Fonoholizm,  cóż to takiego?

Fonoholizm, cóż to takiego?

Fonoholizm to nic innego jak uzależnienie od telefonu komórkowego.
Badania dowodzą, że coraz więcej młodych ludzi jest uzależnionych od swoich smartfonów.
Coraz więcej młodzieży i dzieci nadużywa telefonów.
Posłużę się tu przykładem  szkoły, w której pracuję.




Pracuję tu już 17 lat, na początku problem telefonów był w zasadzie żaden, dzieci go miały, ale faktycznie używały go po to, żeby zadzwonić do mamy czy taty. Potem chodziły już telefonami podczas przerw, wysyłały sobie coś na messenger czy inne media. Kiedy już każdy uczeń miał smartfona, zaczęła się walka z wiatrakami.

Po pierwsze ciągle siedzieli na przerwach z nosami w telefonach, na prośby, żeby schowali telefony i poszli na boisko, odpowiadali z amokiem w oczach, a po co.

Niestety dyrekcja, która wówczas była w szkole jakoś tego problemu nie zauważała, jedyna opcja, która została wprowadzona do szkoły to, zakaz używania telefonów na lekcji.

Na szczęście przyszła nowa dyrekcja i nowe zarządzenie, dieta komórkowa". Mamy teraz jedną przerwę, podczas której uczniowie mogą korzystać z telefonów (jest to najcichsza przerwa, bo wszyscy siedzą z nosami w telefonach. Reszta przerw dzieciaki grają w gry planszowe, na korytarzach, rozmawiają, czytają. Dają radę. Na początku oczywiście się buntowali, że jak to, dlaczego nam się zabrania. Teraz (po dwóch latach) już się przyzwyczaili, na przerwy nie zabierają nawet ze sobą telefonów (no, chyba że to przerwa komórkowa).

Można, no można.

Zapytacie, jak na to zapatrują się rodzice. Propozycję diety" przyjęli z entuzjazmem, poparli nas w naszym projekcie.




Wiadome jest oczywiście, że w dzisiejszych czasach, nie ma mowy o tym, żeby całkowicie zabronić używania telefonów. One są potrzebne, ale najważniejsze jest to, aby tak pokierować młodym człowiekiem, żeby rozsądnie korzystał z tego dobrodziejstwa. Ważne jest również to by nie przegapić tego, że młody (-a) jest już uzależniony.

Jakie są sygnały, które powinny nas zaniepokoić:

* stałe trzymanie komórki przy sobie i ciągłe z niej korzystanie, które staje się najczęściej wykonywaną w ciągu dnia czynnością i coraz częściej również w nocy.

* agresja i rozgoryczenie, kiedy prosimy, żeby odłożyło telefon.

* później dochodzą bóle głowy.

* kłopoty ze snem

* kłopoty z koncentracją

* agresywne reakcje, przekleństwa, rzucanie przedmiotami.




Jakie mogą być skutki fonoholizmu:

Materiały

- izolacja, odosobnienie lub osłabienie tradycyjnych więzi społecznych (relacji rodzinnych i towarzyskich),

- w skrajnych sytuacjach alienacja prowadząca do depresji,

- trudności w nawiązywaniu relacji bezpośrednich z innymi ludźmi,

- zaburzenie języka komunikacji (zubożenie języka, błędy językowe, techniczny slang przez używanie języka skrótowego lub obrazkowego).

- zaburzenie funkcji biologicznych (zaniedbywanie snu, wypoczynku, odżywiania)

- utrata kontroli nad własnym zachowaniem (zaniedbywanie obowiązków rodzinnych i zawodowych),

- trudności z koncentracją i uwagą poza „kontrolowaniem telefonu”,

- zanik zainteresowań i pasji.

Nie chciałbym Was oczywiście straszyć, tylko uświadomić, że taki problem istnieje, jest niestety coraz bardziej powszechny. Uważam, że my rodzice mamy tu bardzo dużo do zrobienia. Zastanówmy się, czy nasze dziecko musi jeść, oglądając bajki na tablecie? Czy komórka to najlepsza zabawka dla naszego cztero, czy pięciolatka? Czy dziecko w klasie pierwszej musi już mieć najnowszy model iPhone? Czyto, nie jest tak, że to my sami wciskamy im te komórki do ręki? To potem nie dziwmy się, że zamiast iść na podwórko pograć w piłkę, idą na podwórko, grać z kolegą w telefonie.

