wtorek, 22 maja 2018

Cath Crowley Słowa w ciemnym błękicie - recenzja

Cath Crowley Słowa w ciemnym błękicie - recenzja
Po pierwsze zauroczyła mnie okładka. Utrzymana w pięknych niebieskich kolorach, przypominająca swoja kolorystyka morze, niebo, niezapominajki…
Czy jednak jest to taka powieść o niebieskich migdałach? No nie, chodź, może trochę o marzeniach jest.



Rachel to świetna młoda dziewczyna, która od lat kocha się w swoim najlepszym kumplu. Kiedy postanawiają ze swoją klasą zorganizować dzień przed końcem świata, okazuje się, że Henry woli ten dzień spędzić z Amy, w której zakochał się bezgranicznie. Niestety wybierając Amy, robi ogromna, przykrość naszej bohaterce.
Rachel wyjeżdża, jednak nie chce zostawić przyjaciela bez pożegnania, zostawia mu wiadomość w ukochanym przez niego tomiku wierszy. Niestety nie otrzymuje odpowiedzi, więc uznaje, że przyjaciel nie ma jej nic do powiedzenia. Wyjeżdża. Czy henry przeczytał wiadomość? Czy z premedytacją nie odpowiada przyjaciółce?
Henry jest zdruzgotany wyjazdem Rachel. Pisze do niej listy, na które ona nie odpowiada. Jej życie nie ułożyło się, tak jakby tego sobie życzyła. Co się wydarzyło? Jaką traumę przeżyła dziewczyna?

Mimo wszystkich przeciwności losu Rachel wraca do dawnego miasteczka. Czy spotka się z Henrym? Czy ich przyjaźń wróci na swoje dawne tory?
Jako poradzą sobie w nowej sytuacji?
„Słowa w ciemnym błękicie” to bardzo dobrze napisana książka dla młodzieży. Jest napisana bardzo przystępnym i prostym językiem. Akcja powieści jest pomysłowa i podoba mi się szczególnie to, że akcja bardzo związana jest z miłością do książek.
Ciekawa narracja z perspektywy bohaterów uatrakcyjnia bardzo książkę. Dzięki takiemu zastosowania możemy poznać dokładnie punkt widzenie zarówno Henrego, jak i Rachel. Bardzo uroczym zabiegiem były wtrącenia w tekście polegające na przytaczaniu listów. Nadaje to pewnego klimatu i bardzo uatrakcyjnia historię.

poniedziałek, 14 maja 2018

Psikus Domenico Starnone -recenzja

Psikus Domenico Starnone -recenzja
Książka „Psikus” to może nie jest mój ulubiony gatunek powieści, jednak, po otrzymaniu propozycji zrecenzowania, postanowiłam się z nią zmierzyć.
Po przeczytaniu opisu na okładce domyśliłam się, że nie będzie to lektura łatwa, lekka i przyjemna. Jest to powieść, która czyta się bardzo szybko, jednak zmusza nas ona do myślenia, zatrzymania się na chwilę i przemyślenia.







Daniel to siedemdziesięcioletni, znany ilustrator, który zostaje poproszony przez córkę o zaopiekowanie się wnukiem przez kilka dni.
Początkowo mężczyzna nie chce zajmować się dzieckiem, jednak po przemyśleniu stwierdza, że podejmie się tego wyzwania.
Rodzice chłopca wyjeżdżają na konferencję naukową, która oprócz pracy ma być także próbą naprawy małżeństwa, które niestety jest na skraju rozwodu. Jednak okazuje się bardzo szybko, że opieka nad czterolatkiem, jest, większym wyzwaniem niż, zdawało się naszemu bohaterowi.









Daniel to facet, któremu ciężko pogodzić się ze starością. Nadal pracuje jako ilustrator, nie domyślą się, dlaczego wydawca ma do niego ciągle uwagi, a zleceń jest coraz mniej. Problem niegodzenia się ze swoim wiekiem jest tu bardzo wyraźnie naznaczony. Autor bardzo często do niego wraca.
Mario to, bardzo inteligentny i nieprzeciętny chłopiec, który niestety ma bardzo trudny charakter. Jest on bardzo samodzielny, zdyscyplinowany, jest to związane z tym, że dziecko jest pozostawione same sobie, przez wiecznie kłócących się rodziców.
Potrafi on np. odpalać kuchenkę, kroić ostrym nożem – to raczej nie są czynności, które pozwalamy wykonywać czterolatkom.








