wtorek, 14 sierpnia 2018

W blasku nocy Trish Cook - recenzja

W blasku nocy Trish Cook - recenzja

Może się okazać, że już kiedyś słyszeliście o tej książce, coś wam mówi ten tytuł. Tak może się zdarzyć, dlatego, że na podstawie książki powstał film. Ja filmu nie znam, ale może i dobrze, bo wolę najpierw przeczytać książkę.




Tak jak się spodziewałam „W blasku nocy”, to przepiękna opowieść o dziewczynie, która ma marzenia, takie zwykłe prozaiczne i nierealne niestety.
Dlaczego nierealne skorą są takie banalne, a no dlatego, że Kate to młoda dziewczyna, która została naznaczona przez los chorobą genetyczną. Jest to wredna i podstępna choroba, bo niby nic się nie dzieje, dopóki, nie masz styczności z promieniami słonecznymi. Kiedy jednak okazuje się, że są one zabójcze, mamy problem. Jak funkcjonować i nie narażać swojego zdrowia, kiedy światło słoneczne jest dla nas śmiertelne? No właśnie? Jak chodzić na zakupy, do szkoły? Na randki, na spacery? Nie zdajemy sobie sprawy, jaki to problem i jak skomplikowane staje się nasze życie.
Katie jednak radzi sobie jakoś z tym problemem. Śpi w dzień, uczy się w nocy w domu – jej ojciec ją uczy. Ma ona też przyjaciółkę Morgan, która jest niezastąpiona i bardzo mi się podobało jej postępowanie i to jak traktowała swoją najlepszą przyjaciółkę.
Jest jeszcze jedno – Katie uwielbia śpiewać i grać na gitarze, pisze piosenki, potem gra je na stacji kolejowej oczywiście wieczorami), jest to jej jedyna rozrywka.
Pewnego wieczoru, kiedy dziewczyna przygrywa na peronie, spotyka chłopaka, Charlie, bo tak ma imię, to jej cicha miłość. Jest jej sąsiadem, a ona podglądała go przez okno, jak szedł na trening, do szkoły itp.
A tu taki fart on, na peronie, wtedy kiedy ona gra. Młodzi ludzie od razu przypadają sobie do gustu. Zaczynają się spotykać, po pewnych perypetiach, trochę zabawnych, ale w końcu udaje się ich zeswatać. Młodzi próbują wykorzystać chwile dane im przez los. Dzięki tym chwilom Katie ma szanse poczuć się jak normalna dziewczyna. Może dlatego nie od razu zdradza chłopakowi swój sekret. Czy jednak prawda wyjdzie na jaw? W jakich okolicznościach to będzie miało miejsce? Tego oczywiście nie zdradzę, bo zepsuję Wam całą frajdę z czytania.
Dla mnie przepiękna książka dla młodzieży o miłości tej pierwszej i o prawdziwej przyjaźnie tej najprawdziwszej, gdzie na tę osobę możemy zawsze liczyć. Książka zaraza we wrześniu ląduje na półce w bibliotece, już nawet wiem która moja czytelniczka dostanie ją jako pierwsza.
Jest to powieść przepełniona emocjami, uczuciami, ale tymi prawdziwymi, szczerymi. To również opowieść o tym, że trzeba akceptować, to co daje nam los, swoje słabości i choroby. Ważna jest wiara w spełnione marzenia, miłość choćby miała trwać kilka dni, miłość rodzica, choć wiadomo, że to, co nieuniknione, nastąpi.
Książkę czyta się z łezką w oku, ale nie brakuje tu też zabawnych sytuacji. Autorka gra na naszych emocjach, ale to powoduje, że zaczynamy się zastanawiać, nad tym, co my mamy, o co musimy zabiegać w swoim życiu. Jak ważne jest to, żeby brać, co dają i wykorzystać to jak najlepiej.





niedziela, 12 sierpnia 2018

Na polanie wisielców Robert Dugoni - recenzja

Na polanie wisielców Robert Dugoni - recenzja

Banalny początek. Mężczyzna zastrzelony, przez własną żonę. Przynajmniej tak twierdzi sama zainteresowana. Wydawać by się mogło, że sprawa rozwiązana, od razu na początku książki. No nie przecież to nierealne. I tu macie rację. Po czasie bowiem wychodzą kwestie, które już nie są w oczywisty sposób tak jednoznaczne co do mordercy.





Śledztwo wydaje się jednak bardzo proste i mamy wrażenie, że szybko się rozwiąże.
I tu wchodzi do gry kolejny gracz. Tracy – główna bohaterka, policjantka – zostaje poproszona przez koleżankę ze studiów, o przywrócenie i sprawdzenie pewnej sprawy, którą prowadził czterdzieści lat temu jej zmarły niedawno ojciec. Sprawa dotyczyła młodej Indianki, która rzekomo popełniła samobójstwo. Prowadzący śledztwo policjant ma jednak co do tego wątpliwości. Czy Tracy uda się rozwikłać zagadkę? Czy dziewczyna faktycznie popełniła samobójstwo?
Podobał mi się zabieg z dwiema sprawami kryminalnymi. Super było również to, że autor wprowadza dwie ramy czasowe. Śledztwo Tracy i śledztwo Buzza. Widać tu świetnie jak bardzo posunęła się technika w prowadzeniu policyjnego śledztwa. Jaki postęp mamy w sprawdzaniu dowodów. Niestety nie można było wykorzystać tu wszystkich sztuczek policyjnych, ale i tak jest widoczny ogromny progres w pracy policji.
Powiem szczerze, że bardzo wciągnęła mnie ta zagadka sprzed lat. Ciekawa byłam bardzo, czy naszej bohaterce uda się ją rozwiązać.
Zastanawiałam się tylko, po co autor wymyślił to morderstwo męża, które mamy na początku. Jakoś nie było ona tu dla mnie potrzebne. Trochę zawiodło mnie również zakończenie tej historii, po genialnie poprowadzonej intrydze, która bardzo profesjonalnie oddala nas od rozwiązania zagadki, po ciekawej i wciągającej fabule zakończenie rzekłabym średnie. Dobrze, że cała powieść jest napisana bardzo dobrze, bo możemy przymknąć oko na to zakończenie. Nie pomyślcie sobie oczywiście, że zakończenie jest zupełnie do d… Nie tego nie powiedziałam. Tylko wiecie, jak się czyta z wypiekami na twarzy, człowiek nie może się oderwać, rodzina nie ma obiadu, bo ciekawe co będzie dalej. To chciałoby się, żeby zakończenie wbiło w fotel, a nie tylko tak trochę nas zaskoczyło.
Jest to jedna z części przygód detektyw Tracy, jednak możecie ją bez obaw czytać bez znajomości poprzednich części.
Kolejny dobrze napisany kryminał, który warto przeczytać.






