Poprosisz mnie o śmierć Peter James -recenzja

Poprosisz mnie o śmierć Peter James -recenzja






Nadinspektor Roy Grace z wydziału dochodzeniowego policji w Brighton dzieli swój czas między pracę oraz opiekę nad synkiem Noah i przygotowania do ślubu ze swoją narzeczoną Cleo. Gdy właśnie planuje podróż poślubną do Wenecji, na horyzoncie pojawia się sprawa, która może pokrzyżować jego plany. Agentka handlu nieruchomościami Red Westwood wierzy, że wreszcie uporała się z trudną przeszłością u boku dominującego Bryce’a Laurenta, który próbował przejąć kontrolę nad jej życiem. Laurent, oszust posługujący się licznymi fałszywymi tożsamościami, w końcu wyprowadził się z jej mieszkania i otrzymał sądowy zakaz zbliżania się do Red, która niedawno związała się z troskliwym i opiekuńczym lekarzem Karlem Murphym, z którym planuje przyszłość. Jednak Karl nie pojawia się na ich kolejnej randce i niespodziewanie znika z życia Red, a wkrótce na jednym z pól golfowych policja znajduje jego zwęglone zwłoki oraz list pożegnalny. Wszystkie ślady wskazują na samobójstwo, lecz Roy Grace i jego koledzy z wydziału dochodzeniowego mają wątpliwości. Kiedy nadinspektor angażuje się w poszukiwanie Laurenta, ten bierze na cel również jego, postanawiając zaatakować Grace’a w dniu jego ślubu. Policjanci i osaczona Red Westwood podejmują walkę z prześladowcą, kładąc na szali bezpieczeństwo swoje i swoich najbliższych.

Pierwszy raz miałam okazje przeczytać książkę Petera Jamesa i zapewne nie ostatni. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta, powieść jest bardzo dobra.
Fabuła jest tak skonstruowana, że zmusza nas i angażuje do śledzenia wszystkich poszlak i incydentów, żeby łatwiej i szybciej rozwiązać zagadki morderstwa. Już od samego początku mamy co robić, zaczyna się wszystko bardzo mocnym akcentem, napięcie wzrasta wraz z rozwojem sytuacji. Sprytnie zakamuflowane i wplecione wydarzenia sensacje wzmagają tylko naszą ciekawość. Genialna narracja pozwala na bardzo płynne przechodzenie od jednego wątku do drugiego.
Trochę fabuły. Młoda kobieta umieszcza na pewnym portalu randkowym ogłoszenie. Dostaje jedną odpowiedź, która ją satysfakcjonuje. Ideał po prostu, piękny, przystojny i bogaty, no czego chcieć więcej?
No właśnie gdzie jest haczyk? Już się zapewne domyślacie, że ten ideał to potwór, który zmienia życie kobiety w piekło. Kiedy poznajemy Red, jest od roku singielką, jej toksyczny związek już jest historią, przynajmniej tak jej się wydaje. Spotyka faceta, który jej się podoba, jednak czy spodoba się to jej byłemu?
Jaki cel przyświeca oprawcy? A no bardzo prosty: „Będziesz moja albo niczyja”. Chce ja ukarać za to, że został porzucony. Chce zniszczyć Red, wszystko, co ja uszczęśliwia. Pierwszy na liście jest jej nowy chłopak. W sprawę zostaje zaangażowany najlepszy policjant dochodzeniowy Nadinspektor Roy Grace. Policjant przygotowuje się do ślubu, jednak Laurent jemu też grozi, w dniu ślubu życie jego i jego rodziny jest zagrożone. Czy uda mu się zapobiec tragedii? Czy może jednak psychopata wygra tę potyczkę?
Świetnie wykreowane postacie są wielkim atutem książki, szczególnie portret psychologiczny Laurenta Bryca zrobił na mnie ogromne wrażenie. Inteligentny, przebiegły o wielu twarzach a w rzeczywistości psychopata i potwór. Człowiek z ogromną wiedzą z różnych dziedzin, którą potrafi świetnie wykorzystać.
Czy zostaje schwytany? Czy zostanie ukarany?
Przeczytajcie, a wszystkie wątpliwości zostaną rozwiane.
Nocna runda Lee Child - recenzja

Nocna runda Lee Child - recenzja


Kolejna książka o przygodach Reacher’a, kolejna fantastyczna przygoda czytelnicza.
Czy wojskowy sygnet znaleziony w lombardzie, może stać się pretekstem do kolejnej przygody? Co się stało z jego właścicielem, a może to właścicielką, bo sygnet jest bardzo mały? Dlaczego znalazł się lombardzie? Czy to możliwe, żeby przedmiot, którego zdobycie wymagało ogromnego poświecenia i wysiłku, ot tak znalazł się w lombardzie?

