wtorek, 19 marca 2019

Olszany. Droga do domu Agnieszka Litorowicz Siegert - recenzja

Olszany. Droga do domu Agnieszka Litorowicz Siegert - recenzja
Jeśli chcecie się spotkać w świecie, gdzie ludzie są dla siebie mili, uśmiechnięci, gdzie konkurencja spotyka się ze sobą na kawkę i pogaduchy, na ulicy można spotkać życzliwe osoby.
Jeśli marzy ci się taka podróż, to zapraszam do Olszan.







Olszany to magiczne miejsce, gdzie historia przeplata się z rzeczywistością. Wszyscy się tam znają, są dla siebie mili i pomocni. Jeśli zdarzy się, że ktoś kogoś niezbyt lubi, to stara się, choć go tolerować, żeby nie zakłócać idyllicznego krajobrazu.
Do miasteczka pewnego dnia przyjeżdża Julia. Julia jest dekoratorka wnętrz, ma dobra pracę, mieszka w Warszawie. Po co zatem przyjechała na prowincję?
Kobieta właśnie rozstała się z narzeczonym. Nie jest to dla niej komfortowa sytuacja, do tego dochodzi mieszkanie, które kupili wspólnie i to ona tam została. Postanawia zatem, że to wspaniałą okazją, żeby uporządkować rodzinne sprawy. Wyjeżdża do Olszan, na Pomorzu, żeby sprzedać do po dziadku, który jakimś cudem wszyscy kupcy omijają z daleko. Dlaczego tak się dzieje? Co jest nie tak z domem? Kobieta jest początkowo bardzo ostrożna i nieufna w stosunku do wszystkich mieszkańców. Jednak przyjazd okazuje się dla niej doskonałą terapią. Powoli zaczyna się otwierać i rozkwitać, życzliwość i przyjaźń, jaką otrzymuje od mieszkańców, pozwala jej na spojrzenie na swoje życie pod innym kątem. Rodzinna tajemnica tak zaczyna ją wciągać, że dziewczyna powolutku zaczyna rozumieć, czego chce i jak powinno potoczyć się jej dalsze życie. Czy Julia odnajdzie w rodzinnym domu, to, czego szuka?
Książka jest pełna przesympatycznych postaci. Ksiądz Artur, Klara, Wiktor, Stella to cudowni ludzie, których chciałoby się mieć wokół siebie. Każdy bohater ma tu swoją rolę do odegrania, każdy jest do czegoś potrzebny.
To idealna książka, żeby przenieść się w bardzo ciekawe miejsce. Przeczytałam ją przez sobotę i kawałek niedzieli ( ma ponad 440 s.), fabuła nie pozwala się nudzić, a chęć poznania dalszych losów bohaterki nie pozwala się od niej oderwać.


środa, 13 marca 2019

Idealny mężczyzna Kristen Ashley -recenzja

Idealny mężczyzna Kristen Ashley  -recenzja
Mara to świetna dziewczyna, która doskonale sobie radzi w życiu. Ma dobrą pracę, jest lubiana, ale… No właśnie jest oczywiście jakieś, ale. Mara jest strasznie zakompleksiona. Ma swój dziwaczny kokon, w którym się zamyka. Jest lubiana przez koleżanki w pracy, ma świetny kontakt z ludźmi, jednak ona uważa, że jest inaczej. Dlaczego? Stworzyła sobie dziwaczny sposób na klasyfikowanie ludzi. Są to punkty od 1 do 10. Ona sama uważa, że jest 2,5, a to bardzo mało według jej punktacji.












Jej sąsiadem jest bardzo przystojny i mega seksowny detektyw Mitch, którego dziewczyna klasyfikuje jako 10, więc teoretycznie może sobie o nim pomarzyć.
Los chyba jednak uważa inaczej i pewnego dnia mężczyzna puka do jej drzwi i proponuje pomoc.
Dlaczego ma ona tak niską samoocenę? Powodem jest oczywiście jej przeszłość. Coś, o czym chciałby zapomnieć się odciąć. Do jej mrocznej przeszłości zalicza się także jej kuzyn Bill i jego dwójka dzieci, którymi Mary czasami się zajmuje.
Jej życie zmienia się gdy, przystojny sąsiad, puka do jej drzwi, z chęcią pomocy przy cieknącym kranie.
Mara jest tak przejęta wizytą przystojniaka, że ledwo może rozmawiać. Oczywiście nie pozwala sobie nawet w snach marzyć o tym, że mogłoby coś między nimi się zdarzyć.
Na szczęście nie da się wszystkiego zaplanować, życie pisze swoje scenariusze. Dziewczyna wplątuje się w niesamowitą historię, poturbuje pomocy, a jej sąsiad – detektyw bardzo jej w tym pomoże.
Czy Mitchowi uda się przekonać dziewczyn, że jest wartościowym człowiekiem?
Czy poradzą sobie, że wszystkimi problemami?
Jaki scenariusz napisze dla nich los?
Więcej nie powiem, bo książka jest naprawdę dobra i szkoda, żebym wam tu spoilery wstawiała

czwartek, 7 marca 2019

Pielęgniarki, Watson Christie - recenzja

Pielęgniarki, Watson Christie - recenzja
Ostatnio bardzo często  możemy znaleźć w księgarniach książki, o tematyce medycznej. I nie są to moi drodzy książki, które pokazują nam jak leczyć wszelakie dolegliwości, od tego są lekarze. Było już o lekarzach, to teraz czas na pielęgniarki. Jak chyba wszystkim wiadomo pielęgniarka, to jeden z najbardziej niedocenianych zawodów. Czytając książkę „Pielęgniarki”, możemy na chwilę założyć niebieski czy biały fartuch pielęgniarski i przenieść się na szpitalne korytarze i sale chorych, żeby poznać, jak wygląda i na czym polega praca ich praca. Poznajemy codzienne obowiązki, widzimy ile trudu i siły wymagają te wszystkie prace.