piątek, 10 sierpnia 2018

Ogród Zuzanny. Tom 2. Odważ się kochać - Bednarek Justyna, Kaczanowska Jagna -recenzja

Ogród Zuzanny. Tom 2. Odważ się kochać - Bednarek Justyna, Kaczanowska Jagna  -recenzja
Po przeczytaniu pierwszego tomu żałowałam bardzo, że to już koniec. Na szczęście dotarł do mnie w końcu drugi tom książki „Ogród Zuzanny”.





Ponownie przenosimy się do urokliwej miejscowości Starej Leśnej, w której przeplatają się losy bardzo wyrazistych, barwnych postaci. Spotykamy się wrażliwą nestorkę rodu jak Cecylia, trochę szalonego ekologa Jacka, proboszcza, który przewodzi motocyklistom, subtelnego cukiernika?
Oprócz kontynuacji wątku obyczajowego rodziny pań Czaplic akcję wzbogacono o treści sensacyjne. Przyjazne relacje mieszkańców miasteczka zakłóca śmierć jednego z nich. Wszystko wskazuje na morderstwo. Do wyjaśnienia niejasnych okoliczności związanych z zagadkową śmiercią, angażuje się nie tylko policja, ale i większość bohaterów.
Poza historią kryminalną poznajemy bliżej losy Wioletty Migas – przyjaciółki Zuzanny. Autorki zdecydowały się przybliżyć jej przeszłość, zmagania ze wspomnieniami dziecka z rodziny dotkniętej alkoholizmem oraz walkę o zmianę losu. Gdy kończą się karty książki, pozostaje niedosyt. Nasuwa się myśl o trzecim tomie, w którym akcja skupi się na trzeciej z przyjaciółek – Kazi Leszczyńskiej i jej rodziny.
W powieści nie brakuje wzruszających historii o samotności, przyjaźni i poszukiwaniu miłości. Atutem może być feria kolorów za sprawą nazw różnych gatunków kwiatów oraz symboliki i wymowy roślin. Język prosty, komunikatywny wnosi sporą dawkę humoru słownego. Do tego wartka akcja i dynamiczne dialogi sprawiają, że książkę czyta się szybko, z prawdziwą przyjemnością. To doskonała lektura na czas relaksu.




środa, 8 sierpnia 2018

Tylko twój Vi Keeland - recenzja

Tylko twój Vi Keeland - recenzja

Wakacyjny romans, ciepło, słońce, przystojniak… Jeśli lubicie takie historie, zaraz Wam o jednej opowiem.



Sydney piękna, młoda, utalentowana, jest właśnie na Hawajach. Nie jest to jej wakacyjny wyjazd, a jej podróż poślubna, na którą pojechała z koleżanką Sienną. Dlaczego – zapytacie z przyjaciółką – no właśnie dlaczego? Bo jej narzeczony okazał się dupkiem, który zdradził ją ze swoją sekretarką. A że podróż była już opłacona wiec szkoda by było, żeby się zmarnowała.
Sienna – jako dobra przyjaciółka- radzi, żeby Sydney znalazła sobie na czas spędzony na Hawajach, jakiegoś przystojniaka, który pozwoli jej zapomnieć, o tym co ją spotkało. Traf chciał, że dziewczyny pierwszego dnia spotykają grupę facetów, którzy przyjechali na wieczór kawalerski kolegi. Wśród nich jest Jack, który wpada w oko naszej bohaterce. Jak się domyślacie zapewne ona jemu też się bardzo podoba, od razu przykuwając jego uwagę.
Czy jednak taki letni romans ma rację bytu? Czy uda się naszej bohaterce zapomnieć? A może jeszcze gorzej, zakocha się znowu?

Bardzo podobał mi się zamysł autorki, że nasza para może zadać sobie tylko 10 pytań na, które osoba pytana musi szczerze odpowiedzieć. Wiadomo zatem, że zbyt dużo nie będą o sobie wiedzieć. I tu jest właśnie mały dreszczyk emocji, bo wiedzą oni o sobie naprawdę bardzo mało. Co dodatkowo intryguje i podsyca czytelnika. Postacie są dość fajnie wykreowane, dają się lubić od samego początku do końca.
Książka pisana niezbyt skomplikowanym językiem, co pozwala nam na szybkie czytanie. Czyta się ja błyskawicznie,   jeden góra dwa wieczory. Lekka, łatwa i bardzo przyjemna lektura wakacyjna. Ja polubiła się z nią od samego początku, lubię takie mało skomplikowane książki podczas urlopu, które odprężają i pozytywnie nastrajają.
Wiadomo, że fabuła nie jest jakaś mega odkrywcza i zaskakująca, nie jest to przecież tego rodzaju lektura. Tu możemy odpocząć, delektować się opisami pięknej przyrody, pogody, także opisami (nawet dość łagodnymi) scen miłosnych.

Jeśli wyruszacie właśnie na urlop i potrzebujecie czegoś przyjemnego do czytania, proponuję wrzucić do walizki „Tylko Ty” i miło spędzić czas z Sydney i Jack’iem.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Randka z homo sapiens Penny Reid - recenzja

 Randka z homo sapiens Penny Reid - recenzja

Lubicie zakręcone książki o miłości, gdzie główna bohaterka to trochę szalona, ale również romantyczna kobieta.