Hmm to chyba idealne potwierdzenie tego, że trzeba na te wszystkie pytania uzyskać odpowiedzi. Nasz bohater jak zwykle bezinteresownie, z wielkim zaangażowanie, dozy do rozwiązania zagadki. Jego niemal ponadczłowiecza postura i sprawność fizyczna powodują, że ludzie się go trochę obawiają. Jego zasady są bardzo specyficzne, żyje dniem dzisiajaszym, dlatego czasami jego decyzje są dla czytelnika zaskakujące, może nawet irytujące i dziwne.
Nie mniej jednak Racher wydaje się w tej części jakby bardziej spokojny, wyważony, mniej butny. Może dlatego też książka wydaje się spokojniejsza, łagodniejsza, a bójki i konflikty nie dominują w niej tak jak w poprzednich powieściach.
Ten spokój pozwala na to, żeby łagodnie, bez spektakularnych zwrotów, łagodnie poddać się fabule i w spokoju dać się prowadzić autorowi przez kolejne strony.
Świetne postacie drugoplanowe dopełniają całości. Prywatny detektyw, mądra i piękna Jane to idealne towarzystwo dla naszego bohatera.
Genialnie zbudowana, fabuła, akcja, która wydaje się spokojna, a jednak, nie możemy się doczekać co będzie dalej. Napisana tak, że każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie (no może oprócz tych, którzy lubią ckliwe romanse). W zasadzie mogłabym napisać recenzję na kilka stron o tej książce. Tylko po co? Pewnie niechcący zdradziłabym jakiś szczegół, powiedziała o jedno słowo za dużo. Nie chcę Wam psuć świetnej lektury i dlatego …
Polecam serdecznie.

Zanim pozwolę Ci wejść Blackhurst Jenny- recenzja

Zanim pozwolę Ci wejść Blackhurst Jenny- recenzja

Przyjaźń to bardzo fajna sprawa. Dobrze mieć kogoś na kogo można liczyć, na dobre i na złe. Macie przyjaciółkę lub przyjaciela. Ja mam to szczęście, że mam dwie cudowne przyjaciółki, do których zawsze mogę się wygadać i wypłakać. Pomagają również w ciężkich chwilach, potrafią tę opierniczyć, gdy jest taka potrzeba.




Powieść, którą miałam ostatnio okazje czytać, to właśnie historia trzech kobiet, które przyjaźnią się ze sobą od lat. Jednak nie do końca mówią sobie wszystko. Karen, Bea i Eleonora, trzy cudowne kobiety, zawsze mogły na siebie liczyć, ale każda z nich ma coś do ukrycia. Ich życie wydaje się idealne, ale…, no właśnie.

Pewnego dnia do drzwi psychoterapeutki Karen puka młoda dziewczyny, pacjentka, która przyszła na terapię. Jessica, jest młoda, nękają ją bóle głowy, pierwsze co wypowiada to „Nie naprawi mnie pani”.
Jest to jasny przekaz, dziewczyna nie chce się wyleczyć, wiec, po co przyszła? Najciekawsze jest to, że kobieta zna wiele faktów z życia pani doktor. To wszystko powoduje, że życie Karen, Bei i Eleonory zmienia się w koszmar. Wydawać by się mogło, że tych trzech silnych kobiet nic nie jest stanie złamać, a jednak. Przeszłość zaczyna je osaczać z każdej strony, co powoduje, że demony z przeszłości powracają.

Dokąd to wszystko ich zaprowadzi? Czego chce Jessic
a? Do czego zmierza?

„Zanim pozwolę Ci wyjść” jest fascynującym i bardzo dobrze skonstruowanym thrillerem. Bardzo przystępny język, pozwala na to, żeby książkę czytało się szybko i przyjemnie.
Wartka akcja i ciekawie fabuła nie pozwalają się nam nudzić ani przez chwilę. Ciekawym zabiegiem autorki, który bardzo uatrakcyjnia fabułę, są sesje terapeutyczne Karen. Krótkie rozdziały, opisujące zdarzenia z udziałem poszczególnych bohaterek, nie pozwalają na nudę, szybko mijają i zaraz mamy kolejną akcję, kolejne wydarzenia. Wszystko to sprawia, że powieść czyta się błyskawicznie.
Jeśli zatem lubicie zagłębić się w czyjeś mroczne tajemnice, lubicie wartką akcję, trzymającą w napięciu fabułę. To właśnie znaleźliście książkę idealną dla siebie.
Ja serdecznie polecam, pochłonęłam ja w dwa dni, ale powiem szczerze, że ciężko mi było się oderwać, żeby cokolwiek zrobić, pewnie dlatego czytałam dwa, bo musiałam nakarmić rodzinę i ogarnąć po tych posiłkach. Gdyby nie to pewnie, wystarczyłby jeden dzień.
Cath Crowley Słowa w ciemnym błękicie - recenzja

Cath Crowley Słowa w ciemnym błękicie - recenzja

Po pierwsze zauroczyła mnie okładka. Utrzymana w pięknych niebieskich kolorach, przypominająca swoja kolorystyka morze, niebo, niezapominajki…
Czy jednak jest to taka powieść o niebieskich migdałach? No nie, chodź, może trochę o marzeniach jest.



Rachel to świetna młoda dziewczyna, która od lat kocha się w swoim najlepszym kumplu. Kiedy postanawiają ze swoją klasą zorganizować dzień przed końcem świata, okazuje się, że Henry woli ten dzień spędzić z Amy, w której zakochał się bezgranicznie. Niestety wybierając Amy, robi ogromna, przykrość naszej bohaterce.
Rachel wyjeżdża, jednak nie chce zostawić przyjaciela bez pożegnania, zostawia mu wiadomość w ukochanym przez niego tomiku wierszy. Niestety nie otrzymuje odpowiedzi, więc uznaje, że przyjaciel nie ma jej nic do powiedzenia. Wyjeżdża. Czy henry przeczytał wiadomość? Czy z premedytacją nie odpowiada przyjaciółce?
Henry jest zdruzgotany wyjazdem Rachel. Pisze do niej listy, na które ona nie odpowiada. Jej życie nie ułożyło się, tak jakby tego sobie życzyła. Co się wydarzyło? Jaką traumę przeżyła dziewczyna?

