzony przez koleżankę Natkę tam poznaje rosyjskich bliźniaków Aleksa i Siergieja. Potem trafia do zgromadzenia sióstr Oblatek, gdzie siostra przełożona, żyje jeszcze wspomnieniami z II wojny światowej.
Wiola próbuje żyć samodzielnie, pracuje, uczy się, jednak i tak z trudem wiąże koniec z końcem.
W tłumie szuka pana Kamila, którego poznała jakiś czas temu i zakochała się w nim, pierwszą miłością. Wie tylko tyle, że mieszka on w Częstochowie. Jak wiecie, uwielbiam podwójne narracje, lub inne zabiegi literackie ożywiające fabułę. Tu mamy do czynienia z retrospekcją. Jest ona jednak tak płynna, że w zasadzie nie zauważamy, kiedy się kończy, a kiedy zaczyna znowu.
Powiem szczerze, że podoba mi się czas akcji. Lata 90 to okres, kiedy sama studiowałam. Fajnie było wrócić do tych czasów. Mody z tamtych lat, książek, które były wtedy popularne.
Książkę czyta się bardzo szybko. Jest napisana ładnym językiem. Zawiera wiele pięknych emocji, uczuć i przemyśleń. Jest trochę melancholijna, trochę smutna. Jednak to nie przeszkadza zupełnie temu, że jest piękna.
Bardzo subtelna, napisana ładnie i z wyczuciem historia pierwszej miłości, poznawaniu i poszukiwaniu samego siebie.



12:48

MIASTECZKO KŁAMCÓW - Megan Miranda - recenzja

MIASTECZKO KŁAMCÓW - Megan Miranda - recenzja
Miasteczko kłamców Megan Miranda, z recenzją tej powieści powiem szczerze mam mały problem. „Misterna fabuła[…] Czytając Miasteczko kłamców, czujesz się jak podczas przejażdżki na rollelcoasterze” – to zapowiedź z okładki. W istocie książka to mega rollelcoster wydarzeń i emocji.




Na początek pytanie. Czy można uciec od własnej przeszłości? Czy można uciec przed własnym sumieniem? Odpowiedź jest bardzo prosta: Nie! Oczywiście możemy udawać, że wszystko jest ok, ale gdzieś tam w środku siedzi w nas prawda, która domaga się ujrzenia światła dziennego.
Przed taką niewygodną prawdą ucieka nasza główna bohaterka Nico.
Dziesięć lat wcześniej w miasteczku rodzinnym Nico znika dziewczyna Coranne. Nicolette porzuca wtedy swój dom i wyrusza do Filadelfii. Nie planuje powrotu, jednak los ma dla niej inne plany. Po dziesięciu latach wraca do chorego ojca, brata i byłego chłopaka, którego zostawiła bez słowa wyjaśnienia. Trochę się zdziwiłam prawdę mówiąc, bo miałam czytać thriller, a tu miłość z liceum. Oklepane, dawna miłość ble, ble, ble. Od sensacji chyba oczekuję czegoś innego.



Na szczęście okazało się, że to tylko rodzaj tła do całej historii. Autorka świetnie rozmywa motyw, wybierając z niego tylko to, co najistotniejsze i najpotrzebniejsze, żeby uatrakcyjnić fabułę.
Scenariusz się powtarza znowu ginie młoda kobieta. Policja zaczyna dochodzenie. Czy historia sprzed lat zatacza koło? Czy znowu trzeba będzie wrócić do zaginionej poprzednio Coranne? Czy wszyscy wówczas mówili prawdę?