Okazuje się, jak zwykle, że nieszczęścia chodzą parami, tak też się stało z naszą bohaterką. Nie dość, że przyłapuje swojego ukochanego na zdradzie, ląduje na ulicy, bo oczywiście opuszcza wspólnie zamieszkiwany dom, to jeszcze do tego wszystkiego zostaje zwolniona z pracy. Hmm to może jednak nieszczęścia chodzą trójkami…
Tego samego dnia jednak Janie poznaje Pana Ciacho, który wydaje się idealnym mężczyzną. Nie przeszkadzają mu jej rude włosy i lekkie krągłości. Czy jednak taki idealny facet, który z randki na rankę utwierdzają ja w przekonaniu, że jest super, istnieje?



No właśnie? Nasz Quinn posiada również ten mały minusik w postaci pewnej tajemnicy. Tajemnicę ową chce oczywiście wyjawić naszej bohaterce, ale tej buzia się nie zamyka. Czy nasz Pan Ciacho wyjawi swoje tajemnice? A może jednak zdecyduje, że jednak nie?
Randka w ciemno to bardzo zabawna lektura. Jest to niewinny romans biurowy, a jednak wciąga bez reszty. Główna bohaterka zaraża nas swoim optymizmem i uśmiechem. Jej podejście do życia, komiczne sytuacje, bezbłędne dialogi nastrajają czytelnika bardzo pozytywnie. Lubię książki, które pozwalają nam się uśmiechnąć, pomyśleć jakie życie jest fajne. W świecie gdzie zasypywani jesteśmy w zasadzie tylko złymi wiadomościami (nie oglądam wiadomości, bo tam nie ma nic dobrego, nie czytam portali, bo tam wszyscy narzekają, zazdroszczą innym, albo kogoś oczerniają. Jak komuś powinie się noga, jest fajnie, komuś się coś nie udało- super jest artykuł. Masakra), taka pozytywna energia jest jak najbardziej potrzebna i ja jestem jak najbardziej na tak.
Czy Quinnowi uda się przekonać naszą zakręconą Janie do siebie? Czy ona uwierzy w jego dobre chęci i zamiary?
No cóż, o tym przekonacie się już po przeczytaniu książki.
„Randka z homo sapiens” to książka nie tylko o miłości, to również książka o sile przyjaźni. Autorka pokazuje nam, jak ważna jest dla nas przyjaźń, a cotygodniowe narady dziewczyn, przy dzierganiowych spotkaniach bardzo mnie ujęły, tym bardziej, że sama lubię robić na drutach i szydełku.
Autorka świetnie wykreowała swoje postacie, a jej lekkość pisania pozwala nam na bardzo przyjemne spędzenie czasu w ich towarzystwie. Jeśli zatem lubisz lekkie szaleństwo, dobrą zabawę i śmiech musisz sięgnąć po Randkę.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Zamień chemię na energię. Zdrowie i siła na wynos Julita Bator

Zamień chemię na energię. Zdrowie i siła na wynos Julita Bator

„Zamień chemię na energię” Julity Bator to idealna książka dla tych, którzy cenią sobie dobre i zdrowe jedzenie ponad wszystko. Autorka bestsellerowej książki „zamień chemie na jedzenie”, w której pokazuje nam jak łatwo i niedrogo zamienić chemię na zdrowe jedzenie, które pozwala nam się czuć dobrze i zdrowo.

W publikacji, która miała swoją premierę wczoraj, znajdziemy tu moc przepisów na zdrowe przekąski, które zwierają wysokiej zawartości białko, błonnik oraz węglowodany złożone.



Zaletą tych przepisów jest to, że są bardzo szybkie w przygotowaniu (nadają się wiec idealnie dla zapracowanych), mają niski indeks glikemiczny, są tanie zdrowe i nie zawierają konserwantów.
Zainteresowały mnie również przepisy, które według mnie idealnie nadadzą się jako danie obiadowe. Oczywiście dodamy do nich jakieś ziemniaczki czy warzywa i obiad jak znalazł. Bardzo mnie zainteresowały kotleciki z ciecierzycy, tarta z porem i szpinakiem czy pieczarki zapiekane z humusem.

Ponieważ moja córka nie jada mięsa, ja staram się je ograniczać do minimum, przepisy bezmięsne są dla mnie tym bardziej interesujące. Mój syn, który niestety musi pilnować diety (właśnie schudł 10 kg) zapewne będzie próbował robić słodkie przekąski, które oczywiście w małych ilościach można jak najbardziej jeść. Już tylko miesiąc wakacji, więc wszystkie przekąski będą na wagę złota jako drugie śniadanie.
Podoba mi się również format wydania, książka nie jest zbyt duża, lekka, idealnie nadaje się do położenia w kuchni na stole, żeby zerkać na dany przepis.

Myślę, że książka będzie idealną inspiracją dla osób, które cenią sobie zdrowy styl, oraz czas na przygotowanie zdrowego posiłku. Jak wiadomo, często te zdrowe posiłki wymagają jakiś specjalnych przygotowań, drogich produktów, czy innych rzeczy, których nie można dostać w osiedlowym sklepiku. Tu ten problem mamy z głowy. Przepisy są łatwe, szybkie w przygotowaniu i myślę, że większość składników znajdziemy w zwykłym osiedlowym sklepiku.







czwartek, 2 sierpnia 2018

Apartament w Paryżu Guillaume Musso -recenzja

 Apartament w Paryżu Guillaume Musso -recenzja

Jak zapewne zdążyliście się już zorientować, uwielbiam książki G.Musso. Przeczytałam wszystkie jego książki i ciągle mi mało. Kocham jego styl pisania, emocje, które zawsze towarzyszą lekturze, piękny język, super dialogi. Autor po ostatnim dość wartkim kryminale wraca chyba trochę do swoich klimatów. Co prawda to też swego rodzaju kryminał, ale mamy tu jakby więcej emocji, więcej spokojnej akcji z lekką nutką kryminału. Akcja powieści toczy się w Paryżu, czytam ją tym chętniej, że bardzo chciałbym kiedyś zobaczyć to miasto. Mam nadzieję, że może kiedyś się uda. No i znowu zaczynam… marzenia, marzeniami, ale czas wracać do książki.



