środa, 13 listopada 2019

𝕁𝕖𝕘𝕠 𝕓𝕒𝕓𝕖𝕔𝕫𝕜𝕒 -ℙ𝕖𝕟𝕖𝕝𝕠𝕡𝕖 𝔹𝕝𝕠𝕠𝕞 -𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

𝕁𝕖𝕘𝕠 𝕓𝕒𝕓𝕖𝕔𝕫𝕜𝕒 -ℙ𝕖𝕟𝕖𝕝𝕠𝕡𝕖 𝔹𝕝𝕠𝕠𝕞 -𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒
Jego babeczka jest trzecią już częścią zaraz po „Jego bananie” oraz „Jej wisienkach” książką Penelope Bloom. Niestety nie miałam przyjemności przeczytać poprzednich książek tej autorki. Jednak jeśli nadarzy się taka okazja, na pewno po nie sięgnę.



Fabuła:
Książka jest z gatunku tych do pośmiania się, ale zawiera również watki obyczajowe.
Rayan jest bogaty, ma siec piekarni, postanawia, zorganizować przyjęcie na Heellowen. Do pomocy zatrudnia dziewczynę, która ma mu pomóc ogarnąć dekoracje. Początkowo spotkanie to miało mieć charakter ściśle związany z pracą, jednak cos poszło nie tak.
Rayan po wcześniejszych przejściach z kobietami, boi się ponownie zaangażować. Jednak już po pierwszym spotkaniu zorientował się, że cos go do tej kobiety ciągnie.
Emily, no cóż, artystka, która stara się skupić na swojej karierze i rozwoju. Zimą wyjeżdża do Paryża na studia, więc nie jest początkowo zainteresowana romansem. Kiedy po spotkaniu okazuje się, że ona i Rayan już się kiedyś spotkali. Powracają wspomnienia….
Czy Emily uda się zrealizować swoje marzenia o Paryżu? O co właściwie chodzi z tą babeczką?






Książka napisana w bardzo przystępny sposób, ciekawie wykreowani bohaterowie. Wiecie, nie jest to jakaś górnolotna lektura, to raczej taka zwykła książka, kiedy chcemy się odprężyć i po prostu coś poczytać.
To taka wiecie książka na jedno popołudnie.




Podsumowanie:
Super relaks w sobotnie popołudnie. Piękne wydanie może być pretekstem do kupienia książki w prezencie.
Polecam.

wtorek, 5 listopada 2019

𝕄𝕒𝕣𝕥𝕨𝕪 𝕤𝕖𝕫𝕠𝕟, 𝔸𝕟𝕖𝕥𝕒 𝕁𝕒𝕕𝕠𝕨𝕤𝕜𝕒- 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

𝕄𝕒𝕣𝕥𝕨𝕪 𝕤𝕖𝕫𝕠𝕟, 𝔸𝕟𝕖𝕥𝕒 𝕁𝕒𝕕𝕠𝕨𝕤𝕜𝕒- 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Anety Jadowskiej. Przeczytałam wiele opinii – pozytywnych- na temat jej książki Trup na plaży i postanowiłam sprawdzić sama, czy faktycznie jej książki są warte polecenia. Ja to mam tak, że, jak coś jest mocno chwalone, ja do tego podchodzę jak do jeża. Ostrożnie i z rozwagą, muszę sama to sprawdzić i się osobiście przekonać.
Jak wypadła moja recenzja czy będzie pozytywna, czy negatywna? Przeczytajcie.





Fabuła:
Pensjonat Wielkiej Niedźwiedzicy boryka się z problemami finansowymi. Mało gości, bo pogoda pod psem. Pada, zimno to i wszyscy uciekają znad morza. Magda – głowna bohaterka- ma wiele różnych spraw dna głowie. Po pierwsze pensjonat, który staje na skraju bankructwa, po drugie babcia, która boryka się z demonami przeszłości, chora i uziemiona Tamara…
Pomyślicie pewnie, że to klasyczny kryminał z elementami thrillera, ja też tak myślałam, kiedy przeczytałam tytuł. Nic bardziej mylnego.
Autorka odchodzi od klasycznej wersji kryminału, który musi być mroczny, krew się leje i trup słania. Tu mamy elementy humorystyczne, które w doskonały sposób rozluźniają atmosferę, kiedy jest taka potrzeba. To wiele zabawnych sytuacji z codziennego życia pensjonariuszy. Nie brakuje tu jednak dramatyzmu. To również opowieść o kobietach, których życie nie było usłane różami, mamy tu również Ustkę, w której zbolałe serca znajdują ukojenie.
Niestety nie czytałam pierwszej części, więc nie wiem, jak to wyglądało, jednak tu podobała mi się tajemniczość i trochę mrocznych elementów. Pocieszające jest jednak to, że na końcu widać światełko w tunelu.
Ja zaczęłam od drugiej książki o Ustce, jednak myślę, że warto jednak najpierw przeczytać pierwszą. Tam poznajemy bohaterów, łatwiej wtedy chyba wejść od razu w klimat książki.
Bohaterowie są bardzo charakterystyczni i bardzo dobrze wykreowani. Można ich polubić od pierwszego przeczytania.









Podsumowanie:
Moją pierwszą przygodę z książkami Anety Jadowskiej uważam za bardzo udaną. Podobał mi się trochę nieoczywiste spojrzenie na kryminał. Połączenie z elementami obyczajowymi.
Myślę, że na pewno sięgnę po pierwszą części, bo jestem jej bardzo ciekawa.
Polecam serdecznie.

poniedziałek, 4 listopada 2019

𝕄𝕠𝕟𝕒 𝕂𝕒𝕤𝕥𝕖𝕟, ℍ𝕠𝕡𝕖 𝔸𝕘𝕒𝕚𝕟 - 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

𝕄𝕠𝕟𝕒 𝕂𝕒𝕤𝕥𝕖𝕟, ℍ𝕠𝕡𝕖 𝔸𝕘𝕒𝕚𝕟 - 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒
Kolejna książka Mony Kasten, poprzednie trzy części bardzo przypadły mi do gustu. Jesteście ciekawi czy ta również mi się podobała?







Fabuła:
Głowna bohaterka Everly Penn, uczęszcza na kurs pisania. Kurs jak kurs, ale wykładowca. Jak to często w życiu bywa studentka czy uczennica zakochuje się w swoim wykładowcy. Przystojny i bardzo inteligentny Nolan skradł jej serce. Czy jednak dziewczyna może poczuć się przy nim całkowicie bezpiecznie?
Kurs kreatywnego pisania to doskonała okazja do poznania swoich kursantek. Można przecież tak pokierować pracą i tak sformułować jej temat, że poznanie drugiej osoby staje się bardzo proste.
Kiedy Everly pisze swoje opowiadania, zadawane przez Nolana są one bardzo prawdziwe i szczere.
Okazuje się jednak, że wszyscy mamy tajemnice. Nawet wiecznie pomocny i zadowolony z życia Nolan coś ukrywa.
Czy uda się tym dwojgu nawiązać takie relacje, żeby sobie wzajemnie pomóc?
A może ich relacje będą się układały tak, że guzik z tego wyjdzie?
Jest to już czwarta część serii, nie musicie jednak znać poprzednich, żeby z powodzeniem czytać którykolwiek. Nie są one jakoś specjalnie ze sobą powiązane.
Mony Kasten ma bardzo fajny styl pisania, który pozwala nam na bardzo szybkie przeczytanie książki. W zasadzie to nawet nie wiemy kiedy, a tu okazuje się, że już mamy koniec książki.
Jak zwykle bardzo dobrze wykreowani bohaterowie, świetnie rozbudowana fabuła sprawia, że czyta się ją bardzo dobrze. Bohaterowie dają się lubić, myślę, że to tez jest bardzo ważne podczas czytania, jeśli solidaryzujemy się z bohaterem.

