07:52

Dalila , Jason Donald -recenzja

Dalila , Jason Donald -recenzja
 imigracja (z łac. immigrare = ‘osiedlać się’) to in. osiedlenie się na stałe w jakimś kraju ludności obcej a. grupa ludzi, którzy przyjechali i zamieszkali w jakimś kraju na stałe; imigrację należy zatem skojarzyć z przyjazdem; 

Pochodzenie i znaczenie imienia Dalila. Jest to imię pochodzenia hebrajskiego, biblijnego, oznacza "delikatna, tęskniąca".


Ostatnio jak zapewne wszyscy zauważyli bardzo, głośno jest o imigrantach. W Polsce może nie ma jeszcze tego problemu, ale w innych krajach Unii można zauważyć, wielu ich jest. Jakoś nigdy się nie zastanawiałam nad tym, jak to właściwie z nimi jest. Po co narażają siebie, dzieci, żeby przyjechać do innego kraju, niejednokrotnie nie znając języka, obcy ludzie, obca kultura. Dzięki książce „Dalila” trochę rozjaśniło mi się w głowie. 



Bohaterka powieści to młoda Kenijka, która ucieka do Anglii przed swoim wujem. Dziewczyna miała w Kenii rodziców, brata, studiowała dziennikarstwo. Wszystko to jednak straciła. Jej rodzina zostaje zamordowana, a ona sama jest wykorzystywana fizycznie i seksualnie przez wuja – członka tamtejszej mafii.
Udaje jej się jakimś cudem uciec do Londynu. Tu stara się o azyl. Czy go dostanie? Czy uda jej się pozostać w Wielkiej Brytanii?





Tu poznaje przecudownych ludzi, którzy starają się jej pomóc za wszelką cenę. Życzliwość bardzo się przydaje, ponieważ postępowanie imigracyjne jest tak skomplikowane, że pomoc  jest niezbędna. Dzięki książce dowiedziałam się również, jak wygląda życie takich ludzi. Ciągły starach, że mogą zapukać do drzwi, zabrać, deportować. Oczekiwanie w ośrodkach jest nieustannym strachem.





Czytając książkę, czułam prawie cały czas smutek. Jest ona tak poruszająca, że w zasadzie człowiek cały czas ma wrażenie, że tu już nic dobrego nie może się zdarzyć. Czytając zastanawiałam się, czy Dalila da radę? Czy uda jej się uzyskać azyl? Czy wszystko skończy się dobrze? Nie jest to historia, którą czyta się lekko. Ból, strach, rozpacz przewija się non stop na kartkach książki. Skłania nas to jednak do refleksji i zastanowienia się nad sobą. Świadomość, że mamy prace, rodzinę, spokój zyskuje bardzo na wartości. Uświadamiamy sobie jak wiele mamy, jak wielu rzeczy pozbawieni są inni ludzie. Nie jest to książka łatwa, ale warto ją przeczytać. Po to, żeby zrozumieć innych, żeby cieszyć się, z tego, co mamy.




14:03

„NIGDY NIE ZAPOMNĘ” KERRY LONSDALE - recenzja

„NIGDY NIE ZAPOMNĘ” KERRY LONSDALE - recenzja
Lubicie książki, które nie kończą się happy endem? A książki, które zaczynają się źle, nawet bardzo źle?

Książka "Nigdy nie zapomnę" zaczyna się pogrzebem w dniu ślubu. Możecie to sobie wyobrazić, że idziecie na pogrzeb ukochanego w dniu, kiedy miał odbyć się wasz ślub. No to właśnie tu autorka serwuje nam taki scenariusz. Zmusza nas do rozmyślania, jak kruche jest ludzkie życie, do końca niewiadome.