Chłopiec jest chwalony na każdym kroku przez rodziców, dlatego zachowuje się bardzo nieracjonalnie, bo dziadek nie chwali go tak często. Chłopiec pozbawiony rutyny szybko wpada w złość, zachowuje się dziwnie.
Przypomina mi to trochę objawami dzieci z zespołem Aspergera, ale to tylko moje obserwacje, autor nie mówi tu o żadnej chorobie dziecka. Przez to dziwne zachowanie, chłopiec może się wydawać dziwny, inny, nie sposób go polubić. Jego rodzice zapewne mocno przyczynili się do tego, że chłopiec zachowuje tak, a nie inaczej.






Jest to doskonały poradnik, jak nie należy wychowywać dzieci. Opisane są tu relacje między mężem, dzieckiem a rodzicami, ojcem i córką (dorosłą), dziadkiem a wnukiem. I tak na moje oko wszystkie one są dziwne i niezbyt poprawne.
W bardzo krótkiej książce autor zawarł wiele ciekawych i bardzo ważnych wątków, które zmuszają czytelnika do zatrzymania się i zastanowienia czy ja przypadkiem nie popełniam tych samych błędów.




wtorek, 8 maja 2018

Patrz, jak tańczę Wilson Sari - recenzja

Patrz, jak tańczę Wilson Sari - recenzja

Jestem wielbicielka różowego koloru i pięknych okładki książek. Jak się domyślacie, nie mogłam przejść obojętnie obok tak pięknej i w dodatku różowej książki. Uwielbiam oglądać taniec, moja córka kiedyś tańczyła. Nie był to balet, raczej taniec nowoczesny, ale patrzenie jak tańczy sprawiało mi wielką przyjemność.
Tytuł „Patrz, jak tańczę”, bardzo mnie zaintrygował i zainteresował.
Po otrzymaniu książki od Wydawnictwa WAB okazało się, że jest w niej jeszcze jedna rzecz, którą uwielbiam. Akcja toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych – 1977, 2016.




Mira to jedenastoletnia dziewczynka, zakochana w tańcu i balecie. Taniec jest dla niej odskocznią od codziennych kłótni rodziców, od dziecięcych trosk. Najważniejsze jednak jest to, że dziewczynka jest bardzo utalentowana. Pewnego dnia spotyka Mauricea – mężczyznę, który jest dla niej przyjacielem, muzą. Mira ma talent i szansę na występ u boku najlepszych, jednak rezygnuje z marzeń. Dlaczego?
W roku 2016 spotykamy się z Kate, która otrzymuje list, od mężczyzny, myślała, że on już nie żyje. Postanawia go odszukać. Czy uda jej się zmierzyć z przeszłością? Czy będzie to dla niej trudne doświadczenie?
Czy Kate/ Mira w końcu odnajdzie spokój? Czy pogodzi się z utraconymi marzeniami?






Jest to powieść, którą czyta się bardzo dobrze. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, jednak jest bardzo przemyślana i spójna. Uwielbiam, kiedy książka podzielona jest na dwie strefy czasowe, dlatego układ powieści bardzo mi przypadł do gustu.
Główna bohaterka to świetnie wykreowana postać. Młoda dziewczyna pełna pasji i marzeń. Kate dorosła wersja, która musi zmierzyć się z błędami i złymi decyzjami z przeszłości.
Intrygowały mnie również relacje pomiędzy dziewczynką a dorosłym mężczyzną.








Treść jest fikcyjna, ale ma w sobie to coś, co wciąga i nie pozwala na nudzenie się podczas czytania. Świetnie wykreowana postać głównej bohaterki, zmusza nas do zastanowienia się i przemyślenia, jak my byśmy postąpili w jej sytuacji. Zdarzało mi się momenty, kiedy współczułam jej bardzo, ale był i takie, że chciałam krzyczeć, „co Ty robisz dziewczyno, ogarnij się”.
Nie mniej jednak jest to piękna opowieść, która pokazuje, jak ważna jest akceptacja, poczucie bezpieczeństwa i rodzina.






sobota, 5 maja 2018

Ona to wie Lorena Franco - recenzja

Ona to wie Lorena Franco - recenzja
„Ona to wie” pomyślicie o matko kolejka kobieta, to robi się już nudne. I tu się mylicie moi drodzy.
Ta książka to majstersztyk, jeśli chodzi o tematykę i gatunek. Autorka bardzo się postarała, żeby prawda nie wyszła zbyt szybko na jaw. Do ostatniej strony książka jest absorbująca i zaskakująca. Wszystkie elementy układanki odkrywane są bardzo powoli, dawkowane w idealnych proporcjach. Jesteśmy powoli wciągani w świat głównej bohaterki. 