Podsumowanie:
Kolejna bardzo dobrze napisana część, świetna propozycja dla młodzieży. Myślę, że to jedna z tych książek, która może zachęcić młodzież do czytania.
Polecam.

poniedziałek, 28 października 2019

𝕂𝕒𝕥𝕒𝕣𝕫𝕪𝕟𝕒 ℙ𝕦𝕫𝕪ń𝕤𝕜𝕒 ℙ𝕠𝕜𝕣𝕫𝕪𝕜 - 𝕤𝕖𝕣𝕚𝕒 𝕫 ℙ𝕠𝕕𝕘ó𝕣𝕤𝕜𝕚𝕞- 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

𝕂𝕒𝕥𝕒𝕣𝕫𝕪𝕟𝕒  ℙ𝕦𝕫𝕪ń𝕤𝕜𝕒 ℙ𝕠𝕜𝕣𝕫𝕪𝕜 - 𝕤𝕖𝕣𝕚𝕒 𝕫 ℙ𝕠𝕕𝕘ó𝕣𝕤𝕜𝕚𝕞- 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒
Czytacie serię Kasi Puzyńskiej o Podgórskim, Kopp, Strzałkowskiej i całej reszcie? Ja uwielbiam wszystkie części. Moja miłość do tych książek wynika chyba też z tego, że czytając, odwiedzam przy okazji okolice, które często odwiedzałam jako młoda dziewczyna. Bachotek, gdzie jeździliśmy z moim ówczesnym chłopakiem (teraz mężem) na biwaki. Brodnica, którą odwiedzam do dziś (mam tu chrześniaczkę). Poza tym to, wszystko dzieje się 50 km od mojego Działdowa, to wiecie prawie już jak u mnie.:)
Co tym razem wymyśliła autorka? Powiem wam tylko tyle, że wyszedł z tego rollercoaster i to taki mega.







Fabuła:
Zaczynamy mocno, bo od tego, że Klementyna Kopp (moja ulubiona bohaterka) jest widziana na miejscu zbrodni. Ofiara to starsza kobieta, która ginie podczas kąpieli. Nie wiadomo w zasadzie, czy jest to zabójstwo, bo kobieta umiera porażona prądem od suszarki, której używała podczas kąpieli. Można by przypuszczać, że gdyby nie to, że widziana była tam Kopp, to uznałoby to za nieszczęśliwy wypadek, a tak…
Daniel podgórski oczywiście nie wierzy, że jego przyjaciółka mogłaby popełnić taką zbrodnię. Z racji tego, że zostaje odsunięty od śledztwa, postanawia na własną rękę szukać odpowiedzi na nurtujące go pytania. Co znajdzie? Czy Klementyna jest faktycznie niewinna? Jaki jest jej udział w sprawie?
„Pokrzyk” to już 11 z części cyklu o komisarzu Podgórskim i Lipowa. Kolejna i tak samo, jak pozostałe części dobra. Wszystko jest tu jak zwykle przemyślane, dopracowane i dopięte na ostatni guzik. Uwielbiam bohaterów, którzy są bardzo dobrze wykreowani. Każdy z nich jest bardzo charakterystyczny. Są oczywiście tacy, których lubię bardziej i tacy, którzy mi trochę działają na nerwy. Jednak uważam, że każdy z nich świetnie spełnia swoją funkcję i idealnie dopełnia całość.
Co zatem autorka przygotowała dla nas autorka tym razem. Tego oczywiście Wam nie zdradzę. Powiem wam tylko, że tym razem nie wszyscy okażą się ideałami. To zapewne spowodowało, że czytałam i zastanawiałam się co będzie dalej. Jak to się wszystko rozwiąże.
I tym razem Puzyńska nie zawiodła mnie, jeśli chodzi o przygotowanie intrygi i wszystkich szczegółów z nią związanych. Tym razem znowu zostałam przechytrzona przez autorkę i kiedy już myślałam, że wiem, ups okazywało się jednak, że nie tym razem.
Podoba mi się to, że muszę uważnie śledzić każdy watek, żeby niczego nie przeoczyć, lubię być zaskakiwana, a Kasia Puzyńska potrafi zaskoczyć ilością i jakością zabójstw, ich pomysłowością. Lubię też wielowątkowość w jej powieściach. Zmusza to mnie (pewnie was też) do uważnego czytania i łączenia ze sobą kolejnych elementów tej zagmatwanej układani. Tak kochani, bo tu każdy element jest ważny, nie ma tu nic takiego, co jest nikomu do niczego niepotrzebne. Tu wszystko ma swój cel czasami to kolejny element układanki a czasami to chęć zadziałania na nasze emocje.






Podsumowanie:
Książka jak zwykle nie należy do cieniasów. Liczy sobie ponad 600 stron, jednak nie ma się co przerażać, czyta się ją błyskawicznie.
Polecam bardzo, bardzo serdecznie.

ℑ𝔩𝔬𝔫𝔞 𝔊𝔬łę𝔟𝔦𝔢𝔴𝔰𝔨𝔞 𝔓𝔬𝔷𝔴ó𝔩 𝔪𝔦 𝔨𝔬𝔠𝔥𝔞ć- 𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞

ℑ𝔩𝔬𝔫𝔞 𝔊𝔬łę𝔟𝔦𝔢𝔴𝔰𝔨𝔞 𝔓𝔬𝔷𝔴ó𝔩 𝔪𝔦 𝔨𝔬𝔠𝔥𝔞ć- 𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞
Ilona Gołębiewska, o ile mnie pamięć nie myli to moje drugie spotkanie z tą pisarką. Pierwsze było średnio udane, jednak postanowiłam zrobić drugie podejście.