Mnie osobiście przeraża brak dzieci na placach zabaw. Kiedyś w wakacje place zabaw były pełne dzieciaków, moi sąsiedzi narzekali na hałas. Teraz jest cisza, nie ma dzieci, wszystkie siedzą w domach przed ekranami komputera czy telefonami.

Ciekawa jestem, jakie jest wasze podejście do tematu komórki u dziecka? Czy pozwalacie swoim dzieciom bez ograniczeń korzystać z tego urządzenia, czy może macie jakieś ustalone godziny, czy jakiś inny sposób, na to, żeby komórka była używana przez dziecko jak najrozsądniej?
Kobieta w oknie A.J. Finn_ przedpremierowo

Kobieta w oknie A.J. Finn_ przedpremierowo

Anna Fox to psycholożka, zajmująca się dziećmi. Kiedyś miała wielu pacjentów.





Obecnie sama musi się leczyć, po ciężkich przeżyciach, zmaga się z agorafobią. Agorafobia (stgrαγοράφόβος) – irracjonalny lęk przed przebywaniem na otwartej przestrzeni, wyjściem z domu, wejściem do sklepu, tłumem, miejscami publicznymi, samotnym podróżowaniem, wywołany obawą przed napadem paniki i brakiem pomocy. Częstą cechą epizodu jest występowanie lęku napadowego.





Jej świat to obecnie telewizor, komputer, gdzie na forum udziela porad jako psycholog, oraz obserwowanie sąsiadów. Szczególnie upodobała sobie dom Russellów nowych sąsiadów, którzy wprowadzili się niedawno.

Jest jednak jeden szczegół, dodam, że przerażający, który zauważa Anna. Nakręca on  wiele niebezpiecznych sytuacji i zdarzeń.
Jednak Anna jako osoba chora bierze wiele leków, które często łączy z alkoholem , nie jest wiarygodnym świadkiem.  Czy w takim razie to, co się wydarzyło, jest prawdą? A może to tylko wytwór jej chorej i nadwerężonej lekami wyobraźni?
Czy można komuś ufać, czy może wszyscy są wrogami? A może nikt nie jest wrogiem?



Książka jest thrillerem psychologicznym utrzymany w klimacie zagmatwanych relacji międzyludzkich. Tu świat realny miesza się czasem z wyimaginowanym światem głównej bohaterki. Fabuła jest tak genialnie skonstruowana, że wciąga nas bez reszty już od samego początku. Wszystkie zdarzenia nakręcane są, przez pryzmat życia głównej bohaterki. Nie wiemy w zasadzie nic o Annie, w trakcie czytania dowiadujemy się ważnych szczegółów z jej życia, które doprowadziły ją, tu gdzie teraz jest.




Autorka bardzo zgrabnie prowadzi czytelnika przez kolejne etapy książki. Nie pozwala nam na odkrycie wszystkich tajemnic od razu. Jednak powoli i w bardzo dyskretny sposób podrzuca nam tropy, które zaprowadzą nas w końcu do rozwiązania zagadki.
Akcja toczy się w zasadzie w jednym miejscu, jest to dom głównej bohaterki. Jest to dość klaustrofobiczne miejsce akcji, ale według mnie potęguje to nasze doznania związane z fabułą.




Nie sposób się tu nudzić, wszystkie zdarzenia są ze sobą w jakiś sposób powiązane, wszystko jest tu potrzebne, każdy szmer, sygnał czy niedopowiedzenie. Autorka stara się skupić naszą uwagę już od samego początku do samego końca.
Książka jest bardzo dobrze napisana, uważam, że jest to bardzo udany debiut autorki. Co prawda jedną z tajemnic odkryłam bardzo szybko, ale reszta była zagadką do końca i powiem szczerze, że zakończenie mnie zaskoczyło.
Ciekawa jestem czy Wam uda się rozwiązać zagadkę Anny Fox?
Zajrzyjcie koniecznie!




