wtorek, 28 sierpnia 2018

Milena Wójtowicz Wrota - recenzja

Milena Wójtowicz Wrota  - recenzja
Jak trudno być księżniczką szczególnie, wtedy kiedy jest się też czarownicą. I to nie byle jaką czarownicą, tylko taką wypasioną, która posiada w swojej głowie „wrota”, a są one przejściem do piekła.





„Wrota” Mileny Wojtowicz, to książka – bajka – nie bajka. Autorka rozprawia się ze schematem zwykle występującym w baśniach i tworzy swoją własną ciut zwariowaną powieść. Obok księżniczek – czarownic z Twierdzy Salianki pojawiaj się Książę z Doliny Gawarek, który zostaje zamieniony przez Wrota w Ulka oraz banda łupieżców.
Akcja książki toczy się w dobrym tempie. Książka napisana z lekką nutką humoru i ironii. Pomieszanie różnych bajek sprawia, że czasami wynikają z tego zabawne historie. No bo jak spojrzeć na księżniczkę, która ma wrota piekieł w głowie, a ratuje ja zadufany w sobie książę. No jak wy na to się zapatrujecie?
Moim zdanie książka jest spoko, choć ja bym jej tak nie rozwlekała. Szybsze tempo akcji dodałoby tej książce jeszcze kolejnego plusa. Niektóre watki były ciekawsze, inne trochę mnie nudziły. Jednak ogólne wrażenie jest na plus. Polecam.






środa, 22 sierpnia 2018

Dietoland Sarai Walker -recenzja

Dietoland Sarai Walker -recenzja

Świat pełen diet, cudownych preparatów na odchudzanie, idealny. Czy jednak na pewno będziemy czuć się lepiej, kiedy będziemy szczupłe?

Czy to nie jest tak, że to my same doprowadzamy do absurdu, jeśli chodzi o nasz sylwetki, kilogramy itp.?





Czy ludzie widzą nas tak jak my same siebie? Powiem szczerze, że ja sama wpadłam kiedyś w taki absurd dietowy. Stosowałam diety, które uwalniały mnie od zbędnych kilogramów na chwilę, żeby potem ze zdwojona siłą powrócić. Pomyślałam, więc że ta książka to coś dla mnie. Na szczęście nie stosuję już diet, staram się racjonalnie odżywiać i przede wszystkim akceptować swój wygląd. „Dietoland” to książka pokazująca nam jak nasze kompleksy są nieadekwatne do tego, co rzeczywiste.
Bo przecież nie wszyscy musimy być szczupli, a medialna nagonka na osoby to tylko czcze gadanie, którego nie musimy słuchać.
Wiadomo, że w obecnych czasach kult ciała jest bardzo silny, więc wszyscy (szczególnie kobiety) chcą wyglądać szczupło i mega dobrze. Co za tym idzie mamy taki swój prywatny dietoland, którym się katujemy. Chcemy akceptacji, ze strony otoczenia, co czasami doprowadza do tego, że działamy wbrew sobie.
Plum główna bohaterka książki, żeby uzyskać, akceptacje ze strony innych wierzy, że kiedy podda się operacji zmniejszenia żołądka, stanie się lepszą wersją siebie – szczupłą. Plum ma niestety bardzo duży problem z samoakceptacją, jej marzeniem jest bycie szczupłą. Czy jednak tak drastyczny krok, jak operacja jest konieczny? Może warto zaakceptować swoje  ciało? Zadbać o siebie tu i teraz? Żyć w zgodzie z samym sobą?
Druga postać, która odgrywa w książce bardzo ważną rolę to Jennifer, tajemnicza kobieta, która mści się na facetach, których ominęła kara za gwałt. Nie wiadomo w zasadzie czy to jedna osoba, czy organizacja, ale jest bardzo skuteczna. To książka, w której jest bardzo dużo elementów feministycznych, krytykujących kult szczupłego, pięknego ciała, który często jest postrzegany jak ten prawidłowy. Ten watek, jest potraktowany przez autorkę dość specyficznie i wręcz groteskowo,  ale pod tym czarnym humorem możemy odnaleźć wiele prawdy, która zmusi nas do refleksji, czasami niezbyt pozytywnych.
Nie mniej jednak jest to bardzo dobra terapia dla nas kobiet. Autorka w dość dosadny sposób pokazuje nam, jak  mamy mało pewności siebie. Zmusza nas do tego, żeby spojrzeć na siebie bardziej optymistycznie, uwolnić swoje ukryte pokłady pewności siebie, otworzyć się na świat. No i przede wszystkim polubić siebie!!!
Jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich kobiet, zarówno tych, które są pewne siebie i swojego wyglądu, a przede wszystkim, dla tych które choć trochę w siebie wątpią. Dziewczyny wszystkie jesteśmy super. I tego się trzymajmy.
A teraz marsz do czytania Dietolandu!



poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Wczoraj Felicia Yap - recenzja

Wczoraj Felicia Yap - recenzja

Jak myślicie, co jest najważniejsze w rozwiązaniu zagadki związanej z morderstwem? Jednym z czynników jest na pewno ludzka pamięć, czyli to, co zapamiętali świadkowie, obserwatorzy. A co jeśli nasi świadkowie pamiętają tylko to, co zdarzyło się wczoraj, a tylko wybrani to, co zdarzyło się wczoraj i przedwczoraj. No właśnie, a jeśli denata znaleziono po trzech dniach, jak rozwikłać zagadkę, jak dowiedzieć się kto zabił? Kiedy morderca też nie pamięta, co zrobił, bo jego pamięć krótkotrwała nie istnieje.





Szok prawda? Taka właśnie fabułę wymyśliła sobie Felicja Yap. Mamy tu dwa typy ludzi monosi – czyli ci, którzy pamiętają, co zdarzyło się wczoraj i duosi, czyli ich pamięć obejmuje dwa dni wstecz. W Tm właśnie społeczeństwie ambitny nadkomisarz będzie musiał odnaleźć mordercę wytopionej z rzeki dziewczyny. Trop wiedzie do pewnego pisarza Marka, który jest duosem i jego żony Claire – monowski. Takie małżeństwa w zasadzie nie są normalne, bo nie są zawierane, jednak tu mam do czynienia z takim właśnie związkiem. Nasi bohaterowie prowadzą tzw. dzienniki, w których zapisują wszystko, co według nich ważnego wydarzyło się danego dnia, później, kiedy chcą coś sprawdzić, otwierają dany dzień i już wszystko wiadomo. Czy jednak na pewno wszystko? Czy zawsze wszystko wpisujemy do swoich pamiętników? Co odkryje Claire na temat swojego męża? Czy Nadkomisarz odnajdzie mordercę? Czy uda się odkryć prawdę, skoro nasi podejrzani mało pamiętają i nie wiadomo czy w swoim dzienniku wszystko dokładnie opisali? A może nie wszystko nam mówią?
Tyle pytań i zagadek, a to tylko jedna książka.
Tak to prawda, ale wiecie co, tę książkę można tylko chwalić. Nie jestem fanka powieści fantastycznych, a tę możemy zdecydowanie do takich trochę zaliczyć. Wiem, jest to thriller psychologiczny, ale fabuła jest tak niesamowicie wymyślona, że można to zdecydowanie nazwać też fantastyką. Książka napisana jest jakby widziana przez cztery osoby. Nasze małżeństwo, porucznika i denatkę, której dziennik jest przytaczany. Każda z osób wprowadza w fabułę, jakby swój własny punkcik, który niekoniecznie zgadza się z innymi. Czasami więc mamy naprawdę dylemat co tak naprawdę się tam działo. Powiem szczerze, że sięgnęłam po książkę, z lekkimi wątpliwościami. Nie miałam pojęcia, że tak mnie, wciągnie. Na początku akcja toczy się powoli i lekko, jednak po chwili nabiera takiego tempa, że człowiek się nie obejrzy, a już przeczytał 200 stron i ciekawy jest, co będzie dalej. Bardzo przypadł mi do gustu klimat powieści, jest taki jakby to powiedzieć… Intrygujący i tajemniczy. W zasadzie do końca powieści nie wiemy, który z bohaterów może być winny. Kiedy intryga robi się już bardzo gęsta i mamy wrażenie, że już nie ma czym oddychać, nadal nie wiemy, kto, bo każda z postaci ma coś na swoim sumieniu. Uwielbiam taki zabieg, kiedy zmieniana jest perspektywa i punkt widzenia poszczególnych osób. Tu ten zabieg jest jeszcze bardziej wyraźny, bo i bohaterowie bardzo wyraziści. Tu taka czteroosobowa perspektywa okazał się strzałem w dziesiątkę i bardzo uatrakcyjniła fabułę.
„Wczoraj” to genialny kryminał- thriller, który polecam gorąco. Genialnie rozwinięta intryga, która nie pozwala nam na rozwikłanie zagadki do samego końca. Tekst napisany bardzo dobrze, dlatego czyta się go z wielką przyjemnością. Bardzo dobrze wykreowani bohaterowie, genialna intryga. No powiedzcie czego chcieć więcej od dobrego kryminału? No chyba niczego.
Ja polecam !!!