Zawsze bardzo szanowałam kobiety- pielęgniarki (niestety należałam się ze swoim dzieckiem w szpitalu, jak było małe, bo często chorowało), widziałam wiele, jedna pielęgniarka na cały oddział. Christie pracowała jako pielęgniarka dwadzieścia lat, mamy tu bardzo osobiste i wzruszające opowieści i tajemnice dotyczące tej pracy.
Odwiedzamy z nią różne oddziały szpitalne, poznajemy niesamowite historie związane z pacjentami.
Odwiedzamy min. oddział wcześniaków, które  często walczą o swoje malutkie życie, które podtrzymywane jest dzięki rurkom i aparaturom. Dowiemy się tu również, jak czują się w szpitalu pacjenci onkologiczni.
Zawitamy również na salę operacyjną, żeby popatrzeć, jak bardzo potrzebna jest instrumentariuszka, która dobrze współpracuje z lekarzem, szczególnie przy tych najbardziej skomplikowanych operacjach.
I chyba dla mnie najgorszy oddział, SOR, gdzie non stop przewija się masa pacjentów, nie zawsze trzeźwych i nie zawsze grzecznych i kulturalnych. Dla osób, które nie doceniają tego zawodu, to świetna okazja, żeby zobaczyć, jak bardzo jest on potrzebny. „Pielęgniarki”, to bardzo prawdziwa i szczera historia, jej autorka to doświadczona pielęgniarka, która pracuje w zawodzie. Jej dwudziestoletnie doświadczenie pozwala na to, żeby mogła podzielić się z nami swoimi przemyśleniami, przeżyciami. Są to bardzo ważne kwestie dotyczące ludzi chorych, starych, wrażliwości, oraz tego, jak my zdrowi powinniśmy się zachowywać wobec chorych ludzi, wobec ich potrzeb. Uświadamia nam, jak ważna jest wrażliwość, szacunek i empatia.
Książka jest super napisana, wszystkie medyczne zawiłości opisane są w tak przystępny sposób, że każdy jest w stanie to wszystko zrozumieć. Dzięki, świetnemu wyczuciu autorki, jesteśmy poddawani wielu emocjom, od wzruszenia,  płaczu, po śmiech. Fajne jest również to, że autorka przeplata życie na oddziale z życiem prywatnym. Mamy tu taki rodzaj odskoczni od pracy.
Moim zdanie mogę wam z całego serca polecić tę książkę, na pewno nie będziecie się przy mniej nudzić. Mam nadzieję, też, że sięgną po nią osoby sceptycznie nastawione do tego zawodu i zrozumieją, że to bardzo potrzebny zawód, który my powinniśmy bardzo doceniać.

poniedziałek, 4 marca 2019

Anna Ciarkowska Pestki - recenzja

Anna Ciarkowska Pestki - recenzja
Słowa, to niby tak niewiele, a jednak czasami tak dużo. Słowa potrafią pocieszyć, ukoić, ale potrafią też zranić. Pozostawić ślad na całe życie.
„Nie garb się”, „Kto by chciał takie dziecko”, „Jesteś niegrzeczna”, zapewne niejednemu rodzicowi wymknęło się kiedyś coś podobnego. To przecież nic takiego. Często jest niestety tak, że to nam dorosłym wydaje się, że to błahostka, a w naszym dziecku kiełkuje to jako poczucie wstydu, coś złego, odrzucenie, zaniżoną samoocenę. My dorośli w zasadzie nie zwracamy już uwagi na takie rzeczy, jesteśmy na takie gadanie uodpornieni, tak nam się przynajmniej wydaje. Jednak czy aby na pewno?
Przecież boli nas, kiedy usłyszymy, że źle wyglądamy, że coś źle zrobiliśmy, kiedy szef powie, że się nie postaraliśmy.







Jesteśmy ludźmi, a to jest jednoznaczne, z tym że żyjemy w stadzie. Życie w społeczeństwie zmusza nas do pewnych zachowań. Takich prawidłowych zachowań uczymy się od urodzenia. Co się dzieje, gdy w naszym otoczeniu są osoby, które sam średnio są przystosowane to tych odpowiednich zachowań. Często zdarza się, że żyjemy z toksycznymi ludźmi, jesteśmy przez nich wychowywaniu w poczuciu wstydu i beznadziejności. Takie osoby ranią nasze uczucia bardzo często, nie zawsze jest to świadome zadawanie takich ran, ale zostawia to ślad na naszej osobowości i w naszych sercach. Najczęściej są to drobnostki, ale jest ich taki ogrom, że urastają do wielkich krzywd. O takich właśnie „drobnostkach” pisze Anna Ciarkowska w „Pestkach”.
Świetny tytuł prawda, pestka, czyli nic istotnego drobnostka, ale z takiej maleńkiej pestki wyrasta wielkie drzewo, czyli rodzi się problem.
„Pestki”, to zbiór bardzo krótkich opowiadań, których główny wątek stanowi bohaterka. Jest ona wychowywana przez matkę i babcię. Tematem opowiadań są codzienne sytuacje, które zdarzają się w życiu każdego człowieka. Jednak to jak takie codzienne drobnostki wpłyną i ukształtują człowieka, duży wpływ mają słowa. Mamy tu pokazaną siłę, jaką mają słowa, które wydają się nam nieistotne, a mają ogromną moc na psychikę człowieka.
Nasza bohaterka ciągle słyszy sformułowania, które podważają jej poczucie wartości, powodują, że dziewczyna czuje się bardzo niekomfortowo.
Przekaz jest bardzo wymowny i zmusza nas do myślenia. Czytając te opowiadania, zastanawiałam się ile razy, mnie zdarzyło się zranić inną osobę, ale również o tym ile razy mnie zraniono. Musiałam jednak się zatrzymać i pomyśleć, czy moje działania i działania innych były świadome, a może jednak zrobiliśmy to przypadkowo, nieświadomie.? Czy jest to jednak wytłumaczenie? Czy można się tak tłumaczyć?
Jest to świetna książka o sile słów. Jest to też bardzo dobra książka, o tym, jak czasami schematycznie działamy, jak powielamy wyuczone i powtarzane od pokoleń schematy wychowawcze. Autorka pokazuje tu, jak działamy według utartych schematów, nie zastanawiając się nad swoimi słowami i czynami. Mam jednak wrażenie albo może nadzieję, że obecnie podejście do dzieci trochę się zmienia. Dzieci mają teraz więcej do powiedzenia, mam tylko nadzieję, że nie pójdzie o w druga stronę, że niedługo to my dorośli nie będziemy mieli nic do powiedzenia.
Fajne dla mnie było to, że autorka pozwoliła mi na chwilę wrócić do lat, kiedy moje dzieci były małe, kiedy kupowałam im segregatory i karteczki an wymianę.
Moje dzieciństwo przypada raczej na lata siedemdziesiąte, ale z tego, co pamiętam, to niektóre problemy dotyczą każdego pokolenia np. problem rozbierania się na wychowanie fizyczne.
Uważam, że książka jest napisana naprawdę bardzo dobrze, warto się nad nią pochylić, żeby się zatrzymać, pomyśleć i może zmienić swoje słowa na lepsze, mniej bolesne.