„GRAFFITI MOON” CATH CROWLEY – RECENZJA przedpremierowa

„GRAFFITI MOON” CATH CROWLEY – RECENZJA przedpremierowa

Graffiti – nazwa zbiorcza dla różniących się tematem i przeznaczeniem elementów wizualnych, np. obrazów, podpisów lub rysunków, które są umieszczane w przestrzeni publicznej lub prywatnej za pomocą różnych technik. Zazwyczaj tworzone jest anonimowo i bez odpowiednich zezwoleń lub – rzadziej – za zgodą albo na zamówienie właściciela pomalowanego obiektu, jak np. graffiti „Łobez – plan miasta” wykonany przez miejscowych twórców.  Graffiti, szczególnie nielegalnie umieszczane w przestrzeni publicznej, przez jednych traktowane jest jako akt wandalizmu, przez innych – jako forma sztuki.


Uwielbiam graffiti dla mnie to super sztuka taki swego rodzaju sreet art  (Street art – dziedzina sztuki tworzona w miejscu publicznym, najczęściej "na ulicy" w formie bezprawnej ingerencji. Termin zawiera w sobie tradycyjne graffiti, lecz często jest użyty dla odróżnienia aktywności artystycznej w przestrzeni miejskiej od wandalizmu.
Określenia street art najprawdopodobniej po raz pierwszy użył Allan Schwartzman w 1985. Street art nie posiada ściśle określonych reguł działania, struktur dzieła, ani innych wyznaczników. Każdy tworzy jak chce i gdzie chce, przy czym w opinii odbiorców niekoniecznie jest to uznawane za działalność artystyczną).




To jakoś mi bardziej pasuje do tego rodzaju sztuki, tak dla mnie to sztuka. Oczywiście nie mylić tego z wandalizmem i głupimi malunkami, ale z przepięknymi rysunkami, które czasami malowane w biegu i stresie, a wyglądają jak arcydzieła.
Kiedy otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar książkę „Graffiti Moon”, miałam nadzieję, że będzie to bardzo dobra książka.
Shadow, nikt nie jest w stanie go namierzyć. Nie wiadomo skąd się pojawia, nie wiadomo kiedy. Rano można podziwiać jego dzieła na kolejnym murze. Nie jest, legalne to, co robi, ale to dodaje adrenaliny. Nie jest wandalem, lecz artystą. Graffiti to jego recepta na to, żeby jakoś przeżyć w otaczającej go rzeczywistości. To swego rodzaju bunt przeciwko przeciwnościom losu.




Ona dziewczyna, która kocha sztukę, pracuje u szklarza. Uczy się obróbki i artystycznego wykonywania przedmiotów ze szkła. Jest zachwycona jego rysunkami. Niestety nigdy go nie widział, nie może go spotkać. On zawsze jest szybszy. Staje się to jej obsesją i marzeniem. Tymczasem na jej drodze staje Ed, którego już raz spotkała. Nawet połamała mu nos. Ed to bardzo skryty i tajemniczy gość. Mało kto zna jego tajemnice. Podczas jednej nocy świat naszych bohaterów wywróci się do góry nogami.





Książka jest bardzo fajnie napisana, czyta się ja lekko, nie brakuje w niej jednak rzeczywistości, która czasami bywa dość bolesna. Młodzież, która musi walczyć ze swoimi lękami, z życiowymi porażkami, z rzeczywistością, która stawia nam coraz wyżej poprzeczkę.
Jest to naprawdę bardzo dobra literatura młodzieżowa.






Ogród Zuzanny Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska- recenzja przedpremierowa

Ogród Zuzanny Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska- recenzja przedpremierowa

Na pewno lubicie kwiaty. Każda z nas ma swoje ulubione. Ja uwielbiam bez. Uwielbiam jego zapach, zawsze z niecierpliwością czekam, aż zakwitnie.
Zapewne wiecie, że za pomocą kwiatów można wiele rzeczy powiedzieć. Każdy kwiat ma swoją symbolikę, próbuje nam coś powiedzieć.
Zuzanna główna bohaterka to ogrodniczka, która świetnie rozumie symbolikę kwiatową, dostaje od swojego szefa zadanie. Ma zaprojektować ogród pewnemu biznesmenowi.