Aimee wydaje się, że zna swojego narzeczonego, wie o nim wszystko, bo przecież znają się od dziecka. Mają wspólne tajemnice, wspólne plany. Pewnego dnia okazuje się jednak, że nie do końca. Czy prawda okaże się niewygodna? Czy uda się zaleczyć niezabliźnione jeszcze rany?
Aimee, zamiast mówić sakramentalne tak, musi na zawsze pożegnać się z ukochanym. James ginie tragiczne w Meksyku, do którego poleciał w interesach. Jednak na pogrzebie zjawia się tajemnicza kobieta, która twierdzi, że James żyje. Co na to nasza bohaterka? Czy uwierzy kobiecie, którą widzi pierwszy raz w życiu?
Dziewczyna stara, pogodzić się ze stratą, żałoba trwa dość długo. W końcu poznaje kogoś. Czy uda jej się zapomnieć o byłym narzeczonym? Czy ułoży sobie życie od nowa?
Na jaw zaczynają wychodzić również tajemnice, niedopowiedzenia związane z Jamesem i jego rodziną. Jakie tajemnice wyjdą na jaw?




Oj chyba się za bardzo rozkręciłam. Przecież muszę zostawić coś dla was. Musicie sami poczuć przyjemność z czytania tej książki.

Jest to wspaniały debiut Kerry Lonsdale, który daje nam bardzo fajną fabułę, ciekawe i szalone rozwiązania. Czasami aż nieprawdopodobne, ale od książki ciężko się oderwać. Bardzo podoba mi się, wprowadzanie powoli wielu zagadek, które proszą się o rozwiązanie. Końcówka jednak rekomenduje wszystkie nasze oczekiwania. Mówię wam, wbija w fotel i jest mega zaskakująca.

Wcale się nie dziwię, że w książce zakochały się czytelniczki z USA, powiem tylko tyle, że w Polsce też pewnie wielu dziewczynom i kobietom się ona spodoba.




Świetna babska lektura, taka wiecie lekka, a zarazem porywająca, z lekkim dreszczykiem sensacyjnym.
Idealna na jeszcze letnie dni, jak i na jesienno- zimowe wieczory.

Ja polecę ją swojej przyjaciółce. A Wy?



11:14

Bourjois Healthy Balance - puder w kamieniu, mój hit

 Bourjois Healthy Balance - puder w kamieniu, mój hit

Mam dwie pasje, jedną już znacie to książki. Czytam sporo, no ale przecież, nie samym czytaniem człowiek żyje.
Dlatego postanowiłam, że będę dzieliła się z Wami również moją drugą pasją, a mianowicie makijażem, kosmetykami, które lubię, które się u mnie sprawdzają.

Posty makijażowe będą się pojawiały w weekendy, bo wtedy  mam więcej czasu na domowe spa. Najczęściej w sobotę lub w niedzielę zmieniam hybrydy. Robię maseczki, chociaż maseczki robię dwa, trzy razy w tygodniu bo uwielbiam, ale w sobotę robię na pewno. 



Dzisiaj mój ulubiony puder matujący Bourjois Healthy Balance.

Opis produktu:
Inteligentny puder, który łączy w sobie makijaż i pielęgnację, aby zmatowić cerę na 10 godzin oraz nadać jej niesamowity blask - dzięki koktajlowi owoców. Pielęgnacja i jednocześnie makijaż o naturalnym wykończeniu, prasowany puder Healthy Balance Bourjois zapewnia blask, matowy finisz oraz lekki niczym puch skład, który nie obciąża skóry! Wyjątkowo skuteczne połączenie składu i konsystencji Healthy Balance sprawia, że puder nadaje makijażowi nieskazitelne wykończenie oraz 10 - godzinną trwałość. Puder ten przeciwdziała błyszczeniu się skóry i zapewnia dobroczynne działanie dzięki 2 skarbom natury: nawilżający owoc kaki oraz oczyszczające i balansujące stan cery yuzu.
Kaki: pochodzi z Chin, gdzie jest owocem drzewa pigwowego. Jego skórka ma właściwości nawilżające, wzmożone przez zawarte cukry: glukozę i fruktozę. Wyciąg z kaki nawilża, regeneruje i ujędrnia skórę.
Yuzu: ten niewielki owoc cytrusowy pochodzący z Dalekiego Wschodu posiada właściwości oczyszczające, antyseptyczne, ściągające i nawilżające. Ekstrakt z yuzu oczyszcza i uzdrawia skórę. Tym samym, puder sprawia, że trudne do pogodzenia w pielęgnacji strefy suche i strefy błyszczące twarzy odchodzą w zapomnienie. Po kilku aplikacjach skóra staje się idealna: gładka, matowa, rozświetlona, wypoczęta. 
Dzięki swojej maksymalnie rozdrobnionej i błyskawicznie wnikającej w skórę formule, puder Healthy Balance zapewnia naturalne wykończenie makijażu, wręcz `niewidoczne` - w porównaniu do pudrów klasycznych. Wzbogacony o nylon i kaolin, jest ultrałagodny i pozostawia uczucie świeżości i komfortu, bez grubej warstwy ani efektu maski. Stworzone specjalnie tak, aby dopasowały się do każdej karnacji, odcienie Healthy Balance nie są ani zbyt żółte, ani zbyt różowe - są naturalnie zniuansowane, aby upiększyć i wyrównać każdą karnację.
Puder Bourjois Healthy Balance Unifying Powder jest dostępny w 4 kolorach.



