Éric-Emmanuel Schmitt _Człowiek, który widział więcej _recenzja

Éric-Emmanuel Schmitt _Człowiek, który widział więcej _recenzja

Éric-Emmanuel Schmidt myślę, że tego autora nie trzeba nikomu przedstawiać. Jego przepiękną opowieść o Oskarze zna chyba każdy, kto lubi literaturę. Wiadomo również, że książki tego autora nie należą do najłatwiejszych. Tym razem nie jest inaczej.






Główny bohater to Augustin. Dwudziestopięcioletni chłopak, który nie ma pracy (znaczy ma, ale nie dostaje za nią wynagrodzenia), nie ma domu, nie ma przyjaciół. Jego natura i uroda sprawiają, że ludzie go ignorują, nie zauważają, a jeśli już to tylko po to, żeby się z niego pośmiać. Jego życie ulega zmianie, kiedy staje się on świadkiem zamachu terrorystycznego. Na jego oczach młody człowiek odpala ładunek wybuchowy w kościele podczas uroczystości pogrzebowych. Augustin jako świadek staje się w ciągu kilku chwil bardzo popularny. 
On jednak cieszy się najbardziej z tego, że będzie kilka dni w szpitalu, tam dadzą mu jeść i będzie miał dach nad głową. Nie myślcie sobie, że to koniec złej passy. Kłopoty niestety zaczynają się, kiedy chłopak  opowiada o zamachowcach. Widział on bowiem dwóch mężczyzn, jeden z nich po sporządzeniu rysopisu okazuje się nieżyjącym od dziesięciu lat ojcem  terrorysty. To doprowadza do tego, że staje się on podejrzanym. Jedyną osoba, którą wierzy chłopakowi, jest pani prokurator, która odkrywa, że chłopak ma pewne zdolności, inaczej postrzega świat, prosi go, by przeprowadził wywiad z Bogiem.




„Człowiek, który widział więcej” to pewnego rodzaju rozważania na temat wiary, Boga i człowieka. Zmusza do zastanowienia się nad obecnym światem, nad tematem wiary. Jak bumerang powraca do nas pytanie, dlaczego?. Dlaczego ludzie zabijają w imię Boga? Czy Bóg to dla nich wymówka? Czy to nasza wina, bo jesteśmy źli, a on jest dla nas swego rodzaju usprawiedliwieniem? A może jednak to Bóg jest zły, a my ludzie to tylko pionki, które on przestawia? Może to on patrzy i wykorzystuje nas dla sobie znanych celów? Myślę, że każdy z nas odpowie na te pytania inaczej.





Na uwagę zasługuje tu bardzo ważny problem poruszany przez autora,
terroryzm, który dotyka wiele krajów. Wiadomo, że w ówczesnym świecie każdy może się znaleźć w niewłaściwym czasie, w niewłaściwym miejscu. Temat dżihadu jest tu bardzo szczegółowo roztrząsany. To nad czym autor się zastanawia, daje nam wiele do myślenia. Jest jednak i druga strona medalu. To jak Bóg widzi ludzi, te rozważania są bardzo ciekawe i bardzo trafne.
Książka nie jest lekturą łatwą, nie można powiedzieć, że czyta się ją lekko. Filozoficzne rozważania na pewno nie wszystkim przypadną do gustu (mnie bardzo się podobały). Jeszcze jedna rzecz, która może nie wszystkim się spodoba. Jest to temat wiary, wiadomo, nie wszyscy lubią, na ten temat rozmawiać.




