wtorek, 31 lipca 2018

Begin Again Mona Kasten - recenzja

 Begin Again Mona Kasten - recenzja

„NEW ADULT – TO LITERATURA DLA MŁODYCH DOROSŁYCH, WIEK 18-25 LAT
Skupia się na kwestiach takich jak:
• walka z demonami przeszłości,
• odnajdywanie sensu życia za pomocą podróży, czyli po prostu motyw drogi,
• rozwój seksualności i budowanie dojrzałego związku,
• wybór drogi życiowej, zawodu, studiów,
• poznawanie smaku wolności i twarde zderzenie z rzeczywistością,
• zmaganie z traumą przeszłości.
To nurt, który luźno i otwarcie opisuje erotyczne doświadczenia młodych ludzi, jest naszpikowany emocjami i dotyka niejednokrotnie trudnych tematów (przemoc w rodzinie, gwałt, kazirodztwo, pedofilia, aborcja itp.)” źródło.



Powiem szczerze, że pierwszy raz spotykam się z takim gatunkiem literackim, ale cóż człowiek uczy się całe życie i to bardzo fajnie, że się uczy, bo inaczej byłoby nudno.
Książka, która miałam przyjemność, ostatnio czytać należy do tego właśnie gatunku. Begin Again spełnia chyba wszystkie warunki, żeby można było tak ją nazwać.
Powiem wam niestety niezbyt dużo, żeby nie zepsuć Wam całej przyjemności z czytania. Allie to młoda dziewczyna, która postanawia porzucić rodzinny dom i sama ułożyć sobie życie. Rozpoczyna studia, wynajmuje pokój w mieszkaniu Kadena.
On wydaje się strasznym dupkiem, bardzo źle odnosi się do swojej współlokatorki, ona bardzo wrażliwa, skrywa w sobie tajemnicę, z którą nie chce się z nikim podzielić. Czy gburowatość chłopaka jest związana z wydarzeniami, które miały miejsce w przeszłości? Może to jego wredny charakter? A może czegoś się boi?
Bohaterowie są bardzo fajnie wykreowani. Ich realizm, pozwala nam na odczuwanie, tego, co oni czują, ich emocje są bardzo realne. Podoba mi się również to, że ich relacje są bardzo subtelne. Nie skupia się tu wszystko tylko na seksie. Bardzo polubiłam oboje bohaterów.
Relacje między nimi są dość skomplikowane, na szczęście autorka tak sprytnie rozwija je, że nie są one jakieś wydumane, ale rozwijają się bardzo naturalnie. Jeśli lubicie literaturę, która oprócz romansu przedstawia również jakiś problem natury psychicznej. Zapraszam do lektury. Znajdziecie tu fragmenty smutne, ale również takie, które was rozbawią.
Polecam.



czwartek, 26 lipca 2018

Post Scriptum Milena Wójtowicz - recenzja

Post Scriptum Milena Wójtowicz - recenzja
Lubicie fantasy, niesamowite historie z istotami niewiadomego pochodzenia w tle?  Ja powiem szczerze, że czytam, choć nie jest to mój ulubiony gatunek literatury. Jednak to jest zupełnie inna bajka. To może przekonać czytelników, że każdy gatunek literacki da się lubić. Styl autorki jest bardzo przystępny, humor miesza się tu z ironią i wieloma innymi emocjami. Od same początku intrygowało mnie, kim są bohaterowie, bo to nie zostało jednoznacznie określone.


Bohaterami powieści są behapówka (tak sama siebie nazywa) i coach. Założyli oni swego czasu agencję coachingową. W zasadzie nie wiadomo co ich do tego skłoniło, bo są zupełnymi przeciwieństwami (może właśnie dlatego). On rozmawia z duchami, ona szkoli nienormatywnych. Akcja – śledztwo, które wspólnie prowadzą to przezabawnie opowiedziana historia, która według mnie za szybko się kończy. Czyta się ją bardzo szybko, napisana z humorem, tajemnicza, wciąga od pierwszej strony.
Fajnie opisane istoty nienormatywne (potwory), zabawne sytuacje, mity, które już nie działają, bo pewne stworzenia biorą leki przeciwalergiczne. Inne po prostu się uodporniły. Co zatem działa na potwory? Czy możemy się przed nimi jakoś bronić?
Moje serce od samego początku skradła Sabina. Niech was jednak nie zwiedzie to urocze imię, bo kobieta ta to istota z piekła rodem. Jest przezabawna, sama się uważa za ideał i uwielbia słodycze, które pożera kilogramami. Piotrek, coach prowadzi terapię dla…zmarłych. Cichy spokojny, wydawać by się mogło, że taki, przepraszam, że żyję. Autorka świetnie wykreowała swoich bohaterów. Jeden jest lepszy od drugiego. Okazuje się jednak, że nie tylko potwory są straszne, czasami ludzie bywają bardziej przerażający.
Jeśli zatem macie ochotę na bliskie spotkanie z istotami nienormatywnymi, z ogromną dawką humoru, z lekką domieszką tajemnicy i przezabawnymi zwrotami akcji, to macie wszystko w jednym.
Tu znajdziecie wszystko, czego szukacie.









