sobota, 7 września 2019

Wkręceni , Steve Cavanagh- recenzja, dacie się wkręcić

Wkręceni , Steve Cavanagh- recenzja, dacie się wkręcić

J.T. LeBeau kim jest? To świetny pisarz, jednak to jak wygląda i czy, jest mężczyzną czy kobietą, tego nie wiem nikt, nawet jego wydawca.
Już wam się podoba? Prawda?
No, wcale mnie to nie dziwi, mnie też od razu to się spodobało.
Dałam się zatem wkręcić w tę niesamowitą opowieść na maksa.
Jeśli dodam, że prawdziwą twarz  znają tylko dwie osoby...tyle że one nie żyją, poznanie pisarz było dla nich jak wyrok. Czy zatem warto drążyć, by poznać prawdę? Czy ta prawda, okaże się prawdziwa?
To się okaże.




Fabuła:
Maria, mieszka spokojnie z mężem w malutkiej miejscowości nad morzem. Niestety jak to zwykle bywa,  jej mąż jest tak zapracowany, że nie ma czasu dla żony.
Dlatego (chyba) kobieta szuka pocieszenia w ramionach kochanka. Któregoś pięknego dnia znajduje przypadkowo na biurku męża faktury. Początkowo jest zdziwiona, skąd one się znalazły właśnie tu. Faktury opiewają na olbrzymie sumy, które jej mąż otrzymuje od LeBeau Enterprises. Wydawnictwo + pieniądze, Maria łączy te fakty i wnioskuje, że jej mąż to tajemniczy pisarz J.T. LeBeau. Czy kobieta jest bezpieczna? Czy prawda jest tego warta? Kiedy Maria postanawia skonfrontować się z mężem, ten znika w tajemniczy sposób. Okazuje się, że ma wiele do ukrycia, a faktura to tylko wierzchołek góry, który grozi lawiną.
Czy dowiemy się zatem, kim jest znany pisarz? Może to nie tylko pisarz? Może to seryjny morderca? Zastanów się, czy poznanie prawdy, nie będzie kosztowało Was  zbyt wiele. Czy jesteście gotowi na poznanie prawdy?

Tyle więcej nie da się przybliżyć fabuły, bo musiałabym zbyt wiele ujawnić. A przecież zależy wam na dobrej lekturze?

Podsumowanie:
Jest to kolejna już dobra książka w tym roku. To taka powieść, która zostawia pustkę w głowie. Po przeczytaniu jej nie wiecie już co, jest prawdziwe, a co nie. Autor tak sprytnie pokierował akcją, że z łatwością udaje się mu uśpić naszą czujność, żeby za chwilę wsadzić nas na mega odjechany ro
llercoaster, który nie pozwala nam na chwilę oddechu. Bohaterami są zaledwie trzy osoby, jednak każda z nich ma tu swoje zadanie do spełnienia. Robią to zresztą doskonale. Fabuła jest tak skonstruowana, że nie sposób być przewidzieć czegokolwiek, aż do samego końca książki.
Nie jest to kryminał pełen trupów, to raczej książka, dla osób lubiących zagadki, ich rozwiązywanie i dociekanie prawdy.
To jak namówiłam Was? Dajecie się wkręcić?

czwartek, 5 września 2019

First Last Look Bianca Iosivoni - recenzja

First Last Look Bianca Iosivoni  - recenzja
„First Last Look” to bardzo dobra historia, która przedstawia nam problemy grupy studentów. Mamy tu takie normalne życiowe dylematy, jak pogodzić się i przezwyciężyć demony z przeszłości, co zrobić, żeby mieć dobry start w przyszłość. Jak każdy normalny student, nasi bohaterowie imprezują i starają się jakoś radzić w studenckim życiu.











Emery, to główna bohaterka, która jest wyjątkowa. Ma za sobą przeszłość, która wiele ja nauczyła. Jest bardzo zadziorna, ma poczucie własnej wartości. Nie pozwala na obrażanie siebie. Nie zadaje się raczej z grzecznymi chłopcami woli tych złych. Jest to jednak trochę przekora, bo nie chce ich zmieniać na lepszych, ani naprawiać. Robi to z wyrachowaniem, bo uważa, że tacy faceci są szczerzy do bólu i potrafią, od początku powiedzieć, na czym im zależy i czego można od nich oczekiwać. Takie podejście do życia to pewnego rodzaju ochrona przed kolejnym rozczarowaniem.