Mimo wszystkich przeciwności losu Rachel wraca do dawnego miasteczka. Czy spotka się z Henrym? Czy ich przyjaźń wróci na swoje dawne tory?
Jako poradzą sobie w nowej sytuacji?
„Słowa w ciemnym błękicie” to bardzo dobrze napisana książka dla młodzieży. Jest napisana bardzo przystępnym i prostym językiem. Akcja powieści jest pomysłowa i podoba mi się szczególnie to, że akcja bardzo związana jest z miłością do książek.
Ciekawa narracja z perspektywy bohaterów uatrakcyjnia bardzo książkę. Dzięki takiemu zastosowania możemy poznać dokładnie punkt widzenie zarówno Henrego, jak i Rachel. Bardzo uroczym zabiegiem były wtrącenia w tekście polegające na przytaczaniu listów. Nadaje to pewnego klimatu i bardzo uatrakcyjnia historię.
Psikus Domenico Starnone -recenzja

Psikus Domenico Starnone -recenzja

Książka „Psikus” to może nie jest mój ulubiony gatunek powieści, jednak, po otrzymaniu propozycji zrecenzowania, postanowiłam się z nią zmierzyć.
Po przeczytaniu opisu na okładce domyśliłam się, że nie będzie to lektura łatwa, lekka i przyjemna. Jest to powieść, która czyta się bardzo szybko, jednak zmusza nas ona do myślenia, zatrzymania się na chwilę i przemyślenia.







Daniel to siedemdziesięcioletni, znany ilustrator, który zostaje poproszony przez córkę o zaopiekowanie się wnukiem przez kilka dni.
Początkowo mężczyzna nie chce zajmować się dzieckiem, jednak po przemyśleniu stwierdza, że podejmie się tego wyzwania.
Rodzice chłopca wyjeżdżają na konferencję naukową, która oprócz pracy ma być także próbą naprawy małżeństwa, które niestety jest na skraju rozwodu. Jednak okazuje się bardzo szybko, że opieka nad czterolatkiem, jest, większym wyzwaniem niż, zdawało się naszemu bohaterowi.









Daniel to facet, któremu ciężko pogodzić się ze starością. Nadal pracuje jako ilustrator, nie domyślą się, dlaczego wydawca ma do niego ciągle uwagi, a zleceń jest coraz mniej. Problem niegodzenia się ze swoim wiekiem jest tu bardzo wyraźnie naznaczony. Autor bardzo często do niego wraca.
Mario to, bardzo inteligentny i nieprzeciętny chłopiec, który niestety ma bardzo trudny charakter. Jest on bardzo samodzielny, zdyscyplinowany, jest to związane z tym, że dziecko jest pozostawione same sobie, przez wiecznie kłócących się rodziców.
Potrafi on np. odpalać kuchenkę, kroić ostrym nożem – to raczej nie są czynności, które pozwalamy wykonywać czterolatkom.








Chłopiec jest chwalony na każdym kroku przez rodziców, dlatego zachowuje się bardzo nieracjonalnie, bo dziadek nie chwali go tak często. Chłopiec pozbawiony rutyny szybko wpada w złość, zachowuje się dziwnie.
Przypomina mi to trochę objawami dzieci z zespołem Aspergera, ale to tylko moje obserwacje, autor nie mówi tu o żadnej chorobie dziecka. Przez to dziwne zachowanie, chłopiec może się wydawać dziwny, inny, nie sposób go polubić. Jego rodzice zapewne mocno przyczynili się do tego, że chłopiec zachowuje tak, a nie inaczej.






Jest to doskonały poradnik, jak nie należy wychowywać dzieci. Opisane są tu relacje między mężem, dzieckiem a rodzicami, ojcem i córką (dorosłą), dziadkiem a wnukiem. I tak na moje oko wszystkie one są dziwne i niezbyt poprawne.
W bardzo krótkiej książce autor zawarł wiele ciekawych i bardzo ważnych wątków, które zmuszają czytelnika do zatrzymania się i zastanowienia czy ja przypadkiem nie popełniam tych samych błędów.




Patrz, jak tańczę Wilson Sari - recenzja

Patrz, jak tańczę Wilson Sari - recenzja


Jestem wielbicielka różowego koloru i pięknych okładki książek. Jak się domyślacie, nie mogłam przejść obojętnie obok tak pięknej i w dodatku różowej książki. Uwielbiam oglądać taniec, moja córka kiedyś tańczyła. Nie był to balet, raczej taniec nowoczesny, ale patrzenie jak tańczy sprawiało mi wielką przyjemność.
Tytuł „Patrz, jak tańczę”, bardzo mnie zaintrygował i zainteresował.
Po otrzymaniu książki od Wydawnictwa WAB okazało się, że jest w niej jeszcze jedna rzecz, którą uwielbiam. Akcja toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych – 1977, 2016.




Mira to jedenastoletnia dziewczynka, zakochana w tańcu i balecie. Taniec jest dla niej odskocznią od codziennych kłótni rodziców, od dziecięcych trosk. Najważniejsze jednak jest to, że dziewczynka jest bardzo utalentowana. Pewnego dnia spotyka Mauricea – mężczyznę, który jest dla niej przyjacielem, muzą. Mira ma talent i szansę na występ u boku najlepszych, jednak rezygnuje z marzeń. Dlaczego?
W roku 2016 spotykamy się z Kate, która otrzymuje list, od mężczyzny, myślała, że on już nie żyje. Postanawia go odszukać. Czy uda jej się zmierzyć z przeszłością? Czy będzie to dla niej trudne doświadczenie?
Czy Kate/ Mira w końcu odnajdzie spokój? Czy pogodzi się z utraconymi marzeniami?