wtorek, 24 lipca 2018

Afera John Grisham - recenzja

 Afera John Grisham - recenzja

John Grisham dla młodzieży? Dlaczego nie? Mistrz prawniczych kryminałów w powieści dla młodzieży. Jak myślicie, dał radę?

Theo to ósmoklasista, który, właśnie zdaje egzaminy czy jak kto woli testy, ich wyniki będą miały bardzo duży wpływ na to, do jakiej klasy i szkoły średniej chłopak zostanie przyjęty. No cóż, wiemy, nie wszyscy lubią testy (ja nie cierpię, uważam, że słabo sprawdzają naszą wiedzę, bardziej fart i szczęście).



Theo należy do tej części ludzkości, która testów nie cierpi, cóż jednak trzeba je zdać. Po otrzymaniu wyników chłopak nie jest zbyt zadowolony. Kiedy dowiaduje się, że jego najlepsza przyjaciółka też nie, są załamani. Okazuje się jednak, że niechcący nasza dwójka zwietrzyła aferę. Co się wydarzyło? Czy wpłynie to na wyniki ich testów?
Autor kojarzy mi się raczej z powieścią, gdzie głównymi bohaterami są prawnicy i prowadzą komplikowane sprawy sądowe. Tu główny bohater to trzynastolatek, który pragnie w przyszłości zostać… prawnikiem. Jego rodzice są prawnikami, posiadają własną kancelarię. Chłopiec ma tam swój pokój, który nazywa gabinetem i spędza w nim sporo czasu po lekcjach. Zna pracę sądu, bo tam też często chodzi z rodzicami, liznął troszkę przepisów prawnych. Pozostajemy zatem w obszarach dobrze nam znanych z powieści Grishama, jednak niepełnoletni bohater i w sumie niezbyt skomplikowane sprawy sądowe dodają książce lekkości, takiej w sam raz dla młodzieży. Myślę, że młodemu czytelnikowi może przypaść do gustu taka treść. Język, jakim napisana jest książka, jest dość prosty, więc nie powinno być tu problemu ze skomplikowanym prawniczym słownictwem. Myślę, że, to może się podobać.
Książka ma zachęcić młodego czytelnika, sprzyja temu  miejsce akcji, która rozgrywa się w szkole, fabuła niezbyt skomplikowana, ale myślę, że bliska młodemu odbiorcy.
Książkę czyta się szybko, jest napisana bardzo prostym i swobodnym językiem, nie należy do grubasów, ma zaledwie 200 str., drukowanych dużym tekstem.
Jest to bardzo lekka, nieskomplikowana powieść dla młodzieży. Zostawiam ja dla swoich ósmoklasistów w bibliotece, mam nadzieję, że im się spodoba taka tematyka i taki styl pisania.



sobota, 21 lipca 2018

Jessica Pennington Piosenki o miłości oraz inne kłamstwa - recenzja

Jessica Pennington Piosenki o miłości oraz inne kłamstwa - recenzja

Każdemu z nas zdarza się, że nie zawsze mówimy o sobie wszystko, czasami zdarza się, że coś zataimy. Nie wiadomo jak to się dzieje, że nawet osoba, którą kochamy, nie jest tą, której zechcemy wyznać, co nas boli.

Wiadomo również wszem wobec, że kłamstwo czy niedopowiedzenia nie są dobre dla żadnego związku. Bez względu na to, czy łączy nas z tą osobą przyjaźń, czy miłość, kłamstwo, nie wróży tu nic dobrego.