Dylan wydawać by się mogło, że to porządny chłopak taki idealny do kochania i na męża. To taki facet, którego wszystkie szukamy. Jednak czy na pewno? Czy pod ideałem nie urywa się ktoś inny?
Uważaj, bo możesz się boleśnie rozczarować!











Moim zdanie autorka bardzo dobrze przedstawiła historię naszych bohaterów. Idealnie w punkt przedstawia problemy współczesnej młodzieży. Media społecznościowe, które towarzyszą nam od rana, jak tylko otworzymy oczy, do wieczora, kiedy to kładziemy się spać i odkładamy telefon, media, które mogą wyrządzić wiele złego.
Jak ważne jest zaufanie w naszym życiu. Pokazuje, że historia nie zawsze musi się powtarzać. To, że gdzieś, kiedyś ktoś spieprzył nam życie, nie oznacza, że w innym miejscu i w innym czasie będzie tak samo. Autorka pokazuje, na przykładzie głównej bohaterki, że życie może w końcu dojść do takiego punktu, gdzie możemy uznać, że jest ok. Nowi przyjaciele, którzy pokazują, że wszyscy popełniamy błędy i wszyscy mamy prawo je popełniać, są na wagę złota.

Idealna lektura dla młodzieży. Polecam.

piątek, 30 sierpnia 2019

Save Me Mona Kasten - recenzja

Save Me Mona Kasten - recenzja


Czy Save me to kolejna udana książka autorki?
Czy to może kolejna nijaka książka dla młodzieży? Wiecie teraz, to jest tak, że naprawdę trudno zainteresować młodzież. Ciężko się przebić, kiedy do dyspozycji mamy tyle ciekawych gier, filmów itp.







Akcja książki toczy się w szkole. Nie jest to jednak zwykła szkoła, to taki rodzaj  szkoły, gdzie najważniejsze są pieniądze, ambicje. To nie jest szkoła dla przeciętniaków i słabeuszy, tu musisz się wykazać. Tu przychodzisz realizować wytyczony plan.
Spotykamy tu Ruby. Ona ma plan dostać się na swoją wymarzoną uczelnię – Oxford. Nie chce się jednak jakoś przy ty wychylać, nie pociąga ją towarzystwo bogatych ważniaków. Ona ma cel. To nic, że jej notatnik jest wypełniony po brzegi obowiązkami, ona dzielnie brnie do przodu, żeby spełniło się jej marzenie – studia.

James to typowy przywódca szkolnej elity. Wiadomo, ma władzę, nikt mu nie podskoczy,jest arogancki, wszyscy uczniowie się go boją.
Zastanawiacie się zapewne, dlaczego akurat o nich piszę. Co ich łączy? Cicha i spokojna dziewczyna, przywódca grupy szkolnej. A no tajemnica, która zostaje poznana. Ruby wie coś, James próbuje ją zmusić, żeby milczała. Jednak co z tego wyniknie, tego już wam nie powiem.
Mamy tu bardzo fajnie napisaną książkę dla młodzieży. Mamy tu do czynienia z problemami i skomplikowanym życiem młodzieży. Akcja nie zwalnia ani na chwilę, dzięki czemu czytelnik nie nudzi się nawet przez chwilę. Nieprzewidywalne zakończenie jest kolejnym atutem książki. Świetnie wykreowani bohaterowie, pochodzący z dwóch różnych światów doskonale budują atmosferę oraz genialnie podkręcają napięcie.
Myślę, że jest to bardzo dobrze napisana książka dl młodzieży, która może się podobać i zaciekawić.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Koniec świata Izabella Frączyk - recenzja

Koniec świata Izabella Frączyk - recenzja



Książki Izabelli Frączyk, które miałam okazję do tej pory przeczytać bardzo przypadły mi do gustu. Kiedy otrzymałam propozycję recenzji kolejnej książki tej autorki, zgodziłam się bez zastanowienia.
Jak myślicie, czy i tym razem książka przypadła mi do gustu?




Postacie:
Marylka –coywriterka, freelancerka, pracująca na zlecenie w agencji reklamy.
Marcel – kolega z pracy
Krzysztof – zleceniodawca
Laura – koleżanka Marylki
Zyta – zwariowana jedna z klientek
Patryk – kolega Marylki