Jak widzicie, nie jest to książka dla każdego, jak chyba większość książek tego autora. Bardzo podobała mi się, próba zrozumienia fanatyzmu religijnego terrorystów. Choć mnie to nie przekonuje. Autor nikogo tu nie obwinia, to zadanie pozostawia czytelnikowi, żeby sam znalazł tę odpowiedź.
Ja jestem jak zwykle na tak. Uwielbiam książki tego autora. Uwielbiam jego styl pisania. Tu dodatkowym atutem są dla mnie wątki filozoficzne. Myślę, że jest to wspaniała książka, która otwiera nam szeroko oczy na wiele spraw dotyczących nas, naszego świata, naszej wiary…
Wróżka mimo woli Ewa Zdunek - recenzja

Wróżka mimo woli Ewa Zdunek - recenzja


Wierzycie we wróżby, wróżki, przepowiadanie przyszłości? Podejrzewam, że każdy z nas trochę w to wierzy, choć nie zawsze się przyznaje do tego. Prawda!?
Emilia to wróżka, która nie jedno już w życiu przeszło. Złamane serce, rodzina z problemami, brak przyjaciół i w końcu brak wiary we własne siły. Roksana najlepsza koleżanka wyjeżdża do Australii i nie daje znaku życia, kłopoty to specjalność naszej bohaterki.
Książka jest naszpikowana zagadkowymi i pełnymi humoru zagadkami. Umierający młody człowiek, po którym zostaje pies i but, trupy, które giną, potem się pojawia, Diabeł, który wynajmuje sąsiednie mieszkanie, podejrzany mag. Pomieszanie z poplątaniem.
Książka jest tak zabawna, że czytając ją, śmiałam się kilkukrotnie w głos.
Jest to rodzaj pamiętnika pisanego przez Emilię, nie opisuje ona jednak każdego dnia. Często możemy przeczytać tu o innych bohaterach, równie zakręconych i zabawnych jak nasza wróżka.



Książka „Wróżka mimo woli” to prawdziwa czarna komedia, w której główną role odgrywają dialogi. Prosty i czasami nawet dość dosadny język sprawia, że śmiejemy się w głos. Nie jest to w zasadzie opowieść o Emilii, a o zagadkowej śmierci niejakiego pana Ryszarda. Autorka świetnie połączyła wszystkie postacie, wszystkie one doprowadzają nas do rozwiązania tajemniczej zagadki.
Postacie są świetnie wykreowane przez autorkę. Każda z nich ma swoje dziwactwa i każda jest na swój sposób inna.
Uwielbiam takie książki, są idealne po tygodniu pełny pracy i stresów, są idealne do rozładowania napięcia.
Już dawno się tak nie ubawiłam, jak czytając Wróżkę mimo woli.
Jeśli lubisz się śmiać, lubisz czarne komedie, to mam coś dla Ciebie.
Polecam.



Serce z piernika Magdalena Kordel- recenzja

Serce z piernika Magdalena Kordel- recenzja

Zawsze uwielbiałam pierniki. Co roku piekę je z moimi dziećmi w listopadzie, żeby były dobre na święta. Dzieciaki ozdabiają je, jak potrafią najładniej. Potem pierniki lądują w pudełku. Jeszcze nigdy nie doczekały świąt. Zapach tak kusi, że nie możemy się oprzeć i co roku wyjadamy je tak, że w grudniu trzeba najczęściej robić kolejną partię. Tylko że ja miałam pisać o książce, a nie o naszych corocznych przebojach z piernikami. 



No właśnie, ta książka cudownie pachnie piernikami, wyzwala w nas magię świąt, nastraja świątecznie. W ubiegłym roku zaczytywałam się w Aniele do wynajęcia, w tym roku dostałam od M. Kordel kolejny prezent, tym razem piernikowe serce. Jest to jak zwykle opowieść ciepła, magiczna i wzruszająca. Nie pomyślcie jednak, że jest słodka, cukierkowa i nijaka. Co to, to nie. Jest bardzo optymistyczna, a jednocześnie poruszane w niej problemy rozwiązywane są z rozsądkiem, miłością i oddaniem. Klementyna, główna bohaterka mieszka z córką Dobrusią i babką Agatą, o której mówią, że jest pogubiona. Kobieta samotnie wychowuje córkę i do tego wszystkiego musi ciągle pilnować swojej babci. Agata po wojennej traumie ma dziwną przypadłość, pakuje walizki i ucieka, nasza bohaterka dzielnie jej towarzyszy w tych podróżach. Jednak przychodzi czas, kiedy ma tego dość. Jak potoczą się dalej ich losy? Czy Klementyna przeciwstawi się swojej babci?