Kupując puder sypki, oczekuję, żeby makijaż był dobrze wykończony, trwały, żeby twarz nie wyglądała jak maska, no chyba, że mamy sesję zdjęciową i zależy nam na mega gładkiej buzi. Mam cerę mieszaną więc zależy mi na tym, żeby strefa T nie błyszczała za bardzo, a pliczki nie wyglądały na mega suche. Dobierając puder chcę, żeby cera była ładnie ujednolicona. Producent zapewnia, że strefa sucha będzie rozświetlona, a tłusta nie będzie błyszczała.


Co mi się podoba: 

- Bardzo dobrze wykańcza makijaż
- matuje na kilka godzin, nie poprawiam makijażu w pracy
- bardzo ładnie ujednolica cerę
- ma super konsystencję, gładką, aksamitną
- nie wchodzi w zmarszczki ( co u pani po 40 jest już bardzo ważne)
- jest kryjący, ładnie zakrywa niedoskonałości
- nie osypuje się za bardzo
- ma jak dla mnie dobre, poręczne opakowanie z lusterkiem

Wady: chyba nie mam się do czego przyczepić.

 



Chyba znalazłam idealny puder dla mnie. Podoba mi się, to, że nie jest to puder ani matujący, ani rozświetlający. Świetnie wykańcza makijaż i bardzo dobrze wygląda, zarówno na strefie suchej, jak i na tłustej. Zaraz po nałożeniu puder jest troszkę widoczny na skórze, ale po chwili stapia się ładnie ze skórą, tworząc jednolitą, gładką buzię. Produkt bardzo dobrze nakłada się pędzlem, nabiera się w idealne proporcji i bardzo dobrze rozprowadza się po twarzy. Mam teraz odcień ciemniejszy, bo jestem trochę opalona, na jesień i zimę mam numer 52 Vanilla.
Kupiłam już jaśniejszy kolor, bo wiadomo opalenizna, nie będzie wieczna, a ciemny kolor pudru do jasnej szyi to zło.:)
Jak na razie to mój ulubieniec.
A jakie są Wasze ulubione pudry? Napiszcie w komentarzach, jestem bardzo ciekawa.



15:40

Przeczucie, Tetsuya Honda - rozdanie z okazji premiery

Przeczucie, Tetsuya Honda - rozdanie z okazji premiery




Z okazji dzisiejszej premiery mam dla Was egzemplarz książki Przeczucie 
 Wystarczy zostawić komentarz pod postem  z odpowiedzią na pytanie Dlaczego lubisz kryminały?
Na odpowiedzi czekam do 30 sierpnia. 

21:03

"SEXY BASTARD. HARD" - EVE JAGGER

"SEXY BASTARD. HARD" - EVE JAGGER

Erotyk - (greckie erôtikós – miłosny, od eros – miłość zmysłowa). Pięknie przetłumaczone z greckiego. Bardzo zmysłowo i lirycznie. Czy książka Eve Jagger również zachwyci nas zmysłowością i pięknem miłości?
Zobaczymy.