Fabuła:
Dwudziestokilkuletnia Marylka pracuje w agencji reklamy. Jest bardzo dobrą copiwriterką. Jej jedyną rodziną jest brat i bratanek, którym obecnie się zajmuje, jego ojciec uległ poważnemu wypadkowi. Na szczęście wszystko idzie ku dobremu i brat Marylki, szybko wraca do zdrowia.
Pewnego dnia kobieta zostaje wysłana w sprawach służbowych do Sopotu, tam też pojawia się jej kolega, znany lowelas.
Oczywiście podrywa koleżankę, kiedy okazuje się, że oboje zostali „uwiezieni” w starym, rozpadającym się hotelu, Marcel próbuje swoich sztuczek.
Strach, napięcie, potem alkohol, zimno, wszystko wskazuje na to, że będzie romansik w pracy.
Wydaje się, że to już słodki happy end i żyli długo i szczęśliwie, a tu nie, wszystko zaczyna iść nie po myśli Marylki. Zastanawiacie się zapewne, dlaczego książka nosi tytuł „Koniec świata”. Mogę wam tylko zdradzić, że początkowo chodzi oczywiście o taki klasyczny koniec świata zapowiadany już kilkakrotnie (ja przeżyłam już z 5 końców świat). Początkowo, jednak co będzie dalej…
Przeczytałam z wielką chęcią, nie nudziłam się podczas czytania. Książka napisana ciekawie z kilkoma zabawnymi momentami. Bardzo lekka i przyjemna lektura, może być spokojnie potraktowana jako odstresowywacz.
Bardzo ciekawa kreacja bohaterów, każdy jest na swój sposób inny i ciekawy. Chyba nie ma postaci, której bym nie polubiła.
Polecam serdecznie.


Dla kogo:
Dla każdej z was, która ma ochotę na coś lekkiego z lekkim elementem humoru. Z końcem świata w tle, który potrafi namieszać w życiu wielu ludziom.




środa, 21 sierpnia 2019

Nastolatek -jak przetrwać?

Nastolatek -jak przetrwać?
Tak jestem mamą nastolatka!
Wcześniej, bo dziesięć lat temu byłam mamą nastolatki. I wiecie co, cały czas mnie to przeraża.








Jakoś te dziesięć lat temu chyba było mi łatwiej. Nie wiem, czy byłam młodsza, czy może młoda była grzeczniejsza. A może jedno i drugie.

Tylko żebyście sobie nie pomyśleli, że młody jest jakoś bardzo niegrzeczny. Nie nic z tych rzeczy. Jest po prostu zupełnie inny!



I od razu mamy pierwsza i bardzo ważną zasadę:

* NIE PORÓWNUJ DZIECI!!!
Nie porównujemy ani ze starszym rodzeństwem, ani broń boże z kolegami, dziećmi sąsiadów czy znajomych.

Dobra to najważniejsze już wiemy. Nie porównywać, nie porównywać, nie porównywać....powtarzajcie sobie to codziennie rano przed lustrem (oczywiście zaraz po jestem najlepszy,;)).

Każdy nastolatek na swój własny sposób stara się sobie radzić z burzą hormonów, zmianami w organizmie.


U jednych bunt będzie się objawiał na zewnątrz, to taka moja teoria. Co to oznacza. A to nic innego jak bunt wyrażany ubiorem. Taki właśnie rodzaj buntu przechodziła moja córka. W gimnazjum nosiła niebieskie włosy, które z czasem przyjęły formę irokeza, glany, podarte rajstopy, spodnie i oczywiście słuchała punk rocka. Ponieważ nie zaniedbywała nauki, nie było skarg na jej zachowanie w szkole, postawiłam na przeczekanie. Opłaciło się, w liceum młoda miała już normalny kolor włosów, chodziła ubrana „jak człowiek”, teraz pracuje w "korpo" tak, że tak.


 Tu przemiana. Koniec liceum włosy już normalne, perkusja została do dziś.:)



A tu moja córka sprzed roku. Pracuje w korpo, je zdrowo ( jest wegetarianką). 
Jest jednak kilka rzeczy które z nią zostały:  
1.Glany, które wyciąga jak jedzie na koncerty.:) 
2.No i dalej gra na perkusji.;)




Znam jednak bardziej nieprzyjemne sposoby radzenia sobie z dojrzewaniem. Znałam kilka przypadków, gdzie dzieciaki dla rozładowania napięcia ćwiczyły. I nie byłoby w tym oczywiście nic złego, ale one ćwiczyły, aż do utarty przytomności.


Kolejna grupa to oczywiście i tacy, którzy uważają, że są już bardzo dorośli, pozjadali wszystkie rozumy, mogą pić, palić, przeklinać itd.







Tu niestety jest problem, ponieważ nie zawsze udaje się z takim porozmawiać i cokolwiek wytłumaczyć. Ja jednak wychodzę z założenia, że warto próbować, warto zdobyć zaufanie takiego delikwenta i wytłumaczyć co robi źle. I przede wszystkim słuchać czasami również tego między wierszami

Wytłumaczyć, rozmawiać, nie krzyczeć!