Dziewczyna pracuje w domu, piecze i ozdabia pierniki. Są one tak cudne i pyszne, że zamówienia na nie trzeba składać dużo wcześniej. Pewnego dnia podczas pracy tworzy się piernikowa chatka, która przypomina do złudzenia kamienicę, którą dziewczyna otrzymała w spadku po swojej cioci. Czy to jakiś znak? Może trzeba się nad tym zastanowić? Może warto odwiedzić dawne miasteczko, gdzie mieszkała babcia?






Jaką decyzje podejmie Klementyna.? Więcej nie napiszę, nie chcę zdradzać, jaką decyzje podjęła nasza bohaterka. Nie chce zabierać Wam przyjemności z czytania.

Mogę tylko powiedzieć, że to kolejna książka Magdaleny Kordel, która jest pełna miłości, ciepła rodzinnego. Jest to książka o życiu, o codziennych troskach i zmartwieniach, ale również o tym, że można te wszystkie niedogodności losu przezwyciężyć.






Powieść idealnie wprowadzi Was w świąteczny nastrój. Zróbcie sobie gorącej herbaty z cytryną, zawińcie się w ciepły koc i oddajcie się we władanie magii ukrytej w piernikowych sercach.





 Googbye Days... Jeff  Zentner - recenzja

Googbye Days... Jeff Zentner - recenzja



Śmierć przyjaciół. Czy to dobry pomysł na książkę dla młodzieży? Motyw ten możemy znaleźć w wielu książkach. Jednak najczęściej jest on wiązany z miłością. Tu autor postanowił przekazać młodym ludziom śmierć jako stratę przyjaciela, kumpla. To bardzo trudny temat, jednak jest to w pewnym sensie możliwość dotarcia do młodego pokolenia przez pewnego rodzaju szok. Książka jest naszpikowana emocjami, które mogą wstrząsnąć czytelnikiem, myślę, że nie tylko młodym. Nie jest to książka o miłości, nie jest to książka o miłości rodzicielskiej, jest to opowieść o tym, jak młody chłopak zmaga się z samym sobą po starcie przyjaciół.

Carver dowiaduje się, że może być odpowiedzialny za śmierć swoich kolegów. Minęło kilka dni od wypadku samochodowego, w którym giną trzej młodzi chłopcy, jego najlepsi kumple. Myśli, że to on mogę być za to odpowiedzialny, to nie jest dobry start w nowy rok szkolny. Nasz bohater zostaje bez przyjaciół, ma ogromne poczucie winy, kiepsko dogaduje się z rodzicami, jego życie straci sens. Są jednak osoby, które cierpią równie mocno, jak on, to dziewczyna jednego z jednego przyjaciół i babcia drugiego. Czy to jednak wystarczy, żeby pogodzić się z tym, że najlepsi przyjaciele już nie wrócą? Czy Carver da radę przeżyć żałobę?





Książka jest bardzo dobrze napisana i warta przeczytania. Od pierwszych kartek możemy zauważyć, że jest ona przepełniona emocjami głównego bohatera, który stacza walkę z samym sobą. Konflikt wewnętrzny bohatera, który z jednej strony czuje się winny, ale z drugiej myśli, że to może jednak nie jego wina, daje nam jako czytelnikom wiele do myślenia.. Ta walka głównego bohaterem powoduje, że my razem z nim zaczynamy to wszystko przeżywać i odczuwać. Autor nie oszczędza czytelnika, zdarza się, że czytając, nasze serducho rozbija się na tysiąc kawałków z żalu i smutku. Na szczęście nasz bohater ma też chwile normalności, bo inaczej nie dałoby się tego czytać. Pojawia się tu także wątek miłosny, jednak jest on tylko tłem do całości. Co prawda odwraca on trochę uwagę czytelnika od głównego wątku i problemu, ale myślę, że jest to bardzo fajna odskocznia od trudnego wątku głównego.