Jesteście ciekawi, co z tego wynikło? Zapraszam do przeczytania recenzji.
Postacie:
Sabina – główna bohaterka
Leszek – jeden z gości dworku
Emil – zarządca dworu
Aniela – matka Sabiny
Klara – córka Sabiny
Znachor – zielarz

Fabuła:
Sabina Horczyńska profesor chemii, naukowiec, zostaje oskarżona na konferencji prasowej dotyczącej jej badań na temat składu leków, o współpracę z  jednym z koncernów farmaceutycznych oraz o przyjęcie łapówki. Sprawa trafia oczywiście do prokuratora, Sabina z depresją do psychoterapeuty.
Kiedy kobieta jest już na skraju wyczerpania nerwowego, jej córka Klara wpada na pomysł, żeby ta pod nieobecność Anieli – swojej matki, babki Klary, pojechała na Lipowe Wzgórze.
Sabina jest skłócona ze swoją matką, jednak kiedy dowiaduje się, że ta wyjeżdża w podróż, po namyśle postanawia zamieszkać w dworku i tam odpocząć od wszystkich złych ludzi i wydarzeń, które są dla niej traumatyczne.
Po przyjeździe Sabina próbuje poukładać swoje sprawy i uporać się z przeszłością. Czekaj ją jeszcze kilka spraw w sądzie, ale kobieta ma nadzieję, że pobyt w tak cudownym miejscu ukoi nerwy i pozwoli jakoś przetrwać te dni do rozprawy.
O dziwo, pobyt okazuje się bardzo udanym pomysłem. Kobieta powoli dochodzi do siebie, zaczyna też interesować się zielarstwem i odkrywać dary, które szykuje dla nas natura.
To nie wszystkie niespodzianki, jakie przygotowała dla nas czytelników autorka.
Jednak nie będę wam psuła przyjemności i … oczywiście nic nie powiem.
Jest to powieść w zasadzie poświęcona losom Sabiny, jej dziadka i matki. Jednak jest to też opowieść o tym, jak trudne czasami bywają relacje rodzinne. Tu ciągłe napięcie między kobietami doprowadza do kłótni i niepotrzebnych scysji. Wynika to z ich bardzo silnych osobowości, obie są uparte, obie uważają, że mają rację. Żadna nie chce odpuścić.
Ilona Gołębiewska przypomina nam tu również bardzo ważną rzecz, mianowicie przewrotność losu. Dziś masz wszystko, jutro nie masz nic, dlatego warto, doceniać to, co mamy. To, co najważniejsze pielęgnować.
Zauroczyły mnie również piękne opisy, przez chwilę poczułam się jakbym była w dworku, poczułam zapach lip i ciepłe promienie słońca.
Jest to książka przepełniona uczuciami zarówno tymi dobrymi, jak i tymi trochę gorszymi. Na szczęście te dobre jak zawsze okazują się silniejsze.
Ciekawostką są dołączone przepisy na ziołowe mieszanki, które pomogą nam zadbać o urodę.




Podsumowanie:
Tym razem moja przygoda z książką Ilony Gołębiewskiej okazała się bardzo ciekawa i satysfakcjonująca. Polecam serdecznie. Jeśli nie macie pomysłu na prezent dla przyjaciółki, to już wiecie co kupić.
Zachęcam i polecam serdecznie.



wtorek, 22 października 2019

𝔎𝔰𝔷𝔱𝔞ł𝔱 𝔫𝔬𝔠𝔶 𝔗𝔢𝔰𝔰 𝔊𝔢𝔯𝔯𝔦𝔱𝔰𝔢𝔫 -𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞

𝔎𝔰𝔷𝔱𝔞ł𝔱 𝔫𝔬𝔠𝔶 𝔗𝔢𝔰𝔰 𝔊𝔢𝔯𝔯𝔦𝔱𝔰𝔢𝔫 -𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞
Uwielbiam Tess Gerritsen i jej medyczne kryminały. Nie czytałam, żadnych recenzji „Kształtów nocy” dlatego tez spodziewałam się jak zwykle u tej autorki, lekarzy, szpitala, patologa itp.
A tu okazało się, że to coś zupełnie nowego, innego. Jaki to gatunek, powiedziałabym, że to hybryda, łączy w sobie kryminał, erotyk, fantasy.
Czy jednak nie jest tak, że co za dużo to niezdrowo?




 





Postaci:
Ava- główna bohaterka
Dawny właściciel domu – duch
Fabuła:
Ava młoda kobieta, która wynajmuje, zdawać by się mogło, zaciszny i spokojny dom, w którym zamierza dokończyć swoją książkę kucharską, oraz uciec od przeszłości.
Dom jest piękny w środku, jednak początkowo odpycha Avę. Jednak kiedy kobieta wchodzi do środka, ma wrażenie, że dom ją zaakceptował. Nie wiemy, jaką tajemnice skrywa kobieta, jednak mieszkańcy miasteczka też są bardzo skryci, więc nikt się nie wtrąca do jej życia. Okazuje się jednak, że dom nie jest całkiem opustoszały, przebywa w nim ktoś…
Nie będę wam psuła niespodzianki, więc nie powiem.
Tak w zasadzie ciężko pisać tu o fabule nie zdradzając szczegółów, które są istotne i budują atmosferę książki.
No właśnie atmosfera to właśnie to, co robi całą robotę w tej powieści.
To ona powoduje, że nie możemy się doczekać, co będzie dalej. Budowanie napięcia, manipulowanie naszymi emocjami to najlepszy element całej historii. Wielowątkowość, która daje duże pole do popisu, jeśli chodzi o emocje wzbudzane w czytelniku. Wyciszenie miesza się ze sporym napięciem co się dalej stanie, strach z erotyką.
Autorka świetnie kreuje swoje postacie, są charakterystyczne i od początku dają się lubić.
Lubię książki, które mają elementy spirytystyczne, a poniew
aż tu takowe są, więc byłam usatysfakcjonowana.






Podsumowanie:
Powiem tak, jestem fanką Tess, na początku byłam trochę zdziwiona, bo to przecież nie to, czego się spodziewałam. Jednak każda kolejna strona coraz bardziej wciągała i pochłaniała. Coraz bardziej przekonywała, że to ta sama Tess tyle, że trochę inny gatunek literacki.
Mnie to nie przeszkadzało. Jestem jak najbardziej na tak.

Polecam.

niedziela, 20 października 2019

𝔖𝔭𝔢ł𝔫𝔦𝔬𝔫𝔶 𝔰𝔢𝔫 ℑ𝔷𝔞𝔟𝔢𝔩𝔩𝔞 𝔉𝔯ą𝔠𝔷𝔶𝔨 - 𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞

𝔖𝔭𝔢ł𝔫𝔦𝔬𝔫𝔶 𝔰𝔢𝔫 ℑ𝔷𝔞𝔟𝔢𝔩𝔩𝔞 𝔉𝔯ą𝔠𝔷𝔶𝔨 - 𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞
Izabela Frączyk to moje tegoroczne odkrycie, autorka, na której książki czekam z niecierpliwością, która jeszcze mnie nie zawiodła. Czy i tym razem książka okazał się dobra? A może już mi się przejadło i nie sięgnę więcej po jej powieści?
Przekonacie się, jeśli dotrwacie do końca tej recenzji.