Główna bohaterka to Cassie, która wraca z Anglii, a właściwie ucieka od swojego męża – brutala. Pragnie jedynie spokoju i zapomnieć o swoim nieudanym małżeństwie. Niestety już pierwsza noc w domu  okazuje się niezbyt spokojna. W środku nocy do domu wpada facet – bardzo przystojny zresztą i seksowny- poszukuje jej brata, który pożyczył pieniądze, nie mam niestety z czego oddać. Dziewczyna, chcąc go  ratować , decyduje się na pracę księgowej u Rydera – bo tak ma imię intruz. Jak myślicie, czy ta decyzja jest spowodowana jedynie chęcią pomocy bratu? Może jednak są jakie inne przesłanki?

Ryder to silny, idealnie zbudowany facet. Właściciel kilku dobrze prosperujących legalnie barów , w których organizuje  nielegalne walki, za przyzwoleniem policji. Kiedy go poznajemy, mamy wrażenie, że to typowy mięśniak. Jednak reszta fabuły pokazuje nam prawdziwe oblicze tego przystojniaka. Wydawać by się mogło, że to on jest tym panem i władca, który owija sobie panienki wokół palca. Czy i tym razem tak będzie? Czy tajemnicza Cassie okaże się tą, z którą będzie chciał zbudować związek? Czy tajemnica Cassie pozwoli im na to?




Myślę, że jest to bardzo dobra propozycja dla wielbicieli erotyków. Silny i mega przystojny facet, piękna i seksowna kobieta to musi zaiskrzyć.
Mamy tu taki klasyczny rodzaj bajki o miłości i namiętności. Fabuła może nie jest zbyt zaskakująca, ale elementy sensacji ratują książkę, przed nudą. Sceny erotyczne są bardzo ładnie opisane. Nie są wulgarne co, jest dla mnie plusem, są opisane tak, że czyta się je bardzo przyjemnie.
Mamy tu przykład narracji z punktu widzenia obu bohaterów, co pozwala nam, na spojrzenie zarówno od strony męskiej, jak i żeńskiej, na niektóre sytuacje.
Książka z gatunku lekka, łatwa i przyjemna. Idealna, żeby przeczytać coś przyjemnego. Czyta się w zasadzie jednym podejściem, mnie zajęło kilka godzin. I tu minusik malutki, jak dla mnie książka mogłaby być dłuższa. Można było rozwinąć kilka wątków, żeby czytelnikowi, dać jeszcze chwile więcej z przyjemności czytania.
Powieść idealnie pozwala oderwać się od szarej rzeczywistości i choć przez chwilę poczuć zmysłową magię miłości.




10:11

Kathryn Ormsbee "Milion odsłon Tash"- recenzja

Kathryn Ormsbee "Milion odsłon Tash"- recenzja

Czy wyobrażacie sobie życie bez Internetu, komputera czy telefony? W dzisiejszych czasach jest to raczej niemożliwe. Telefon to przecież nasz podręczny kalendarz, notes, książka telefoniczna, e-mail, blog, vlog itp.

Mamy tam wszystko. Internet, bez tego już nie wyobrażamy sobie funkcjonowania. Wiem, wiem powiecie pewnie nie skąd damy radę, na pewno dzień, dwa może trzy, max. tydzień i będzie nas kusiło, żeby tam zajrzeć, pobuszować w sieci. I wiecie co, to nie jest nic złego, przecież wszystko jest dla ludzi, ale jak to mówią z umiarem.