I tu mamy kolejną zasadę:


*SŁUCHAMY I ROZMAWIAMY!

Jednak o tym, jak rozmawiać z nastolatkami z nastolatkiem to temat na kolejny artykuł.
I ostatnia grupa to gracze (do tej należy mój nastolatek). Tu wiadomo, komp, gry i nic innego się nie liczy. Jeszcze chodzą do szkoły, ale kto wie co, będzie w szkole średniej. Najlepiej jedliby przy kompie, spali przy kompie itd. Dobrze, że muszą chodzić do toalety, bo tyłki by im przyrosły do krzeseł.


I tu olbrzymia rola rodzica, odciągnąć ich od kompa. Tak ja wie, że, to czasami jest niemożliwe, ale damy radę, musimy się tylko troszkę postarać.


Tu oczywiście temat rzeka, więc mamy temat na kolejny artykuł.



Dlaczego zatem taki, a nie inny tytuł ma mój artykuł?


No właśnie ? Uważam, że na początku my sami musimy sobie pomóc w przetrwaniu. Znaleźć odpowiednie dla naszego dziecka i dla nas rozwiązanie.  Poszukać,  wprowadzić w życie i pomóc temu biednemu nastolatkowi.

Napiszcie proszę w komentarzach jakim typem buntownika jest lub był wasz nastolatek?
- buntownik zewnętrzny
- buntownik wewnętrzny
- buntownik na dorosłego ( wie wszystko najlepiej, pije, pali..)
- gracz.

Moja córka jak zauważyliście to buntownik zewnętrzny, mój syn to gracz.
Jak sobie radziliśmy i radzimy? O tym opowiem wam już niedługo.


piątek, 16 sierpnia 2019

Czekałam na Ciebie Magdalena Krauze - recenzja

Czekałam na Ciebie Magdalena Krauze - recenzja
„Czekałam na ciebie” po pierwsze przepiękna okładka, która zauroczyła mnie od pierwszego spojrzenia.
Ja jestem wzrokowiec i uwielbiam piękne okładki, choć nie zawsze idą one w parze z piękną treścią.
Ciekawi jesteście zapewne, jak to będzie tu?
Ok zaraz postaram się nieco przybliżyć Wam tę propozycję od Wydawnictwa Jaguar.





Postacie:
Paulina – główna bohaterka, singielka, choć niekoniecznie z wyboru, dziennikarka
Igor – dawny kolega Pauliny, obecnie jej szef
Malwa – przyjaciółka i powierniczka Pauliny
Fabuła:
Paulina pracuje w redakcji, dostaje propozycję, żeby objąć funkcję zastępcy naczelnego. Kobieta uwielbia swoją pracę. Niestety skupiona na karierze, nie ma jednak czasu na swoje życie uczuciowe. A może nie spotkała jeszcze tego jedynego? Dziewczyna jest romantyczką, szuka tego jednego jedynego.
Tymczasem nowym naczelnym zostaje jej dawny kolego – jej pierwsza miłość – Igor Gradecki.
Mężczyzna nie rozpoznaje w swojej koleżance z pracy dawnej klasowej „Słonicy”.
Jak łatwo się domyślić w Paulinie odżywają dawne uczucia i wspomnienia.
Jak potoczą się losy tych dwojga?
Czy marzenie Pauliny o miłości pięknej i romantycznej się spełni?
Jest to książka z tych ciepłych i bardzo przyjemnych w czytaniu. Całkiem przyjemna w czytaniu obyczajówka. Bardzo klimatyczna i ciepła książka. Bardzo ciekawa propozycja na lekką i odstresowującą lektura. Bardzo dobrze wykreowanych bohaterów od początku polubiłam i z przyjemnością im kibicowałam, czekając co, z tego wszystkiego wyniknie.
Nie można powiedzieć, że książka jest jakoś odkrywcza i inna niż wszystkie.
Owszem jest przewidywalna, ale fajnie skonstruowana fabuła nie jest nudna. Bardzo podobały mi się metafory i żarty Malwy. Myślę, że ja też mogłabym mieć taką przyjaciółkę.
Super pomysłem było to, że autorka wykorzystały motyw starej miłości, która tu akurat ma okazje, żeby po latach się spełnić.
Dla kogo:
Lekka wakacyjna lektura dla każdej z was które lubią obyczajówki z odrobiną miłości.

czwartek, 15 sierpnia 2019

Zranione uczucia K.A. Figaro - recenzja

Zranione uczucia K.A. Figaro - recenzja
„Zranione uczucia”, to kontynuacja książki „Prosty układ”, czyli gorący i niebezpieczny układ Łucji i Dymitra.
To miał być niby prosty układ. Sex bez zabezpieczenia, bez zobowiązań i bez miłości. Główny bohater twierdzi, że nie jest zdolny do żadnych uczuć, dlatego nie akceptuje, miłości ze strony kochanki.