Jest to powieść, którą czyta się bardzo dobrze. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, jednak jest bardzo przemyślana i spójna. Uwielbiam, kiedy książka podzielona jest na dwie strefy czasowe, dlatego układ powieści bardzo mi przypadł do gustu.
Główna bohaterka to świetnie wykreowana postać. Młoda dziewczyna pełna pasji i marzeń. Kate dorosła wersja, która musi zmierzyć się z błędami i złymi decyzjami z przeszłości.
Intrygowały mnie również relacje pomiędzy dziewczynką a dorosłym mężczyzną.








Treść jest fikcyjna, ale ma w sobie to coś, co wciąga i nie pozwala na nudzenie się podczas czytania. Świetnie wykreowana postać głównej bohaterki, zmusza nas do zastanowienia się i przemyślenia, jak my byśmy postąpili w jej sytuacji. Zdarzało mi się momenty, kiedy współczułam jej bardzo, ale był i takie, że chciałam krzyczeć, „co Ty robisz dziewczyno, ogarnij się”.
Nie mniej jednak jest to piękna opowieść, która pokazuje, jak ważna jest akceptacja, poczucie bezpieczeństwa i rodzina.






Ona to wie Lorena Franco - recenzja

Ona to wie Lorena Franco - recenzja

„Ona to wie” pomyślicie o matko kolejka kobieta, to robi się już nudne. I tu się mylicie moi drodzy.
Ta książka to majstersztyk, jeśli chodzi o tematykę i gatunek. Autorka bardzo się postarała, żeby prawda nie wyszła zbyt szybko na jaw. Do ostatniej strony książka jest absorbująca i zaskakująca. Wszystkie elementy układanki odkrywane są bardzo powoli, dawkowane w idealnych proporcjach. Jesteśmy powoli wciągani w świat głównej bohaterki. 




Andrea to mężatka, która ma problem z alkoholem i lekami. W zasadzie nie wiadomo co dzieje się w jej życiu naprawdę, co jest wytworem jej chorej wyobraźni. Czytając, jesteśmy, poddawani wielu emocjom zarówno tym pozytywnym, jak i tym negatywnym. Nasza bohaterka to trzydziestoletnia niespełniona pisarka. Stara się pisać kryminały. Jej mąż  jest prawnikiem, mieszkają na malutkim osiedlu niedaleko Barcelony. Kobieta uwielbia podglądać, a może podpatrywać swoich sąsiadów przez okno. Mówi, że to jej obserwacje do powieści, ma bardzo wybujałą fantazję. Nie wiemy jednak, co jest jej wyobraźnią, co wizjami spowodowanymi alkoholem i tabletkami. Wszystko wydaje się nudne i zmierza do nieuniknionej rozsypki. To się jednak zmienia, kiedy na horyzoncie pojawia się brat męża, a kilka dni później znika sąsiadka, z którą Andrea można powiedzieć, się kumplowała. Od tego momentu akacja nabiera tempa, ciekawość może być niebezpieczna, nasze dotychczasowe życie, może okazać się zagrożeniem dla nas samych.




Nic więcej dodawać nie będę. Musicie tego sami doświadczyć. Powieść to petarda, która powala nas na łopatki i wgniata w fotel. No sztos po prostu.
Musicie to przeczytać!!!!
Alice i Oliver Charles Bock - recenzja

Alice i Oliver Charles Bock - recenzja


Ostatnio trafiła w moje ręce książka „Alce i Olivier”, sięgnęłam po nią z dwóch powodów. Po pierwsze rak, choroba, która uczy pokory, pokazuje realizm i pozwala na wnikliwą analizę, tego, do czego człowiek jest zdolny, gdy walczy o swoje zdrowie lub zdrowie najbliższych.

Alice artystka, kochająca zona i matka, szczęśliwa kobieta, która idzie do lekarza, bo źle się czuje. Niestety los nie okazuje się w jej przypadku łaskawy. Wyniki są jednoznaczne i bezlitosne – białaczka.






Życie dziewczyny zmienia się diametralnie, na szczęście ma kochającego męża, który trwa przy niej. Historia oparta jest na faktach, więc tym bardziej człowiek wczuwa się w tę opowieść bez reszty.
Na kartach książki niemal wyczuwamy ból, jaki towarzyszy Olivierowi, jest to związane z bolesnymi wspomnieniami autora, kiedy to jego ukochana walczyła z chorobą.







Dzięki tym autentycznym wątkom powieść nabiera realizmu i szczerości. Wiadomo, że nie wszystko jest realistyczne, ale szczerość autora jest tak autentyczna i wyczuwalna, że od razu wiadomo, że tak mogło się zdarzyć. To są uczucia, które towarzyszą podczas choroby zarówno tym chorym, jak i tym zdrowym, którzy muszą patrzeć na cierpienie najbliższych.
Książka pozwala nam poczuć te wszystkie emocje, poddać się refleksjom, przemyśleć wiele spraw.



Nie jest to powieść, którą czyta się jednym tchem. Ciężki temat sprawią, że czytanie jej nie jest łatwe. Nie ma tu zawrotnej akcji, zakończenie nie jest dla nas najważniejsze. Nie zaskakuje jak w powieściach sensacyjnych czy kryminalnych. Tu musimy sobie dawkować emocje, czytać powoli, przemyśleć, odłożyć na chwilę. Musimy poświęcić swój czas, żeby poznać całą historię.
Jednak jest ona tego warta. Może bohaterowie nie są zbyt atrakcyjnie, może nie polubimy ich od pierwszego spotkania. Jednak dajmy im szansę. Niektóre ich decyzje mogą nas zaskoczyć, niektóre zirytować, jednak nie potępiajmy ich tak szybko, bo przecież większość z nas (na szczęście) nie musi podejmować takich decyzji. Nie oceniajmy, przeczytajmy.