Przynudzam , jakieś gatki moralistyczne uskuteczniam, a my przecież o książce mamy rozmawiać.
Natasha nazywana jest przez przyjaciół i rodzinę Tash, to sympatyczna młoda dziewczyna, która uwielbiam czytać książki. Jej ukochanym pisarzem jest Lew Tołstoj.
Drugą jej pasją jest youtube. Prowadzi vloga, a wraz z przyjaciółmi nagrywa serial internetowy na youtube Nieszczęśliwe rodziny. Jest to opowieść na podstawie książki oczywiście, że Tołstoja – Anna Karenina.
Pewnego dnia bardzo znana youtuberka wspomina o ich serialu i się zaczyna. W kilka dni maja liczba subskrybentów winduje w tysiące, serial staje się sławny. Liczba wyświetleń rośnie, komentarze, pytania…





Istne szaleństwo. Jak Tash i jej przyjaciele poradzą sobie z tą nieoczekiwaną sławą?
Czy woda sodowa uderzy im do głowy? Znacie mnie, nic więcej nie powiem, bo nie lubię psuć przyjemności.

Książka skierowana do młodzieży, choć nie powiem, mnie też czytało się ją bardzo dobrze. Lekki język, bardzo dobrze wykreowani bohaterowie, to wszystko sprawia, że czytanie to sama przyjemność.
Podoba mi się, że w książce oprócz typowych problemów nastolatków, poruszane są też inne ważne rzeczy, choroba, rodzina, odpowiedzialność. Świetnie, że autorka stara się uświadomić młodym ludziom, że życie nie składa się z samych przyjemności, że czasami trzeba z czegoś zrezygnować dla dobra innych.






Jeśli chcecie dowiedzieć się, czy Tash i jej ekipa stała się w końcu sławna? Czy zmienia się ich życie? Jak potoczą się dalej ich losy?

Tego wszystkiego dowiecie się, kiedy sięgniecie po książkę Kathryn Ormsbee „Milion odsłon Tash


Za możliwość przeczytania dziękuje







21:14

Musso Guillaume- Dziewczyna z Brooklynu- recenzja

 Musso   Guillaume- Dziewczyna z Brooklynu- recenzja

Uwielbiam książki Musso, kiedy otrzymałam przesyłkę od Wydawnictwa Albatros, aż podskoczyłam radości. Nowa powieść jupi.

Zaczyna się bardzo tajemniczo, zdjęcie, o którym nic nie wiemy, tyle tylko, że przeraziło głównego bohatera. Pokazał mu je narzeczona, która ukrywa przed nim…




No właśnie, każdy z nas ma chyba jakąś tajemnicę, która nie koniecznie musi ujrzeć światło dzienne, bo może to wywołać lawinę zdarzeń, nikomu niepotrzebnych cierpień czy przykrości. Lepiej zatem, żeby nie otwierać Puszki Pandory.

Niestety w tym przypadku stało się, puszka została otwarta. Jakie będą tego konsekwencje? Czy warto było naciskać? Czy poznanie czyjejś skrywanej głęboko tajemnicy było potrzebne?
Raphaël, pisarz, ojciec malutkiego jeszcze Teo, narzeczony Anny, szczęśliwy wydawać by się mogło człowiek. 


Pisze kryminały, są jego odskocznią od codziennego życia, aż do momentu, kiedy poznaje Annę, uroczą lekarkę, w której zakochuje się na zabój. Pewnego dnia postanawia jednak niestety zadać to jedno niepotrzebne pytanie: "Czy masz przede mną jakieś sekrety?. To, co zobaczył – zdjęcie – i odpowiedź dziewczyny „Ja to zrobiłam”, przeraziło go na tyle, że ucieka z mieszkania. Kiedy pierwszy szok, otumanienie mija, wraca, żeby wyjaśnić, to co było , niestety Anny już tam nie ma. Co zobaczył? Dlaczego go to tak przeraziło? 




Kobieta znika bez śladu. Dokąd poszła? Dlaczego nie daje znaku życia? Te i wiele innych pytań pozostaje bez odpowiedzi.

Mężczyzna zrobi wszystko, żeby odnaleźć narzeczoną.
W poszukiwaniach pomaga mu jego kumpel Marc Caradec – emerytowany policjant, to czego się dowiedzą, będzie przerażające.
Raphaël ma jednak nadzieję, że odnajdzie ukochana, że nie jest jeszcze za późno.
Jakie tajemnice odkrywają? Kim tak naprawdę jest Anna? Czy uda się ją odnaleźć? Wnikliwe śledztwo przynosi zaskakujące efekty.. Ciii nikomu nie wolno o tym mówić.