Postacie:
Beata – główna bohaterka. Właśnie wybiera się do Częstochowy, żeby zająć się ciocią
Robert – chłopak Beaty
Witek – właściciel restauracji i sklepu ogrodniczego
Julka – pisarka, u której Beata wynajmuje domek

Fabuła:
Kiedy właściciele firmy, w której pracuje Beata, zostają aresztowani, a firma upada,  postanawia wyjechać do Częstochowy, do swojej nielubianej ciotki. To jak jej się wydaje jedyna perspektywa, która w jej obecnej sytuacji może ją uratować.
Podróż jak to zwykle bywa, obfituje w różne przygody. Jedną z nich jest pobyt na pewnej małej stacji benzynowej. Tam poznaje ludzi, którzy proponują jej pracę. Kobieta początkowo odmawia, jednak po dotarciu do ciotki, która okazuje się bardziej zgorzkniała, niż było wcześniej, Beata wraca na stację benzynową. Początkowo powrót związany jest, z tym że zostawia tam portfel. Jednak po odzyskaniu swojej zguby oraz ponownej propozycji pracy kobieta postanawia skorzystać z propozycji i przyjmuje ofertę pracy.
Mówi się, że sen w nowym miejscu się sprawdza, pytanie tylko, kiedy? Dlaczego pisze tu o śnie, a no dlatego, ze Beata w nowym miejscu ma sen. Nie jest to sen z tych co to chcielibyśmy, żeby się spełnił. Nie napiszę jednak o co chodzi, bo przeciez nikt nie lubi spojlerów. Prawda?



Beata spodobała mi się od razu. To kobieta stanowcza, twardo stąpająca po ziemi, wydawać by się mogło, że wie czego, chce.
Jednak tu życie postanawia spłatać jej małego figla i usypia jej czujność.
Jej perypetie są opisane bardzo realistycznie, myślę, że spokojnie taka Beata mogłaby istnieć w realnym życiu.
Książa napisana w bardzo lekkim języku. Czyta się piorunem, lekka i bardzo przyjemna historia, pochłania nas od samego początku bez reszty. Taka idealna lektura na weekend.
Autorce udaje się stworzyć historię, która odbiega od oklepanych schematów obyczajówek.

Podsumowanie.
Polecam, polecam, polecam.
Dla mnie jak zwykle idealna lektura, żeby trochę zapomnieć o pracy, obowiązkach itd.
Można już zacząć myśleć o gwiazdkowych prezentach, a ta książka to idealny prezent dla kobiety, która lubi powieści obyczajowe.

wtorek, 15 października 2019

𝒫𝒮 𝒦𝑜𝒸𝒽𝒶𝓂 𝒞𝒾ę 𝓃𝒶 𝓏𝒶𝓌𝓈𝓏𝑒 𝒞𝑒𝒸𝑒𝓁𝒾𝒶 𝒜𝒽𝑒𝓇𝓃 - 𝓇𝑒𝒸𝑒𝓃𝓏𝒿𝒶

𝒫𝒮 𝒦𝑜𝒸𝒽𝒶𝓂 𝒞𝒾ę 𝓃𝒶 𝓏𝒶𝓌𝓈𝓏𝑒 𝒞𝑒𝒸𝑒𝓁𝒾𝒶 𝒜𝒽𝑒𝓇𝓃 - 𝓇𝑒𝒸𝑒𝓃𝓏𝒿𝒶
Kontynuacja książki „P.S. Kocham Cię” nie powiem, miałam pewne obawy, kiedy okazało się, że pojawiła się kolejna część bądź co bądź klasyka.
Wiecie, jak to jest z tymi kolejnymi częściami, czasami wydaje się, że są na siłę, niekoniecznie potrzebne i niekoniecznie fajne.
Może jednak ten okaże się spoko – pomyślałam.
Przeczytałam!






Bohaterowie:
Holly – bohaterka pierwszej i drugiej części
Gabriel – nowy facet Holly
Klub P.S. Kocham Cię.

Fabuła:
Kiedy czyta się pierwszą część, ma się wrażenie, że dominującym uczuciem jest współczucie dla głównej bohaterki. Listy pozostawione jej przez zmarłego męża są wzruszające, ale zarazem przypominają nam, że nie ma go już, zabrała go podstępna choroba.
W kontynuacji „P.S. Kocham Cię na zawsze” w zasadzie też krążymy wokół chorych osób, jednak wydźwięk tego jest zupełnie inny. Bardziej pozytywny.
Zatem kim są członkowie klubu. Początkowo to natrętni ludzie, którzy nachodzą biedną Holly, po tym, jak ta nagrała podcast o listach, które dostawała od Gerry’ego. Kobieta nie ma ochoty uczestniczyć w spotkaniach klubu, boi się, że wrócą jej wspomnienia, że pogrąży się znowu w żałobie, przypomną jej się wszystkie chwile, które spędziła z mężem, podczas jego choroby. Kiedy dowiaduje się, że powstał klub, gdzie śmiertelnie chorzy ludzie chcą powielić pomysł jej męża, odmawia pomocy. Jest przekonana, że nie chce do tego wracać, że to już zamknięty rozdział w jej życiu. Wiadomo jednak, że czasami los płata nam figle i podejmuje za nas zupełnie inne decyzje, niż byśmy chcieli.
Holly niechcący zostaje jednak zaangażowana w życie tych ludzi.
Jest to dla niej swego rodzaju terapia, skupianie się tym razem nie na sobie tylko na tym, co przezywał jej mąż, kiedy przygotowywał dla niej listy. Okazuje się, że żeby poczuć bliskość swojego męża, nie jest jej potrzebny ich dom, ich rzeczy, czasami trzeba się oderwać od swoich spraw, żeby poczuć coś niesamowitego.
Dzięki pomocy w klubie Holly uświadamia sobie, że jednak nie do końca pozamykała swoje sprawy związane z żałoba i to ma duży wpływ na jej relacje z Gabrielem.
Zakończenie, no cóż, to była dla mnie niespodzianka i dla was niech również zostanie niespodzianką.







Podsumowanie:

Uff nie zawiodłam się, warto przeczytać, tyle Wam powiem.

środa, 9 października 2019

𝔎𝔱𝔬 𝔰𝔦ę ś𝔪𝔦𝔢𝔧𝔢 𝔬𝔰𝔱𝔞𝔱𝔫𝔦 𝔄𝔪𝔶 𝔊𝔢𝔫𝔱𝔯𝔶 - 𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞

𝔎𝔱𝔬 𝔰𝔦ę ś𝔪𝔦𝔢𝔧𝔢 𝔬𝔰𝔱𝔞𝔱𝔫𝔦 𝔄𝔪𝔶 𝔊𝔢𝔫𝔱𝔯𝔶 - 𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞
Stend-up, to coś uwielbiam. Lubię kabarety, ale zdecydowanie wolę rozmowy z komikami na żywo. W zasadzie wszystko się może wtedy zdarzyć. Nigdy nie wiemy, co nas czeka. Dlatego bardzo zainteresowała mnie ta książka.