Jest to powieść smutna i trudna, nie nadaje się na weekendzie czy na wakacyjny odpoczynek. Nie mniej jednak warto ją przeczytać, pomyśleć, zastanowić się, jakie mamy szczęście, że jesteśmy zdrowi, a może pomoże nam ona zrozumieć chorobę, jeśli się z nią borykamy my lub nasza bliska osoba.
Książka naprawdę robi wrażenie, jest emocjonalna i szczera.
Małżeńska gra C.D. Reiss -recenzja

Małżeńska gra C.D. Reiss -recenzja


Diana i Adam to wydawałoby się normalne kochające się małżeństwo. A jednak…
Prowadzą wspólnie firmę, która Adam uratował wykupując jej zadłużenie. Tak się poznali i zakochali  sobie.
Napisałam, że małżeństwo zgodne ale…, no właśnie, gdzie jest haczyk.
Kiedy Diana musi usunąć ciążę, bo dziecko jest chore, w ich związku coś zaczyna się dziać. Temperatura uczuć spada, tak przynajmniej wydaje się jej, on w dalszym ciągu bardzo kocha żonę.
Niestety Diana decyduje się na rozwód. Kiedy Adam dostaje papiery rozwodowe, postanawia odzyskać uczucie żony. Ponieważ mają spora firmę, której właścicielem z większą ilością akcji zostaje on, ona postanawia za wszelką cenę odzyskać rodzinną firmę.

I do tej pory książka jest ok., dalej już mniej mi się podobała.
Adam postanawia odzyskać żonę ujawniając jej swoje drugie ja. Okazuje się bowiem, że Adam lubi być domin anatem, uwielbia perwersyjny i lubieżny seks, bawi go kiedy bije kobiety, kiedy te są mu uległe i poddane.
Proponuje Dianie 30 dniowa grę. Czy ta zgodzi się na to, żeby odzyskać firmę? Ile jest w stanie poświecić? Co wyniknie  z tego układu? I kto tak właściwie na nim skorzysta?





„ Małżeńska gra” to powieść, okraszona ogromna dawką seksu. Nie wiem czy erotyki, pewnie też, choć powiem szczerze średnio podobały się sceny, w których Adam okłada swoją żonę po pupie.  Nie podobało mi się też zachowanie Diany, jakoś nie mogłam tej kobiety zrozumieć. Nie wiem może to po prostu nie moja bajka i dlatego jakoś jestem sceptycznie nastawiona do tego rodzaju tematyki.
Jestem może zbyt romantyczna i mało postępowa, ale miłość i zadawanie sobie bólu jakoś nie idzie dla mnie w parze.
Przez to chyba nie potrafiłam się skupić na innych rzeczach.  Może ta ksiązka ma jakieś walory, słuchajcie nie wiem.
Ciężko mi się czytało, strasznie dłużyły mi się te wszystkie sceny. Jest to najwyraźniej lektura nie dla mnie.

Nie mniej jednak osobom, które lubią mocne erotyki, na pewno się to spodoba.


Dziewczyna we mgle Donato Carrisi - recenzja

Dziewczyna we mgle Donato Carrisi - recenzja

Ciekawa jestem czy w Was małe miasteczka również wywołują dziwne uczucia. Nie potrafię określić co to za odczucie, może grozy, może strachu przed tym, że tu wszyscy o wszystkich wiedzą wszystko. Małe miasteczko, mało mieszkańców, wszyscy się znają. Masakra. Z pozoru ciche i spokojne ma swoje tajemnice i rzeczy, które nie powinny ujrzeć światła dziennego.
Powieść Dziewczyna we mgle to właśnie opowieść o takim małym niepozornym miejscu w Alpach.
Anna Lou Kastner to młoda, grzeczna dziewczyna, która mieszka wraz z rodzicami. Należą do bractwa, które znane jest w okolicy jako prawe i bogobojne. Pewnego dnia Anna Lou ginie. Wychodzi z domu na spotkanie bractwa, które miało się odbyć 300 m dalej i na tym krótkim odcinku ślad pop niej zaginął.
Rozpoczyna się śledztwo, do którego oddelegowany zostaje agent specjalny Vogel, uważany za jednego z najlepszych śledczych. Niestety jak to w życiu bywa, nie brakuje mu również skandali.
Pracuje on bowiem w bardzo specyficzny sposób, lubi wykorzystywać w swoich śledztwach media.




Agent od razu po przybyciu na miejsce stwierdza, że dziewczyna została uprowadzona, a nie uciekła z domu, jak sugerowała miejscowa policja.
Ucieka się on jak zwykle do starych sposobów, zamiast chronić informacje, robi wszystko, żeby przeciekły one do mediów. Stara się, żeby niektóre rzeczy zostały nagłośnione, żeby zasiało to w mieszkańcach niepokój i niepewność.
Podejrzenie pada w pierwszej kolejności na nauczyciela Martini. Czy brak dowodów, będzie wystarczającym alibi? Może jednak nasz agent doprowadzi do aresztowania mimo braku dowodów? Czy to na pewno profesor porwał Annę?