Po raz kolejny i mam nadzieje nie ostatni uświadomiłam sobie, że uwielbiam tego autora. Odpowiada mi jego lekki, barwny język. Jego opisy są genialne, człowiek czuje, że uczestniczy w wydarzeniach, które przeżywa właśnie  bohater. Lubię, jak w książce cały czas coś się dziej. Tu nie można narzekać na brak wrażeń. Akcja jest wartka i bardzo emocjonująca. Czytając kolejne strony, ma się ciarki i czasami gęsią skórkę z emocji. Podoba mi się, że tym razem autor postawił bardziej na wątek kryminalny niż miłosny. Nie znałam go z tej strony i było to bardzo miłe zaskoczenie. Tajemnica, którą trzeba szybko rozwiązać, wyścig z czasem, sprawa sprzed lata, która do tej pory nie została rozwiązana. Wow to jest to. Historia niesamowicie wciąga i angażuje czytelnika już od pierwszych stron, aż do ostatniej.



Musso zastosował tu bardzo fajny manewr różnorakiej narracji. Podnosi to bardzo efekt historii, jej atrakcyjność. Mamy tu narrację pierwszoosobową, trzecioosobową i retrospekcję, która pozwala na spojrzenie w przeszłość z niebywałą starannością o szczegóły. Taki zabieg nie pozwala na pewno się nudzić czytelnikowi.
Bohaterowie powieści jak zawsze w książkach tego autora są perfekcyjnie dopracowani. Różnorodność ich charakterów i ciekawe osobowości pozwalają na stworzenie ciekawych postaci.




Bardzo podoba mi się to, że Musso konsekwentnie w każdej książce na początku rozdziałów umieszcza ciekawe myśli, sentencje innych twórców.
Wszystkie są bardzo wymowne i ciekawe:

„Każdy człowiek ma trzy życia. Jedno publiczne, drugie prywatne, a trzecie sekretne”

Cytaty te oczywiście łączą się w jakimś stopniu z treścią danego rozdziału. To nie lada sztuka.
Książka jak zwykle w wykonaniu tego autora. Ja polecam serdecznie.



14:12

YOPE Naturalny Krem do rąk

YOPE Naturalny Krem do rąk

Dziś mało czytelniczy post, ale postanowiłam się z wami podzielić moim ostatnim odkryciem.

Mianowicie genialny krem do rąk Yope.  Właśnie kończę opakowanie kremu o zapachu szałwii. Kupiłam kolejne dwa jeden o tym samym zapachu drugi o zapachu mięty i herbaty. Zakupiłam go TU


 

Naturalne kremy do rąk Yope składają się w 98% ze składników pochodzenia naturalnego i o niskim stopniu przetworzenia. Nawilżający i łagodzący podrażnienia krem do codziennej pielęgnacji skóry dłoni.   Zapach: ziołowy, orzeźwiający, chłodzący.  

Najważniejszymi składnikami kremu są naturalne i organiczne olejki roślinne, masło shea oraz witamina E.
  • Olejki arganowy, kokosowy oraz z oliwek wzmacniają i odżywiają skórę.
  • Ekstrakt z zielonej herbaty zwalcza wolne rodniki i wspomaga produkcję włókien kolagenu.
  • Ekstrakt z mięty łagodzi podrażnienia i wspomaga naturalną regenerację komórek, a witamina E opóźnia starzenie się skóry.
  • Masło shea powstrzymuje zbyt szybkie parowanie wody z naskórka.  

Czego nie ma krem do rąk : nie zawiera olei mineralnych, parabenów, peg-ów, silikonów, sztucznych barwników.  