Cam młody przystojny i utalentowany chłopak ma za sobą traumatyczne przeżycia.
Żeby zapomnieć, przyjeżdża do małego miasteczka w stanie Michigan. Tu ma zamiar rozpocząć wszystko od nowa.
Czy jednak życie nie zweryfikuje jego planów? Czy uda mu się tak ot po prostu zapomnieć?
Kiedy odwiedza w szpitalu swoją babcię, niechcący słyszy rozmowę i piosenkę, którą śpiewa jakaś dziewczyna dla swojej babci. Opowiada ona również o castingu do jej rockowego zespołu. Cam  czuje się na tyle zaintrygowany, że postanawia zgłosić się do zespołu.
Virginia okazuje się menadżerem zespołu, który ma swoje powody, żeby nie śpiewać (choć robi to bardzo ładnie).
Vee i Cam szybko zaczynają nadawać na tych samych falach. Czy da się jednak zbudować związek, jeśli nie jest się do końca ze sobą szczerym? Może jednak oni tak się kochają, że jest im wszystko jedno, co było wcześniej? Może najważniejsze jest tu i teraz?
Jak potoczą się ich wspólne lub nie losy?
Dostałam od Wydawnictwa Jaguar bardzo fajną książkę młodzieżową. Idealną na wakacje, idealną na leniuchowanie. Przeczytałam w zasadzie w jeden dzień, więc mogę powiedzieć, że czyta się szybko.
Powieść jest podzielona na dwa okresy czasowe teraz i wcześniej, sama lubię taki dwu czas w książkach, ale wiem, że nie wszystkim to odpowiada. Jest tu również wersja jej i jego co może dodatkowo komplikować fabułę, ale mnie to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie lubiłam te przeskoki i różny punkt widzenia bohaterów.
Bohaterowie są dobrze wykreowani, choć Virginia czasami mnie denerwowała, swoją bezradnością i zachowaniem. Niby dorosła dziewczyna lub prawie dorosła a zachowywała się jak dziecko, które samo nie wie czego, chce. Nie mogę powiedzieć, że jej nie lubiłam, kibicowałam jej bardzo, jednak moje serce skradł zdecydowanie Cam i reszta zespołu, Logan, Anders. Świetni młodzi ludzie, którzy robią to, co, kochają, uwielbiają.
Autorka przedstawia nam świetną powieść o pasji, muzyce i problemach współczesnej młodzieży.
Jeśli lubicie powieści młodzieżowe, to jest to co, może was zainteresować.




czwartek, 19 lipca 2018

Bar Pod Kogutem John Grisham - recenzja

Bar Pod Kogutem John Grisham - recenzja

Uwielbiam książki i filmy, w których bohaterami są prawnicy. Nie mogłam zatem przejść obojętnie obok książki „Bar pod Kogutem”. Napisany przez mistrza thrillera prawniczego.

J.Grisham w genialny sposób ukazuje nam prawnicze środowisko, oczywiście prawdę trochę karykaturalną i przerysowaną, ale  jest w tym na pewno ziarenko prawdy. Zapewne prawdą jest, że część amerykańskich uczelni nastawionych jest na zysk a niekoniecznie na to, żeby jej absolwenci mieli znakomitą wiedzę. Foldery, które przekłamują, a obietnice w nich zawarte mamią młodych ludzi do brania kredytów studenckich i studiowania na uczelniach, którym daleko Oxfordu.
Mamy tu również w bardzo otwarty sposób pokazane jak młodzi ludzie podchodzą do nauki, zdobywania wiedzy czy umiejętności.





Mark, Todd i Zola po śmierci swojego kolegi uświadamiają sobie, jak wielki błąd popełnili, idąc na studia prawnicze, które kończą już niedługo, niestety wizja spłaty kredytu, który zaciągnęli, żeby ukończyć studia, bardzo im ciąży.
Okazuje się bowiem, że wspaniałe zarobki i wymarzona praca w kancelarii, to jedynie chwyt marketingowy uczelni, która żeruje na biednych studentach, udzielającym im kredytów.
Postanawiają odpuścić sobie ostatni semestr nauki, zakładają kancelarię prawniczą pod fałszywymi nazwiskami i bez uprawnień.
Przeraża mnie fakt, że  są oni tak beztroscy, wydaje im się, że jakoś to będzie, nie biorą odpowiedzialności za swoje czyny. Niestety zdaję sobie sprawę, że tak jest w rzeczywistości. Może problem jest tu wynaturzony i bardzo przejaskrawiony, ale nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, że któryś ze studentów prawa wpadł na taki pomysł.
Młodzi ludzie są teraz bardzo niecierpliwi, nie lubią czekać na sukces, oni chcą go mieć tu i teraz.
Wróćmy jednak do naszych bohaterów. Nie mogą się oni pogodzić, z tym że dali się tak wkręcić, w kredyt, którego prawdopodobnie nie będą w stanie spłacić. Czy jednak są odpowiednio przygotowani do prowadzenia własnej kancelarii? Czy uda im się przetrwać wśród innych prawników?
Czy wyobrażenie o mega kasie uda się zrealizować?
Podoba mi się fabuła powieści, która zmusza, do zastanowienia się, do czego zmierza nasza rzeczywistość. Powiem szczerze, że to nie pierwszy raz, kiedy zastanawiam się, kto w przyszłości będzie mógł zostać lekarzem, prawnikiem, nauczycielem. Każdy?Wystarczy tylko, że pójdzie na odpowiednią uczelnię, w której zapłaci odpowiednie czesne i bach jest…
Wiem, wiem, nie na wszystkich uczelniach tak jest i całe szczęście, bo jest szansa, że w razie potrzeby trafimy na dobrego lekarza itd.
Powieść czyta się bardzo dobrze. Ciekawa fabuła, dobrze zbudowana intryga, która w zasadzie do samego końca nas zaskakuje. Akcja może mogłaby być bardziej dynamiczna, co jeszcze bardziej uatrakcyjniłoby lekturę, ale nie narzekam, bo ta tez dawała radę.
Polecam.