Głównymi bohaterami są Madeline Greene – była policjantka, która, poszukuje w Paryżu równowagi i spokoju i  Gaspard Coutances – sławny dramatopisarz, który w Paryżu ma napisać swoją najnowszą sztukę. Madeleine wynajmuje w Paryżu mieszkanie, jest ono położone w cichym i spokojnym zakątku, tu kobieta chce odpocząć po traumatycznych wydarzeniach w swoim życiu. Nie wiadomo dlaczego w tym samym czasie wynajęto dom również znanemu pisarzowi. Ma on niestety bardzo kiepski charakter i lubi wysokoprocentowe trunki. To niestety nie sprzyja spokojowi i wypoczynkowi. Okazuje się, że dom, w którym mieli odpocząć, ma swoje tajemnice. Jest to miejsce, w którym mieszkał i tworzył słynny malarz Sean Lorenz. Okazuje się, że nie wiadomo jak i gdzie zaginęły jego trzy ostatnie obrazy. Jak się zapewne domyślacie, nasza dwójka zostanie wmanewrowana w ich odnalezienie. Mieszkanie jest pełne pozostawionych przez artystę rzeczy, jego perfumy, ubrania znajdują się w każdej szafie. Niewątpliwie staje się on bardzo bliski naszym bohaterom, kimś, kto może zmieć ich dotychczasowe życie?

Powiem szczerze, że jako zagorzałą fankę książek Musso ta trochę mnie zaskoczyła. Wszystkie jego powieści mają dość intensywną fabułę, tak ta jest przesiąknięta wręcz spokojem, sztuką, kulturą. Widać tu jak autor delektuje się sztuką, Paryżem, filozofią. Książka jest ujmująca i mega wciąga. Akcja jest  porywająca,  ma w sobie to coś, co nie pozwala nam się oderwać od niej choćby na chwilę. Wraz z bohaterami lekko i płynnie przechodzimy do kolejnego etapu ich poszukiwań. Myślę, że zarówno wielbiciele Musso, jak i nowi czytelnicy będą zachwyceni książką. Połączenie kryminału ze sztuką i kultura to był strzał w dziesiątkę. Mamy tu tyle smaku, tyle piękna, że czytanie to ogromna przyjemność.

Polecam bardzo serdecznie.



wtorek, 31 lipca 2018

Begin Again Mona Kasten - recenzja

 Begin Again Mona Kasten - recenzja

„NEW ADULT – TO LITERATURA DLA MŁODYCH DOROSŁYCH, WIEK 18-25 LAT
Skupia się na kwestiach takich jak:
• walka z demonami przeszłości,
• odnajdywanie sensu życia za pomocą podróży, czyli po prostu motyw drogi,
• rozwój seksualności i budowanie dojrzałego związku,
• wybór drogi życiowej, zawodu, studiów,
• poznawanie smaku wolności i twarde zderzenie z rzeczywistością,
• zmaganie z traumą przeszłości.
To nurt, który luźno i otwarcie opisuje erotyczne doświadczenia młodych ludzi, jest naszpikowany emocjami i dotyka niejednokrotnie trudnych tematów (przemoc w rodzinie, gwałt, kazirodztwo, pedofilia, aborcja itp.)” źródło.



Powiem szczerze, że pierwszy raz spotykam się z takim gatunkiem literackim, ale cóż człowiek uczy się całe życie i to bardzo fajnie, że się uczy, bo inaczej byłoby nudno.
Książka, która miałam przyjemność, ostatnio czytać należy do tego właśnie gatunku. Begin Again spełnia chyba wszystkie warunki, żeby można było tak ją nazwać.
Powiem wam niestety niezbyt dużo, żeby nie zepsuć Wam całej przyjemności z czytania. Allie to młoda dziewczyna, która postanawia porzucić rodzinny dom i sama ułożyć sobie życie. Rozpoczyna studia, wynajmuje pokój w mieszkaniu Kadena.
On wydaje się strasznym dupkiem, bardzo źle odnosi się do swojej współlokatorki, ona bardzo wrażliwa, skrywa w sobie tajemnicę, z którą nie chce się z nikim podzielić. Czy gburowatość chłopaka jest związana z wydarzeniami, które miały miejsce w przeszłości? Może to jego wredny charakter? A może czegoś się boi?
Bohaterowie są bardzo fajnie wykreowani. Ich realizm, pozwala nam na odczuwanie, tego, co oni czują, ich emocje są bardzo realne. Podoba mi się również to, że ich relacje są bardzo subtelne. Nie skupia się tu wszystko tylko na seksie. Bardzo polubiłam oboje bohaterów.
Relacje między nimi są dość skomplikowane, na szczęście autorka tak sprytnie rozwija je, że nie są one jakieś wydumane, ale rozwijają się bardzo naturalnie. Jeśli lubicie literaturę, która oprócz romansu przedstawia również jakiś problem natury psychicznej. Zapraszam do lektury. Znajdziecie tu fragmenty smutne, ale również takie, które was rozbawią.
Polecam.



czwartek, 26 lipca 2018

Post Scriptum Milena Wójtowicz - recenzja

Post Scriptum Milena Wójtowicz - recenzja
Lubicie fantasy, niesamowite historie z istotami niewiadomego pochodzenia w tle?  Ja powiem szczerze, że czytam, choć nie jest to mój ulubiony gatunek literatury. Jednak to jest zupełnie inna bajka. To może przekonać czytelników, że każdy gatunek literacki da się lubić. Styl autorki jest bardzo przystępny, humor miesza się tu z ironią i wieloma innymi emocjami. Od same początku intrygowało mnie, kim są bohaterowie, bo to nie zostało jednoznacznie określone.