Postacie, które da się zauważyć to agent specjalny Vogel. Elegancik w drogich ciuchach, którego metody śledcze pozostawiają wiele do życzenia. Jednak jest dobry, bo skuteczny. Uwielbia media. Czasami sam podaje prasie informacje, żeby ta puściła to dalej.
Jest pewny siebie, wręcz zarozumiały. Jest jednak bardzo skuteczny, to trzeba mu przyznać.
Druga postać, która według mnie jest doskonale przedstawiona to Martini – nauczyciel.
W zasadzie nic o nim nie wiemy. Nie znamy jego przeszłości, jego dziwne zachowanie od początku wzbudza w nas przekonanie, że doskonale wiemy, kto stoi za zniknięciem Anny.
Postacie są tu tak wykreowane, że w zasadzie wiele  z nich świetnie nadaje się na porywacza. Każdy ma swoją ciemną stronę, o której woli nie mówić.
Książka jest bardzo dobra, choć nierówna. Początek wciągnął mnie bez reszty, środek jak dla mnie trochę za bardzo rozciągnięty i mało dynamiczny, końcówka wbija w fotel.
Podobało mi się również to, jak Donato Carrisi uświadamia nam, jak duży wpływ mają na nas media. Jak jesteśmy od nich zależni i uzależnieni. Jak bardzo jesteśmy podatni na manipulacje, które fundują nam telewizja czy radio. Jak jedna byle jak rzucona wzmianka, może zmienić życie człowieka, nasze postrzeganie na sytuację.

To moje pierwsze spotkanie z książkami tego autora,  na pewno nie ostatnie.
Polecam, idealna lektura na długi majowy weekend.




Nasza nierówna walka z kilogramami

Nasza nierówna walka z kilogramami

Zacznę od początku. Mój syn urodził się w 38 tygodniu, ważył 3 kg. Do 8 miesiąca karmiłam go piersią, później przeszedł na mleko modyfikowane, ponieważ zachorowałam i musiałam dostawać antybiotyki, których nie wolno podawać podczas karmienia. Próbowaliśmy z lekarzem, niestety nie dało się nic zrobić. Zapadła decyzja odstawiamy od piersi. Młody dość szybko przestawił się na mleko modyfikowane, bez problemu zaczął też jadać inne rzeczy typu zupki, deserki itd.

W dalszym ciągu jego waga była spoko. Był wręcz chudy.

Kiedy poszedł do przedszkola, nie było z nim problemu, zjadał grzecznie wszystkie posiłki. W zasadzie do 3 roku życia nie jadł słodyczy, w przedszkolu, zaczęły się urodzinowe cukierki, słodkie przekąski-chrupki kukurydziane czekoladowe, słodyczy podczas uroczystości. No i jak łatwo się domyślić słodyczy bardzo zasmakowały mojemu dziecku.

Kiedy szedł do szkoły, był jeszcze szczupły, potem już było coraz gorzej.

W trzeciej klasie zaczęliśmy pierwszy raz walkę z kilogramami.

I tu niestety ciała dałam ja.;(Błagania o słodycze, czy przekąski najczęściej kończyły się tym, że ustępowałam, bo żal mi było mojego dziecka.

Rodzina niestety też nie pomagała. Gdziekolwiek nie szliśmy, tam moje dziecko dostawało batony, słodycze itd. Prośby nie pomagały, dostawał po kryjomu.

I tak kółeczko się zamykało.



Pierwszą walkę z kilogramami przegraliśmy, ja się poddałam, on wcale nie podjął walki. W ciągu roku młody przytyło kolejne 10 kg i tu zaczyna się już robić niebezpiecznie. Bo wyniki średnie (podwyższony cholesterol, cukier, za mało żelaza -bo nie lubi żadnych zielonych warzyw). Inne wyniki tez średnie.

Postanowiłam spróbować jeszcze raz. Tym razem zaczęłam od wizyty u dietetyka, zamówiliśmy dietę, odpowiednio zbilansowaną i ułożoną dla 12 latka.


Teraz ja:

Do 25 roku życia waga 45 kg, czyli w zasadzie niedowaga.

Potem ciąża - + 30 kg, po ciąży zostało 10 kg.

Potem rzucenie palenia +10 kg

Potem stres, zaniedbanie itd. kolejne +10 kg

Obecna waga 76 kg, przy wzroście 162 cm, to zdecydowanie za dużo.

Było już kilka prób zrzucenia zbędnego balastu, niestety wszystko wracało.

Mamy wiec do zrzucenia po 10 kg.

Wiem, że walka nie będzie łatwa. Już mam takie dni, że słyszę, jaka jestem okropna. Jestem zła, bo nie pozwalam na cukierka czy ciastko.

Mówię sobie wtedy, że przecież robię to dla jego dobra, jestem twarda, nie uginam się pod presją.

Nie ważne, że potem mi przykro, trudno. Wytrwam.

Zaczynamy. Trzymajcie kciuki.

Postaram się wrzucjak nam idzie, jeśli oczywiście Was to interesuje.





Kochanka księcia Geneva Lee - recenzja

Kochanka księcia Geneva Lee - recenzja

Kochanka księcia, co byście pomyślały, gdybyście zobaczył taki tytuł? Ja miałam nadzięję na fajny romans, z pięknymi opisami w tle.
Powiem szczerze, że nie przeczytałam opisu z tyłu książki8. Ostatnio tego nie robię, żeby się jakoś nie nastawiać, żeby ocenić książki obiektywnie.
Potem dowiedziałam się, że:



Pierwsza część bestsellerowej trylogii ROYALS, która urzeknie każdą kobietę.