poniedziałek, 16 lipca 2018

Przesilenie Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja

Przesilenie Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja

No i niestety skończyłam. Wiem, zwlekałam długo, bo przecież premiera książki była już w maju, jednak ja z uporem maniaka odkładałam ją na późnej. Wiedziałam, co robię, jakoś żal mi było rozstawać się z Mieszkiem i Gosławą.

„Przesilenie” to (niestety) ostatni tom cyklu „Kwiat paproci”. Czas Dziadów nadchodzi w Bielinach a tam, brakuje Żercy, który by je odprawił. Witek, no cóż, zbratał się ze Swarożycem, co może zagrać Gosi i innym mieszkańcom miasteczka. Jak to się stało? Jakim zagrożeniem jest Witek? Tu właśnie zaczyna się mój dylemat, jak napisać, żeby za dużo nie zdradzić, żeby zostawić wam tę możliwość odkrywania i cieszenia się książką.
Postaram się, ale wybaczcie, jeśli coś pójdzie nie tak.




Nasza bohaterka oczywiście nie może jako kobieta w ciąży, grzecznie zająć się sobą, delektować się swoim stanem, ona musi jak zwykle pakować się w kłopoty.
Po pierwsze dowiaduje się o klątwie ciążącej na jej rodzinie. Po drugie matka nie chce zdradzić, kto jest jej ojcem. Po trzecie jej wizje są nadal przez nią mało kontrolowane. Po czwarte, nieszczęsny Swarożyc, który ciągle kręci się koło niej, nie daje jej spokoju.
Gosia stara się usilnie odblokować swoje wizje, bo wierzy, że one mogą dać jej odpowiedź na wiele nurtujących ją pytań.
Czy jej się to uda? Jak potoczą się dalej losy naszych bohaterów?
Kto poprowadzi Dziady i tym samy zostanie nowym Żerną?
Odpowiedź na te i wiele innych pytań znajdziecie oczywiście w książce.
Powiem Wam jeszcze tylko tyle, że czwarta część podobała mi się, zwłaszcza zakończenie, które mnie zaskoczyło. Początek książki jest bardzo spokojny, wyważony natomiast końcówka wow, zaskakująca i bardzo dynamiczna. Mnie osobiście bardzo podobało się takie rozwiązanie wszystkich spraw w zakończeniu. Choć nie powiem, bardzo żałuję, że to już koniec serii.
Bardzo podobała mi się ta magiczna pełna demonów, bożków rusałek itp. historia.
Polubiłam chyba wszystkich bohaterów cyklu i ciężko mi się z nimi rozstać.
Polecam cała seria to idealne oderwanie się od rzeczywistości podczas wakacyjnego leniuchowania.

Szeptucha
Noc Kupały
Żerca




piątek, 13 lipca 2018

Dziś będzie inaczej, Semple Maria - recenzja

Dziś będzie inaczej, Semple Maria - recenzja

Okładka w moich ulubionych kolorach, zachęcający tytuł, czego chcieć więcej.
„Dziś będzie inaczej” to opowieść o zwykłej kobiecie, która lubi narzekać, świat widzi tylko w czarnych barwach. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nie czuje się spełniona?
Może dlatego, że ma dość codziennej rutyny. Jej planem na dziś jest stawić czoło rzeczywistości. Postanawia zatem przeżyć jeden dzień, tak by zadowolić swoje ego. Niestety od rana nic nie idzie według planu. Dalsza część dnia też nie należy do tych super ekstra, zaplanowany dzień. Czy Eleonora spędzi dzień, tak jak zaplanował? Czy uda jej się poukładać wszystkie zaplanowane sprawy, okiełznać emocje?