wtorek, 26 lutego 2019

Kobiety z odzysku Izabella Frączyk - recenzja

Kobiety z odzysku Izabella Frączyk  - recenzja
"Kobiety z odzysku" to, przezabawna opowieść o przygodach trzech przyjaciółek. Każda z kobiet jest singielką. Stan ten wynika z różnych względów. Jedna jest byłą żoną bigamisty, druga jest byłą żoną maminsynka, tak ślepo zapatrzonego w matkę, że aż boli. Trzecia natomiast to wdowa, która bardzo kochała swojego męża, ale niestety, życie pisze dla niej inny scenariusz.






Jednak każda z kobiet – oczywiście nie przyznają się do tego – podświadomie pragnie miłości i szczęścia. Chętnie widziałyby u swego boku kogoś. No właśnie tylko jak go znaleźć. Jak mu zaufać, po tak różnych przejściach? Kobiety postanawiają wyjechać na urlop do Egiptu. Plany są takie, że chcą one odpocząć, nabrać sił i dystansu do dalszego funkcjonowania. Kobietom powiodło się w kwestiach zawodowych, każda z nich nieźle sobie radzi.
Jednak czy ich plany żadnych mężczyzn, tylko plaża, odpoczynek itd., będzie łatwy do zrealizowania. Ha, ha, ha tak łatwo nie będzie, nie no odpoczynek był, cisza też, ale na nudę to dziewczyny nie mogły narzekać.
Niestety nie mogę zdradzić dlaczego, bo zdradziłabym to, co najzabawniejsze. Powiem wam tylko jedno taki team jak Gośka, Zuza i Felicja to ja chyba chciałabym sama mieć pod ręką. Z nimi nie można się nudzić, bo zawsze coś niechcący się zdarzy. Bohaterki są świetnie wykreowane przez autorkę. Każda inna, każda jedyna w swoim rodzaju. Poza tym czytając, ma się wrażenie, że są bardzo realne i prawdziwe, chciałoby się, mieć takie przyjaciółki. W zasadzie wszystkie postacie są tu świetnie dopracowane, za co olbrzymi plus dla autorki.
No i największy plus to poczucie humoru. Powiem szczerze, że już dawno tak się nie uśmiałam podczas czytania. I nie był to taki śmiech półgębkiem, ale takie wiecie wybuchy śmiechu, że aż domownicy dopytywali się, co mnie tak rozśmieszyło (pomysł z trawą, popłakałam się ze śmiechu- a Wy musicie doczytać, o co chodzi- powiem tylko, że już do końca życie kosiarka będzie mi się kojarzyła z perskim dywanem).
„Kobiety z odzysku” to genialna książka, która świetnie sprawdzi się jako poprawiacz humoru. Nie porusza ona jakichś wzniosłych i trudnych tematów, ale czy zawsze musimy czytać coś poważnego i pouczającego. To lekkie czytadło, którego każda z nas od czasu do czasu potrzebuje.
Polecam !

Za egzemplarz recenzencki dziękuję  



poniedziałek, 25 lutego 2019

(Nie)miłość. Z tobą i bez ciebie Natasza Socha - recenzja

(Nie)miłość. Z tobą i bez ciebie Natasza Socha  - recenzja
Cecylia i Wiktor to małżeństwo z kilkunastoletnim stażem. Jak można się domyślać, po tylu latach nie jest łatwo. W związek wkrada się rutyna, nuda i niezrozumienie. Tak też dzieje się u naszych bohaterów. Od pewnego czasu zaczynają się dusić i tłamsić w związku. Każde z nich zaczyna na swój sposób sobie z tym radzić. Ona łasa na komplementy i pochwały zaczyna szukać pocieszenia w internetowych randkach, on zakochuje się w dużo młodszej od siebie studentce, odkrywając na nowo, jak ekscytujący może być seks. Kiedy małżeństwo zaczyna im już coraz bardziej, doskwierać postanawiają się rozwieść. Cecylia pewnego dnia podejmuje decyzję, o rozmowie z mężem na temat rozstania. Do rozmowy jednak nie dochodzi, ponieważ kobieta ma wypadek samochodowy, trafia do szpitala. Po długiej i skomplikowanej, operacji okazuje się, że czeka ją bardzo uciążliwa rehabilitacja. Jest jednak nadzieją na to, że kobieta będzie chodziła.











Po takim rozwoju sytuacji nie może być mowy o zakończeniu małżeństwa. Ona boi się, że nie da sobie sama rady, on ma poczucie obowiązku i pomocy żonie.
A może wypadek to zrządzenie losu? A może to przysłowiowy gwóźdź do trumny, który całkowicie poróżni małżonków?
Czytając powieść Nataszy Sochy, nasuwa się pytanie. Czy takie wypalenie czeka każde małżeństwo? Czy w małżeństwie z kilkunastoletnim stażem może jeszcze być fajnie? Czy jest na to rada, żeby uczucie nie wygasło?
Z racji mojego już długiego stażu małżeńskiego powiem szczerze, że ja wcale nie uważam, że każde małżeństwo jest skazane na nudę. Najważniejszy według mnie w małżeństwie jest kompromis i zdrowy rozsądek i to jest chyba klucz do tego, żeby było dobrze.
Mamy tu pokazane jakie uczucia towarzyszą małżonkom na różnych etapach związku. Bohaterowie są dobrze wykreowani i dość realistyczni. Można powiedzieć, że z powodzeniem mogliby to być nasi znajomi, sąsiedzi czy my. Mamy tu bardzo dobrze przedstawione problemy małżeńskie, wnikliwie i dogłębnie przedstawione problemy, które mogą nękać wiele małżeństw. Bardzo fajne jest przedstawienie książki z punktu widzenia obu małżonków. Zarówno Cecylia, jak i Wiktor przedstawiają swoje racje i swój ogląd na dany temat. Bardzo zaskoczyło mnie zakończenie. Powieść nie jest może bardzo optymistyczna, ale czyta się ją bardzo dobrze i jednym tchem, czekając na to, co będzie dalej.