Postacie:
Dymitr – przystojny, bogaty, bez skrupułów, mówi, że nie jest zdolny do miłości
Łucja- piękna młoda, ambitna, niestety związała się nie z tym bratem
Igor – brat Dymitra.

Fabuła:
Łucja godzi się na układ zaproponowany przez Dymitra. Mimo tego, że ten ciągle ją poniża i wykorzystuje, ona trwa w tym chorym związku, bo uzależniła się od niego.
Jak zareaguje na to los. Czy taki układ ma sens?
Powiem szczerze, że przez całą książkę zastanawiałam się, jak to możliwe, że kobieta godzi się na coś takiego? W zasadzie do tej pory nie umiem tego rozwikłać.
To, co dzieje się między Łucją a Dymitrem, to relacja, która jest wygodna, ale tylko dla jednej strony. Dziewczyna oczywiście jest na straconej pozycji, bo kieruje się uczuciami.
Podobało mi się jednak to, w jaki sposób autorka poprowadziła tę historię.
Nie był to jednak kolejny nudny romans z seksem w tle. To ciekawie poprowadzona intryga za intrygą, która pobudza czytelnika do tego, żeby brnąć dalej i zobaczyć co się wydarzy.
No i słuchajcie zakończenie, które całkowicie mnie zaskoczyło. Autorka pozostawiła tyle pytań bez odpowiedzi, że w zasadzie nie wiemy, co się wydarzyło. Mam nadzieję, że to furtka do kolejnej części książki.
Książkę czytało się bardzo dobrze, w zasadzie dwa wieczory i przeczytana. Fajnie wykreowani bohaterowie, nie są nudni, mają swój indywidualny charakter i styl.
Powiem szczerze, że spodziewałam się kolejnego nudnego romansu z mnóstwem przekleństw i seksu, a dostałam fajny erotyk, z akcją i intrygami w tle, z demonami przeszłości oraz walce z uczuciami i o uczuciach.

Dla kogo:
Dla wszystkich, którzy lubią erotyki, z odrobiną sensacji i obyczajówki.

wtorek, 6 sierpnia 2019

Zjazd absolwentów Guillaume Musso -recenzja

Zjazd absolwentów Guillaume Musso -recenzja
Musso chyba ostatnio większość słyszała o tym młodym i zdolnym pisarzu. Z nim jest tak albo się go uwielbia, albo nie. Ma on bowiem swój specyficzny sposób pisania, który nie wszystkim może odpowiadać. I ja to szanuję, oczywiście. W jego powieściach często przenosimy się w zaświaty, dotykamy aniołów i duchów, ale są też takie, gdzie rozwiązujemy zagadki kryminalne i psychologiczne.






Postacie:
Thomas – pisarz
Vinca – dawna przyjaciółka Thomasa
Fanny – lekarka, dawna przyjaciółka Thomasa i Vinc
Maxim – kolega Thomasa

Fabuła:

Akcja powieści toczy się w nazywanym przeze mnie potocznie dwu czasie. Mamy tu powiem rok 2017, czyli obecny i rok 1992, czyli czasy, kiedy nasi bohaterowie byli uczniami liceum.
Przenieśmy się  zatem do roku 1992. Jest  zima, Tomas (obecnie znany pisarz) mieszka ze swoimi rodzicami na terenie kampusu, tu także mieszka jego koleżanka Vinca.
Chłopak odbiera telefon, od Vinci ,  jest wystraszony i natychmiast rusza do niej. Okazuje się, że dziewczyna jest chora, ma gorączkę, a w ręku trzyma pozytywny test ciążowy. Ponieważ od jakiegoś czasu krążą plotki o jej romansie z nauczycielem Alexis. Dziewczyna nie wiadomo czy to w gorączce, czy z przerażenia krzyczy, że ona nie chciała. Thomas bez zastanowienia rusza do mężczyzny, tam dochodzi do wydarzeń, które bardzo zaważ na jego dalszym życiu, pomagają mu Maxime i jego ojciec. Po powrocie okazuje się, że dziewczyna zniknęła. Nikt nie wiem gdzie, się podziała. Nigdy nie odnaleziono dziewczyny i nauczyciela. Co się z nimi stało? To zagadkowe znikniecie, powoduje, że cały czas ktoś wraca do tych wydarzeń, myśląc, że uda mu się rozwiązać zagadkę.
Mamy zatem rok 2017 na terenie kampusu odbywa się właśnie zjazd absolwentów. Tomas po raz pierwszy od zaginięcia Vinci pojawia się w swoim starym liceum. Już na początku dowiaduje się od znajomego dziennikarza o książce, która powstała na temat dawnych wydarzeń, oraz o nowych śladach, które zostały odkryte podczas remontu szkoły.
Co to oznacza dla naszego bohatera? Jak sprawa sprzed lat wpłynie na jego obecne życie.?
Musicie koniecznie sięgnąć po tę książkę. Czyta się bardzo szybko. Zaskakujące zwroty akcji nie dają nam szansy na odgadnięcie kolejnych wydarzeń. Zakończenie było dla mnie zaskoczeniem.
Dla mnie jak zwykle Musso okazał się genialnym pisarzem, któremu udało się mnie zaskoczyć i przykuć do fotela na kilka dobrych godzin, żeby jak najszybciej dowiedzieć się, jak książka się skończy.
No cóż, pozostaje mi teraz czekać na kolejną książkę tego autora.





Dla kogo:
Dla wszystkich miłośników książek psychologiczno – kryminalnych, oraz dla tych, którzy nie znają jeszcze twórczości Musso – koniecznie.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Szakal L.J. Shen - recenzja

Szakal L.J. Shen - recenzja

Myślałam, że to będzie kolejna idealna książka wakacyjna. Okładka podpowiadała mi, że będzie to kolejny erotyk – romans, który się idealnie czyta podczas weekendowego odpoczynku. Czy tak było? Nie jest to lekki romans, to  książka dość zawiła i emocjonalna historia, która pochłonie was bez reszty.




Postacie:
Jesse – młoda dziewczyna, mocno skrzywdzona przez los, przez ludzi. Stara się ukryć przed światem i przed samą sobą to, co się wydarzyło. Czy to jej się uda?
Szakal – surfer, cwaniaczek, który dostaje to, czego chce. Wypracował wszystko własną pracą (czasami nielegalną, ale to już inna sprawa). Kocha władze, jest w stanie, dla nie zrobić wszystko.

Fabuła:
Jak możecie się domyślić tych dwoje, zgoła różne osoby spotykają się ze sobą. Zapewne zastanawiacie się, jak do tego doszło. Bardzo prosto. Ojczym Jesse jest bogaty, ma ogromne pieniądze, a Szakal tych pieniędzy potrzebuje.
Ponieważ mężczyźnie bardzo zależy na tych pieniądzach, przystaje na propozycję Darrena. Ten wziął sobie za cel swoją pasierbicę i postanowił ją uszczęśliwić. Przywrócić ją do życia. Wybrał do tego zadania rozrywkowego i przebierającego w kochankach Szakala. Mężczyźnie wydaje się, że to bardzo proste zadanie, a sześć milionów bardzo kuszące.
No to już wiecie, czego możecie się spodziewać – mieszanki wybuchowej, która nie pozwoli na nudę.
Oczywiście muszę trochę po marudzić, bo nie byłabym sobą. Chodzi oczywiście o wulgaryzmy, których tu troszkę za dużo. Nie mam nic przeciwko wulgaryzmom dla wzmocnienia akcji, ale jako przerywniki, niestety strasznie mnie irytują.
Cała historia jest dość ciekawa. Było nawet kilka zwrotów akcji, które mnie zaskoczyły. Główne postacie, są niestety przewidywalne i czasami po prostu wkurzają. Myślę jednak, że jest to spowodowane tym, że w takich książkach, mnie akurat jest trudno zaskoczyć. Przeczytałam ich chyba za dużo i dlatego zakończenia, nie są dla mnie zaskoczeniem.
Dla kogo:
Jeśli lubisz romans z intrygą w tle, akcją, która lubi zaskakiwać. To jest to książka właśnie dla ciebie.

piątek, 2 sierpnia 2019

Czytanie, po co to komu?

Czytanie, po co to komu?
Postanowiłam, że we wtorki będę wstawiała post, który nie jest recenzją. Pewnie często będą to artykuły związane z moją pracą, a co za tym idzie z czytaniem.
Mam nadzieję, że się Wam spodobają. Będę wdzięczna za komentarze pod postem, czy chcecie więcej takich wpisów, czy może jednak zostać przy samych recenzjach.