Mamy tu dobrze wykreowaną postać kobiety, która zmaga się z duchami przeszłości. Nie uporządkowane sprawy z siostrą i szwagrem, powodują, że nie czuje się ona komfortowo. Autorka nie pozwala nam się nudzić ani przez chwilę. Przygody Eleonory to swego rodzaju sinusoida, która wznosi się, żeby za chwilę dać czytelnikowi odpocząć, ale tylko po to, żeby znowu wzbudzić w nas niesamowicie silne emocje.
Autorka super wykreowała główną bohaterkę i pod płaszczykiem jej, wydawałoby się, zwykłego dni a, przemyca nam trudne tematy. Takie, które zmuszają nas do zastanowienia się nad własnym życiem i postępowaniem. Mamy tu skomplikowaną sytuację rodzinną głównej bohaterki, która bardzo ją męczy, mamy problemy z wychowaniem dzieci i trudne dylematy zawodowe. Nie jest to jednak książka, która porywa i zachwyca nas tak, że nie możemy się od niej oderwać. Mimo tego, że czyta się ją dość szybko, ja czasami potrzebowałam ją odłożyć, odpocząć. Główna bohaterka trochę mnie irytowała przez swoje narzekanie i nieporadność. Książka jest wartościowa i na pewno warto ją przeczytać.



wtorek, 10 lipca 2018

Muszę to wiedzieć Karen Cleveland - recenzja

 Muszę to wiedzieć Karen Cleveland - recenzja

W tym roku dominują u mnie książki z gatunku raczej sensacyjnych i thrillerów. „Muszę to wiedzieć” to świetna propozycja Wydawnictwa WAB, którą miałam przyjemność ostatnio czytać.

Powieść czytało się fantastycznie, trzymała w napięciu  od pierwszej do ostatniej strony.
Fabuła w zasadzie nie była zbyt skomplikowana, może właśnie to powodowało, że nie skupialiśmy się na pobocznych szczegółach, intensywnie śledząc rozbudowaną do perfekcji intrygę.
Podczas czytania obawiałam się trochę czy autorka da radę z zakończeniem, czy nie zabraknie jej pomysłu na jakieś wow w zakończeniu. Jak myślicie, udało się?



Mamy tu do czynienia ze świetnym thrillera szpiegowskiego. Vivian pracuje jako analityk w tajnych służbach USA. Jej zadaniem jest rozgryzanie siatki rosyjskich agentów, tropienie śpiochów, znajdowanie metod, jakimi pracują.
Jako kobieta jest spełnioną matka i żoną. Ma 4 dzieci  wspaniałego męża. Niestety pewnego dnia odkrywa, że jej idealny mąż ma przed nią tajemnice. Tajemnice, które mą zagrażać ich dzieciom.
Możemy zaobserwować jak doświadczona pracownica CIA, w momencie zagrożenia dla jej najbliższych, nie potrafi odpowiednio zareagować. Czego dowiedziała się o swoim mężu Vivian? Czy narazi się swoim szefom? A może jednak zachowa się jak rasowy szpieg?
Mamy tu świetny przykład tego, jak można dać się wciągnąć, pod wpływem emocji, w szereg oszustw, kłamstw i manipulacji. Jak zaufać ludziom, którzy nas raz zdradzili? Jak nie poddać się paranoi, w podejrzewaniu innych o złe zamiary?
Zostajemy tak wkręceni przez autorkę, że w zasadzie już po kilku stronach sami nie wiemy, kto jest tym dobrym, a kto tym złym. Oczywiście analizujemy i demaskujemy wszystkie fałszywe informacje … przynajmniej tak nam się wydaje.
Powieść jest napisana bardzo dynamicznie, co powoduje, że nie nudzimy się tu ani chwil, wciąga nas bez reszty. Świetnie połączone wątki obyczajowe z thrillerem, pozwalają nam od czasu do czasu odpocząć od rozwiązywania zagadek, wyłapywaniu szczegółów, które mogą doprowadzić do rozwikłania tajemnicy.
Super propozycja. Polecam.




piątek, 6 lipca 2018

Sekret listu Lucinda Riley- recenzja

Sekret listu Lucinda Riley- recenzja

Joanna Hasam młoda reporterka, która pracuje w wysokonakładowym ogólnokrajowym  czasopiśmie „Morning Mail”. Nie jest to, może szczyt jej marzeń, ale jako młoda dziennikarka chyba nie może liczyć na nic lepszego. Wiadomo, że wszędzie liczy się doświadczenie. Trzeba się trochę wysilić, żeby zabłysnąć, żeby awansować.