sobota, 23 lutego 2019

Pozwól mi wrócić B.A. Paris - recenzja

Pozwól mi wrócić B.A. Paris - recenzja

Nie dawno miałam okazję przeczytać książkę B.A. Paris „Za zamkniętymi drzwiami”, która wywarła na mnie mega wrażenie. Kiedy okazało się, że jest już kolejna książka, nie mogło być inaczej, musiałam ją przeczytać. Tak wiem, że jest jeszcze jedna, czeka w kolejce do przeczytania. Oczywiście naczytałam się i nasłuchałam na Instagramie wiele recenzji na jej temat. Niektóre były bardzo dobre inne, że książka taka sobie, że dupy nie urywa itd. Podchodziłam do niej jak do jeża.
No i co jak myślicie?





Oczywiście niepotrzebnie, bo dla mnie ta książka jest naprawdę dobra.
Fin i Lala wracają do domu do Anglii. Zatrzymują się na parkingu. On idzie do toalety, kiedy wraca, kobiety nie ma w aucie, początkowo myśli, że również poszła do toalety, kiedy jednak nie wraca, mężczyzna zaczyna podejrzewać, że zniknęła. Kiedy sprawa zostaje zgłoszona na policję, oczywiście pierwsze podejrzenie pada na Fina. Policja podejrzewa, że facet coś kreci. Jednak po głębszym rozpoznaniu nie są mu w stanie postawić zarzutów.
Po dwunastu latach od zaginięcia zaczyna się coś dziać. Dzieje się to wtedy gdy mężczyzna chce ułożyć sobie życie z Ellen siostrą Layli. Są to bardzo niepokojące sytuacje, które przywołują wspomnienia, powodujące wyrzuty sumienia i poczucie, że nie wszystkie sprawy zostały rozliczone. Komu zależy na tym, żeby wróciły wspomnienia? Czy nie okaże się, że ktoś chce zniszczyć jego szczęście?
Więcej nie zdradzam, żeby nie pozbawić was przyjemności czytania.
Książkę szybko się czyta, super narracja, pisana z punktu widzenia bohatera i bohaterki. Bardzo ciekawy pomysł za fabułę (no tu mogę dać malutki minus, za sposób przedstawienia, który nie do końca jest dopracowany), bardzo ciekawy i dość intrygujący. Jednak to niedopracowanie szczegółów spowodowało, że szybciej zorientowałam się, o co chodzi w zaplanowanej intrydze. Na szczęście było tu sporo scen, które trzymały ostro w napięciu i nie pozwalały, na oderwanie się od tekstu.
Podobało mi się wykreowanie bohaterów, na początku wydają się nudni i mamy ochotę krzyczeć: - hej weź się w garść, jednak przy bliższym poznaniu bardzo zyskują.
Ja polecam, ale ciekawa jestem waszych opinii na temat tej powieści.




czwartek, 21 lutego 2019

Wspólnik John Grisham -recenzja

Wspólnik John Grisham -recenzja
Kto kiedykolwiek czytał, książki Grishama wie, że z nim nie można się nudzić. Najfajniejsze u niego jest to, że wydarzenia opisane w powieści mogłyby się wydarzyć naprawdę.
Akcja toczy się oczywiście w środowisku prawniczym, autor jak zwykle zbudował bardzo logiczną i spójną konstrukcję.








Patryk Lanigan to młody wspólnik w firmie prawniczej, która zatrudnia specjalistów od ubezpieczeń oraz wypadków na morzu, ginie w wypadku samochodowym. Niespodziewanie po kilku tygodniach z firmowego konta znikają pieniądze. Bagatela dziewięć milionów. Zaczyna się brawurowy pościg za facetem, który prawdopodobnie ukartował własną śmierć, zmienił tożsamość i rozpłynął się gdzieś w świecie i żyje sobie gdzieś tam spokojnie. Czy jednak da się tak ukryć? Pewnego dnia ktoś wpada na jego trop. Pojawiają się różne pogłoski, doniesienia itp. I tu dopiero zaczyna się prawdziwa zabawa. Prawdziwe prawnicze życie? Utajnianie informacji, manipulowanie faktami, które przedstawiane się w mediach, gra kruczkami prawniczymi, żeby wyjść obronną ręką.
Kto zatem wygra tę rozgrywkę? Czy plan, mający wiele różnych scenariuszy, jest planem doskonałym?
Powiem jedno, książkę bardzo dobrze się czyta, skrupulatnie przygotowana i przygotowana fabuła wciąga bardzo. Umiejętnie budowane napięcie powoduje, że ciężko się od niej oderwać. Z niecierpliwością i uwagą podążamy za wydarzeniami związanymi z losami głównego bohatera.
Mnóstwo się tu dzieje, wiele prawniczych przepychanek (uwielbiam książki i filmy o prawnikach), dzięki którym, mamy wiele zwrotów akcji co bardzo podkręca fabułę.
Wspólnik przytrzyma was w napięciu, gwarantuję, że nie będziecie mogli doczekać się zakończenia. Przygotujcie sobie herbatę, kocyk, dużo wolnego czasu i czytajcie. Polecam!!!





poniedziałek, 18 lutego 2019

Miłość z błękitnego nieba Krystyna Mirek - recenzja

Miłość z błękitnego nieba Krystyna Mirek - recenzja
Obchodzicie Walentynki? Ja nie jestem zwolenniczka tego święta, jednak nie przeszkadza mi to, że inni je obchodzą. Jest to taki dzień, który każdy obchodzi według swoich upodobań. Jedni będą na niego czekali z utęsknieniem, inni, jak ja np. uważają, że to tylko i wyłącznie komercja. No ale nie o tym jednak mówimy. Jednak ten dzień wpisuje się w fabułę najnowszej książki Krystyny Mirek „Miłość błękitnego nieba”.