Na przyjęciu z okazji ukończenia studiów na Uniwersytecie Oksfordzkim Clara Bishop spotyka intrygującego mężczyznę o demonicznym spojrzeniu. Chociaż ich znajomość miała skończyć się na jednym pocałunku, to nie może o nim zapomnieć. Mężczyzna wydawał się jej bardzo bliski, jakby skądś go znała. Kiedy do drzwi Clary pukają paparazzi, okazuje się, że tajemniczym przystojniakiem był książę Alexander.

Prawowity następca tronu to niebezpieczny bad boy, który słynie z tego, że zawsze dostaje to, czego pragnie. Jego najnowszym kaprysem staje się Clara. Alexander proponuje jej układ, w którym dziewczyna zostanie jego sekretną kochanką.

Czy zdołają utrzymać swój związek w tajemnicy? Czy niebezpieczny książę poczuje do Clary coś więcej?

Geneva Lee, bestsellerowa autorka, spędza każdą chwilę na pisaniu. Uwielbia sprawdzać, jak pod jej piórem będą zachowywać się potężni i niebezpieczni mężczyźni. W serii ROYALS sięga po sekret kobiet na całym świecie – marzenie o odwzajemnionej miłości przystojnego księcia”.

Ta seria okazała się tak wielką niespodzianką, że wciąż jest mi gorąco… – Rockstars of Romance

Seria Royals dosłownie storpedowała mi zmysły!! Dziewczyny, musicie ją przeczytać!! Jest jak narkotyk!! Książę to niezwykle perwersyjny kochanek, o jakim marzy każda z nas!! – Schemxy Girls Book Blog

Gorąca, pikantna historia miłosna dwóch osób tak różnych, a jednocześnie tak dobrze do siebie dopasowanych. – Summer’s Book Blog
Emocjonujący debiut z całą gamą niegrzecznych scen – zmysłowych, uwodzicielskich i namiętnych – Fan Girl Book Blog




Powiem szczerze, że gdybym przeczytała wcześniej, to nie wiem, czy nie byłabym jeszcze bardziej rozczarowana.
Jest to kolejna powieść z seksem, korty jest tłem do w zasadzie nijakiej akcji. Jedyna akcja ja tu ma miejsce to ta w łóżku.
Mamy tu co prawda tajemnice, ale nie są one zbyt spektakularne. Mam wrażenie, że nie ma chemii między bohaterami i kochankami. Powiem szczerze, że wyobrażałam sobie to zupełnie inaczej, a dostałam Greya, a to już chyba mi się trochę przejadło.
Fabuła bardzo przewidywalna, akcja w zasadzie nijaka. Takie romansidło do poczytania z dość ostrymi scenami łóżkowymi.
Jeśli szukacie książki, która ma być odskocznią od codzienności i niekoniecznie ma to być romansidło w stylu Wichrowych Wzgórz czy Trędowatej, a z ostrym seksem to ta przypadnie wam do gustu. Jest to idealna powieść na plażę.

GÓRY i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy - recenzja

GÓRY i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy - recenzja

Ciekawa jestem czy Wy wolicie góry, czy morze? My w zasadzie częściej jeździliśmy nad morze, ale podczas ostatnich wakacji wybraliśmy się w góry. Co prawda nie były to Tatry, tylko Karkonosze, ale mój syn zakochał się w górach.

W tym roku też wybieramy siew góry, może uda się w Tatry właśnie.







Kiedy dostałam od wydawnictwa Widnokrąg książkę Góry ich zwykli – niezwykli mieszkańcy pomyślałam, że to może jakiś znak.

Książka jest przeznaczona dla dzieci, młodszych myślę, że tak do 10 lat. Jest to genialna propozycja na deszczowe i pochmurne dni. Dlaczego? A no dlatego, że książka ma naklejki, które przecież dzieciaki uwielbiają.

Można je odklejać, naklejać, dorysowywać i działać kreatywnie. Czegóż nam więcej trzeba.

Książka świetnie rozwija zmysł estetyczny dziecka i super rozwija kreatywność naszej pociechy.

Książeczka to zbiór krótkich opowiastek o zwierzętach zamieszkujących Tatry. Dzieciaki mogą tu również dowiedzieć się takich ciekawostek jak te, dlaczego i jak powstają doliny i górskie jeziora.






Autorka w bardzo ciekawy sposób opowiada, jak to się dzieje, że zwierzęta przystosowały się do takich warunków.







Fajne jest to, że naklejki są wielokrotnego użytku i można je przeklejać. Zatem nasza pociech może tworzyć swoje obrazki wielokrotnie.

Jest to jakby nasz kreatywny blok czy zeszyt, który możemy zmieniać, jak nam się tylko podoba.






Na uwagę zasługuje szata graficzna książeczki. Bardzo ładne, kolorowe ilustracje, piękny papier. Super pomysł z kolonotatnikiem.

Książeczka powstała we współpracy z Tatrzańskim Parkiem Narodowy.
Tamta dziewczyna Erica Spindler - recenzja

Tamta dziewczyna Erica Spindler - recenzja

Zacznę od tego, że bardzo podoba mi się okładka. Kolorystyka bardzo moja połączenie czerwieni z czernią, kwiaty, które mają inną fakturę, niż reszta okładki są jakby szorstkie, wytłaczane litery. No ideał po prostu, duży plus za projekt okładki.
To teraz trzeba powiedzieć czy środek mnie równie mocno ujął co okładka.