Powieść rozpoczyna się rozstaniem naszej głównej bohaterki z jej narzeczonym Matthew. Oznajmia on, że zakochał się w innej. Na to wszystko przychodzi przeziębienie, które uniemożliwia jej pójście do pracy. Postanawia zatem ukoić swój żal i złość i wziąć urlop. Niestety tego dnia odbywa się również pogrzeb znanego aktora, na który Joanna musi pójść, takie dostaje polecenie od szefa. Stara się wykręcić od tego, jak może, jednak szef nie chce jej słuchać. Dziewczyna trafia do kościoła, ma napisać relację- artykuł z pogrzebu Jamesa Harrisona.
Okazuje się jednak, że nie będzie jej to dane, ponieważ siedząca obok staruszka dostaje ataku astmy i dziewczyna, chcąc nie chcąc odprowadza ją do domu. Po kilku dniach otrzymuje list, nie zdaje sobie jednak sprawy, że list będzie miał bardzo duży wpływ na jej dalsze życie.
Jak się możecie domyślać, list jest niewygodny. Nasza bohaterka podąża tropem listu, stara się rozwikłać ukryty w nim skandal. Czy będzie to dla niej bezpieczne? Kogo dotyczy skandal?
Fabuła jest bardzo dobrze skonstruowana, watek główny i wiele wątków pobocznych są ze sobą bardzo spójne, dzięki czemu nie mamy ochoty na pomijanie tekstu z uwagi na to, żeby nie pominąć jakiegoś istotnego faktu. Trzecioosobowa narracja pozwala nam poznanie poszczególnych wydarzeń z perspektywy kilku bohaterów. To znacznie uatrakcyjnia fabułę, wzmacnia jej zawiłość i nie pozwala na szybkie rozwiązanie zagadki. Historia listu kazała się bardzo pasjonująca i zainteresował mnie bez reszty.
Na uwagę zasługuje oczywiście kreacja bohaterów. Autorka w mistrzowski sposób przedstawia nam swoich bohaterów. Każdy z nich jest ciekawy, każdy wyróżnia się na swój sposób, co bardzo uatrakcyjnia nam czytanie.
Bardzo ciekawym posuniecie, był sam sekret. Widzimy tu doskonale, jak wielką wagę i moc ma tajemnica. Jak ważne jest, żeby sekrety nie dostały się w niepowołane ręce.
Jak olbrzymią moc ma władza? A może to tajemnice i sekrety ma potężną moc? Może to on będzie budził w ludziach lęk i niepewność?
„Sekret listu” to bardzo dobrze napisana książka. Nie jest, to może lekka, łatwa i przyjemna lektura na jeden wieczór. To książka, którą warto czytać powoli, delektować się i zachwycać.
Jeśli lubicie tajemnicze historie, które zaskakują i bardzo intrygują, to znalazłam dla Was świetną lekturę. Polecam.



czwartek, 5 lipca 2018

Marionetka Amo Jones - recenzja

Marionetka Amo Jones - recenzja

"Marionetka" to druga część serii Elite King’s Club, ponieważ pierwsza część przeczytałam, jak wiecie, podobała mi się, postanowiłam sięgnąć po kolejną część.
Traumatyczne wydarzenia, niespełniona miłość, niepewność, to wszystko zmusza Madison do ucieczki. Wraz z przyjaciółką uciekają do Nowej Zelandii, tam próbują się ukryć przed Królami, rodzicami i wszystkim, co je przeraża.
Zastanawiałam się jednak czy one na pewno są tam bezpieczne? Przecież łapki taki grup jak Elite King's Club są wszędzie i raczej nie da się przed nimi ukryć? Moje przypuszczenia okazały się prawdziwe, dziewczyny szybko wracają do domu. Jakoś miałam nadzieję, że dłużej pozostaną poza domem, niestety autorka postanowiła, o szybkim powrocie do Królów. Książka od początku zaczyna się w sumie nieźle. Autorka stara się trochę zamotać i skomplikować fabułę, żeby nie było nam zbyt łatwo przewidzieć kolejnych  kroków bohaterów.