Bohaterami powieści są behapówka (tak sama siebie nazywa) i coach. Założyli oni swego czasu agencję coachingową. W zasadzie nie wiadomo co ich do tego skłoniło, bo są zupełnymi przeciwieństwami (może właśnie dlatego). On rozmawia z duchami, ona szkoli nienormatywnych. Akcja – śledztwo, które wspólnie prowadzą to przezabawnie opowiedziana historia, która według mnie za szybko się kończy. Czyta się ją bardzo szybko, napisana z humorem, tajemnicza, wciąga od pierwszej strony.
Fajnie opisane istoty nienormatywne (potwory), zabawne sytuacje, mity, które już nie działają, bo pewne stworzenia biorą leki przeciwalergiczne. Inne po prostu się uodporniły. Co zatem działa na potwory? Czy możemy się przed nimi jakoś bronić?
Moje serce od samego początku skradła Sabina. Niech was jednak nie zwiedzie to urocze imię, bo kobieta ta to istota z piekła rodem. Jest przezabawna, sama się uważa za ideał i uwielbia słodycze, które pożera kilogramami. Piotrek, coach prowadzi terapię dla…zmarłych. Cichy spokojny, wydawać by się mogło, że taki, przepraszam, że żyję. Autorka świetnie wykreowała swoich bohaterów. Jeden jest lepszy od drugiego. Okazuje się jednak, że nie tylko potwory są straszne, czasami ludzie bywają bardziej przerażający.
Jeśli zatem macie ochotę na bliskie spotkanie z istotami nienormatywnymi, z ogromną dawką humoru, z lekką domieszką tajemnicy i przezabawnymi zwrotami akcji, to macie wszystko w jednym.
Tu znajdziecie wszystko, czego szukacie.









wtorek, 24 lipca 2018

Afera John Grisham - recenzja

 Afera John Grisham - recenzja

John Grisham dla młodzieży? Dlaczego nie? Mistrz prawniczych kryminałów w powieści dla młodzieży. Jak myślicie, dał radę?

Theo to ósmoklasista, który, właśnie zdaje egzaminy czy jak kto woli testy, ich wyniki będą miały bardzo duży wpływ na to, do jakiej klasy i szkoły średniej chłopak zostanie przyjęty. No cóż, wiemy, nie wszyscy lubią testy (ja nie cierpię, uważam, że słabo sprawdzają naszą wiedzę, bardziej fart i szczęście).



Theo należy do tej części ludzkości, która testów nie cierpi, cóż jednak trzeba je zdać. Po otrzymaniu wyników chłopak nie jest zbyt zadowolony. Kiedy dowiaduje się, że jego najlepsza przyjaciółka też nie, są załamani. Okazuje się jednak, że niechcący nasza dwójka zwietrzyła aferę. Co się wydarzyło? Czy wpłynie to na wyniki ich testów?
Autor kojarzy mi się raczej z powieścią, gdzie głównymi bohaterami są prawnicy i prowadzą komplikowane sprawy sądowe. Tu główny bohater to trzynastolatek, który pragnie w przyszłości zostać… prawnikiem. Jego rodzice są prawnikami, posiadają własną kancelarię. Chłopiec ma tam swój pokój, który nazywa gabinetem i spędza w nim sporo czasu po lekcjach. Zna pracę sądu, bo tam też często chodzi z rodzicami, liznął troszkę przepisów prawnych. Pozostajemy zatem w obszarach dobrze nam znanych z powieści Grishama, jednak niepełnoletni bohater i w sumie niezbyt skomplikowane sprawy sądowe dodają książce lekkości, takiej w sam raz dla młodzieży. Myślę, że młodemu czytelnikowi może przypaść do gustu taka treść. Język, jakim napisana jest książka, jest dość prosty, więc nie powinno być tu problemu ze skomplikowanym prawniczym słownictwem. Myślę, że, to może się podobać.
Książka ma zachęcić młodego czytelnika, sprzyja temu  miejsce akcji, która rozgrywa się w szkole, fabuła niezbyt skomplikowana, ale myślę, że bliska młodemu odbiorcy.
Książkę czyta się szybko, jest napisana bardzo prostym i swobodnym językiem, nie należy do grubasów, ma zaledwie 200 str., drukowanych dużym tekstem.
Jest to bardzo lekka, nieskomplikowana powieść dla młodzieży. Zostawiam ja dla swoich ósmoklasistów w bibliotece, mam nadzieję, że im się spodoba taka tematyka i taki styl pisania.



sobota, 21 lipca 2018

Jessica Pennington Piosenki o miłości oraz inne kłamstwa - recenzja

Jessica Pennington Piosenki o miłości oraz inne kłamstwa - recenzja

Każdemu z nas zdarza się, że nie zawsze mówimy o sobie wszystko, czasami zdarza się, że coś zataimy. Nie wiadomo jak to się dzieje, że nawet osoba, którą kochamy, nie jest tą, której zechcemy wyznać, co nas boli.

Wiadomo również wszem wobec, że kłamstwo czy niedopowiedzenia nie są dobre dla żadnego związku. Bez względu na to, czy łączy nas z tą osobą przyjaźń, czy miłość, kłamstwo, nie wróży tu nic dobrego.


Cam młody przystojny i utalentowany chłopak ma za sobą traumatyczne przeżycia.
Żeby zapomnieć, przyjeżdża do małego miasteczka w stanie Michigan. Tu ma zamiar rozpocząć wszystko od nowa.
Czy jednak życie nie zweryfikuje jego planów? Czy uda mu się tak ot po prostu zapomnieć?
Kiedy odwiedza w szpitalu swoją babcię, niechcący słyszy rozmowę i piosenkę, którą śpiewa jakaś dziewczyna dla swojej babci. Opowiada ona również o castingu do jej rockowego zespołu. Cam  czuje się na tyle zaintrygowany, że postanawia zgłosić się do zespołu.
Virginia okazuje się menadżerem zespołu, który ma swoje powody, żeby nie śpiewać (choć robi to bardzo ładnie).
Vee i Cam szybko zaczynają nadawać na tych samych falach. Czy da się jednak zbudować związek, jeśli nie jest się do końca ze sobą szczerym? Może jednak oni tak się kochają, że jest im wszystko jedno, co było wcześniej? Może najważniejsze jest tu i teraz?
Jak potoczą się ich wspólne lub nie losy?
Dostałam od Wydawnictwa Jaguar bardzo fajną książkę młodzieżową. Idealną na wakacje, idealną na leniuchowanie. Przeczytałam w zasadzie w jeden dzień, więc mogę powiedzieć, że czyta się szybko.
Powieść jest podzielona na dwa okresy czasowe teraz i wcześniej, sama lubię taki dwu czas w książkach, ale wiem, że nie wszystkim to odpowiada. Jest tu również wersja jej i jego co może dodatkowo komplikować fabułę, ale mnie to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie lubiłam te przeskoki i różny punkt widzenia bohaterów.
Bohaterowie są dobrze wykreowani, choć Virginia czasami mnie denerwowała, swoją bezradnością i zachowaniem. Niby dorosła dziewczyna lub prawie dorosła a zachowywała się jak dziecko, które samo nie wie czego, chce. Nie mogę powiedzieć, że jej nie lubiłam, kibicowałam jej bardzo, jednak moje serce skradł zdecydowanie Cam i reszta zespołu, Logan, Anders. Świetni młodzi ludzie, którzy robią to, co, kochają, uwielbiają.
Autorka przedstawia nam świetną powieść o pasji, muzyce i problemach współczesnej młodzieży.
Jeśli lubicie powieści młodzieżowe, to jest to co, może was zainteresować.