piątek, 17 sierpnia 2018

Dziewczyna z Wenecji Martin Cruz Smith -recenzja

 Dziewczyna z Wenecji Martin Cruz Smith -recenzja
Zapowiadało się bardzo obiecująco. Piękna okładka bardzo przyciągnęła, książka aż wołała, weź mnie, przeczytaj.





Młody Włoch Cenzo jest rybakiem, który kocha swoją pracę nad życie. Jego życie jest monotonne; w dzień śpi, w nocy łowi, od czasu do czasu odwiedza matkę i kolegów w barze.
Pewnego dnia ta rutyna zostaje zachwiana. Mężczyzna podczas jednego z nocnych połowów dostrzega na morzu martwą dziewczynę. W ludzkim odruchu wyciąga ja na swój rybacki kuter. Na jego nieszczęście po chwili nie wiadomo skąd pojawia się niemiecki patrol (akcja książki toczy się pod koniec 1945 roku). Niemieccy żołnierze jednak mimo bardzo skrzętnego przeszukania łodzi nie znajdują ciała dziewczyny. Sam rybak tez zachodzi w głowę, gdzie ono się podziało. A może dziewczyna wcale nie była martwa? Kim była? Dlaczego pływała na powierzchni morza?

Początkowo książka mimo tego, że nie miała zawrotnych zwrotów akcji, nie była bardzo dynamiczna, podobała mi się.

Fabuła wydawało się, będzie tak skonstruowana, że akcja dalej potoczy się bardziej dynamicznie, może bardziej sensacyjnie. No bo wiecie tu rybak młody bezbronny, w starciu z niemieckim patrolem, brutalnym i bezwzględnym. Potem to tajemnicze zniknięcie dziewczyny, która przecież była martwa. No genialny pomysł na świetną powieść. Miałam nadzieję, że tym torem dalej potoczy się akcja. Nie przepadam za książkami o wojnie, ale czasami lubię przeczytać coś innego. Wątki wojenne w książce też przecież mogą być fajne.

Niestety tu autor poszedł w innym kierunku. Im daje, tym więcej polityki, strategii, wojny widzianej oczami wojskowego, stratega. Tu według mnie zaczyna się bardziej męski temat wojny.
Zaczynając lekturę tej powieści, miałam co do niej wielkie oczekiwania, bo zapowiadała się naprawdę super. Niestety dalsze dzieje Cenzo jakoś mi się nie podobały. Zakończenie tez niestety nie spełniło moich oczekiwań.

Jest to spowodowane zapewne tym, że ja bardziej nastawiłam się na powieść obyczajową o wojnie, miłości, przezwyciężaniu trudności. A to raczej nie było to.

Nie chciałbym jednak od razu skreślać książki, bo może jednak Wam przypadnie do gustu..



wtorek, 14 sierpnia 2018

W blasku nocy Trish Cook - recenzja

W blasku nocy Trish Cook - recenzja

Może się okazać, że już kiedyś słyszeliście o tej książce, coś wam mówi ten tytuł. Tak może się zdarzyć, dlatego, że na podstawie książki powstał film. Ja filmu nie znam, ale może i dobrze, bo wolę najpierw przeczytać książkę.