Wiadomo, małe miasteczka mają to do siebie, że wszyscy, wszystko o sobie wiedzą. Plotka goni plotkę, nie można za wiele ukryć. Fabuła brzmi dość znajomo powrót do domu, tajemnice z przeszłości. Jednak autorka za pomocą odwróconej chronologii zaciekawia czytelnika, dając mu inne spojrzenie na wydarzenia. Historia zaczyna się od końca po części, bo nie znamy jej rozwiązania. Po kolei dzień po dniu poznajemy wydarzenia, które miały już miejsce. Powiem szczerze, że pierwszy raz spotkałam się z taką formą przedstawienia sytuacji, na początku byłam trochę zdezorientowana, ale im dalej w las coraz bardziej to mi się podobało. Myślę, że to był zamierzony manewr autorki. Powieść ma wyprowadzać na manowce, a Megan Miranda czuwa nad tym, żeby nic co może dać wskazówkę, do zbyt szybkiego rozwiązania zagadki nie wyszło na jaw zbyt wcześnie.




Jeśli lubicie rollelcostery. Jeśli lubicie się trochę bać. Jeśli lubicie zagadki.

To właśnie znaleźliście świetną książkę, która da wam te wszystkie rzeczy.



11:54

Tetsuya Honda Przeczucie - recenzja

Tetsuya Honda Przeczucie - recenzja
Zaczęło się od zwłok podrzuconych pod żywopłotem. Jak śmieci. W Tokio, gdzie nikt nie wyrzuci na ulicę nawet papierka. Były szczelnie zawinięte w niebieską
folię i obwiązane sznurkiem. Miały mnóstwo ran, z których największą zadano już po śmierci.
Komisarz Reiko Himekawa czuła, że to szczególna sprawa. Intuicja mówiła jej, że na pewno będą kolejne ofiary. I były, tak samo zmasakrowane. Cała sprawa
wydawała się nie mieć sensu.
Gdy do śledztwa dołączył Katsumata, Reiko znalazła się w jeszcze trudniejszej sytuacji. Jak on jej nienawidził! Nie dość, że kobieta, to jeszcze młoda i piękna.
I te jej przeczucia! Bardziej widział ją w roli gejszy niż komisarza w tokijskiej policji.
Teraz muszą pracować razem. A Reiko coraz częściej ma przeczucie, że tym razem stawką jest nie tylko odnalezienie mordercy, ale i jej przyszłość.

Kiedy otrzymałam książkę Tetsuya Honda Przeczucie , byłam zaintrygowana i zainteresowana, ponieważ lubię kryminały, a z japońskim jakoś nigdy nie miałam styczności.
Od razu zwróciłam uwagę na okładkę, bardzo mi się spodobał. Lubię taką kolorystykę więc ta przypadła mi do gustu.




Książka w zasadzie rozpoczyna się opisem pewnego morderstwa i tu moje pierwsze zaskoczenie, bo opisy są dość realistyczne. Ja ze swoją bujną wyobraźnią, zaraz miała przed oczami dokładny obraz tego, co robi morderca. Było to dość mocne przeżycie, wiedziałam już, że przy następnym opisie będę musiała trzymać swoją fantazję na wodzy.
Cała akcja toczy się w Tokio, gdzie policja odnajduje ciało w krzakach jednej z posesji. Tu zaczyna się cała seria zagadek i przypuszczeń.
Główna bohaterka kobieta, która dotarła bardzo wysoko w hierarchii policyjnej, jest bardzo spostrzegawcza i ma ogromną intuicję. To oczywiście nie podoba się jej kolegom, bo kobieta w policji w Tokio, na wysokim stanowisku…




Reiko i tym razem dostrzega wiele rzeczy, których jej koledzy nie zauważyli. Zaczyna się toczyć sprawa. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie Katsumato. Nasza dwójka nie bardzo się lubi. Mężczyźnie nie podoba się, że kobieta opiera swoje teorie na przeczuciach, nie na zdobytych dowodach, a co najgorsze jej przeczucia się sprawdzają. To jest dla niego niezrozumiałe i strasznie denerwujące. Poza tym Reiko jest bardzo ładną i młodą kobietą, a to jakoś mu nie pasuje do policjantki.