czwartek, 19 lipca 2018

Bar Pod Kogutem John Grisham - recenzja

Bar Pod Kogutem John Grisham - recenzja

Uwielbiam książki i filmy, w których bohaterami są prawnicy. Nie mogłam zatem przejść obojętnie obok książki „Bar pod Kogutem”. Napisany przez mistrza thrillera prawniczego.

J.Grisham w genialny sposób ukazuje nam prawnicze środowisko, oczywiście prawdę trochę karykaturalną i przerysowaną, ale  jest w tym na pewno ziarenko prawdy. Zapewne prawdą jest, że część amerykańskich uczelni nastawionych jest na zysk a niekoniecznie na to, żeby jej absolwenci mieli znakomitą wiedzę. Foldery, które przekłamują, a obietnice w nich zawarte mamią młodych ludzi do brania kredytów studenckich i studiowania na uczelniach, którym daleko Oxfordu.
Mamy tu również w bardzo otwarty sposób pokazane jak młodzi ludzie podchodzą do nauki, zdobywania wiedzy czy umiejętności.





Mark, Todd i Zola po śmierci swojego kolegi uświadamiają sobie, jak wielki błąd popełnili, idąc na studia prawnicze, które kończą już niedługo, niestety wizja spłaty kredytu, który zaciągnęli, żeby ukończyć studia, bardzo im ciąży.
Okazuje się bowiem, że wspaniałe zarobki i wymarzona praca w kancelarii, to jedynie chwyt marketingowy uczelni, która żeruje na biednych studentach, udzielającym im kredytów.
Postanawiają odpuścić sobie ostatni semestr nauki, zakładają kancelarię prawniczą pod fałszywymi nazwiskami i bez uprawnień.
Przeraża mnie fakt, że  są oni tak beztroscy, wydaje im się, że jakoś to będzie, nie biorą odpowiedzialności za swoje czyny. Niestety zdaję sobie sprawę, że tak jest w rzeczywistości. Może problem jest tu wynaturzony i bardzo przejaskrawiony, ale nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, że któryś ze studentów prawa wpadł na taki pomysł.
Młodzi ludzie są teraz bardzo niecierpliwi, nie lubią czekać na sukces, oni chcą go mieć tu i teraz.
Wróćmy jednak do naszych bohaterów. Nie mogą się oni pogodzić, z tym że dali się tak wkręcić, w kredyt, którego prawdopodobnie nie będą w stanie spłacić. Czy jednak są odpowiednio przygotowani do prowadzenia własnej kancelarii? Czy uda im się przetrwać wśród innych prawników?
Czy wyobrażenie o mega kasie uda się zrealizować?
Podoba mi się fabuła powieści, która zmusza, do zastanowienia się, do czego zmierza nasza rzeczywistość. Powiem szczerze, że to nie pierwszy raz, kiedy zastanawiam się, kto w przyszłości będzie mógł zostać lekarzem, prawnikiem, nauczycielem. Każdy?Wystarczy tylko, że pójdzie na odpowiednią uczelnię, w której zapłaci odpowiednie czesne i bach jest…
Wiem, wiem, nie na wszystkich uczelniach tak jest i całe szczęście, bo jest szansa, że w razie potrzeby trafimy na dobrego lekarza itd.
Powieść czyta się bardzo dobrze. Ciekawa fabuła, dobrze zbudowana intryga, która w zasadzie do samego końca nas zaskakuje. Akcja może mogłaby być bardziej dynamiczna, co jeszcze bardziej uatrakcyjniłoby lekturę, ale nie narzekam, bo ta tez dawała radę.
Polecam.



poniedziałek, 16 lipca 2018

Przesilenie Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja

Przesilenie Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja

No i niestety skończyłam. Wiem, zwlekałam długo, bo przecież premiera książki była już w maju, jednak ja z uporem maniaka odkładałam ją na późnej. Wiedziałam, co robię, jakoś żal mi było rozstawać się z Mieszkiem i Gosławą.

„Przesilenie” to (niestety) ostatni tom cyklu „Kwiat paproci”. Czas Dziadów nadchodzi w Bielinach a tam, brakuje Żercy, który by je odprawił. Witek, no cóż, zbratał się ze Swarożycem, co może zagrać Gosi i innym mieszkańcom miasteczka. Jak to się stało? Jakim zagrożeniem jest Witek? Tu właśnie zaczyna się mój dylemat, jak napisać, żeby za dużo nie zdradzić, żeby zostawić wam tę możliwość odkrywania i cieszenia się książką.
Postaram się, ale wybaczcie, jeśli coś pójdzie nie tak.




