08:55

Arkadia - Lauren Groff -recenzja



Dotarła do mnie jakiś czas temu książka Arkadia Lauren Groff. Po przeczytaniu krótkiej notki, stwierdziłam, że super, na pewno mi się spodoba no i oczywiście  robi na mnie, ogromne wrażenie.
Nie wiem jak Was, ale mnie od zawsze fascynowali hipisi i amisze. Zastanawiałam się wielokrotnie czy byłabym w stanie wyzbyć się wszystkich wygód. Chyba jednak nie. A Wy? Jak podchodzicie do życia w ubóstwie, często bez prądu, łazienki, jedzenia? 
Dlatego też  tak chętnie sięgnęłam po tę powieść. Miałam nadzieję, że dowiem się jak  żyli hipisi. Dzieci kwiaty, to zawsze temat, który fascynuje i ciekawi. 



Powieść składa się z czterech rozdziałów, które są bardzo obszerne. Jest też między nimi dość duży przeskok czasu. Akcja rozpoczyna się w latach 70 – dziesiątych XX wieku, kończy w 2018 roku.
Nasza podróż rozpoczyna się, kiedy Lutek jeszcze w łonie matki wkracza do Arkadii, chłopiec jednak jest tak wrażliwy, że już odczuwa otaczający go świat. Jest on pierwszym dzieckiem urodzonym w Arkadii. Zapytacie, czym jest Arkadia? To komuna założona przez ludzi, których motto to: Równość, Miłość, Praca, Otwartość na potrzeby każdego. Czy Lutek jest zatem wybrańcem? Czy ma jakieś zadanie do wykonania?
Jest on niewątpliwie inny niż większość dzieci urodzonych później w Arkadii. Wszyscy  uważają go za opóźnionego w rozwoju, ponieważ nie mówi, jest niski, jak na swój wiek. Jednak to, że ciało chłopca wygląda, jakby był bobasem, nie oznacza, że jego umysł też ma na takim etapie. Chłopiec jest bardzo wrażliwy, rozumie i dostrzega o wiele więcej niż inni. Intuicyjnie wyczuwa to, czego inni, nie są w stanie zobaczyć.
W pierwszej część powieści poznajemy Lutka,  bardzo empatyczny, wtula się w matkę, odczytując jej sny, dotykiem dłoni uspokaja i koi wyczerpane podczas porodu kobiety. Chłopiec jest bardzo wrażliwy. Podczas budowy nowego domu dla mieszkańców Arkadii,  znajduje książkę. Odnosi się wrażenie, że zaczyna on uciekać w świat fantazji. Uczy się  samodzielnie czytać, wychodzi mu to intuicyjnie. Niestety, ta pierwsza książka to baśnie braci Grimm. Jak wiadomo oryginalnej wersja baśni, nie poleca się raczej  dla małych dzieci. To o czym czyta Lutek, staje się dla niego filtrem, do obserwowania mieszkańców komuny.





W dalszych częściach autorka opisuje Arkadię jako krainę szczęśliwości, wiadomo, zdarza się, że czasami dramat, ale nie jest to jakaś tragedia, która dotyczy wszystkich mieszkańców. Wspólna praca, wspólne wychowywanie dzieci… Czy jest możliwe, że takie życie może przetrwać.? Czy ludzie nie zbuntują się przeciwko takim praktykom? Czy Arkadia jest w stanie się obronić?



Kolejne rozdziały to wyjazd Lutka i jego mamy, życie z dala od Arkadii. Czy to życie będzie lepsze? Czy Lutek wróci do swojego pierwszego domu?
Niestety tego już się nie dowiecie z mojej recenzji. Musicie sami sięgnąć po książkę. Wiem, wiem, jak zwykle zwodzę i mamię. Powiem tylko tyle, że dowiedziałam się trochę o życiu w hipisowskiej komunie. Już teraz wiem na pewno, że to nie dla mnie. Nie nadaję się do takiego egzystowania, na granicy ubóstwa, na granicy świadomości. Jakoś sobie nie wyobrażam siebie na ciągłym haju trawkowym. Jednak wolę chyba swoje życie układać świadomie. Nie mniej jednak książę czytałam z wielkim zainteresowanie. 

Szkoda tylko, że tak mało jest tu o amiszach. Są sąsiadami hipisów, przewijają się czasami, ale dla mnie to zdecydowanie za mało. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Janielkowe wariacje , Blogger