Postacie:

Dana – Głowna bohaterka
Amanda – kobieta, psychopatka?, programistka



Fabuła:
Dana to początkująca stend-uperka, której jest na początku swojej drogi do wielkiej sceny i splendoru. Jest ona Mało znana w branży, nikt w zasadzie nie kojarzy ją z tym zawodem. Wszystko się jednak zmienia, kiedy Dana spotyka na swojej drodze Amandę. To wydawałoby się miła dziewczyna, która …no właśnie, zawsze jest jakieś, ale. Nasza bohaterka nie ma jak do tej pory szczęścia. Jej szanse na sukces są znikome. Wybijają się raczej faceci, kobiety no cóż, są zazwyczaj obiektem molestowania. Kiedy kobieta postanawia wziąć udział w konkursie, korty może rozwinąć jej karierkę, okazuje się, że w jury zasiada jej dawny oprawca. Komik wysoko postawiony, który molestował dziewczynę, zresztą nie tylko ją, ale wszystkie jakoś bały się zareagować. Kiedy któregoś dnia po kolejnym nieudanym występie w barze, kobieta zaczyna się zwierzać przypadkowo poznanej dziewczynie, jej życie zaczyna się zmieniać.
Nieoczekiwanie jest druga w konkursie, po którym kariera rozwija się w zastraszającym tempie.
Nasza komiczka nie jest może najlepsza, ale wiadomo jak mamy dobrą osobę, która nas pokieruje, poprowadzi za rękę, pokombinuje za nas, mamy szansę na wybicie się. I to właśnie spotyka naszą bohaterkę. Z jednej strony jej wybawienie napędza karierę, z drugiej okazuje się psychopatką i stalkerką.
Niestety więcej nie mogę napisać, bo za dużo musiałabym.



Podsumowanie:
„Kto się śmieje ostatni” to doskonały przykład jak my kobiety jesteśmy traktowane przez mężczyzn, jak niektóre zawody są faworyzowane przez płeć.
Mamy tu przedstawiony doskonały schemat ofiara – oprawca. Gdzie oprawca to facet a ofiara to kobieta. Amanda – choć jest tu czarnym charakterem – ma słuszne przesłanki, żeby wymierzyć karę oprawcom. Książka jest interesującym i nieprzewidywalnym thrillerem psychologicznym. Muszę przyznać, że początkowo trochę się nudziła, może dlatego, że spodziewałam się czegoś innego. Jednak powoli, powoli akcja się rozkręca i nabiera tempa.

poniedziałek, 7 października 2019

𝔈𝔤𝔷𝔢𝔨𝔲𝔱𝔬𝔯 ℭ𝔥𝔯𝔦𝔰 ℭ𝔞𝔯𝔱𝔢𝔯 -𝔠𝔷𝔶 𝔧𝔢𝔰𝔱𝔢ś 𝔫𝔞 𝔱𝔬 𝔤𝔬𝔱𝔬𝔴𝔶?

𝔈𝔤𝔷𝔢𝔨𝔲𝔱𝔬𝔯 ℭ𝔥𝔯𝔦𝔰 ℭ𝔞𝔯𝔱𝔢𝔯 -𝔠𝔷𝔶 𝔧𝔢𝔰𝔱𝔢ś 𝔫𝔞 𝔱𝔬 𝔤𝔬𝔱𝔬𝔴𝔶?
Chris Carter, kto czytał, chociażby jedną z jego książek ten wie, czego może się spodziewać. Kto nie czytała, no cóż, zaczyna czytać na własną odpowiedzialność. To moja trzecia przeczytana książka tego autora. Niby wiedziałam czego się spodziewać, a jednak autor mnie zaskoczył. Wiedziałam, że to będzie brutalne, wiedziałam, że krew itd. ale to co, dostałam, zryło mi mózg doszczętnie. Teraz chwila odpoczynku i następna czeka już w kolejce.





Fabuła:

Policja Los Angeles znajduje w kościele ciało księdza. Widok jest przerażający. Każdy, kto wchodzi z ekipy śledczej, uważa, że tak bestialskiego morderstwa nie widział świat. Ksiądz ma odciętą głowę a na jej miejscu zatknięty łeb psa. Wokół ofiary jest krew, jednak nie jest to krew księdza, jak się później okazuje. Detektyw Robert Hunter uważa, że to morderstwo rytualne, jednak kiedy ciał przybywa i nie mają one nic wspólnego z kościołem, detektywi szukają innego powiązania między zamordowanymi. Okazuje się, że łączy je jedno ich lęki. Zostają zabicie w sposób, którego najbardziej się boją, ich nocne koszmary i lęki stają się rzeczywistością.
Czy jednak tylko to łączy nasze ofiary? Czy na pewno nie miały ze sobą nic wspólnego?
Powieść czyta się błyskawicznie. Ponieważ znałam już inne książki tego autora, wiedziałam, że trzeba je czytać w weekend, bo wiadomo, że już nic innego się nie będzie liczyć. I oczywiście miałam racje, zaczęłam w sobotę późnym popołudniem, a w niedzielę już była przeczytana.
Język, kreacje bohaterów mistrzostwo świata. Zwroty akcji tak zaskakujące, że niejednokrotnie wbijały w fotel. Bardzo podobał mi się motyw wprowadzenia nowej postaci pani Kapitan, która jest bystra, stanowcza i nie daje się facetom.
Opis poszczególnych zdarzeń jest taki realistyczny, że niemal czujemy ból ofiar i wywraca nam się w żołądku, kiedy czytamy, jak wygląda miejsce zbrodni.
Fabuła jest dopieszczona i idealnie poprowadzona, żeby wyprowadzić w pole czytelnika.
Już mi się wydawało, że wiem, kto zabija, ale nie to niemożliwe. Zakończenie jak zawsze mistrzostwo świata, brak tchu i zaskoczenie.


Podsumowanie:

 
Miłośnicy thrillerów zapewne znają już to nazwisko, jeśli nie to czas to szybko nadrobić.
Natomiast ci, którzy nie są przekonani co do gatunku lub mają wrażliwe żołądki i dusze hmm, czytacie to na własną odpowiedzialność.
Ja po krótkim odpoczynku zabieram się za kolejną książkę Chrisa Cartera.

środa, 2 października 2019

🎀𝔖𝔷𝔠𝔷ęś𝔠𝔦𝔢 𝔫𝔦𝔟𝔶 𝔱𝔞𝔨 𝔪𝔞ł𝔬, 𝔞 𝔱𝔞𝔨 𝔡𝔲ż𝔬. 🎀

 🎀𝔖𝔷𝔠𝔷ęś𝔠𝔦𝔢 𝔫𝔦𝔟𝔶 𝔱𝔞𝔨 𝔪𝔞ł𝔬, 𝔞 𝔱𝔞𝔨 𝔡𝔲ż𝔬. 🎀
Często mówimy, nie mam szczęścia, tamci czy ten to ma szczęście. A czy przypadkiem to nie jest tak, że sami to szczęście w jakiś sposób przyciągamy lub odpychamy od siebie.
Myślę, że zmiany trzeba zacząć od siebie.







• Pozbywam się ludzi, którzy mogą być dla nas toksyczni.