Okazuje się, że owym biznesmenem jest dawny znajomy Zuzanny. Początkowo nie jest ona zadowolona, że jej poukładany świat, może znowu stracić swoje stabilne fundamenty. Z Adamem w przeszłości łączyła ją krótka znajomość, ale dla niej było to coś więcej.
Kobieta postanawia, właśnie za pomocą kwiatów przekazać mężczyźnie kilka informacji o sobie. Stara się również zrzucić z siebie pewien sekret.
Jednak, czy on okaże się na tyle inteligentny, że to zrozumie? No wiecie faceci i kwiaty?



Dowiedziałam się, dzięki tej książce, że jeśli kogoś nie lubimy, powinniśmy, podarować mu bazylię (hihi, ja kiedyś dostałam bazylię w doniczce, wyhodowaną własnoręcznie przez moją przyjaciółkę, dostałam ją, od niej, bo wiedziała, że uwielbiam pesto ze świeżej bazylii).
Ok, wracamy do książki.
Ogród Zuzanny to świetnie napisana książka o międzypokoleniowej miłości. Nie jest to bowiem tylko historia Zuzanny i Adama. Mamy tu również historię miłości babki Zuzanny, przewrotną i trochę humorystycznie opisaną historię małżeństwa Kozaków.



Jest to czasami naprawdę bardzo zabawna historia, którą trzeba czytać z przymrużeniem oka. Niektóre wydarzenia są tak absurdalne, że aż możliwe. Bohaterowie to mieszkańcy małej mieściny Stara Leśna. Autorka świetnie przemyślała i wykreowała ich charaktery i osobowości. Moje serce skradł ksiądz, który jeździ na motocyklu, spotyka się z innymi motocyklistami i … pomagają oni wszyscy dzieciakom z domu dziecka.
Fajne jest to, że poznajemy kawałek historii wszystkich mieszkańców, autorka nie skupia, całej naszej uwag tylko na Zuzannie. Poznajemy zatem różne problemy, jest to bardzo realne, możemy dzięki temu zabiegowi, poczuć się tak, jakbyśmy tam mieszkali. Myślę, że są to bardzo fajni ludzie, sama dobrze się czułam w tym wyimaginowanym miasteczku.



Myślę, że wy też poczujecie się tu bardzo dobrze. Od samego początku będzie Wam towarzyszył zapach kwiatów i ziół. Będzie dużo śmiechu, zabawnych zdarzeń w roli głównej z ekologiem, księdzem i miejscowym biznesmenem.



Książa jest napisana jednak bardzo specyficznym językiem, do którego się trzeba trochę przyzwyczaić (przyznam się, że było mi dość trudno przebrnąć te pierwszych kilkanaście stron, nawet miałam już zamiar zrezygnować, ale nie róbcie tego pod żadnym pozorem, wytrwajcie!) Gwarantuję Wam, że po przeczytaniu kilkunastu stron przyzwyczaicie się i książka wciągnie was bez reszty.
W czasie ferii dzieci się nudzą?

W czasie ferii dzieci się nudzą?

Ostatnio zauważyłam, że moje osobiste dziecko nie potrafi sobie samo zorganizować czasu wolnego.

Najlepiej jak ja mu coś przygotuję, zaproponuję, zrobimy coś wspólnie.

Jego rówieśnicy najczęściej siedzą przy komputerach i grają w gry. Nie powiem mój syn, też uwielbia grać z kolegami w przeróżne gierki. Ja jednak wyznaję zasadę, co za dużo to nie zdrowo. Przyznaję się bez bicia, że czasami też mi się nie chce nic robić i wtedy pozwalam mu grac trochę dłużej. Wiem, wiem powiecie, że to brak konsekwencji, że jestem zła matka.