Angelika to rodowita krakowianka, która dostaję w przeszłości swoja szanse na wybicie się. Wyjeżdża do Monachium tam, ciężko pracuje i osiąga wiele zawodowych sukcesów. Jest bardzo ambitną i zdeterminowaną kobietą, nie ma w jej życiu czasu na rodzinę ani miłość. Jest to, może trochę, związane z jej dzieciństwem, które nie było usłane różami. Kiedy kobieta po latach wraca do Krakowa, żeby podpisać bardzo ważny kontrakt w jej życiu. Czy wizyta w rodzinnym mieście okaże się zwykłą wizytą biznesową?
Daniel to młody i przystojny biznesmen ma własną firmę komputerową. Uwielbia bawić się kobiecymi uczuciami. Miał już romans chyba z każdą swoją pracownicą. Niestety związki te trwają bardzo krótko, każda z kobiet na pożegnanie otrzymuje od niego drobny upominek. Jego rodzice kochają swojego jedynaka nad życie i marzą o tym, żeby ten w końcu znalazł tę jedyną.
Kiedy pojawia się okazja, podpisania bardzo intratnego kontraktu z niemiecką firmą, mężczyzna gotowy jest na wszystko, żeby kontrakt został podpisany, ale na jego warunkach.
Okazuje się, że ma spotkanie z nieugiętą w negocjacjach Angeliką. Kobieta nie daje się złapać na jego sztuczki i podryw. Daniel zaczyna dostrzegać w niej godnego przeciwnika, rozumie, że nie będzie mu łatwo przekonać ją do swojej wersji kontraktu.
Niestety to już wszystko, co mogę wam zdradzić.
Jak zakończą się negocjacje? Kto wyjdzie zadowolony? Czy Angelika upora się z demonami przeszłości?
To już musicie sami przeczytać.
Powiem tylko tyle, że jest to idealna lektura na weekendowe popołudnie. Można się przy niej odprężyć i odpocząć. Może i jest trochę przewidywalna, mnie to jednak w ogóle nie przeszkadzało. Jeśli szukasz czegoś lekkiego, co pozwoli ci zapomnieć o codziennych obowiązkach i kłopotach, możesz śmiało sięgnąć po książkę Krystyny Mirek „Miłość błękitnego nieba”.




niedziela, 17 lutego 2019

W imię dziecka Ian McEwan - recenzja

W imię dziecka Ian McEwan - recenzja

W imię dziecka, po pierwsze przepiękne wydanie. Zastanawiałam się tylko, czy treść dorówna okładce, bo wiecie, jak to czasami bywa, podobno nie ocenia się książki po okładce. Zdarzyło mi się już kilka razy, że się niestety zawiodła. Zwiódł piękny obrazek, a reszta okazał się nieciekawa. Jak będzie tym razem?








Fiona
 to sześćdziesięcioletnia sędzina, prawa rodzinnego. Jej sprawy są zazwyczaj trudne, a wyroki w nich wydawane potrzebują przemyślenia i taktu. Prywatnie, no cóż, właśnie przechodzi kryzys w swoim małżeństwie. Jej mąż, chce przeżyć swój ostatni w życiu – jak twierdzi- płomienny romans i pyta ją, czy ona zgodzi się na taki układ. Jak łatwo można się domyślić, kobieta wyrzuca go z domu.
Okazuje się, że w pracy też nie będzie ławo. Kolejna sprawa, jaką dostaje, dotyczy siedemnastoletniego Adama, chłopak choruje na białaczkę, a jego rodzice z racji swojego wyznania – nie zgadzają się na transfuzję krwi. Niestety, jeśli nie zostanie wykonany ten zabieg, jest duże prawdopodobieństwo, że chłopak umrze. Sędzina musi zdecydować, czy wykaz nakaz sądowy na wykonanie transfuzji, czy pozwolić na śmierć chłopca?
Jak możecie się łatwo domyślać, nie jest to łatwa książka, o dylematach moralnych, o tym, jak trudno jest podejmować właściwe decyzje. Można powiedzieć, że czasami to, co nam się wydaje oczywiste, może doprowadzić do niepotrzebnych komplikacji i konsekwencji. Autor uświadamia nam również to, że czasami nasze decyzje są dla innych niezrozumiałe lub złe, choć nam wydają się one rozsądne i dobre. Zmuszani jesteśmy do refleksji i przemyśleń o tym,  że nie zawsze nasz wybór jest słuszny, że inne osoby mogą mieć na ten temat swoje zdanie.
Nie jest to książka z tych porywających akcją, jest raczej statyczna i powolna. Nie powiem, żeby łatwo się ja czytało (jest tu bardzo mało dialogów, przez co dla mnie trudniej się czyta takie książki), jednak nie o to tu chodzi, żeby się rozgadywać. Tutaj to my mamy prowadzić rozmowy, swoje wewnętrzne.
W imię dziecka to bardzo wartościowa powieść, która uświadomiła mi, że nie trzeba się zniechęcać i warto czasami powalczyć, żeby odnaleźć z drugą osobą tę choćby malutką nić porozumienia. To pozycja, która daje nam do zrozumienia, że nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć jakie konsekwencje będą miały podjęte przez nas decyzje.
Jeśli zatem masz ochotę na chwile zwolnić, zastanowić się, pomyśleć. Zapraszam do przeczytania pięknie napisanej historii.






Okrutne pragnienie Araminta Hall- recenzja

Okrutne pragnienie Araminta Hall- recenzja
Konsekwencje sekretnej gry kochanków mogą być zabójcze!

Związek Verity i Mike’a nie należał do konwencjonalnych. Verity ukształtowała Mike’a, mężczyzna pozostawał pod jej przemożnym wpływem. Kochankowie upodobali sobie swoistą grę, która często kończyła się namiętnym seksem.

To jednak już przeszłość. Verity planuje poślubić innego mężczyznę. Gdy Mike dostaje zaproszenie na ślub, traktuje je jak wstęp do kolejnej, bardziej wyrafinowanej rundy dawnej gry. Wierzy, że jeśli będzie bacznie obserwował ukochaną, dostrzeże wyczekiwany znak...

Mroczny, silnie oddziałujący na emocje thriller psychologiczny, który pozostaje w pamięci jeszcze długo po lekturze!