Tak jak się spodziewałam „W blasku nocy”, to przepiękna opowieść o dziewczynie, która ma marzenia, takie zwykłe prozaiczne i nierealne niestety.
Dlaczego nierealne skorą są takie banalne, a no dlatego, że Kate to młoda dziewczyna, która została naznaczona przez los chorobą genetyczną. Jest to wredna i podstępna choroba, bo niby nic się nie dzieje, dopóki, nie masz styczności z promieniami słonecznymi. Kiedy jednak okazuje się, że są one zabójcze, mamy problem. Jak funkcjonować i nie narażać swojego zdrowia, kiedy światło słoneczne jest dla nas śmiertelne? No właśnie? Jak chodzić na zakupy, do szkoły? Na randki, na spacery? Nie zdajemy sobie sprawy, jaki to problem i jak skomplikowane staje się nasze życie.
Katie jednak radzi sobie jakoś z tym problemem. Śpi w dzień, uczy się w nocy w domu – jej ojciec ją uczy. Ma ona też przyjaciółkę Morgan, która jest niezastąpiona i bardzo mi się podobało jej postępowanie i to jak traktowała swoją najlepszą przyjaciółkę.
Jest jeszcze jedno – Katie uwielbia śpiewać i grać na gitarze, pisze piosenki, potem gra je na stacji kolejowej oczywiście wieczorami), jest to jej jedyna rozrywka.
Pewnego wieczoru, kiedy dziewczyna przygrywa na peronie, spotyka chłopaka, Charlie, bo tak ma imię, to jej cicha miłość. Jest jej sąsiadem, a ona podglądała go przez okno, jak szedł na trening, do szkoły itp.
A tu taki fart on, na peronie, wtedy kiedy ona gra. Młodzi ludzie od razu przypadają sobie do gustu. Zaczynają się spotykać, po pewnych perypetiach, trochę zabawnych, ale w końcu udaje się ich zeswatać. Młodzi próbują wykorzystać chwile dane im przez los. Dzięki tym chwilom Katie ma szanse poczuć się jak normalna dziewczyna. Może dlatego nie od razu zdradza chłopakowi swój sekret. Czy jednak prawda wyjdzie na jaw? W jakich okolicznościach to będzie miało miejsce? Tego oczywiście nie zdradzę, bo zepsuję Wam całą frajdę z czytania.
Dla mnie przepiękna książka dla młodzieży o miłości tej pierwszej i o prawdziwej przyjaźnie tej najprawdziwszej, gdzie na tę osobę możemy zawsze liczyć. Książka zaraza we wrześniu ląduje na półce w bibliotece, już nawet wiem która moja czytelniczka dostanie ją jako pierwsza.
Jest to powieść przepełniona emocjami, uczuciami, ale tymi prawdziwymi, szczerymi. To również opowieść o tym, że trzeba akceptować, to co daje nam los, swoje słabości i choroby. Ważna jest wiara w spełnione marzenia, miłość choćby miała trwać kilka dni, miłość rodzica, choć wiadomo, że to, co nieuniknione, nastąpi.
Książkę czyta się z łezką w oku, ale nie brakuje tu też zabawnych sytuacji. Autorka gra na naszych emocjach, ale to powoduje, że zaczynamy się zastanawiać, nad tym, co my mamy, o co musimy zabiegać w swoim życiu. Jak ważne jest to, żeby brać, co dają i wykorzystać to jak najlepiej.





niedziela, 12 sierpnia 2018

Na polanie wisielców Robert Dugoni - recenzja

Na polanie wisielców Robert Dugoni - recenzja

Banalny początek. Mężczyzna zastrzelony, przez własną żonę. Przynajmniej tak twierdzi sama zainteresowana. Wydawać by się mogło, że sprawa rozwiązana, od razu na początku książki. No nie przecież to nierealne. I tu macie rację. Po czasie bowiem wychodzą kwestie, które już nie są w oczywisty sposób tak jednoznaczne co do mordercy.