Medison w zasadzie dalej mnie trochę irytowała swoją naiwnością. Starała się być twardzielką, tylko zastanawiałam się czasami po co?
Królowie dalej są mroczni i w zasadzie nie wiemy, jakie są ich intencje. Miałam wrażenie, że trochę odpuści Medison, co mnie w zasadzie ucieszyło i zainteresowało, bo jakoś mi to do nich nie pasuje. Ciekawa jestem, co kombinują?
Romans Madi i Bishopa to kolejna ciekawa kwestia. Podoba mi się, że nie jest on jednoznaczny. W zasadzie nie wiadomo czy oni się nienawidzą, czy kochają? Czy uda im się w końcu wyjaśnić co do siebie czują? Ta część jest mniej wulgarna niż pierwsza. Wiecie, że ja nie jestem zwolenniczką wulgaryzmów, więc jest mi to na rękę. Chociaż słowo k… i tak zbyt często gości na ustach Medison.
Fabuła jest ciekawie skonstruowana i nie pozwala nam na nudę. W zasadzie nie da się przewidzieć, co będzie dalej, na jaki pomysł wpadła Amo. Kolejne wydarzenia są intrygujące i ciekawie budują akcję. 
Jest to dobra wakacyjna lektura, czyta się ją, lekko i szybko a takie książki lubimy na wakacyjne leniuchowanie.




wtorek, 3 lipca 2018

Jacek i Agatka , Kilian Adam, Chotomska Wanda - recenzja

Jacek i Agatka , Kilian Adam, Chotomska Wanda - recenzja

Dawno, dawno temu, kiedy w telewizja była czarno- biała, był jeden program i jedna bajka dla dzieci, wieczorem witały dzieci Jacek i Agatka.

Dzieciaki pewnie pomyślą, że to nie możliwe, jak to jedna bajka dziennie, tak, tak kochani.
Ja co prawda Jacka i Agatki nie pamiętam, bo wtedy kiedy go wyświetlano, miałam 2 latka, nie mniej jednak jakoś kojarzy mi się z moim dzieciństwem.
Kiedy dostałam od Wydawnictwa Wilga propozycje zrecenzowania Jacka i Agatki od razu się zgodziłam.



Książeczka zawiera dziewięć opowiadań o niezwykłych przygodach rozgadanego, lubiącego zmyślać i fantazjować chłopca – przedszkolaka Jacka. Towarzyszy mu spokojna, grzeczna i urocza Agatka – jego siostra. Dzieci pilnuje sąsiadka pani Zosia. Opowiadania są przepięknie ilustrowane. Teksty uatrakcyjnia to, że są pisane po części prozą, po części wiersze, wiadomo przecież nie od dziś, że maluchy uwielbiają wierszyki, są one bardzo przyjazne dla uszka maluszka. Na uwagę zasługuje również to, że teksty nie są błahe. Dzieciaki – Jacek i Agatka- mają wiele przemyśleń, obserwacji, analizują otaczający je świat, jest to świetnie pokazany świat oczami dziecka. Co za tym idzie genialna książka dla dzieci, bo pokazana ich oczami.
Myślę, że po przeczytaniu możemy zaproponować dzieciakom wiele kreatywnych zabaw i pomysłów na nudne deszczowe dni. Przede wszystkich pacynki, bo przecież nasi bohaterowie to właśnie pacynki nakładane na palec. Większość już pewnie zapomniała, jaka to świetna zabawa. Jak doskonale rozwija wyobraźnię, język dziecka, bo przecież trzeba coś mówić, wymyślać historyjki, ładnie opowiadać, żeby zainteresować słuchacza.
Dalej trzeba pacynki zrobić – taka wykonana samodzielnie będzie najładniejsza- potem je ubrać itd. Sami widzicie, pomysłów jest mnóstwo.
W książce znajdziemy także wypowiedzi Ewy Chotomskiej – córki autorki- która wspomina jej przygodę z bajką.
Zauroczyły mnie również ilustracje Adama Kiliana, przecudowne inspiracje do własnych dzieł – rysowanych przez dzieciaki- które na pewno powstaną po przeczytaniu i obejrzeniu tej książki.
Na koniec pozostawiłam sobie jeszcze jedną wisienkę na torcie. Wydanie książki jest przecudne, genialne, super, twarda opraw, papier, ilustracje wszystko na 6+. Gratuluję Wydawnictwu Wilga, dawno już nie widziałam tak dobrze wydanej książki dla dzieci (a widuję ich wiele, bo przecież pracuję w bibliotece szkolnej).
Jest to genialna książka na prezent, gwarantuję, że spodoba się wszystkim i dziecku i rodzicom. Moja książka poleciała już do malutkiej właścicielki, mam nadzieję, że Hani się spodoba.
Ja serdecznie polecam.

niedziela, 1 lipca 2018

"Kapitan Majtas i okrutny odwet Turboklozetu 2000" , Kapitan Majtas i raptowny rewanż radioaktywnych robo-bokserek- Dav Pilkey

"Kapitan Majtas i okrutny odwet Turboklozetu 2000" , Kapitan Majtas i raptowny rewanż radioaktywnych robo-bokserek- Dav Pilkey

To już kolejne tomy o Kapitanie Majtasie, które miałam przyjemność recenzować. Świetne zakręcone okładki zachęcają do czytania, wywołują uśmiech na twarzach dzieci i… dorosłych. Swoimi czasami niedorzeczny przygodami, książka wabi i zachęca młodych czytelników do sięgnięcia po nią. Mój syn mimo swoich już 12 lat nadal lubi sięgać po książki o „kozackim” Kapitanie Majtasie.