„Czasem to, czego myślisz, że chcesz, niekoniecznie jest tym, czego chcesz naprawdę”.
No właśnie czy zawsze jest tak, że czegoś chcemy, a jednocześnie mamy wrażenie, że niekoniecznie. Czy to, co wydaje nam się ideałem, takie jest?





W książce „Okrutne pragnienie” mamy bardzo ciekawe podejście do narracji. Jest ona przedstawiona tu z punktu widzenia mężczyzny. Mamy tu okazję zagłębić się trochę w odczucia faceta, który jest ogarnięty wręcz obsesja na punkcie kobiety, miłości do niej. Możemy poznać tu różnego rodzaju psychologiczne niuanse, które rozgrywają się w głowie mężczyzny, który ma silne poczucie, że jego związek z ukochaną kobietą, to jego wina.
Bardzo ciekawa fabuła, atrakcyjnie zbudowane relacje, dobrze wykreowani bohaterowie. To jest to co potrzeba w dobrej powieści. Możemy się tu oczywiście dopatrzyć kilku nieścisłości czy naiwności, nie mniej jednak powieść należy zaliczyć jako kolejna udana w 2019 r.
Verity i Michale głowni bohaterowie jeszcze nie tak dawno temu tworzyli doskonałą parę, mieli plany na przyszłość. Niestety jeden mały błąd iw wszystkie puzzle z tej układanki zostają rozsypane. Mężczyzna stara się to wszystko jeszcze raz posklejać, jednak czy mu się to uda?
Mike nie potrafi sam oceniać sytuacji. Jego spostrzeżenia są maniakalne i niedorzeczne czasami. Trwa on w dziwacznych i nieosiągalnych już oczekiwaniach, które nie mają już racji bytu.
Nie chce zauważyć, że gra, którą stworzyli kiedyś z ukochaną, już się skończyła, on cały czas w niej trwa, powodując to, że wszystko w końcu wymyka się spod kontroli.
Zaskakujące zakończenie świetnie zostaje w pisane w przesłanie książki. Mamy tu historię, która ma w sobie elementy obłędu, miłości, ale i kłamstwa. To nie tylko miłość, która rozpala, ale i ta, która sieje spustoszenie. Jeśli zatem lubicie mroczne thrillery z wątkiem psychologicznym, zachęcam do sięgnięcia po tę książkę.




wtorek, 12 lutego 2019

Czas przeszły - Lee Child - recenzja

Czas przeszły - Lee Child - recenzja
Kolejna książka z przygodami Jack’a Reacher’a. Powiecie 23 tomy i to jeszcze się nie znudziło. No właśnie nie, jaki jest na to przepis? Wystarczy wymyśleć sobie genialnego bohatera, charyzmatycznego, nietuzinkowego, po prostu idealny. Były wojskowy, nie wiadomo gdzie mieszka, wędruje sam, jednak jest bardzo inteligentny i ma olbrzymie poczucie humoru i dystans do wielu spraw. Do tego dodać siłę charakteru i tężyznę fizyczną, całkiem spoko wygląd i mamy – Jack Reacher w całej okazałości.
Tym razem los zawiódł go do Laconii miasta, z którego pochodzi jego ojciec. Nasz bohater poszukuje swoich krewnych, próbując rozwikłać tajemnicę związana z jego rodziną. Oczywiście w tak zwanym między czasie nasz samotny wilk wpadnie, jak to on w kłopoty, no bo przecież, nie może być inaczej.








W tym samym czasie kiedy Jack przebywa w Laconii w małym motelu, niedaleko rozgrywa się ciekawa historia dwójki młodych ludzi. Patty i Shorty przybywają tu z Kanady, trafiają w zasadzie niechcący, psuje im się samochód i postanawiają skorzystać z usług motelu.
Niestety okazuje się, ze źle trafili i ich pobyt tutaj nie będzie dla nich zbyt miły. Dzięki temu, że toczy się dwupoziomowo, historia jest dynamiczna a zwroty akcji nie pozwalajaczytelnikowi na nudę.
„Czas przeszły” to historia, którą czyta się z zapartym tchem i z wypiekami na twarzy. Fabuła wciąga, akcji nie da się przewidzieć, dlatego ciężko odgadnąć zakończenie. Wszystko dzieje się dość szybko, zmuszając czytelnika do całkowitego skupienia, żeby nie pominąć żadnego ważnego elementu układanki.
W tej części mamy do czynienia z kunsztem Lee Child’a. Widać tu świetnie skonstruowaną fabułę, doskonale wykreowanych bohaterach. No mistrzostwo świata. Książkę czyta się bardzo szybko i w zasadzie ciężko się od niej oderwać.
Dacie się namówić na małą randkę z Jackie’m?






sobota, 9 lutego 2019

Syrena i pani Hancock Imogen Hermes Gowar - recenzja

Syrena i pani Hancock Imogen Hermes Gowar - recenzja
Piękna obwoluta i równie piękna okładka. Wydawnictwo Albatros z racji swojego 25- lecia obdarza nas w tym roku przepięknymi  prezentami.
Jest to chyba jedna z tych książek, na które się czeka. To gorąca premiera stycznia. Po pierwsze cudowne wydanie, po drugie magia syreny.







Akcja powieści to XVIII wiek, Londyn. Pewnego dnia kupiec pan John Hancock dowiaduje się, że stracił statek, ale zyskał, syrenę. Cóż zatem począć z tym cudem. Wiadomo jednak, że kupiec zawsze coś wymyśli. No i na jaki pomysł wpada nasz bohater, będzie zarabiał na swojej syrenie. Oczywiście bardzo szybko się rozniosło, że coś takiego jest możliwe w Londynie. Pan Honcock wypożycza swoją syrenę do słynnego domu rozpusty. Jak możecie się domyślać, będzie się działo. Czy jednak na pewno to o czym myślicie?
(przyznajcie się tu zaraz, co wam przyszło do głowy?).
Powieść ta to świetna propozycja dla miłośników Carlsa Dickensa czy Jane Austin. Jest to zresztą często podkreślane przez autorkę, że fascynuje ja ten okres w literaturze i dlatego chętnie do niego wraca. Dlatego pewnie w powieści mamy wiele opisów, czasami mrocznych, prowadzących do podejrzanych zaułków miasta, ale i przedstawienie kobiet jako te, które mają przypisaną pewną rolę społeczną, mają swoje marzenia o tym, że zmienić swoje życie.
Jeśli zatem podobają Wam się takie klimaty, znajdziecie tu wszystko, to co lubicie. Mroczne tajemnice londyńskich ulic i kobiety, które w zasadzie pełnia rolę reprezentacyjną.
Jest to bardzo dobrze napisana powieść obyczajowa z wątkiem tajemniczej syreny w tle. Jeśli szukacie tu zaskakujących zwrotów akcji i zabójczo szybkiej akcji to niestety tym razem jej nie znajdziecie. Jest to raczej powieść skierowana do koneserów tego rodzaju gatunku. Możemy się tu bowiem delektować fabułą, dostrzegać jej najdrobniejsze szczegóły i niuanse, nawiązujące do powieści z końca XVIII wieku. Wplecenie do fabuły elementu mitologicznego, jakim jest syrena, bardzo ubarwia i nadaje dobrego smaku powieści. Zdaje sobie sprawę, że nie jest to książka dla każdego, jednak może się skusisz i spróbujesz wraz z autorką przenieść się do osiemnastowiecznego Londynu?