Mam wrażenie, że często zapominamy o dłoniach, a one przecież są naszą wizytówką, widać je przecież wszędzie i zawsze, no chyba, że mamy rękawiczki.:)
Ręce myjemy przecież częściej niż resztę ciała, bo kilkanaście razy dziennie ( no przynajmniej ja tak mam, ale ja mam manię mycia rąk). Skóra zatem jest bardziej wysuszona i podrażniona na rękach, dlatego bardzo ważna jest ich pielęgnacja. 

Osobiście używałam już wielu kremów do rok, jednak do tej pory żaden, nie zachwycił mnie tak bardzo ja ten.




Przede wszystkim pierwsze co rzuca się w oczy to piękne opakowanie. Takie delikatne, kobiece kolory. Krem zapakowany jest w 100 ml aluminiową tubkę, a której bardzo łatwo wycisnąć krem do ostatniej kropelki.

Po drugie przepięknie pachnie, orzeźwiający ziołowy zapach rozchodzi się zaraz po otwarciu tubki, utrzymuje się bardzo długo na dłoniach. Jest piękny po prostu. Podoba mi się zarówno szałwia, jak i herbata z miętą.

Po trzecie kremy mają bardzo lekką formulę, wchłania się super, pozostawia fajny nietłusty filtr na dłoniach ( nie lubię tłustych od kremu rąk).

* szałwia i zielony kavior , łagodzi podrażnienia, działa bakteriobójczo i przeciw zapalnie, jest w nim tajemniczy składnik o nazwie zielony kavior, jest on na tyle inteligentny, że wchłania wilgoć, a gdy skóra jej potrzebuje, oddaje jej swoje zasoby.

* mięta i herbata  ma działanie regeneracyjne i przeciwzapalne, spowalnia proces starzenia się skóry. Bardzo dobrze regeneruje skórę suchą i szorstką.




Dla mnie idealne kremy do rąk. Ciekawa jestem waszych opinii i waszych ulubieńców jeśli chodzi o kremy do rąk. dajcie znać w komentarzach.

20:24

Melodia zapomnianych miłości Dorota Gąsiorowska -recenzja

Melodia zapomnianych miłości Dorota Gąsiorowska -recenzja

W piątek podczas kolacji zadałam mężowi pytanie. A może pojedziemy do Kazimierza Dolnego, nigdy tam nie byłam.
Słyszałam, że tam jest cudownie. Rozmowa w zasadzie stanęła na niczym, bo teraz na pewno tłumy, bo daleko, a przecież dopiero co wróciliśmy. Jechać znowu 400 km.
Ok stwierdziłam, że chyba jednak w tym roku nie daruję i pojadę.



Jakież było moje zdziwienie, kiedy sięgnęłam po książkę, która czekała grzecznie na swoją kolej do czytania Melodia zapomnianych miłości Doroty Gąsiorowskiej, której akcja toczy się w Kazimierzu.
Po pierwsze urzekła mnie okładka, w pięknych pastelowo – żółtych kolorach. Cudowna.

Jest to idealna propozycja na lato, lenistwo na hamaku, na jesienną szarugę i na zimowe wieczory pod kocem z ciepłą herbatką i ciasteczkiem.
Miłość, skrzypce, muzyka i odrobina tajemnicy, urokliwy Kazimierz, to idealny zestaw. Takie cudowności serwuje nam pani Dorota. Pierwszy raz miałam przyjemność czytać książkę tej autorki i wiecie co, muszę zdobyć jej wcześniejsze książki, bo bardzo przypadł mi do gustu jej styl pisania. Taka obyczajówka z delikatną nutką kryminalną to jak dla mnie idealne połączenie. Rozwiązywanie rodzinnych tajemnic i zagadek – uwielbiam.

Wystarczy tych moich ochów i achów, przechodzimy do rzeczy.