Śledztwo wydaje się jednak bardzo proste i mamy wrażenie, że szybko się rozwiąże.
I tu wchodzi do gry kolejny gracz. Tracy – główna bohaterka, policjantka – zostaje poproszona przez koleżankę ze studiów, o przywrócenie i sprawdzenie pewnej sprawy, którą prowadził czterdzieści lat temu jej zmarły niedawno ojciec. Sprawa dotyczyła młodej Indianki, która rzekomo popełniła samobójstwo. Prowadzący śledztwo policjant ma jednak co do tego wątpliwości. Czy Tracy uda się rozwikłać zagadkę? Czy dziewczyna faktycznie popełniła samobójstwo?
Podobał mi się zabieg z dwiema sprawami kryminalnymi. Super było również to, że autor wprowadza dwie ramy czasowe. Śledztwo Tracy i śledztwo Buzza. Widać tu świetnie jak bardzo posunęła się technika w prowadzeniu policyjnego śledztwa. Jaki postęp mamy w sprawdzaniu dowodów. Niestety nie można było wykorzystać tu wszystkich sztuczek policyjnych, ale i tak jest widoczny ogromny progres w pracy policji.
Powiem szczerze, że bardzo wciągnęła mnie ta zagadka sprzed lat. Ciekawa byłam bardzo, czy naszej bohaterce uda się ją rozwiązać.
Zastanawiałam się tylko, po co autor wymyślił to morderstwo męża, które mamy na początku. Jakoś nie było ona tu dla mnie potrzebne. Trochę zawiodło mnie również zakończenie tej historii, po genialnie poprowadzonej intrydze, która bardzo profesjonalnie oddala nas od rozwiązania zagadki, po ciekawej i wciągającej fabule zakończenie rzekłabym średnie. Dobrze, że cała powieść jest napisana bardzo dobrze, bo możemy przymknąć oko na to zakończenie. Nie pomyślcie sobie oczywiście, że zakończenie jest zupełnie do d… Nie tego nie powiedziałam. Tylko wiecie, jak się czyta z wypiekami na twarzy, człowiek nie może się oderwać, rodzina nie ma obiadu, bo ciekawe co będzie dalej. To chciałoby się, żeby zakończenie wbiło w fotel, a nie tylko tak trochę nas zaskoczyło.
Jest to jedna z części przygód detektyw Tracy, jednak możecie ją bez obaw czytać bez znajomości poprzednich części.
Kolejny dobrze napisany kryminał, który warto przeczytać.






piątek, 10 sierpnia 2018

Ogród Zuzanny. Tom 2. Odważ się kochać - Bednarek Justyna, Kaczanowska Jagna -recenzja

Ogród Zuzanny. Tom 2. Odważ się kochać - Bednarek Justyna, Kaczanowska Jagna  -recenzja
Po przeczytaniu pierwszego tomu żałowałam bardzo, że to już koniec. Na szczęście dotarł do mnie w końcu drugi tom książki „Ogród Zuzanny”.





Ponownie przenosimy się do urokliwej miejscowości Starej Leśnej, w której przeplatają się losy bardzo wyrazistych, barwnych postaci. Spotykamy się wrażliwą nestorkę rodu jak Cecylia, trochę szalonego ekologa Jacka, proboszcza, który przewodzi motocyklistom, subtelnego cukiernika?
Oprócz kontynuacji wątku obyczajowego rodziny pań Czaplic akcję wzbogacono o treści sensacyjne. Przyjazne relacje mieszkańców miasteczka zakłóca śmierć jednego z nich. Wszystko wskazuje na morderstwo. Do wyjaśnienia niejasnych okoliczności związanych z zagadkową śmiercią, angażuje się nie tylko policja, ale i większość bohaterów.
Poza historią kryminalną poznajemy bliżej losy Wioletty Migas – przyjaciółki Zuzanny. Autorki zdecydowały się przybliżyć jej przeszłość, zmagania ze wspomnieniami dziecka z rodziny dotkniętej alkoholizmem oraz walkę o zmianę losu. Gdy kończą się karty książki, pozostaje niedosyt. Nasuwa się myśl o trzecim tomie, w którym akcja skupi się na trzeciej z przyjaciółek – Kazi Leszczyńskiej i jej rodziny.
W powieści nie brakuje wzruszających historii o samotności, przyjaźni i poszukiwaniu miłości. Atutem może być feria kolorów za sprawą nazw różnych gatunków kwiatów oraz symboliki i wymowy roślin. Język prosty, komunikatywny wnosi sporą dawkę humoru słownego. Do tego wartka akcja i dynamiczne dialogi sprawiają, że książkę czyta się szybko, z prawdziwą przyjemnością. To doskonała lektura na czas relaksu.