 
Ja mówię o nich „LUDZIE BLUSZCZE” to tacy, którzy robią wszystko, są bardzo kreatywni, ale robią to kosztem i rekami innych. Potem najczęściej jest tak, że są za to jeszcze nagradzani. Wierzcie mi, że od kiedy pozbyłam się takich „przyjaciół”, mam więcej czasu dla siebie, jestem częściej zauważana i nagradzana przez szefa.
Kiedyś wyglądało to w ten sposób, że siedziałam, pracowała, a na koniec okazywało się, że osoba, która powinna mi pomóc, nie robiła nic, ale to ona została zauważona nie ja.
Byłam typem mróweczki, która siedzi cicho i pracuje za dwóch, a ktoś inny zbiera plony.
Od jakiegoś czasu powiedziałam NIE! DOŚĆ! Tak wiem kilka, osób się obraziło, kilka rozpowiada plotki, jaka to jestem wredna, że nie chce pomóc. No cóż, trudno, pozbyłam się kilku bluszczy i jest mi z tym dobrze.


Dbam, o prawdziwych przyjaciół

 
Prawdziwa przyjaźń jest potrzebna. Jest nam na pewno łatwiej, jeśli mamy świadomość, że możemy na kogoś liczyć. Takie znajomości należy bardzo pielęgnować i bardzo o nie dbać. Jednak pamiętajcie, że przyjaźń nie polega też na wykorzystywaniu. Przyjaciel zrozumie, jeśli powiemy nie, nie strzeli foch, nie obrazi się – zrozumie.
Prawdziwa przyjaźń to tez kompromisy, nie uległość.
• Nie obchodzi mnie „Co inni powiedzą”
Powiem tylko tyle, że już dawno nie interesuje się tym, co inni powiedzą. Ubieram się ta,k jak mnie się podoba. Robię to, co uważam za słuszne. Nie jest dla mnie ważne, żeby ludzie mnie lubili, nie muszę się nikomu podobać, najważniejsze, że czuje się dobrze sama ze sobą.


• Pielęgnuję to, co jest dla mnie w życiu ważne

 
Co to oznacza .
Doceniam to, co mam najlepszego w życiu. Zdrowe i mądre dzieci. Męża, który dba o nas. Mam pracę, która sprawia mi wiele radości. Staram się po prostu żyć jak najlepiej. Nie odkładać niczego na potem, bo to potem może nigdy nie nastąpić. Jestem już w dojrzałym wieku i cieszę się, że udało mi się w życiu tyle osiągnąć. Jestem mega dumna z moich dzieci, są oboje cudownymi ludźmi.

Wiadomo zdarzają się, również gorsze dni, też mam doła czasami i jest mi mega źle. Mam wrażenie, że nic mi w życiu nie wychodzi i jest najgorzej. Jednak ważne jest, żeby nie poddawać się złym nastrojom, walczyć z nimi z całych sił, iść na spacer, na siłownie, wywalić to z siebie i dalej pracować i walczyć o swoje szczęście.

Szczęśliwego dnia moi drodzy.

poniedziałek, 30 września 2019

𝕹𝖔𝖈, 𝖐𝖎𝖊𝖉𝖞 𝖚𝖒𝖆𝖗ł𝖆 𝕵𝖊𝖓𝖓𝖞 𝕭𝖑𝖆𝖈𝖐𝖍𝖚𝖗𝖘𝖙 -𝖗𝖊𝖈𝖊𝖓𝖟𝖏𝖆

𝕹𝖔𝖈, 𝖐𝖎𝖊𝖉𝖞 𝖚𝖒𝖆𝖗ł𝖆 𝕵𝖊𝖓𝖓𝖞 𝕭𝖑𝖆𝖈𝖐𝖍𝖚𝖗𝖘𝖙 -𝖗𝖊𝖈𝖊𝖓𝖟𝖏𝖆
Noc, kiedy umarła, kolejna książka Jenny Blackhurst, którą miałam okazje przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Albatros.
Czy jest to dobry thriller? Zapewne przekonacie się, kiedy przeczytacie książkę, postaram się jednak przybliżyć wam troszeczkę tematykę.









Postacie:
Evie – panna młoda, która w dniu ślubu skacze z klifu.
Rebecca – Przyjaciółka Evie
Richard – mąż Evie

Fabuła:
Evi to dziewczyna, która mogłoby się wydawać, ma wszystko. Bogatego ojca, kochającego męża, jest piękna, wszyscy ją uwielbiają, ma serdeczną przyjaciółkę, która gotowa jest dla niej zrobić wszystko. Dlaczego w takim razie skacze w dniu swojego ślubu z klifu, jej ciało nie zostaje odnalezione a skok uznany za samobójstwo?
Jej mąż Richard odchodzi od zmysłów, szuka przyczyny, nie wierzy, że jego ukochana popełnia ni stąd, ni zowąd samobójstwo.
W odkryciu prawdy, a może w zamazywaniu faktów pomaga mu przyjaciółka Evie Rebeccka?
Dziwne jest to, że ona jako jedyna jest pewna, że jej przyjaciółka nie żyje. Dlaczego? Skąd ta pewność?
Kiedy Rebeccka otrzymuje pierwszą wiadomość od swojej nieżyjącej przyjaciółki, zaczyna się trochę niepokoić, jednak szybko sobie to tłumaczy i przestaje się tym przejmować.
O co zatem chodzi? Dlaczego dziewczyna nie może zdradzić swojej tajemnicy? Czy to kwestia umowy, czy może czuje się zagrożona?
Wchodzicie na krawędź klifu? Chcecie się dowiedzieć prawdy?










Podsumowanie:
Jest to książka z tych, co to czytają się same. Krótkie rozdziały, lekki język, płynnie przeprowadzają czytelnika w głąb historii. Fabuła nie jest zbyt zagmatwana, zawiera jednak kilka zwrotów akcji, które nie pozwalają na nudę podczas czytania. Narracja prowadzona z perspektywy dwóch różnych kobiet pozwala nam poznać je dokładniej.
Nie jest to może  trzymający w ciągłym napięciu thriller. Jednak warto przeczytać, bo książka gwarantuje nam dobrą zabawę. To idealna książka do poczytania w jesienne wieczory z herbatką w ręku, pod kocykiem. Idealny relaks.

poniedziałek, 23 września 2019

Ś𝔴𝔦𝔞𝔱ł𝔬 𝔤𝔴𝔦𝔞𝔷𝔡 𝔎𝔯𝔶𝔰𝔱𝔶𝔫𝔞 𝔐𝔦𝔯𝔢𝔨 - 𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞

Ś𝔴𝔦𝔞𝔱ł𝔬 𝔤𝔴𝔦𝔞𝔷𝔡 𝔎𝔯𝔶𝔰𝔱𝔶𝔫𝔞 𝔐𝔦𝔯𝔢𝔨 - 𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞
Powiem szczerze, że czekałam z niecierpliwością na kolejny tom Willi pod Kasztanem, ciekawa co się tym razem wydarzy u krakowskich bohaterów.
Czy się rozczarowałam? A może zaskoczyło mnie zakończenie? Poczekajcie chwilę, a na pewno się o tym dowiecie.





Bohaterowie:
Babcia Kalina – osoba o złotym sercu, która przyjmuje pod swój dach wszystkie zbłąkane owieczki
Dorota – wdowa
Tomasz – fizyk, który ciągle błądzi w gwiazdach
Bartek, Ania, Magda, Antek – trochę pogubieni, szukający miłości młodzi ludzie.