Nasza bohaterka oczywiście nie może jako kobieta w ciąży, grzecznie zająć się sobą, delektować się swoim stanem, ona musi jak zwykle pakować się w kłopoty.
Po pierwsze dowiaduje się o klątwie ciążącej na jej rodzinie. Po drugie matka nie chce zdradzić, kto jest jej ojcem. Po trzecie jej wizje są nadal przez nią mało kontrolowane. Po czwarte, nieszczęsny Swarożyc, który ciągle kręci się koło niej, nie daje jej spokoju.
Gosia stara się usilnie odblokować swoje wizje, bo wierzy, że one mogą dać jej odpowiedź na wiele nurtujących ją pytań.
Czy jej się to uda? Jak potoczą się dalej losy naszych bohaterów?
Kto poprowadzi Dziady i tym samy zostanie nowym Żerną?
Odpowiedź na te i wiele innych pytań znajdziecie oczywiście w książce.
Powiem Wam jeszcze tylko tyle, że czwarta część podobała mi się, zwłaszcza zakończenie, które mnie zaskoczyło. Początek książki jest bardzo spokojny, wyważony natomiast końcówka wow, zaskakująca i bardzo dynamiczna. Mnie osobiście bardzo podobało się takie rozwiązanie wszystkich spraw w zakończeniu. Choć nie powiem, bardzo żałuję, że to już koniec serii.
Bardzo podobała mi się ta magiczna pełna demonów, bożków rusałek itp. historia.
Polubiłam chyba wszystkich bohaterów cyklu i ciężko mi się z nimi rozstać.
Polecam cała seria to idealne oderwanie się od rzeczywistości podczas wakacyjnego leniuchowania.

Szeptucha
Noc Kupały
Żerca




piątek, 13 lipca 2018

Dziś będzie inaczej, Semple Maria - recenzja

Dziś będzie inaczej, Semple Maria - recenzja

Okładka w moich ulubionych kolorach, zachęcający tytuł, czego chcieć więcej.
„Dziś będzie inaczej” to opowieść o zwykłej kobiecie, która lubi narzekać, świat widzi tylko w czarnych barwach. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nie czuje się spełniona?
Może dlatego, że ma dość codziennej rutyny. Jej planem na dziś jest stawić czoło rzeczywistości. Postanawia zatem przeżyć jeden dzień, tak by zadowolić swoje ego. Niestety od rana nic nie idzie według planu. Dalsza część dnia też nie należy do tych super ekstra, zaplanowany dzień. Czy Eleonora spędzi dzień, tak jak zaplanował? Czy uda jej się poukładać wszystkie zaplanowane sprawy, okiełznać emocje?



Mamy tu dobrze wykreowaną postać kobiety, która zmaga się z duchami przeszłości. Nie uporządkowane sprawy z siostrą i szwagrem, powodują, że nie czuje się ona komfortowo. Autorka nie pozwala nam się nudzić ani przez chwilę. Przygody Eleonory to swego rodzaju sinusoida, która wznosi się, żeby za chwilę dać czytelnikowi odpocząć, ale tylko po to, żeby znowu wzbudzić w nas niesamowicie silne emocje.
Autorka super wykreowała główną bohaterkę i pod płaszczykiem jej, wydawałoby się, zwykłego dni a, przemyca nam trudne tematy. Takie, które zmuszają nas do zastanowienia się nad własnym życiem i postępowaniem. Mamy tu skomplikowaną sytuację rodzinną głównej bohaterki, która bardzo ją męczy, mamy problemy z wychowaniem dzieci i trudne dylematy zawodowe. Nie jest to jednak książka, która porywa i zachwyca nas tak, że nie możemy się od niej oderwać. Mimo tego, że czyta się ją dość szybko, ja czasami potrzebowałam ją odłożyć, odpocząć. Główna bohaterka trochę mnie irytowała przez swoje narzekanie i nieporadność. Książka jest wartościowa i na pewno warto ją przeczytać.



wtorek, 10 lipca 2018

Muszę to wiedzieć Karen Cleveland - recenzja

 Muszę to wiedzieć Karen Cleveland - recenzja

W tym roku dominują u mnie książki z gatunku raczej sensacyjnych i thrillerów. „Muszę to wiedzieć” to świetna propozycja Wydawnictwa WAB, którą miałam przyjemność ostatnio czytać.

Powieść czytało się fantastycznie, trzymała w napięciu  od pierwszej do ostatniej strony.
Fabuła w zasadzie nie była zbyt skomplikowana, może właśnie to powodowało, że nie skupialiśmy się na pobocznych szczegółach, intensywnie śledząc rozbudowaną do perfekcji intrygę.
Podczas czytania obawiałam się trochę czy autorka da radę z zakończeniem, czy nie zabraknie jej pomysłu na jakieś wow w zakończeniu. Jak myślicie, udało się?



Mamy tu do czynienia ze świetnym thrillera szpiegowskiego. Vivian pracuje jako analityk w tajnych służbach USA. Jej zadaniem jest rozgryzanie siatki rosyjskich agentów, tropienie śpiochów, znajdowanie metod, jakimi pracują.
Jako kobieta jest spełnioną matka i żoną. Ma 4 dzieci  wspaniałego męża. Niestety pewnego dnia odkrywa, że jej idealny mąż ma przed nią tajemnice. Tajemnice, które mą zagrażać ich dzieciom.
Możemy zaobserwować jak doświadczona pracownica CIA, w momencie zagrożenia dla jej najbliższych, nie potrafi odpowiednio zareagować. Czego dowiedziała się o swoim mężu Vivian? Czy narazi się swoim szefom? A może jednak zachowa się jak rasowy szpieg?
Mamy tu świetny przykład tego, jak można dać się wciągnąć, pod wpływem emocji, w szereg oszustw, kłamstw i manipulacji. Jak zaufać ludziom, którzy nas raz zdradzili? Jak nie poddać się paranoi, w podejrzewaniu innych o złe zamiary?
Zostajemy tak wkręceni przez autorkę, że w zasadzie już po kilku stronach sami nie wiemy, kto jest tym dobrym, a kto tym złym. Oczywiście analizujemy i demaskujemy wszystkie fałszywe informacje … przynajmniej tak nam się wydaje.
Powieść jest napisana bardzo dynamicznie, co powoduje, że nie nudzimy się tu ani chwil, wciąga nas bez reszty. Świetnie połączone wątki obyczajowe z thrillerem, pozwalają nam od czasu do czasu odpocząć od rozwiązywania zagadek, wyłapywaniu szczegółów, które mogą doprowadzić do rozwikłania tajemnicy.
Super propozycja. Polecam.




piątek, 6 lipca 2018

Sekret listu Lucinda Riley- recenzja

Sekret listu Lucinda Riley- recenzja

Joanna Hasam młoda reporterka, która pracuje w wysokonakładowym ogólnokrajowym  czasopiśmie „Morning Mail”. Nie jest to, może szczyt jej marzeń, ale jako młoda dziennikarka chyba nie może liczyć na nic lepszego. Wiadomo, że wszędzie liczy się doświadczenie. Trzeba się trochę wysilić, żeby zabłysnąć, żeby awansować.