środa, 8 sierpnia 2018

Tylko twój Vi Keeland - recenzja

Tylko twój Vi Keeland - recenzja

Wakacyjny romans, ciepło, słońce, przystojniak… Jeśli lubicie takie historie, zaraz Wam o jednej opowiem.



Sydney piękna, młoda, utalentowana, jest właśnie na Hawajach. Nie jest to jej wakacyjny wyjazd, a jej podróż poślubna, na którą pojechała z koleżanką Sienną. Dlaczego – zapytacie z przyjaciółką – no właśnie dlaczego? Bo jej narzeczony okazał się dupkiem, który zdradził ją ze swoją sekretarką. A że podróż była już opłacona wiec szkoda by było, żeby się zmarnowała.
Sienna – jako dobra przyjaciółka- radzi, żeby Sydney znalazła sobie na czas spędzony na Hawajach, jakiegoś przystojniaka, który pozwoli jej zapomnieć, o tym co ją spotkało. Traf chciał, że dziewczyny pierwszego dnia spotykają grupę facetów, którzy przyjechali na wieczór kawalerski kolegi. Wśród nich jest Jack, który wpada w oko naszej bohaterce. Jak się domyślacie zapewne ona jemu też się bardzo podoba, od razu przykuwając jego uwagę.
Czy jednak taki letni romans ma rację bytu? Czy uda się naszej bohaterce zapomnieć? A może jeszcze gorzej, zakocha się znowu?

Bardzo podobał mi się zamysł autorki, że nasza para może zadać sobie tylko 10 pytań na, które osoba pytana musi szczerze odpowiedzieć. Wiadomo zatem, że zbyt dużo nie będą o sobie wiedzieć. I tu jest właśnie mały dreszczyk emocji, bo wiedzą oni o sobie naprawdę bardzo mało. Co dodatkowo intryguje i podsyca czytelnika. Postacie są dość fajnie wykreowane, dają się lubić od samego początku do końca.
Książka pisana niezbyt skomplikowanym językiem, co pozwala nam na szybkie czytanie. Czyta się ja błyskawicznie,   jeden góra dwa wieczory. Lekka, łatwa i bardzo przyjemna lektura wakacyjna. Ja polubiła się z nią od samego początku, lubię takie mało skomplikowane książki podczas urlopu, które odprężają i pozytywnie nastrajają.
Wiadomo, że fabuła nie jest jakaś mega odkrywcza i zaskakująca, nie jest to przecież tego rodzaju lektura. Tu możemy odpocząć, delektować się opisami pięknej przyrody, pogody, także opisami (nawet dość łagodnymi) scen miłosnych.

Jeśli wyruszacie właśnie na urlop i potrzebujecie czegoś przyjemnego do czytania, proponuję wrzucić do walizki „Tylko Ty” i miło spędzić czas z Sydney i Jack’iem.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Randka z homo sapiens Penny Reid - recenzja

 Randka z homo sapiens Penny Reid - recenzja

Lubicie zakręcone książki o miłości, gdzie główna bohaterka to trochę szalona, ale również romantyczna kobieta.

Okazuje się, jak zwykle, że nieszczęścia chodzą parami, tak też się stało z naszą bohaterką. Nie dość, że przyłapuje swojego ukochanego na zdradzie, ląduje na ulicy, bo oczywiście opuszcza wspólnie zamieszkiwany dom, to jeszcze do tego wszystkiego zostaje zwolniona z pracy. Hmm to może jednak nieszczęścia chodzą trójkami…
Tego samego dnia jednak Janie poznaje Pana Ciacho, który wydaje się idealnym mężczyzną. Nie przeszkadzają mu jej rude włosy i lekkie krągłości. Czy jednak taki idealny facet, który z randki na rankę utwierdzają ja w przekonaniu, że jest super, istnieje?