Bianka utalentowana skrzypaczka, nauczycielka w szkole muzycznej. Dziewczyna mieszka z ojcem w Poznaniu. Ze względu na trudną sytuację finansową,  decyduje się przyjąć bardzo nietypowe zlecenie. Opuszcza ona Poznań podczas wakacji i wyrusza do Kazimierza Dolnego. Tam mieszka u Klary zgorzkniałej i wiecznie niezadowolonej wdowy. Jej zadanie polega na opiece nad Samuelem niewidomym synem Klary. Na szczęście Bianka spotyka na swojej drodze życzliwych ludzi, którzy bardzo jej pomagają przetrwać u niemiłej pracodawczyni. Marta gospodyni, Rysio – miejscowy amator trunków wysokoprocentowych, jego babka Serafina, urocza staruszka i Małgosia, córka Marty.
Dziewczyna ma przy sobie swoje ukochane skrzypce, to instrument jej babki Walentyny. Okazuje się, że zadanie, którego podjęła się Bianka, jest trudniejsze, niż myślała. Podczas pobytu wychodzą na jaw sekrety, które…





Ciii. Nic nie powiem.
Przeczytajcie, a nie pożałujecie. Zapewniam.
W powieści jest tak wiele niewiadomych, tajemnic i intryg, że wciąga ona niczym najlepszy kryminał. Czyta się ją jednym tchem, Aż do ostatniej strony.
Czy Biance uda się wykonać zlecone zadanie?
Jakie tajemnice kryje w sobie Kazimierz?




Melodia zapomnianych miłości to powieść fascynująca, intrygująca, napisana pięknym językiem. Dopracowana w każdym calu. Piękna okładka, która od razu zachęca do przeczytania, cudne opisy, które sprawiają, że mamy wrażenie spacerowania z bohaterką po urokliwych zakątkach miasteczka. Po przeczytaniu książki już wiem na pewno, że muszę w końcu pojechać do Kazimierza postanowione.




11:53

Gotując dla Picassa – C.A. Belmond – recenzja

Gotując dla Picassa – C.A. Belmond – recenzja
Lato, Prowansja, zapach lawendy i rodzinnych sekretów.
To wszystko dostaniecie w najnowszej, książce Camille Aubray Gotując dla Picassa.
Autorka zapewnia nam wspaniała podróż do malowniczej Francji, żeby rozwikłać rodzinną zagadkę.
Główna bohaterka Celine na co dzień charakteryzatorka przylatuje na świętado swojej matki. Tam poznaje historie babci Ondine, która rzekomo ukryła gdzieś w restauracji obraz Picassa.



Tajemnica ta wychodzi na jaw przy okazji tego, co postanowił ojciec dziewczyny. Uważał on, że pieniędzmi najlepiej zarządzają mężczyźni, dlatego cały swój majątek przepisał na synów. Ci mieli oczywiście podzielić się nimi z dziewczyną. Jednak czy tak się stanie? Oczywiście życie płata figle.
Celine i jej matka zostają odcięte od pokaźnego majątku Arthura. Muszą radzić sobie same.
Teraz tajemnica babki Celine wychodzi na światło dzienne i wydaje się bardzo ważna, czy jest ona prawdziwa?




Dlatego dziewczyna wyrusza do Francji, żeby zbadać sprawę, potwierdzić wszystko dokładnie. A nóż plotki okażą się prawdziwe.
Ondine gotowała dla Picassa, tak tego właśnie.  Jest to pięknie opisana historia malarza, którego dzisiaj tak doceniamy, czego nie można powiedzieć o czasach mu współczesnych.
W powieści wymieszane są prawdziwe i fikcyjne wydarzenia. Czytając ją mamy jednak wrażenie, że mogło to mieć miejsce naprawdę.






Jaką tajemnice odkrywa nasza bohaterka?
Otóż jej babka ukryła podobno w jednej z restauracji prowansalskich obraz. Tak dobrze się domyślacie obraz Picassa.
Celine wyrusza w podróż. Czy uda jej się odnaleźć zaginione dzieło? Czego się do wie przy okazji swojej podróży?





Powieść pisana jest dwubiegunowo, współczesność przeplatana jest z latami 30. XX wieku.
Wybuchowa mieszanka przecudownej Prowansji i temperamentnego malarza dostarczy nam wielu niezapomnianych emocji.
To obowiązkowa lektura dla tych wszystkich, którzy lubią Francję.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.




Copyright © 2016 Janielka czyta , Blogger