Fabuła:
Babcia Kalina jak zawsze przygarnia pod swój dach wszystkie zagubione i zbłąkane dusze. Martwi się o wszystkie dzieciaki, które w mniejszym lub większym stopniu wychowała i opiekowała się nimi.
Michał i Bianka szczęśliwie są już po ślubie, więc trosk o nich trochę zmalała, są szczęśliwi, zakochani. Kiedy młodzi podejmują decyzję o zmianie miejsca zamieszkania, babcia nie staje na drodze do ich wspólnego gniazdka. Jest jej oczywiście przykro, ale uważa, że młodzi podjęli słuszną decyzję.
Zostali jednak jeszcze pozostali, Antek, który broni się przed miłością swojego życia. Miotany różnymi za i przeciw stara się nie poddać uczuciu. Czy jednak jest to możliwe? Czy prawdziwej miłości można się oprzeć? Czy chemia, która między nimi nie tylko iskrzy, ale wręcz płonie, wygra?
Bartek, który dopiero teraz dowiaduje się co to prawdziwa miłość i zawzięcie stara się zdobyć akceptację Ani.
Do Willi pod Kasztanem tym razem na chwilę zawitała również Dorota. Kobieta niedawno straciła męża, który zmarł przy biurku w pracy na zawał. Jednak kobieta już od dawna czuła się samotna, mąż był tak pochłonięty pracą, że ich życie rodzinne w zasadzie nie istniało.
Dorota była w zasadzie jego ozdobą, która miała go godnie reprezentować i za wiele się nie odzywać. Nigdy nie była doceniana przez męża, czuła się raczej jak przedmiot. Kiedy mąż umiera, kobieta postanawia zacząć żyć, tak jak jej to pasuje. Co powiedzą na to jej najbliżsi, ma już przecież dorosłe dzieci, które kochały ojca. Kiedy spotyka w pociągu, w drodze do Warszawy, Tomasza jej życie wywraca się do góry nogami.
Zaczyna nowe życie, lepsze? Tego nie wiemy na pewno inne niż dotąd.
Podsumowanie:
Mamy tu kolejna mądrą i bardzo życiową opowieść. Możemy się tu przekonać, że wszyscy popełniamy błędy, które nas wiele uczą. Często jest również tak, że Łeby innych mogą nas wiele nauczyć, pod warunkiem, że będziemy umieć wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski.
Autorka chce nam również udowodnić, że musimy wierzyć, że to, co najlepsze mamy jeszcze przed sobą, tylko trzeba dać losowi czasami nami pokierować.

Piękna jesienna opowieść. Polecam serdecznie.

niedziela, 22 września 2019

Izabella Frączyk - Jak u siebie

Izabella Frączyk - Jak u siebie
Spadek? Ciekawa jestem jak byście zareagowali na wieść, że pewna przemiła staruszka, która opiekowaliście się w Domu Spokojnej Starości zapisała wam w spadku hotel.? Hotel z szemranymi typami, zaglądającymi tam codziennie i pokojami na godzinę?





Bohaterowie:
Eliza – pielęgniarka, pracuje w Domu Spokojnej Starości, otrzymuje w spadku hotel
Iga – koleżanka Elizy
Karol – rezydent hotelu.







Fabuła:
Kiedy Eliza dowiaduje się, że odziedziczyła hotel, jej życie wywraca się do góry nogami. I to w dość niespodziewany sposób. Jej do tej pory poukładane życie, zaczyna przypominać rollercoster. Praca, dom, życie uczuciowe i do tego jeszcze kolejna praca w hotelu. Powoli wszystko zaczyna wymykać się spod kontroli.  Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że kobieta nie ma zielonego pojęcia o prowadzeniu takie działalności. Na szczęście jej przyjaciółka Iga przychodzi jej z pomocą. Kłopoty gonią kłopoty. Jednak Elizie coraz bardziej zaczyna podobać się bycie właścicielka hotelu. Przewartościowała totalnie swoje życie, priorytety i podejście do wielu spraw. Przechodzi totalna metamorfozę swojego życia, nie jest już grzeczną dziewczynką, której wszyscy wchodzą na głowę, teraz to ona jest szefową. Czy uda jej się wszystko tak poukładać, żeby była szczęśliwa? Czy los w końcu pozwoli na to, żeby była szczęśliwa?
Podsumowanie:
„Jak u siebie” to książka pełna zabawnych sytuacji, humoru i życia codziennego. Myślę, że spokojnie gdzieś tam w świecie żyje taka Eliza, która boryka się z podobnymi problemami jak nasza bohaterka. Książka idealna, żeby się zrelaksować i poczytać ot tak. Idealna na zimowo – jesienne czytanie pod kocykiem z herbatką. Oj już to wiedzę.;)  Izabella Frączyk jak zwykle mnie nie zawiodła.

sobota, 7 września 2019

Wkręceni , Steve Cavanagh- recenzja, dacie się wkręcić

Wkręceni , Steve Cavanagh- recenzja, dacie się wkręcić

J.T. LeBeau kim jest? To świetny pisarz, jednak to jak wygląda i czy, jest mężczyzną czy kobietą, tego nie wiem nikt, nawet jego wydawca.
Już wam się podoba? Prawda?
No, wcale mnie to nie dziwi, mnie też od razu to się spodobało.
Dałam się zatem wkręcić w tę niesamowitą opowieść na maksa.
Jeśli dodam, że prawdziwą twarz  znają tylko dwie osoby...tyle że one nie żyją, poznanie pisarz było dla nich jak wyrok. Czy zatem warto drążyć, by poznać prawdę? Czy ta prawda, okaże się prawdziwa?
To się okaże.




Fabuła:
Maria, mieszka spokojnie z mężem w malutkiej miejscowości nad morzem. Niestety jak to zwykle bywa,  jej mąż jest tak zapracowany, że nie ma czasu dla żony.
Dlatego (chyba) kobieta szuka pocieszenia w ramionach kochanka. Któregoś pięknego dnia znajduje przypadkowo na biurku męża faktury. Początkowo jest zdziwiona, skąd one się znalazły właśnie tu. Faktury opiewają na olbrzymie sumy, które jej mąż otrzymuje od LeBeau Enterprises. Wydawnictwo + pieniądze, Maria łączy te fakty i wnioskuje, że jej mąż to tajemniczy pisarz J.T. LeBeau. Czy kobieta jest bezpieczna? Czy prawda jest tego warta? Kiedy Maria postanawia skonfrontować się z mężem, ten znika w tajemniczy sposób. Okazuje się, że ma wiele do ukrycia, a faktura to tylko wierzchołek góry, który grozi lawiną.
Czy dowiemy się zatem, kim jest znany pisarz? Może to nie tylko pisarz? Może to seryjny morderca? Zastanów się, czy poznanie prawdy, nie będzie kosztowało Was  zbyt wiele. Czy jesteście gotowi na poznanie prawdy?

Tyle więcej nie da się przybliżyć fabuły, bo musiałabym zbyt wiele ujawnić. A przecież zależy wam na dobrej lekturze?