No właśnie? Nasz Quinn posiada również ten mały minusik w postaci pewnej tajemnicy. Tajemnicę ową chce oczywiście wyjawić naszej bohaterce, ale tej buzia się nie zamyka. Czy nasz Pan Ciacho wyjawi swoje tajemnice? A może jednak zdecyduje, że jednak nie?
Randka w ciemno to bardzo zabawna lektura. Jest to niewinny romans biurowy, a jednak wciąga bez reszty. Główna bohaterka zaraża nas swoim optymizmem i uśmiechem. Jej podejście do życia, komiczne sytuacje, bezbłędne dialogi nastrajają czytelnika bardzo pozytywnie. Lubię książki, które pozwalają nam się uśmiechnąć, pomyśleć jakie życie jest fajne. W świecie gdzie zasypywani jesteśmy w zasadzie tylko złymi wiadomościami (nie oglądam wiadomości, bo tam nie ma nic dobrego, nie czytam portali, bo tam wszyscy narzekają, zazdroszczą innym, albo kogoś oczerniają. Jak komuś powinie się noga, jest fajnie, komuś się coś nie udało- super jest artykuł. Masakra), taka pozytywna energia jest jak najbardziej potrzebna i ja jestem jak najbardziej na tak.
Czy Quinnowi uda się przekonać naszą zakręconą Janie do siebie? Czy ona uwierzy w jego dobre chęci i zamiary?
No cóż, o tym przekonacie się już po przeczytaniu książki.
„Randka z homo sapiens” to książka nie tylko o miłości, to również książka o sile przyjaźni. Autorka pokazuje nam, jak ważna jest dla nas przyjaźń, a cotygodniowe narady dziewczyn, przy dzierganiowych spotkaniach bardzo mnie ujęły, tym bardziej, że sama lubię robić na drutach i szydełku.
Autorka świetnie wykreowała swoje postacie, a jej lekkość pisania pozwala nam na bardzo przyjemne spędzenie czasu w ich towarzystwie. Jeśli zatem lubisz lekkie szaleństwo, dobrą zabawę i śmiech musisz sięgnąć po Randkę.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Zamień chemię na energię. Zdrowie i siła na wynos Julita Bator

Zamień chemię na energię. Zdrowie i siła na wynos Julita Bator

„Zamień chemię na energię” Julity Bator to idealna książka dla tych, którzy cenią sobie dobre i zdrowe jedzenie ponad wszystko. Autorka bestsellerowej książki „zamień chemie na jedzenie”, w której pokazuje nam jak łatwo i niedrogo zamienić chemię na zdrowe jedzenie, które pozwala nam się czuć dobrze i zdrowo.

W publikacji, która miała swoją premierę wczoraj, znajdziemy tu moc przepisów na zdrowe przekąski, które zwierają wysokiej zawartości białko, błonnik oraz węglowodany złożone.



Zaletą tych przepisów jest to, że są bardzo szybkie w przygotowaniu (nadają się wiec idealnie dla zapracowanych), mają niski indeks glikemiczny, są tanie zdrowe i nie zawierają konserwantów.
Zainteresowały mnie również przepisy, które według mnie idealnie nadadzą się jako danie obiadowe. Oczywiście dodamy do nich jakieś ziemniaczki czy warzywa i obiad jak znalazł. Bardzo mnie zainteresowały kotleciki z ciecierzycy, tarta z porem i szpinakiem czy pieczarki zapiekane z humusem.

Ponieważ moja córka nie jada mięsa, ja staram się je ograniczać do minimum, przepisy bezmięsne są dla mnie tym bardziej interesujące. Mój syn, który niestety musi pilnować diety (właśnie schudł 10 kg) zapewne będzie próbował robić słodkie przekąski, które oczywiście w małych ilościach można jak najbardziej jeść. Już tylko miesiąc wakacji, więc wszystkie przekąski będą na wagę złota jako drugie śniadanie.
Podoba mi się również format wydania, książka nie jest zbyt duża, lekka, idealnie nadaje się do położenia w kuchni na stole, żeby zerkać na dany przepis.