No ale jestem ciekawa, czy Wy tak zawsze macie siłę i ochotę na zabawę z dziećmi? Na pewno zdarza Wam się popełniać jakieś małe rodzicielskie grzeszki. Przyznajcie się?

Przygotowałam sobie zatem plan na ferie.

1. Mamy dwa tygodnie na to, żeby zacząć dbać o siebie i zacząć zwracać uwagę na to, co jemy (troszeczkę nam się przytyło, wiec to dobry czas, żeby wrócić na tę dobrą stronę mocy).

2. Już pisałam, żeby próbować czytać po 20 minut dziennie, może uda się wtedy przekonać osobnika do czytania. No właśnie wprowadzam ten plan w życie i będę przekonywała mojego piątoklasistę do tego, że czytanie to fajna zabawa.

Przygotowała dla Was i dla niego listę książek, po które warto sięgnąć"

* Osobliwy do Pani Peregrine-recenzja

* Szklane dzieci ( trochę starsze przygody)-tu

* Kapitan Majtas (śmieszne historyjki)-recenzja

* Cała seria Tajemnice ... (mody, biblioteki ...)( książki detektywistyczne) - tu

* Dziennik Cwaniaczka

* Kultowy już Harry Potter 


Zachęcam do poszperania na moim blogu, może znajdziecie inne  książki, które was zainteresują.

My zaczynamy od książki, którą mój syna dostał pod choinkę „Listy od...” - tu.






3. Kolejną świetną zabawą będzie jazda na łyżwach- nie muszę namawiać, bo chodzi bardzo chętnie z koleżankami i kolegami-mamy to szczęście, że lodowisko mamy w zasadzie pod nosem.

4. Basen- u nas jest to problem, bo najbliższy mamy 20 km od domu, ale staramy się jechać choć raz w tygodniu.



5. Gramy w gry planszowe-moje dziecko ostatnio odkryło, jaka to fajna zabawa. Zaprasza kolegów i wspólnie grają w 5 sekund czy Jengę, ewentualnie w tradycyjnego Chińczyka.



6. Kreatywne zabawy-zaplanowałam pieczenie ślimaków drożdżowych-ulubione drożdżówki mojego dziecka. Wiem, wiem dieta, ale jeden ślimak to przecież żadne przestępstwo.

Zaplanowałam również, że zrobimy kartki walentynkowe.



A Wy co planujecie robić w ferie ze swoimi dziećmi? Ja postaram się zrealizować swoje plany. Jeśli jesteście ciekawi czy nam się uda, zapraszam na mojego Facebooku lub Instagram, tam będę zdawał relacje na bieżąco z naszych działań.




Fashion Victim Corrine Jackson_ recenzja przedpremierowo

Fashion Victim Corrine Jackson_ recenzja przedpremierowo

Czy zastanawialiście się czasami, jak to jest, być modelką? Bogaci ludzie, inny świat, piękne stroje. Bajka.
Jednak czy faktycznie życie modelki jest takie fantastyczne, czy jest usłane różami?



Thriller, który chcę Wam polecić, przedstawia właśnie świamodelingu.
Sophie to dziennikarka śledcza, która przez przypadek poznaje młodziutką modelkę Natalię. Spotykają się przez kilka dni, żeby rozwiązać pewną sprawę. Niestety podczas jednego ze spotkań dziewczyna wybiega z kawiarni, a następnego dnia Sophie dowiaduje się, że została ona zamordowana.
Dziewczyna postanawia rozwikłać zagadkę. Po pierwsze po to, żeby znaleźć mordercę, po drugie, żeby napisać o tym artykuł, ponieważ sprawa wydaje jej się, bardzo dziwna.


Dziennikarka zaczyna swoje śledztwo. Niestety sprawy nie są łatwe, spore komplikacje powoduje, śmierć kolejnej modelki.
Im bardziej analizowana jest kwestia morderstw, tym wszystko zaczyna się robić coraz bardziej niebezpieczne. Czy Sophie uda się złapać mordercę? Czy nie będzie musiała chronić siebie, przed zagrożeniem?