Czy przeczucia Reiko okażą się prawdziwe? Czy skończy się na jednym morderstwie? Kto zabija? Powiem Wam, że czytając książkę, zadawałam sobie to pytanie, co chwila. Jest ona tak napisana, że trzyma czytelnika do końca w napięciu. Powiem szczerze, że bardzo zaskoczyło mnie zakończenie. Czytam sporo kryminałów i w zasadzie typuję dość szybko mordercę i najczęściej moje typy się sprawdzają. Tu autor od początku tak sprytnie ukrywa mordercę, że do końca nie byłam w stanie, odgadnąć kto nim był.
Był tylko jeden malutki jak dla mnie problem przy czytaniu, japońskie imiona i nazwiska, zdarzało się, że musiałam się troszkę przyzwyczaić do tych obco brzmiących nazw. Na szczęście im dłużej czytałam, tym nazwiska, a szczególnie imiona stawały się coraz mniej kłopotliwe.




Jestem pod wielkim wrażeniem, książka Tetsuya Honda Przeczucie, bardzo dobrze się czytała. Konstrukcja całość jest tak dopracowana, że czytelnik jest co chwila zaskakiwany nowymi faktami. Jednak nie jest w stanie od razu, rozwikłać kto jest mordercą. Autor bardzo sprytnie i w przemyślany sposób odkrywa poszczególne elementy układanki, po to, żeby finał był zaskoczeniem dla układającego.

Z niecierpliwością czekam zatem na kolejne części kryminalnych zagadek z Reiko.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak literanova

Tłumaczenie: Rafał Śmietana
Oprawa miękka
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2017 Ocena 5/5

09:55

Maseczki Garniera w płachcie - moja opinia

Maseczki Garniera w płachcie - moja opinia
Z racji tego, że moja skóra nie należy już do najmłodszych, bardzo ostatnio polubiłam się z maseczkami. Wiadomo, zawsze dbałam o skórę twarzy i szyi, bo trzeba, ale jakoś z maseczkami, nie było mi nigdy po drodze.




Nie lubiłam tego nakładania, potem zmywania wacikami. Nieee!!!!
Ostatnio jednak, jak wiecie hitem są maseczki w płachcie.  I z tymi właśnie,  polubiłam się najbardziej. Podoba mi się to, że nakładam, ściągam, wklepuję to co zostało  i gotowe. Nie powiem, mam trzy maseczki, takie do smarowania, ale te stosuje się na noc, wiec też się nie zmywa a jedna to oczyszczająca z węglem. 
Moimi ulubionymi maseczkami w płachcie są:


Maseczka Moisture + Aqua Bomb


Maseczka o działaniu nawilżającym.
Idealna dla skóry odwodnionej.
Zawiera wyciąg z granatu oraz kwas hialuronowy.
Maseczka intensywnie nawilża skórę, dzięki czemu wygładza drobne zmarszczki.
Przeznaczona do wszystkich rodzajów skóry.
Maseczkę należy pozostawić na 15 minut, a następnie ściągnąć.

Moisture + Comfort

Maska Moisture + Comfort od Garniera to maska w płachcie z naturalnego włókna, która przyniesie Twojej skórze ukojenie. Skoncentrowana formuła nawilżająca z kwasem hialuronowym oraz ekstraktem z rumianku to tydzień kuracji w zaledwie 15 minut*. Niezwykle wygodna w aplikacji maska nie zsuwa się z twarzy dzięki czemu możesz w niej robić to, na co masz ochotę!

Moja opinia:
* nakładanie maseczki bezproblemowe 
* zdejmowanie bezproblemowe
* tkanina nie wysycha podczas 15 minutowej aplikacji, jest cały czas wilgotna 
* Ma się wrażenie, że skóra wchłania po prostu wszystkie aplikowane dobrocie z maseczki
* po zdjęciu maseczki można jeszcze sporo wklepać w skórę 
* skóra po maseczce jest dobrze nawilżona




Dla mnie strzał w dziesiątkę. A jakie są Wasze ulubione maseczki?






Copyright © 2016 Janielka czyta , Blogger