Czytanie – proces poznawczy, jedna z umiejętności nabywanych przez człowieka w procesie edukacji, która umożliwia odbiór informacji przekazywanych za pomocą języka pisanego -Wikipedia.
  


Nuda. Tak zapewne powiedziałaby część młodego pokolenia. Wiem, wiem nie wszyscy i proszę mi tu się nie obruszać zaraz. Przyznać niestety musicie, że większość naszego młodego pokolenia mówiąc, kolokwialnie olewa czytanie. Właśnie, po co nam czytanie. No chociażby po to, żeby przeczytać instrukcje obsługi, rozkład jazdy pociągów itp.


Przy instrukcji obsługi pewnie od razu polegnę, bo powiece, że są przecież obrazki i można krok po kroku odczytać po obrazkach jak co zrobić. No dobra tu się poddaję, ale reszta...?



Kiedy rozmawiam ze swoimi czytelnikami (pracuję w bibliotece), ręce mi czasami opadają.



Oddaje dzisiaj taki siódmoklasista książkę, lekturę oczywiście. Pytam:


- może weźmiesz sobie coś do poczytania, mamy dużo nowości.

Ten spojrzał na mnie spod byka i mówi.

- a nie, nie absolutnie.

No cóż,  odpuściłam.

Nie mogę, powiedzieć lektury biorą, czasami nawet jakąś książkę złapią z regału. Ja tu cała szczęśliwa czytają. O nie, nie kochani, okazał się, że pani powiedział, że osoby, które będą miały dużo wypożyczeń, będą mogły mieć wyższe oceny z zachowania. O masz, więc biorą te książki z półek, zabierają je do domu i przynoszą. Przeczytać już niestety nie, bo to już za dużo zachodu.

Zachęcam, opowiadam, jakie mamy ciekawe książki, patrzą na mnie jak na istotę z innej planety, i wzrokiem mówią:

Czego ty do mnie kobieto mówisz?

Teraz kilka poważnych faktów. Co daje nam czytanie:


  • wzbogaca nasze słownictwo, żebyśmy  mogli powiedzieć coś więcej niż eeeeee, yyyyyyy, hmmmm
  • rozwija naszą wyobraźnię, jest świetnym relaksatorem i odstersowywaczem
  • rozwija nasze umiejętności poznawcze
  • poszerza naszą wiedzę
  • rozwija nasza umysł i poprawia pracę mózgu
  • poprawia koncentrację i analityczne myślenie
  • pomaga nauczyć się empatii
  • poprawia umiejętność pisania.
  • uczy od najmłodszych lat trudnej sztuki wyboru
  • uczy nas jak wyznaczać i realizować swoje cele.
 


 Powiecie mi to wszystko frazesy, czcze gadanie i takie tam naukowe pierdoły. Ok, ale skąd wiecie, że to, co wy myślicie, jest prawdziwe. A spróbujcie iść do najbliższej biblioteki, zapytajcie przemiłej pani bibliotekarki (to takie trochę naciąganie, sama wiem, że nie wszystkie są miłe, ale co tam), o jakąś ciekawą książkę, a najlepiej pochodźcie między pólkami i weźcie tą, która do Was zawoła. Nie wiem okładką, grubością, a może tym, że jest niepozorna i cieniutka. Weźcie ja do domu i spróbujcie, się przełamać i dać jej szansę.

 

Ja wiem, nie od razu Kraków zbudowano, dlatego nie porywajcie się od razu na książkę, grubości 700s. Zacznijcie może od jakiejś cieniutkiej, niepozornej.

Może Was przekona, że czytanie jest fajne i bardzo trendy. Zawsze możecie podzielić się swoją pasją z kolegami na Facbook'u czy Instagramie. Z książką w ręku też wygląda się ładnie.

czwartek, 1 sierpnia 2019

Do czego służy biblioteczka?

Do czego służy biblioteczka?
Moim marzeniem od zawsze było mieć dużą biblioteczkę w domu, mam kilka półek. Po części marzenie się spełniło, pracuję w bibliotece, więc regałów mam pod dostatkiem. Już teraz wiem, co znaczy układanie książek na półkach, porządkowanie ich, szczególnie po remontach.
Nie o tym jednak miałam pisać.
Biblioteczka w domu, czyli mega dużo półek, na których mamy poukładane książki, które już przeczytaliśmy, bądź czekają na przeczytanie.
Okazało się jednak, że to tak nie działa.
Biblioteczka to mebel przecież, no chyba każdy o tym wiem. Skoro mebel, to ma ładnie wyglądać.
Dowiedziałam się ostatnio, że skoro ma ładnie wyglądać, to nie mogą się na nim znaleźć przypadkowe książki.
Zdziwiona zapytałam, to ty nie przeczytałaś tych książek, i nie masz zamiaru ich czytać.