Powieść rozpoczyna się rozstaniem naszej głównej bohaterki z jej narzeczonym Matthew. Oznajmia on, że zakochał się w innej. Na to wszystko przychodzi przeziębienie, które uniemożliwia jej pójście do pracy. Postanawia zatem ukoić swój żal i złość i wziąć urlop. Niestety tego dnia odbywa się również pogrzeb znanego aktora, na który Joanna musi pójść, takie dostaje polecenie od szefa. Stara się wykręcić od tego, jak może, jednak szef nie chce jej słuchać. Dziewczyna trafia do kościoła, ma napisać relację- artykuł z pogrzebu Jamesa Harrisona.
Okazuje się jednak, że nie będzie jej to dane, ponieważ siedząca obok staruszka dostaje ataku astmy i dziewczyna, chcąc nie chcąc odprowadza ją do domu. Po kilku dniach otrzymuje list, nie zdaje sobie jednak sprawy, że list będzie miał bardzo duży wpływ na jej dalsze życie.
Jak się możecie domyślać, list jest niewygodny. Nasza bohaterka podąża tropem listu, stara się rozwikłać ukryty w nim skandal. Czy będzie to dla niej bezpieczne? Kogo dotyczy skandal?
Fabuła jest bardzo dobrze skonstruowana, watek główny i wiele wątków pobocznych są ze sobą bardzo spójne, dzięki czemu nie mamy ochoty na pomijanie tekstu z uwagi na to, żeby nie pominąć jakiegoś istotnego faktu. Trzecioosobowa narracja pozwala nam poznanie poszczególnych wydarzeń z perspektywy kilku bohaterów. To znacznie uatrakcyjnia fabułę, wzmacnia jej zawiłość i nie pozwala na szybkie rozwiązanie zagadki. Historia listu kazała się bardzo pasjonująca i zainteresował mnie bez reszty.
Na uwagę zasługuje oczywiście kreacja bohaterów. Autorka w mistrzowski sposób przedstawia nam swoich bohaterów. Każdy z nich jest ciekawy, każdy wyróżnia się na swój sposób, co bardzo uatrakcyjnia nam czytanie.
Bardzo ciekawym posuniecie, był sam sekret. Widzimy tu doskonale, jak wielką wagę i moc ma tajemnica. Jak ważne jest, żeby sekrety nie dostały się w niepowołane ręce.
Jak olbrzymią moc ma władza? A może to tajemnice i sekrety ma potężną moc? Może to on będzie budził w ludziach lęk i niepewność?
„Sekret listu” to bardzo dobrze napisana książka. Nie jest, to może lekka, łatwa i przyjemna lektura na jeden wieczór. To książka, którą warto czytać powoli, delektować się i zachwycać.
Jeśli lubicie tajemnicze historie, które zaskakują i bardzo intrygują, to znalazłam dla Was świetną lekturę. Polecam.



czwartek, 5 lipca 2018

Marionetka Amo Jones - recenzja

Marionetka Amo Jones - recenzja

"Marionetka" to druga część serii Elite King’s Club, ponieważ pierwsza część przeczytałam, jak wiecie, podobała mi się, postanowiłam sięgnąć po kolejną część.
Traumatyczne wydarzenia, niespełniona miłość, niepewność, to wszystko zmusza Madison do ucieczki. Wraz z przyjaciółką uciekają do Nowej Zelandii, tam próbują się ukryć przed Królami, rodzicami i wszystkim, co je przeraża.
Zastanawiałam się jednak czy one na pewno są tam bezpieczne? Przecież łapki taki grup jak Elite King's Club są wszędzie i raczej nie da się przed nimi ukryć? Moje przypuszczenia okazały się prawdziwe, dziewczyny szybko wracają do domu. Jakoś miałam nadzieję, że dłużej pozostaną poza domem, niestety autorka postanowiła, o szybkim powrocie do Królów. Książka od początku zaczyna się w sumie nieźle. Autorka stara się trochę zamotać i skomplikować fabułę, żeby nie było nam zbyt łatwo przewidzieć kolejnych  kroków bohaterów.



Medison w zasadzie dalej mnie trochę irytowała swoją naiwnością. Starała się być twardzielką, tylko zastanawiałam się czasami po co?
Królowie dalej są mroczni i w zasadzie nie wiemy, jakie są ich intencje. Miałam wrażenie, że trochę odpuści Medison, co mnie w zasadzie ucieszyło i zainteresowało, bo jakoś mi to do nich nie pasuje. Ciekawa jestem, co kombinują?
Romans Madi i Bishopa to kolejna ciekawa kwestia. Podoba mi się, że nie jest on jednoznaczny. W zasadzie nie wiadomo czy oni się nienawidzą, czy kochają? Czy uda im się w końcu wyjaśnić co do siebie czują? Ta część jest mniej wulgarna niż pierwsza. Wiecie, że ja nie jestem zwolenniczką wulgaryzmów, więc jest mi to na rękę. Chociaż słowo k… i tak zbyt często gości na ustach Medison.
Fabuła jest ciekawie skonstruowana i nie pozwala nam na nudę. W zasadzie nie da się przewidzieć, co będzie dalej, na jaki pomysł wpadła Amo. Kolejne wydarzenia są intrygujące i ciekawie budują akcję. 
Jest to dobra wakacyjna lektura, czyta się ją, lekko i szybko a takie książki lubimy na wakacyjne leniuchowanie.




Copyright © 2016 Janielka czyta , Blogger