Googby Days… mamy opisanych wiele sposobów na przeżycie żałoby. Żałoba po stracie kumpli, chłopka, wnuka, syna. Nienawiść, obwinianie siebie, innych to uczucia, które targają nami po starcie najbliższej osoby. Jeff Zentner pokazuje, że żałoba ma wiele twarzy, czasami jest to dla czytelnika przytłaczające.






Bardzo podoba mi się to, jak wykreowani są bohaterowie powieści, nie są przerysowani, są bardzo dobrze dobrani do ról, jakie odgrywają.
Jeśli zatem macie ochotę na książkę, która: „Najpierw was przygnębi, potem pocieszy, a z całą pewnością zmieni”. Zapraszam do lektury.




Przebudzenie Olivii _ Elizabeth O'Roark - recenzja

Przebudzenie Olivii _ Elizabeth O'Roark - recenzja




Wiemy wszyscy jak dzisiaj trudno o subtelny i ładnie napisany erotyk. W większości mamy albo zbyt dużo scen, albo zbyt dużo wulgaryzmów.
Jeśli lubicie ładnie napisane, ale jednocześnie nienachalne erotyki zapraszam do przeczytania Przebudzenia Oliwii. Nie ma tu scen łóżkowych, na co drugiej czy trzeciej stronie, kochankowie nie pocieszają się co godzina. Główny wątek książki to problemy młodej biegaczki Oliwii. Przeszłość dziewczyny jest…, no właśnie jaka?




 Nie mogę wam za bardzo zdradzić, bo nie lubicie przecież spoilerów. Powiem tylko tyle, że nie była, usłana różami. Przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć, szczególnie nocą. Dziewczyna stara się jednak walczyć z demonami przeszłości, jej pasją staje się bieganie. Po przeniesieniu zjawia się w East Colorado University, przez incydent, który miał miejsce starej szkole. Jej trenerem w obecnej szkole zostaje Will. Jest on początkowo bardzo sceptycznie do niej nastawiony, nie jest zadowolony, boi się, że dziewczyna i tu coś przeskrobie, na początku ta dwójka nie lubi się za bardzo, czego wynikiem są wieczne sprzeczki i docinki.




Kiedy jednak Will dowiaduje się, czym spowodowane, są problemy dziewczyny, postanawia jej pomóc. Ponieważ Oliwia jest bardzo niezależną osobą, nie lubi jak ktoś, wchodzi do jej życia w buciorach, nie jest zainteresowana. Jednak jakaś siłą ciągnie ich do siebie. Magnes, który ich przyciąga do siebie, jest coraz mocniejszy. Jednak Will jest przecież jej trenerem. Czy ich uczucie nie jest, przypadkiem niemoralne? Czy znajdą na to jakieś rozwiązanie?



Powiem szczerze, że kiedy zobaczyłam okładkę książki, bardzo zmysłową i piękną pomyślałam, mam nadzieję, że to będzie dobra książka? Poczytałam oczywiście recenzje, wszędzie były bardzo pozytywne. Zaczęłam czytać. Z każdą stroną było coraz lepiej, lepiej, lepiej. Nie mogłam się od niej oderwać. Losy Oliwii, tak mnie, zaintrygowały, że chciałam jak najszybciej odkryć jej tajemnicę. Książkę bardzo przyjemnie się czyta, styl autorki jest bardzo przyjemny, nie męczy podczas czytania. Podobało mi się również to, że sceny erotyczne są tu tylko delikatnym dodatkiem do całości, a nie odwrotnie. Problemy, które mam przedstawione w powieści są tak zaskakujące, wciągają czytelnika bez reszty, powodując czasami strach, przerażenie. Czytając mamy czasami ochotę pomóc tej dziewczynie, która boryka się z takimi problemami, które niejednokrotnie przerosłyby dorosłego człowieka. Bardzo polubiłam główną bohaterkę, od razu wydała mi się sympatyczną i bardzo dojrzała osoba. Najbardziej na nerwy działała mi Jessika, dziewczyna Willa, ta to potrafiła człowieka wyprowadzić z równowagi. Will trochę mnie denerwowało jego niezdecydowanie.