czwartek, 7 lutego 2019

Podniebna pieśń Abi Elphinstone recenzja

 Podniebna pieśń Abi Elphinstone recenzja
          Jak wiadomo od zawsze, dzieci to czystość, dobro, magia. Niestety nie można przypisać tych cech dorosłym, którzy pragną władzy, bogactwa, nieśmiertelności itp.
Młody wynalazca Flint wyrusza w podróż, której celem jest uwolnienie jego matki. Ratuje Eskę, dziewczynę, która została uwięziona przez Królową Lodu, ta bowiem potrzebuje jej głosu, jest on jej niezbędny w otrzymaniu nieśmiertelności.
Króla więzi wszystkich dorosły. Dzieciaki okazują się jednak – jak zwykle zresztą- sprytniejsze i ukrywają się przed nią, planując powstanie, które ma na celu, uwolnienie ich rodziców.





             Niestety zwykłą broń w tym wypadku to zbyt mało, tu potrzebna jest magia. Ba, tylko żeby była skuteczna, trzeba w nią uwierzyć, trzeba zjednoczyć się z innymi, wspomóc Eskę w jej przedsięwzięciu. Czy podołają wyzwaniu?
To przepiękna opowieść o magii, o podejmowaniu trudnych zadań i decyzji. O uświadamianiu sobie rzeczy ważnych, które często mają wpływ na nasze życie. Książka o tym, że czasami warto dać szansę dziecku, uświadomić sobie, że nie tylko my dorośli jesteśmy najważniejsi. Może czasami warto dać się ponieść magii i przypomnieć sobie jakie to fajne.
           Fabuła książki jest dynamiczna, jej tempo nie pozwala sie nudzić. Bohaterowie mają tyle, rzeczy do wykonania, tyle zadań i trudów, które muszą pokonać, że nie ma czasu na nudę. Jest to powieść, która pokazuje dziecku, jak łatwo można zdobyć przyjaciół, ale również jak łatwo, można zrobić z kogoś wroga. Pokazane są tu takie wartości, jak miłość, przyjaźń, bezinteresowność, oddanie. Uświadamia  również, jak ważne jest dążenie do celu, pokonywanie trudności to tylko malutki kroczek do tego, żeby zdobyć cel.
Książkę czyta się szybko, napisana jest bardzo prostym, zrozumiały dla młodego czytelnika językiem. Uważam, że my dorośli, również znajdziemy tu wiele wartości, o których warto sobie przypomnieć w naszym zagonionym i zapracowanym życiu.






wtorek, 5 lutego 2019

Los Audrey Carlan - recenzja

Los Audrey Carlan - recenzja

To już kolejna książka tej autorki, którą miałam okazje przeczytać.





             Nie jest to typowa, słodka opowieść o miłości. Znajdziemy tu również to wszystko, co związane z miłością, dylematy, przeciwności losu i problemy, które trzeba rozwiązać.
Kathleen kobieta, która przeżyła kilka lat temu pożar. Niestety strawił on to, co najważniejsze, poczucie własnej wartości i siłę do dalszego życia. Kiedyś piękna pewna siebie kobieta, teraz stała się wrakiem samej siebie. Poparzone ciało, nie zawsze chce z nią współpracować, poszarpana dusza, z meczącymi koszmarami, nie daje spokoju.
To wszystko spowodowało, że dziewczyna odrzuciła swojego ukochanego, mężczyznę, który kocha ja nad życie i oddałby wszystko, żeby ją odzyskać.
     Po kilku latach od wypadku Kat zaczyna powoli akceptować siebie i swój stan. Ma pracę, którą uwielbia, ma przyjaciół, których kocha, brakuje jej tylko jednego, miłości. Okazuje się bowiem, że jej były chłopak nadal gości w jej sercu. Nie zapomniała o nim, można nawet powiedzieć, że coraz częściej zaczyna myśleć o tym, że mogliby do siebie wrócić.
    Carson, nadal nie może zapomnieć o Kat, kiedy pewnego razu spotykają się w knajpie, wiedzą już, że są dla siebie przeznaczeni.
Postanawiają spróbować jeszcze raz. Niestety nie może być przecież tak różowo. Los ma co do nich inne plany. Nie znaczy to wcale, że nie będą razem, ale nie będzie to łatwe. Garson, który przez trzy lata, nie zawsze zachowywał się poprawnie, będzie musiał ponieść konsekwencje, niektórych swoich decyzji.
   Mamy tu zatem piękną historię o miłości, która jest w stanie przetrwać wiele przeciwności losu. Niestety czasami inne osoby, mogą zniszczyć lub nieźle namieszać w życiu.
    Fabuła jest fajnie zbudowana, nie jest to typowy romans, mamy tu bowiem delikatną namiastki sensacji. Dynamizm i zaskakujące zwroty akcja nie pozwalają nam na nudę.
Jeśli zatem jesteście ciekawi czy Kate i Garsonowi uda się pokonać przeciwności losu? Czy będą razem? Jakie jeszcze czekają ich przeżycia i niespodzianki?
Mam dla ciebie propozycję, zrób sobie herbatę, zaszyj się gdzieś, gdzie cię nikt nie znajdzie i czytaj, żeby odpowiedzieć na wszystkie zadane przeze mnie pytania.
Miłej lektury.