„Kapitan Majtas i raptowny rewanż radioaktywnych robo- bokserek” to już dziesiąty tom tej serii. Plusem jest to, że nie musimy czytać wszystkich części po kolei, bo nie są one Se sobą w zasadzie powiązane. Na początku każdej części mamy krótki komiks z całą prawdą o głównym bohaterze, z którego czerpiemy wszelkie nam potrzebne informacje.


Kolejny tom i kolejne zabawne historie. Tym razem dowiemy się o sile naszych postanowień. Czy faktycznie istnieje Teoria Wielkiego Wybuchu? Czy epoka dinozaurów była aż 65 milionów lat temu? Kim był Albert Einstein? Uwaga te i wiele innych pytań mogą zadać Wam wasze pociechy po przeczytaniu tej książki. Zatem moi drodzy przygotujcie się, poczytajcie, żeby Was dziecko nie zaskoczyło. Wiele śmiesznych sytuacji pozwala na śmianie się w głos podczas czytania.
Mnie osobiście najbardziej podobała się lekcja na temat postanowień. Wiadomo, przecież nie od dziś, jak ważne jest to, żeby dotrzymywać postanowień. To one nas motywują i dodają sił do realizowania swoich marzeń. Tu dzieciaki dowiadują się, że to jakiego wyboru dokonamy i jak mocno go będziemy realizować, ma to bardzo duży wpływ na naszą przyszłość. Sposób, w jaki przekazana jest ta wiedza, jest tak prosty i zrozumiały, że dzieciaki łapią to w mig.



Tom jedenasty „Kapitan Majtas i okrutny odwet Turboklozetu 2000”, kolejny śmiechowy kawałek – jak to mawia mój syn.
W tej części mamy ciąg dalszy bezustannych kłopotów George’a i Harolda, jednak czy na pewno?
Czy przychylność Melvina Sneedly, skarżypyty, który zawsze ich nienawidził, jest z czymś związane?
W tej części ożywa Turboklozet 2000, z którym mamy do czynienia pięć tomów temu. Szuka on zemsty na naszych bohaterach, którzy błądzą gdzieś zagubieni w czasie. Powstaje więc nowy super bohater, który musi ratować miasto. Początkowo wykonuje on swoje obowiązki z wielkim zaangażowaniem, niestety, kiedy ludzie zaczynają się nim wysługiwać i wzywać go do każdej bzdury, wpada w złość. W tej sytuacji George, Harold i Kapitan Majtas muszą wracać i zając się tym, co zawsze robili. Początkowo wszystko idzie świetnie, chłopcy niechcący tworzą swoich sobowtórów, początkowo wydaje się to być super sprawą. Czy jednak posiadanie swojego sobowtóra jest naprawdę fajne?
Chłopcy muszą wykonać zadanie, stawi czoło Turboklozetowi 2000, jak pewnie się domyślacie, nie będzie to takie łatwe. Może jednak uda im się wygrać? Czy nadejdzie pomoc?
Tego oczywiście dowiecie się po przeczytaniu niesamowitych przygód Kapitana Majtasa.

Koleją zaleta serii jest świetna konstrukcja książki, która nie pozwala się nudzić dzieciakom. Wplecione ruchome obrazki, komiksy, bardzo uatrakcyjniają czytanie. Jak wiadomo, dzieciaki teraz potrzebują wielu bodźców, żeby ich zachęcić do czegokolwiek, a już na pewno do czytania. Tu mamy wiele takich atrakcji, które zachęcają do czytania. Nie wiem jak określić wiek dzieci, które chętnie sięgną po tę serię. Mój syn czytał je jako 10-latek, teraz niedługo skończy 12 i równie chętnie po nie sięga. Ja czytając, też nieźle się bawię, może zatem jest to książka dla każdego? Sprawdźcie sami i dajcie koniecznie znać, co Wy o tym sadzicie?


Copyright © 2016 Janielka czyta , Blogger