Mogę jednak z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że Przebudzenie Oliwii to jeden z lepszych erotyków, które do tej pory przeczytałam. Nie jest banalny, porusza też inne ważne problemy. Autorka skupia się tu na ludziach, a nie tylko na seksie.
Jeśli nie straszna wam podróż w głąb trochę niesfornej i przerażonej duszy Oliwii, zapraszam. Odkryjecie tu wiele rzeczy, które człowiekowi nie mieszczą się w głowie.




Skradzione godziny_ Maria Solar- recenzja

Skradzione godziny_ Maria Solar- recenzja

Miłość, chyba każdy z nas zna to uczucie, a jeśli nie to mam nadzieję, ze w najbliższym czasie pozna. Dzięki miłości świat wydaje nam się piękniejszy, wszystko jest łatwiejsze i mniej skomplikowane. Wszystko jest ok. kiedy miłość jest otwarta i możemy o niej mówić. Jednak co jeśli nasza miłość jest zakazana. Co, jeśli nie możemy o niej wykrzyczeć, powiedzieć? Czy wtedy tez jest ona taka cudowna?




Skradzione godziny to wzruszająca opowieść o miłości.
Anselmo umiera z kartką w ręku, jest na niej tajemnicze zdanie „Powiedz, że mnie kochasz”. Roberto, jego wnuk postanawia, że odkryje ,kto jest odbiorcą tajemniczej wiadomości. Ciekawi jesteście czy mu się uda?
Jest to przepiękna opowieść o miłości. Miłości, która nie miała racji bytu, która nie powinna się zdarzyć. A może jednak miłości pięknej, wzruszającej i takiej do grobowej deski? Tę ocenę zostawiam Wam. Czy tajemniczy list jest kluczem do rozwiązania zagadki?





Historia opowiada o dwóch różnych rodzinach, które muszą zmierzyć się z tragedią. W jednej umiera pewnego dnia zupełnie niespodziewanie dziadek, w drugiej babcia.
W jednej tragedia prowadzi do rozwiązania niektórych rodzinnych problemów, Lola po śmierci ojca może wraz z mężem ogłosić separację. Oboje są prawnikami, wiedzą, że niedługo wejdzie prawo do rozwodu, w drugiej Rosa, która ma męża tyrana, który zniewolił żonę, podporządkował ja sobie całkowicie. Nie potrafi on kontrolować swoich emocji i znęca się od lat nad żoną i dziećmi.




Autorka stworzyła bardzo barwną opowieść o miłości. Jest tu mowa o uczuciu dojrzałym i prawdziwym i dla kontrastu mamy miłość pierwszą, która też jest miłością zakazaną. Czy zakazany owoc okaże się faktycznie taki smaczny? Książka jest napisana pięknym językiem, bez wulgaryzmów (co ostatnio rzadko się zdarza). Każdy element książki jest przemyślny i spójny z resztą. Bohaterowie to chyba najmocniejsza strona książki. To po prostu majstersztyk. Wszyscy są bardzo charakterystyczni i dopracowani w każdym szczególe.
Autorka w doskonały sposób pokazał nam blaski i cienie miłości. Dla mnie jedna z lepszych książek, które przeczytałam w tym roku.