Głównym atutem powieści według mnie jest główna bohaterka. Młoda kobieta, która dąży do celu, uparta i odważna. Jest bardzo inteligentna i spostrzegawcza. Jako dziennikarka śledcza bardzo szybko kojarzy fakty, czasami jednak jej działania są zbyt impulsywne. Niestety to przysparza jej wiele problemów. Jednak dzięki temu też autorka budowała napięcie w książce. Zbyt szybkie działania bohaterki, czasami podnosiły ciśnienie mnie jako czytelnikowi.



Jest ona bardzo wyrazistą postacią,  jest to taka osoba, którą spokojnie możemy spotkać w realnym życiu. Fabuła powieści skupia się przede wszystkim na morderstwach i śledztwach. Nie myślcie jednak, że akcja jest nudna, autorka dodaje tu kilka smaczków z życia głównej bohaterki, oraz kilka faktów z życia modelek. Prostytucja, narkotyki, wykorzystywanie nieletnich, chore fantazje starszych panów. Mam nadzieję, że już Was zachęciła, bo wierzcie mi, dzieje się tu bardzo dużo. Nie ma tu czasu na nudę. Wszystko tu jest przemyślane i tak skonstruowane, że nie mamy chwili na odpoczynek. Akcja jest tak napięta i tak skonstruowana, że mamy wrażenie, że jedziemy na rollercoaster, kiedy już wydaje nam się, że będzie spokój, napięcie wzrasta, my mamy ciarki i dalej znowu jazda bez trzymanki. Zastanawiamy się, kto jest do mordercą. I wiecie co, do końca w zasadzie nie wiadomo. Autorka tak sprowadza nas sprytnie na manowce, że kiedy wydaje nam się, że już wiemy kto, już jesteśmy pewni, nie to jednak nie ta osoba.


Uwielbiam powieści kryminalne, przeczytałam ich już sporo i w większości domyślam się, kto zabił. Tu miałam wątpliwości do samego końca. Według mnie jest to całkiem dobry kryminał.
Czekam z niecierpliwością na kolejne odsłony i kolejne śledztwa Sophie.



Do czego służy biblioteczka?

Do czego służy biblioteczka?

Moim marzeniem od zawsze było mieć dużą biblioteczkę w domu, mam kilka półek. Po części marzenie się spełniło, pracuję w bibliotece, więc regałów mam pod dostatkiem. Już teraz wiem, co znaczy układanie książek na półkach, porządkowanie ich, szczególnie po remontach.
Nie o tym jednak miałam pisać.
Biblioteczka w domu, czyli mega dużo półek, na których mamy poukładane książki, które już przeczytaliśmy, bądź czekają na przeczytanie.
Okazało się jednak, że to tak nie działa.
Biblioteczka to mebel przecież, no chyba każdy o tym wiem. Skoro mebel, to ma ładnie wyglądać.
Dowiedziałam się ostatnio, że skoro ma ładnie wyglądać, to nie mogą się na nim znaleźć przypadkowe książki.
Zdziwiona zapytałam, to ty nie przeczytałaś tych książek, i nie masz zamiaru ich czytać.



No i okazało się, że to nie książki to stroiki, ozdobniki czy jak kto woli to nazwać.
Okładki pasowały kolorystycznie do wystroju mieszkania, wszystkie książki tej samej wielkości lub zbliżonej.

Świat się kończy, pomyślałam. Zaraz przypomniałam sobie moich kilka półek, oczywiście mam ich za mało, więc książki leżą jedne na drugich. Posegregowane raczej na te przeczytane i nieprzeczytane. Jeśli chodzi o kolorystykę na moich półkach, jest bardzo przypadkowa.


No i co wyszło, że bałagan mam i tyle.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że spotkałam się już u kilku znajomych z takim podejściem do książek i biblioteczek.
Ja rozumiem porządek na półkach, ale żeby nie czytać? Tylko stawiać po to, żeby ładnie wyglądało i pasowało do wystroju.?
No świat się kończy.