Andrea to mężatka, która ma problem z alkoholem i lekami. W zasadzie nie wiadomo co dzieje się w jej życiu naprawdę, co jest wytworem jej chorej wyobraźni. Czytając, jesteśmy, poddawani wielu emocjom zarówno tym pozytywnym, jak i tym negatywnym. Nasza bohaterka to trzydziestoletnia niespełniona pisarka. Stara się pisać kryminały. Jej mąż  jest prawnikiem, mieszkają na malutkim osiedlu niedaleko Barcelony. Kobieta uwielbia podglądać, a może podpatrywać swoich sąsiadów przez okno. Mówi, że to jej obserwacje do powieści, ma bardzo wybujałą fantazję. Nie wiemy jednak, co jest jej wyobraźnią, co wizjami spowodowanymi alkoholem i tabletkami. Wszystko wydaje się nudne i zmierza do nieuniknionej rozsypki. To się jednak zmienia, kiedy na horyzoncie pojawia się brat męża, a kilka dni później znika sąsiadka, z którą Andrea można powiedzieć, się kumplowała. Od tego momentu akacja nabiera tempa, ciekawość może być niebezpieczna, nasze dotychczasowe życie, może okazać się zagrożeniem dla nas samych.




Nic więcej dodawać nie będę. Musicie tego sami doświadczyć. Powieść to petarda, która powala nas na łopatki i wgniata w fotel. No sztos po prostu.
Musicie to przeczytać!!!!

środa, 2 maja 2018

Alice i Oliver Charles Bock - recenzja

Alice i Oliver Charles Bock - recenzja

Ostatnio trafiła w moje ręce książka „Alce i Olivier”, sięgnęłam po nią z dwóch powodów. Po pierwsze rak, choroba, która uczy pokory, pokazuje realizm i pozwala na wnikliwą analizę, tego, do czego człowiek jest zdolny, gdy walczy o swoje zdrowie lub zdrowie najbliższych.

Alice artystka, kochająca zona i matka, szczęśliwa kobieta, która idzie do lekarza, bo źle się czuje. Niestety los nie okazuje się w jej przypadku łaskawy. Wyniki są jednoznaczne i bezlitosne – białaczka.






Życie dziewczyny zmienia się diametralnie, na szczęście ma kochającego męża, który trwa przy niej. Historia oparta jest na faktach, więc tym bardziej człowiek wczuwa się w tę opowieść bez reszty.
Na kartach książki niemal wyczuwamy ból, jaki towarzyszy Olivierowi, jest to związane z bolesnymi wspomnieniami autora, kiedy to jego ukochana walczyła z chorobą.







Dzięki tym autentycznym wątkom powieść nabiera realizmu i szczerości. Wiadomo, że nie wszystko jest realistyczne, ale szczerość autora jest tak autentyczna i wyczuwalna, że od razu wiadomo, że tak mogło się zdarzyć. To są uczucia, które towarzyszą podczas choroby zarówno tym chorym, jak i tym zdrowym, którzy muszą patrzeć na cierpienie najbliższych.
Książka pozwala nam poczuć te wszystkie emocje, poddać się refleksjom, przemyśleć wiele spraw.



Nie jest to powieść, którą czyta się jednym tchem. Ciężki temat sprawią, że czytanie jej nie jest łatwe. Nie ma tu zawrotnej akcji, zakończenie nie jest dla nas najważniejsze. Nie zaskakuje jak w powieściach sensacyjnych czy kryminalnych. Tu musimy sobie dawkować emocje, czytać powoli, przemyśleć, odłożyć na chwilę. Musimy poświęcić swój czas, żeby poznać całą historię.
Jednak jest ona tego warta. Może bohaterowie nie są zbyt atrakcyjnie, może nie polubimy ich od pierwszego spotkania. Jednak dajmy im szansę. Niektóre ich decyzje mogą nas zaskoczyć, niektóre zirytować, jednak nie potępiajmy ich tak szybko, bo przecież większość z nas (na szczęście) nie musi podejmować takich decyzji. Nie oceniajmy, przeczytajmy.






Jest to powieść smutna i trudna, nie nadaje się na weekendzie czy na wakacyjny odpoczynek. Nie mniej jednak warto ją przeczytać, pomyśleć, zastanowić się, jakie mamy szczęście, że jesteśmy zdrowi, a może pomoże nam ona zrozumieć chorobę, jeśli się z nią borykamy my lub nasza bliska osoba.
Książka naprawdę robi wrażenie, jest emocjonalna i szczera.
Copyright © 2016 Janielka czyta , Blogger