Sekretnik Szeptuchy. Co każda Słowianka wiedzieć powinna Katarzyna Berenika Miszczuk

Sekretnik Szeptuchy. Co każda Słowianka wiedzieć powinna Katarzyna Berenika Miszczuk

Zafascynowana serią Kwiat paproci Katarzyny Berenik Miszczuk, dostałam ostatnio kolejne cudeńko z tej serii, Sekretnik Szeptuchy. Jak wiadomo świat Słowian, to magiczne miejsce, które jest pełne boginek, demonów, bóstw, przedmiotów z nadprzyrodzonymi mocami. Od zawsze fascynowały mnie nasze słowiańskie wierzenia, magia tego okresu. Cieszę się, że miałam przyjemność  otrzymać takie cudeńko. 





Jest to fantastyczna księga, w której można przeczytać, o bóstwach, skorzystać z sekretnych przepisów Szeptuchy oraz odnaleźć miejsce na swoje sekretne przekazywane z pokolenia na pokolenie przepisy Zaczynamy więc Nowy Rok – słowiański. Czy wiecie, jak Słowianie nazywali miesiące? Jak zabić demoniczne istoty? Jak pozbyć się sąsiada? O jakich słowiańskich datach powinniśmy pamiętać? Kiedy jest Noc Kupały? Kiedy zakwita kwiat paproci? Jakie były najpopularniejsze zwyczaje naszych przodków? Te i wiele innych tajemnic i sekretów odkryjecie i poznacie w Sekretniku Szeptuchy.




 Do tego macie słowiańskie opowiadania do poczytania i fragment kolejnej części cyklu oraz kolorowanki na odstresowanie, przygotowane przez Milenę Młynarską. Nie jest to tradycyjny kalendarz. Nie możemy też nazwać go plannerem. Minimalizm pozwala nam skupić się na najważniejszych zdarzeniach i na poznawaniu tajemnej wiedzy przekazywanej przez autorkę. 




Na uwagę zasługuje również szata graficzna Idealnie dobrana okładka przypominająca książki o ziołach. Przepiękne zdobienia wewnątrz, ilustracje. Jak już wspomniałam, książka jest bardzo minimalistyczna, dlatego też grafika w środku nie jest kolorowa. Ma to jednak swój urok, a poza tym można to wszystko pokolorować. 




Przepiękne, bardzo staranna wydanie. Bardzo podoba mi się to, że nie ma tu dni tygodnia przy poszczególnych dniach. Jest to uniwersalne. Można w 2018 roku pozachwycać się swoją perełką, poczytać, pooglądać a w 2019 potraktować to jako kalendarz.Jest to idealna propozycja na magiczny prezent dla przyjaciółki czy koleżanki,  lub dla nas. Ja swoją podzielę się z bardzo bliską mi osobą Moją Szeptuchą, która nie raz pomogła w różnych dolegliwościach nie tylko ciała (najgorsza w smaku chyba była piołunówa na ból żołądka, ale pomogła)  i duszy.




Nie wiem zatem, jak zostanie wykorzystany, czy jako kalendarz, czy może jako książka do zapisywania sekretnych przepisów na magiczne mikstury, na róże dolegliwości.