środa, 30 stycznia 2019

Tam gdzie jesteś Tomasz Betcher - recenzja przedpremierowa

Tam gdzie jesteś Tomasz Betcher - recenzja przedpremierowa

Zabieram  się już trzeci dzień za recenzję i znowu siedzę i myślę co tu napisać. Nie jest to wynikiem mojego lenistwa czy tego, że nie mam wyrobionego zdania, na temat tego, co przeczytałam. Mam jak najbardziej, tylko wiecie, nie wiem jak mam Wam to napisać.
Książka według mnie jest taka….rewelacyjna, że nie chciałabym jej zepsuć swoją recenzją. Do tego jeszcze napisana przez mężczyznę, a tak piękna i wymowna, że aż nieprawdopodobna. Wydaje mi się, że niestety nie dam rady ubrać tego wszystkiego tak pięknie w słowa, jak autor. Może jednak choć troszkę spróbuję Wam przybliżyć Jantar, fabułę i głównych bohaterów.





       Adam i Anna to mężczyzna po przejściach, kobieta z przeszłością – zaczyna się dobrze – prawda.
          On bezdomny, który tuła się po całej Polsce, nie mogąc zagrzać nigdzie miejsca na dłużej. W zasadzie nic o nim nie wiem, dlaczego został bezdomnym, jak żył wcześniej. 
         Ona właśnie złożyła pozew o rozwód. Jest piękna, dość zamożna, pracuje w banku, jej mąż to tyran, który znęca się nad nią psychicznie. Jest on znanym adwokatem, mieszkają w Gdańsku. Kobieta ma już dość upokorzeń i składa pozew o rozwód, to oczywiście nie podoba się mężowi, możemy się domyślać, że nie podda się on tak łatwo.
        Pomyślicie zatem, jak losy tych dwoje się połączą, on w Jantarze, ona w Gdańsku. No cóż, los bywa bardzo przebiegły. Adam, szukając schronienia na zimę, postanawia zamieszkać w opuszczonym – według niego- domku letniskowym w Jantarze. Okazuje się oczywiście, że domek należy nie do kogo innego jak do Anny. nasuwa sie tu od razu myśl, że  los łącząc ich, wiedział, co robi, bo potrzebują siebie nawzajem.
          Reszta już zostaje dla mnie no i oczywiście dla Was podczas czytania.
Zastanawiam się do jakiej kategorii gatunku zaliczyć tę powieść. Na początku powiedziałabym, że to obyczajówka, teraz jestem skłonna powiedzieć, że z elementami przepięknie dodanego romantyzmu. Takiego pięknego, subtelnego i przecudnie napisanego.
       „Tam, gdzie jesteś” to przepięknie napisana powieść o miłości, przyjaźni i potrzebie bliskości z drugim człowiekiem. Myślę, że idealnie się sprawdzi w długie zimowe wieczory, ale również latem na plaży. Książka o życiu, o tym, że najpierw musimy zacząć żyć w zgodzie ze sobą, wtedy wszystko zaczyna się układać po naszej myśli, wtedy my jesteśmy szczęśliwi. Nie ma tu rzeczy niepotrzebnych, tzw. Przedłużaczy fabuły, wszystko jest tu po coś. Już jestem ciekawa kolejnej książki Tomasza Bechtera. Tymczasem miłej lektury moi drodzy.








niedziela, 27 stycznia 2019

To, czego potrzebuję J. Daniels - recenzja

To, czego potrzebuję J. Daniels - recenzja
Romanse to  takie powieści, po które sięgam  od czasu do czasu sięgam.
Lubię odpocząć od thrillerów, właśnie czytając jakiś romans czy erotyk. Zastanawiam się właściwie, do jakiego gatunku zaliczyć książkę „To, czego potrzebuję”.
Może najpierw w kilku słowach przybliżę fabułę.
Tennyson to młoda dziewczyna, która zostaje zaproszona na ślub swojego brata, bez swojego obecnego partnera. Jej brat Reed nie przepada za nim, był jego szefem i zwolnił go z pracy, w ogóle sytuacja jest dziwna.








Riley ma wyrzuty sumienia, myśli, że całą ta sytuacja to jej wino, jednak okazuje się, że to Richard jej chłopak zawala sprawę. Zaczęło się od tego, że traci pracę u jej barta, potem dochodzi do tego alkohol, narkotyki. Mężczyzna wyżywa się na dziewczynie, wpędzając ją w poczucie winy. Dlatego między innymi kobieta zostaje zaproszona sama na ślub brata. Ten nie chce widzieć jej partnera. Początkowo nie podoba się jej to wcale, jednak po kłótni z wyzwiskami, kończy związek i postanawia iść sama na ślub. Przeddzień uroczystości poznaje CJ Tulle’ego, który jest przyjacielem jej brata. Po nocnej imprezie spędzają razem upojną noc. Pojawia się między nimi nić porozumienia, a może coś więcej? Kiedy dziewczyna wraca do domu jej „były chłopak” twierdzi, że wcale ze sobą nie zerwali, dziewczyna zgadza się dać mu kolejną szansę. Tu pojawia się problem. Po pierwsze Richard nie bardzo chce się zmienić, CJ wysyła kuszące smsy, bo zależy mu na Riley. Jak potoczą się dalsze losy bohaterów? Czy przyjaźń wystarczy CJ i Riley?
„To, czego potrzebuję” jest bardzo dobrym romansem. Na początku, kiedy autorka spiknęła tych dwoje od razu w łóżku, trochę się bałam co będzie dalej, myśląc, że będzie to kolejny przykład książki, gdzie najważniejsze są łóżkowe ekscesy. Jednak okazało się, że to tylko taki falstart był i dalej sytuacja potoczyła się zgoła w innym kierunku. Fabuła pozwala na to, żeby książkę czytało się bardzo fajnie. Zwroty akcji, dynamizm nie pozwala nam się nudzić.
Jest idealna książka, jeśli zależy ci na przeczytaniu czegoś łatwego i przyjemnego. Dla mnie była idealną odskocznią od codziennych obowiązków. Zrobiłam sobie taką lajtową sobotę z książką. Polecam.
Copyright © 2016 Janielka czyta , Blogger