No i okazało się, że to nie książki to stroiki, ozdobniki czy jak kto woli to nazwać.
Okładki pasowały kolorystycznie do wystroju mieszkania, wszystkie książki tej samej wielkości lub zbliżonej.

Świat się kończy, pomyślałam. Zaraz przypomniałam sobie moich kilka półek, oczywiście mam ich za mało, więc książki leżą jedne na drugich. Posegregowane raczej na te przeczytane i nieprzeczytane. Jeśli chodzi o kolorystykę na moich półkach, jest bardzo przypadkowa.


No i co wyszło, że bałagan mam i tyle.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że spotkałam się już u kilku znajomych z takim podejściem do książek i biblioteczek.
Ja rozumiem porządek na półkach, ale żeby nie czytać? Tylko stawiać po to, żeby ładnie wyglądało i pasowało do wystroju.?
No świat się kończy.

Ciekaw jestem, jak Wy traktujecie wasze biblioteczki, jako ozdobniki, czy czytacie to, co tam zgromadziliście? Mniemam, że są tu też takie osoby, które powiedzą, że przecież można czytać i jednocześnie mieć ozdobną biblioteczkę. Zgadzam się z tym w całej rozciągłości.
Jak to jest u was?

wtorek, 30 lipca 2019

Milion nowych chwil Katherine Center - recenzja

Milion nowych chwil Katherine Center - recenzja



Wyobraź sobie, że jesteś młoda, piękna i właśnie oświadczył ci się facet, którego kochasz. Tak, już widzę ten uśmiech.
A teraz wyobraź sobie, że w minucie to wszystko się rozpada i tracisz swoje dotychczasowe życie.
Nie podoba cię się to? No cóż, nie zawsze życie ma ułożony idealny scenariusz dla nas.
Katherine Center w książce pt. " Milion nowych chwil '' udowadnia nam, że życie to chwile, które mogą być cudne i szczęśliwe, ale mogą też być pełne łez i smutku.
Mamy tu historię miłosną, która dotyczy niekoniecznie tej miłości fizycznej, ale taką o wewnętrznej sile, determinacji w walce, wiary we własne siły, oraz miłości, która nie przychodzi łatwo.

Postacie:
Margaret Jacobson – główna bohaterka, ma wszystko urodę, inteligencję i ukochanego mężczyznę, kochająca rodzinę, ma właśnie zacząć wymarzoną pracę.
Chip – chłopak – narzeczony Margaret
Ian – pracuje w szpitalu, jako fizjoterapeuta.
Kitty – siostra Margaret



Fabuła:
Margaret, piękna, młoda, właśnie odbyła się jej rozmowa kwalifikacyjna i jest ogromna szansa, że dostane wymarzoną pracę.
Niestety życie szykuje dla mnie zgoła inny scenariusz.
W Walentynki podczas przelotu jej chłopak – pilot, poprosił ją o rękę. Niestety podczas lądowania dochodzi do tragedii. Wtedy to życie dziewczyny robi obrót o 180 stopni.
Traci wszystko, pracę, narzeczonego, musi walczyć o swoje zdrowie. Czy podoła tym wszystkim przeciwnościom losu? Kto wie.
Bardzo przypadł mi do gustu styl pisarki. Pierwszoosobowa narracja pozwala nam na lepsze poznanie wszystkich bohaterów. Jeśli chodzi o nich, to są bardzo dobrze wykreowani. Każdy z nich jest na swój sposób indywidualistą, ciekawie przedstawionym i opisanym.
W zasadzie nie miałam ulubionej postaci, choć bardzo kibicowałam Margaret, mając nadzieję, że jednak poradzi sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu.
W sumie to opowieść, która mogłaby wydarzyć się naprawdę.
Autorka pokazuje nam, jak ważne jest to, czego, nie doceniamy: życie, piękno, zdrowie.
Książka czyta się bardzo szybko, w zasadzie nie wiadomo kiedy znalazłam się w jej połowie, a później na końcu. 




Dla kogo:
Myślę, że to jedna z tych książek, które po prostu trzeba i warto przeczytać. To powieść, która zmusza do zatrzymania się, przemyślenia pewnych rzeczy i refleksji nad własnym życiem.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Muza.