Ciekaw jestem, jak Wy traktujecie wasze biblioteczki, jako ozdobniki, czy czytacie to, co tam zgromadziliście? Mniemam, że są tu też takie osoby, które powiedzą, że przecież można czytać i jednocześnie mieć ozdobną biblioteczkę. Zgadzam się z tym w całej rozciągłości.
Jak to jest u was?
Pomiędzy nami góry Charles Martin_ recenzja

Pomiędzy nami góry Charles Martin_ recenzja

Dawno nie miałam przyjemności, czytać książki z gatunku -katastroficzne. W zasadzie nie lubię książek o katastrofach, szczególnie kiedy mowa o tych z jedzenia ludzi i tak dalej.

Miałam tylko nadzieję, że ta do takich nie należy.

Uffff…. Nie.





Ben to znany chirurg – ortopeda, który wraca do domu z konferencji medycznej. Ashley to młoda dziennikarka- felietonistka, która śpieszy się na swój ślub. Na lotnisku okazuje się jednak, że nigdzie nie polecą, ponieważ pogoda na to nie pozwala.
Ben jednak nie daje za wygraną, niedaleko lotniska znajduje prywatne lotnisko, gdzie udaje mu się wynająć awionetkę.
Podczas rozmowy z pilotem dowiaduje się, że na pokładzie jest jeszcze jedno miejsce, postanawia, że zaproponuje je młodej kobiecie poznanej na lotnisku.
Jak łatwo się domyślić jest to Ashley. Wyruszają, lot wydaje się przebiegać bez zarzutów. Niestety po jakimś czasie samolot zaczyna wariować, okazuje się, że pilot ma zawał. Udaje mu się, jakimś cudem wylądować, niestety okazuje się, że wylądowali gdzieś w środku gór. Pilot umiera, Ben i Ashley są ranni.



Tu zaczyna się cała przygoda. Ben ma złamane żebra, niestety dziewczyna jest w dużo gorszym stanie. Na szczęście ma ortopedę pod ręką, który bardzo się tu przydaje.
Od tego momentu nasi bohaterowie są na siebie skazani, ich życie zależy od nich, a i zapomniałbym, od psa, który leciał z nimi, był przyjacielem pilota. Choć źle mówię to nasza bohaterka, skazana jest na Bena.
Dlaczego? Hmmm. Tego to ja wam już nie powiem. Bo przecież chcecie przeczytać książkę? Prawda?
Czy naszym bohaterom uda się przezwyciężyć góry? Jak zakończy się ich wspólna walka o przetrwanie?



Powieść nie ma może zbyt wartkiej akcji, fabuła nie jest może zbyt skomplikowana. Zatem zapytacie, to właściwie podobała Ci się ta książka, czy nie?
Podobała się i to bardzo. Najbardziej podobało mi się te ukryte zagadnienia, na które autor chce zwrócić naszą uwagę.
Ben nagrywający na dyktafon codzienne relacje dla swojej żony. Drobnostki, których normalnie nie dostrzegamy. Brak jedzenia, najbliższych, strach. Fakt, że jesteśmy skazani na zupełnie obca nam osobę.
Akcja rozwija się powoli, co pozwala nam na poznawanie poszczególnych faktów i tajemnic naszych bohaterów. Jednak pod koniec książki akcja bardzo przyśpiesza. Powiem szczerze, że końcówka bardzo mnie zaskoczyła i poruszyła. Czytając, zastanawiałam się, czy ja byłabym być równie silna, jak bohaterka. Uwielbiam góry, ale bardzo się ich boję. To przepiękne miejsca, ale bardzo niebezpieczne dla tak niedoświadczonych ludzi, jak ja. Podziwiam tych, którzy wspinają się po wysokich górach. Nasza bohaterka miała szczęście, że trafiła na faceta, który dużo wiedział o górach.



"Pomiędzy nami góry" to bardzo piękna opowieść, która opowiada, jak ważna jest nadzieja, o przetrwaniu, o miłości, o tym, jak ciężko czasami pogodzić się z losem. O tym, jak ciężko pogodzić się ze sobą.
Polecam.





Czytanie, po co to komu?

Czytanie, po co to komu?