Akcja powieści dzieje się w małym miasteczku Harmony, w którym zostaje zamordowany syn rektora Uniwersytetu Luizjany. Morderstwo jest bardzo brutalne. Na miejsce zbrodni przybywa Miranda Rader- policjantka, znajduje tam wycinek z gazety, z artykułem, w którym opisano porwanie i próbę gwałtu na pewnej piętnastolatce. Ta piętnastolatku była obecna Randi, która w młodości była notoryczną kłamczuchą i niestety miała róże wyskoki, nawet takie, które nie zawsze były zgodne z prawem.
Pewnego dnia jej beztroskie i nieprzemyślane decyzje doprowadzają do porwania jej przez nieznanego mężczyznę. Nie jest sama, razem z nią porwana zostaje inna dziewczyna. Budzą się obie w środku lasu, związane. Randi udaje się rozplątać i uciec, niestety druga z dziewczyn zostaje. Policja jednak nie wierzy Mirandzie, myślą, że znowu zmyśla, całe zdarzenie zostaje zamiecione pod dywan. Ma więcej nie ujrzeć światła dziennego.
Miranda Rader stara się zapomnieć o tamtej dziewczynie. Odcina się od rodziny, od przyjaciół, zostaje policjantką, stara się być samowystarczalna i uczciwa. Wszystko idzie tak, jak zaplanowała, do czasu morderstwa. Sprawa syna rektora zmienia w jej życiu wszystko. Ludzie, którym do tej pory ufała, okazują się kłamcami, wszystko zaczyna wymykać się spod kontroli.
Czy dziewczynie uda się rozliczyć z przeszłością? Czy zbrodnia syna rektora, ma z nią jakieś powiązania? Dlaczego znajduje artykuł o sobie na miejscu zbrodni?





Historia dziewczyny jest ciekawie poprowadzona, wciągająca. Miasteczko Harmony wcale nie okazało się ciepłym harmonijnym miejscem, ale pełnym zagadek i niespodzianek. Bardzo spodobał mi się styl autorki. Bez udziwnień, skupiający uwagę na akcji. Autorka nie pokazuje nam uczuć bohaterów, co oczywiście ma też swoje złe strony, ponieważ nie czujemy więzi emocjonalnej z bohaterem, nie przeżywamy tego tak jakbyśmy byli w środku akcji, raczej jako obserwatorzy.







Na uwagę zasługują również doskonale wykreowani bohaterowie. Miranda, która poznajemy już jako dorosłą kobietę, silną policjantkę. Kiedyś zbuntowana i nieprzewidywalna nastolatka. Informacje te zdobywamy dzięki dwupłaszczyznowej konstrukcji. Teraźniejszość i przeszłość pozwala nam na poznanie naszej bohaterki. Dzięki temu dowiaduje się o niej wiele szczegółów, nabiera ona wyrazistości i charakteru.
Tamta dziewczyna to powieść, która od początku do końca trzyma nas w napięciu i nie pozwala na nudę. Uświadamiamy sobie, że ludzkie życie jest czasami mało warte. Bardziej, liczy się pozycja społeczna czy pieniądze, które ktoś jest w stanie zapłacić, żeby siebie wybielić.




Krystyna Mirek Światło o poranku- recenzja

Krystyna Mirek Światło o poranku- recenzja


Wreszcie dotarła i do mnie kolejna część Willi pod Kasztanem, „Światło o poranku”. Książki pani Krystyny Mirek są niezwykle ciepłe i rodzinne, czy tym razem też tak będzie?
Jej poruszające i ciepłe historie skradły już dawno moje serce, ciekawa była czy ta też będzie taka?
Po przeczytaniu pierwszej części „Światło w cichą noc” nie mogłam już doczekać się kolejnej części. Ciekawa była co tym razem przygotowała nam autorka.
Ciekawi jesteście co słychać u bohaterów?
Jak można się domyślić, po świątecznej magii nie ma już ani śladu, wszyscy wracają do codziennej monotonii życia. Los jak się okazuje ma dla nich wiele niespodzianek i zawirowań.
Tu na wysokości zadania oczywiście stanie babcia Kalina, która dalej będzie dobrym duchem obu domów. Będzie przygarniała pod swój dach tych, których kocha, będzie wspierała i pomagała dobrą radą. Jej wsparcia będą potrzebować niemal wszyscy. A ona jak tylko może będzie wspierała wszystkie „swoje” dzieciaki.
Magda wraca do pracy, gdzie będzie musiała spotkać się z Konstantym, który po haniebnym rozstaniu, związał się z szefową. Ona będzie musiał spotykać tych dwoje codziennie w pracy. Jak sobie z tym poradzi? Czy da radę? Czy Konstanty jest już jej obojętny?
Antek nadal szuka pracy, jego serce wyrywa się do Magdy. Czy uda mu się znaleźć w końcu wymarzoną pracę? Czy Magda spojrzy na niego łaskawszym okiem? Czy odwzajemni jego uczucie?
Bianka wie, że czas wracać do Warszawy, jednak odwleka wyjazd, jak tylko może.
Wie, że jej serce zostaje w Krakowie, że już nic nie będzie takie same.
Bartek i Michał bracia, nierozłączni, nagle nie do końca się dogadują. Jaka jest tego przyczyna?




Wiem, wiem wiele pytań, bez odpowiedzi. Jednak myślę, że to świetna zachęta do tego, żebyście sięgnęli po książkę. Chcecie przecież znać odpowiedź na te wszystkie pytania? Prawda.
Będzie to na pewno cześć, w której nasi bohaterowie postarają się rozliczyć i pogodzić lub nie ze swoją przeszłością. Podjąć ważne życiowe decyzje, odnaleźć swoje miejsce w życiu.





Copyright © 2014 Janielka czyta , Blogger