Magdalena Tulli Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską

Magdalena Tulli Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską

Książka, z którą dzisiaj do Was przychodzę to niesamowity wywiad-rzeka. „Jaka piękna iluzja” to bardzo mądra, wyważona rozmowa Justyny Dąbrowskiej z Magdaleną Tulii. Powiem szczerze, że nie znam twórczości pani Magdaleny, ale mam zamiar to jak najszybciej nadrobić. Nie wiedziałam czego się spodziewać po tej książce. Bo tak właściwie czego można spodziewać się po wywiadzie. Wywiad kojarzy nam się raczej z czymś krótki, a tu książka? I tu się zdziwiłam. „Jaka piękna iluzja” to książka o życiu, nie tym wymyślonym, ale tym prawdziwym Tym, które dzieje się naprawdę, z jego rozterkami, szczęściem i nieszczęściem. Nie jest to jednak zbiór rad i frazesów. Uświadamia nam i pokazuje, czy raczej przypomina to, jak skonstruowany jest świat. Świat naszych emocji, jak dostrzegać prawdę, tę uniwersalną, która jest wszechobecna i jej uniwersalne zasady powinnyśmy znać i przestrzegać . Podoba mi się bardzo forma tego wywiadu. W zasadzie jest to forma rozmowy. Rzeczowa, ciekawa i piękna rozmowa. Nie gadanie o byle czym, ale konkretna rozmowa, a ostatnio to niestety rzadkość. Nie potrafimy rozmawiać, coraz częściej nasze rozmowy kończą się kłótnią czy niezrozumieniem. Może warto wrócić de tego, że rozmowa to świetna forma komunikacji. Dużą funkcję pełni tu także słuchacz. No właśnie, słuchanie. To druga ważna rzecz, słuchanie się nawzajem. Słuchanie drugiego człowieka. Książka jest o tyle fajna, że nie trzeba jej czytać w całości. Jest to również taka książka, do której wracamy, która zostaje z nami na dłużej. Nie jest to lektura na raz. Moja zostanie na półce i zapewne, kiedy do nie wrócę, kiedyś, moje wrażenia po jej ponownym przeczytaniu, będą równie ciekawe, jak dzisiaj. Jest to lektura, która nie pozwala nam na to, że o niej zapomnimy. Zmusza nas do przemyśleń, do zatrzymania się, rozejrzenia wokół. Do zauważenia ludzi, którzy z nami mieszkają, pracują, a co najważniejsze, żeby spojrzeć na samych siebie.
Jest to świetna książka do poznania samego siebie. Do zauważenia tego, co wcześnie omijaliśmy, refleksji.
Dziewczyna na miesiąc. Październik - Listopad - Grudzień Audrey Carlan - recenzja

Dziewczyna na miesiąc. Październik - Listopad - Grudzień Audrey Carlan - recenzja

Ostatnia część „Dziewczyny na miesiąc” jest zupełnie  różni się od pierwszych trzech części.

Mia spłaciła już dług ojca, jest teraz wolna i zakochana po uszy w swoim pierwszym kliencie i obecnym chłopaku. West jest po traumatycznych przeżyciach po spotkaniu i przetrzymywaniu go przez terrorystów. Jest zakochany po uszy w swojej dziewczynie i to jak twierdzi „trzyma go przy życiu”.



Jest to zupełnie inna część niż trzy pozostałe. Autorka zajmuje się kilkoma innymi wątkami, starając się je rozwinąć i jednocześnie zakończyć w tej części. Watek ojca, który ciągnie się w zasadzie przez wszystkie części i jest on głównym motywem postępowania głównej bohaterki. Zostaje rozwiązany według mnie w dość zaskakujący sposób. Pojawią się też wątek matki, która zostawiła dziewczynki, jak były małe i zasadzie do tej pory nie dała znaku życia.






Jaką rolę w tej części  odegra matka Mii? Czy kobiety się odnajdą? Czy może nie?

Cała fabuła oparta jest w zasadzie na codziennym życiu naszej dwójki.

Jest bardzo dużo scen erotycznych, wiec, jeśli nie lubicie takich scen, nie sięgajcie po kolejny tom, lub potraktujcie książkę z lekkim przymrużeniem oka.

Seks jest tu lekarstwem na chyba wszystkie bolączki dnia codziennego. Na zły humor, na nocne koszmary, na traumę i wiele innych.





Ja jestem po lekturze wszystkich 4 części i mogę tylko powiedzieć, że nie żałuję. Jest to bardzo fajna, lekka i miła w czytaniu literatura kobieca. Owszem są sceny erotyczne (nawet sporo), ale przecież nie jest to nic strasznego. Nie można być przecież pruderyjnym i udawać, że to jest fee i że mnie to nie dotyczy.


Ja osobiście polecam. Ciekawa jestem jednak jaka jest wasza opinia na temat tej serii?

Wcześniejsze części
Styczeń luty marzec
Kwiecień maj czerwiec


Copyright © 2014 Janielka czyta , Blogger