Postanowiłam, że we wtorki będę wstawiała post, który nie jest recenzją. Pewnie często będą to artykuły związane z moją pracą, a co za tym idzie z czytaniem.
Mam nadzieję, że się Wam spodobają. Będę wdzięczna za komentarze pod postem, czy chcecie więcej takich wpisów, czy może jednak zostać przy samych recenzjach.

Czytanie – proces poznawczy, jedna z umiejętności nabywanych przez człowieka w procesie edukacji, która umożliwia odbiór informacji przekazywanych za pomocą języka pisanego -Wikipedia.
  


Nuda. Tak zapewne powiedziałaby część młodego pokolenia. Wiem, wiem nie wszyscy i proszę mi tu się nie obruszać zaraz. Przyznać niestety musicie, że większość naszego młodego pokolenia mówiąc, kolokwialnie olewa czytanie. Właśnie, po co nam czytanie. No chociażby po to, żeby przeczytać instrukcje obsługi, rozkład jazdy pociągów itp.


Przy instrukcji obsługi pewnie od razu polegnę, bo powiece, że są przecież obrazki i można krok po kroku odczytać po obrazkach jak co zrobić. No dobra tu się poddaję, ale reszta...?



Kiedy rozmawiam ze swoimi czytelnikami (pracuję w bibliotece), ręce mi czasami opadają.


Oddaje dzisiaj taki siódmoklasista książkę, lekturę oczywiście. Pytam:

- może weźmiesz sobie coś do poczytania, mamy dużo nowości.

Ten spojrzał na mnie spod byka i mówi.

- a nie, nie absolutnie.

No cóż,  odpuściłam.

Nie mogę, powiedzieć lektury biorą, czasami nawet jakąś książkę złapią z regału. Ja tu cała szczęśliwa czytają. O nie, nie kochani, okazał się, że pani powiedział, że osoby, które będą miały dużo wypożyczeń, będą mogły mieć wyższe oceny z zachowania. O masz, więc biorą te książki z półek, zabierają je do domu i przynoszą. Przeczytać już niestety nie, bo to już za dużo zachodu.

Zachęcam, opowiadam, jakie mamy ciekawe książki, patrzą na mnie jak na istotę z innej planety, i wzrokiem mówią:

Czego ty do mnie kobieto mówisz?

Teraz kilka poważnych faktów. Co daje nam czytanie:


  • wzbogaca nasze słownictwo, żebyśmy  mogli powiedzieć coś więcej niż eeeeee, yyyyyyy, hmmmm
  • rozwija naszą wyobraźnię, jest świetnym relaksatorem i odstersowywaczem
  • rozwija nasze umiejętności poznawcze
  • poszerza naszą wiedzę
  • rozwija nasza umysł i poprawia pracę mózgu
  • poprawia koncentrację i analityczne myślenie
  • pomaga nauczyć się empatii
  • poprawia umiejętność pisania.
  • uczy od najmłodszych lat trudnej sztuki wyboru
  • uczy nas jak wyznaczać i realizować swoje cele.
 


 Powiecie mi to wszystko frazesy, czcze gadanie i takie tam naukowe pierdoły. Ok, ale skąd wiecie, że to, co wy myślicie, jest prawdziwe. A spróbujcie iść do najbliższej biblioteki, zapytajcie przemiłej pani bibliotekarki (to takie trochę naciąganie, sama wiem, że nie wszystkie są miłe, ale co tam), o jakąś ciekawą książkę, a najlepiej pochodźcie między pólkami i weźcie tą, która do Was zawoła. Nie wiem okładką, grubością, a może tym, że jest niepozorna i cieniutka. Weźcie ja do domu i spróbujcie, się przełamać i dać jej szansę.

 

Ja wiem, nie od razu Kraków zbudowano, dlatego nie porywajcie się od razu na książkę, grubości 700s. Zacznijcie może od jakiejś cieniutkiej, niepozornej.

Może Was przekona, że czytanie jest fajne i bardzo trendy. Zawsze możecie podzielić się swoją pasją z kolegami na Facbook'u czy Instagramie. Z książką w ręku też wygląda się ładnie.
Copyright © 2014 Janielka czyta , Blogger