Myślę, że książka będzie idealną inspiracją dla osób, które cenią sobie zdrowy styl, oraz czas na przygotowanie zdrowego posiłku. Jak wiadomo, często te zdrowe posiłki wymagają jakiś specjalnych przygotowań, drogich produktów, czy innych rzeczy, których nie można dostać w osiedlowym sklepiku. Tu ten problem mamy z głowy. Przepisy są łatwe, szybkie w przygotowaniu i myślę, że większość składników znajdziemy w zwykłym osiedlowym sklepiku.







czwartek, 2 sierpnia 2018

Apartament w Paryżu Guillaume Musso -recenzja

 Apartament w Paryżu Guillaume Musso -recenzja

Jak zapewne zdążyliście się już zorientować, uwielbiam książki G.Musso. Przeczytałam wszystkie jego książki i ciągle mi mało. Kocham jego styl pisania, emocje, które zawsze towarzyszą lekturze, piękny język, super dialogi. Autor po ostatnim dość wartkim kryminale wraca chyba trochę do swoich klimatów. Co prawda to też swego rodzaju kryminał, ale mamy tu jakby więcej emocji, więcej spokojnej akcji z lekką nutką kryminału. Akcja powieści toczy się w Paryżu, czytam ją tym chętniej, że bardzo chciałbym kiedyś zobaczyć to miasto. Mam nadzieję, że może kiedyś się uda. No i znowu zaczynam… marzenia, marzeniami, ale czas wracać do książki.



Głównymi bohaterami są Madeline Greene – była policjantka, która, poszukuje w Paryżu równowagi i spokoju i  Gaspard Coutances – sławny dramatopisarz, który w Paryżu ma napisać swoją najnowszą sztukę. Madeleine wynajmuje w Paryżu mieszkanie, jest ono położone w cichym i spokojnym zakątku, tu kobieta chce odpocząć po traumatycznych wydarzeniach w swoim życiu. Nie wiadomo dlaczego w tym samym czasie wynajęto dom również znanemu pisarzowi. Ma on niestety bardzo kiepski charakter i lubi wysokoprocentowe trunki. To niestety nie sprzyja spokojowi i wypoczynkowi. Okazuje się, że dom, w którym mieli odpocząć, ma swoje tajemnice. Jest to miejsce, w którym mieszkał i tworzył słynny malarz Sean Lorenz. Okazuje się, że nie wiadomo jak i gdzie zaginęły jego trzy ostatnie obrazy. Jak się zapewne domyślacie, nasza dwójka zostanie wmanewrowana w ich odnalezienie. Mieszkanie jest pełne pozostawionych przez artystę rzeczy, jego perfumy, ubrania znajdują się w każdej szafie. Niewątpliwie staje się on bardzo bliski naszym bohaterom, kimś, kto może zmieć ich dotychczasowe życie?

Powiem szczerze, że jako zagorzałą fankę książek Musso ta trochę mnie zaskoczyła. Wszystkie jego powieści mają dość intensywną fabułę, tak ta jest przesiąknięta wręcz spokojem, sztuką, kulturą. Widać tu jak autor delektuje się sztuką, Paryżem, filozofią. Książka jest ujmująca i mega wciąga. Akcja jest  porywająca,  ma w sobie to coś, co nie pozwala nam się oderwać od niej choćby na chwilę. Wraz z bohaterami lekko i płynnie przechodzimy do kolejnego etapu ich poszukiwań. Myślę, że zarówno wielbiciele Musso, jak i nowi czytelnicy będą zachwyceni książką. Połączenie kryminału ze sztuką i kultura to był strzał w dziesiątkę. Mamy tu tyle smaku, tyle piękna, że czytanie to ogromna przyjemność.

Polecam bardzo serdecznie.



Copyright © 2016 Janielka czyta , Blogger