Podsumowanie:
Jest to kolejna już dobra książka w tym roku. To taka powieść, która zostawia pustkę w głowie. Po przeczytaniu jej nie wiecie już co, jest prawdziwe, a co nie. Autor tak sprytnie pokierował akcją, że z łatwością udaje się mu uśpić naszą czujność, żeby za chwilę wsadzić nas na mega odjechany ro
llercoaster, który nie pozwala nam na chwilę oddechu. Bohaterami są zaledwie trzy osoby, jednak każda z nich ma tu swoje zadanie do spełnienia. Robią to zresztą doskonale. Fabuła jest tak skonstruowana, że nie sposób być przewidzieć czegokolwiek, aż do samego końca książki.
Nie jest to kryminał pełen trupów, to raczej książka, dla osób lubiących zagadki, ich rozwiązywanie i dociekanie prawdy.
To jak namówiłam Was? Dajecie się wkręcić?

czwartek, 5 września 2019

First Last Look Bianca Iosivoni - recenzja

First Last Look Bianca Iosivoni  - recenzja
„First Last Look” to bardzo dobra historia, która przedstawia nam problemy grupy studentów. Mamy tu takie normalne życiowe dylematy, jak pogodzić się i przezwyciężyć demony z przeszłości, co zrobić, żeby mieć dobry start w przyszłość. Jak każdy normalny student, nasi bohaterowie imprezują i starają się jakoś radzić w studenckim życiu.











Emery, to główna bohaterka, która jest wyjątkowa. Ma za sobą przeszłość, która wiele ja nauczyła. Jest bardzo zadziorna, ma poczucie własnej wartości. Nie pozwala na obrażanie siebie. Nie zadaje się raczej z grzecznymi chłopcami woli tych złych. Jest to jednak trochę przekora, bo nie chce ich zmieniać na lepszych, ani naprawiać. Robi to z wyrachowaniem, bo uważa, że tacy faceci są szczerzy do bólu i potrafią, od początku powiedzieć, na czym im zależy i czego można od nich oczekiwać. Takie podejście do życia to pewnego rodzaju ochrona przed kolejnym rozczarowaniem.

Dylan wydawać by się mogło, że to porządny chłopak taki idealny do kochania i na męża. To taki facet, którego wszystkie szukamy. Jednak czy na pewno? Czy pod ideałem nie urywa się ktoś inny?
Uważaj, bo możesz się boleśnie rozczarować!











Moim zdanie autorka bardzo dobrze przedstawiła historię naszych bohaterów. Idealnie w punkt przedstawia problemy współczesnej młodzieży. Media społecznościowe, które towarzyszą nam od rana, jak tylko otworzymy oczy, do wieczora, kiedy to kładziemy się spać i odkładamy telefon, media, które mogą wyrządzić wiele złego.
Jak ważne jest zaufanie w naszym życiu. Pokazuje, że historia nie zawsze musi się powtarzać. To, że gdzieś, kiedyś ktoś spieprzył nam życie, nie oznacza, że w innym miejscu i w innym czasie będzie tak samo. Autorka pokazuje, na przykładzie głównej bohaterki, że życie może w końcu dojść do takiego punktu, gdzie możemy uznać, że jest ok. Nowi przyjaciele, którzy pokazują, że wszyscy popełniamy błędy i wszyscy mamy prawo je popełniać, są na wagę złota.

Idealna lektura dla młodzieży. Polecam.

piątek, 30 sierpnia 2019

Save Me Mona Kasten - recenzja

Save Me Mona Kasten - recenzja


Czy Save me to kolejna udana książka autorki?
Czy to może kolejna nijaka książka dla młodzieży? Wiecie teraz, to jest tak, że naprawdę trudno zainteresować młodzież. Ciężko się przebić, kiedy do dyspozycji mamy tyle ciekawych gier, filmów itp.







Akcja książki toczy się w szkole. Nie jest to jednak zwykła szkoła, to taki rodzaj  szkoły, gdzie najważniejsze są pieniądze, ambicje. To nie jest szkoła dla przeciętniaków i słabeuszy, tu musisz się wykazać. Tu przychodzisz realizować wytyczony plan.
Spotykamy tu Ruby. Ona ma plan dostać się na swoją wymarzoną uczelnię – Oxford. Nie chce się jednak jakoś przy ty wychylać, nie pociąga ją towarzystwo bogatych ważniaków. Ona ma cel. To nic, że jej notatnik jest wypełniony po brzegi obowiązkami, ona dzielnie brnie do przodu, żeby spełniło się jej marzenie – studia.

James to typowy przywódca szkolnej elity. Wiadomo, ma władzę, nikt mu nie podskoczy,jest arogancki, wszyscy uczniowie się go boją.
Zastanawiacie się zapewne, dlaczego akurat o nich piszę. Co ich łączy? Cicha i spokojna dziewczyna, przywódca grupy szkolnej. A no tajemnica, która zostaje poznana. Ruby wie coś, James próbuje ją zmusić, żeby milczała. Jednak co z tego wyniknie, tego już wam nie powiem.
Mamy tu bardzo fajnie napisaną książkę dla młodzieży. Mamy tu do czynienia z problemami i skomplikowanym życiem młodzieży. Akcja nie zwalnia ani na chwilę, dzięki czemu czytelnik nie nudzi się nawet przez chwilę. Nieprzewidywalne zakończenie jest kolejnym atutem książki. Świetnie wykreowani bohaterowie, pochodzący z dwóch różnych światów doskonale budują atmosferę oraz genialnie podkręcają napięcie.
Myślę, że jest to bardzo dobrze napisana książka dl młodzieży, która może się podobać i zaciekawić.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Koniec świata Izabella Frączyk - recenzja

Koniec świata Izabella Frączyk - recenzja



Książki Izabelli Frączyk, które miałam okazję do tej pory przeczytać bardzo przypadły mi do gustu. Kiedy otrzymałam propozycję recenzji kolejnej książki tej autorki, zgodziłam się bez zastanowienia.
Jak myślicie, czy i tym razem książka przypadła mi do gustu?




Postacie:
Marylka –coywriterka, freelancerka, pracująca na zlecenie w agencji reklamy.
Marcel – kolega z pracy
Krzysztof – zleceniodawca
Laura – koleżanka Marylki
Zyta – zwariowana jedna z klientek
Patryk – kolega Marylki


Fabuła:
Dwudziestokilkuletnia Marylka pracuje w agencji reklamy. Jest bardzo dobrą copiwriterką. Jej jedyną rodziną jest brat i bratanek, którym obecnie się zajmuje, jego ojciec uległ poważnemu wypadkowi. Na szczęście wszystko idzie ku dobremu i brat Marylki, szybko wraca do zdrowia.
Pewnego dnia kobieta zostaje wysłana w sprawach służbowych do Sopotu, tam też pojawia się jej kolega, znany lowelas.
Oczywiście podrywa koleżankę, kiedy okazuje się, że oboje zostali „uwiezieni” w starym, rozpadającym się hotelu, Marcel próbuje swoich sztuczek.
Strach, napięcie, potem alkohol, zimno, wszystko wskazuje na to, że będzie romansik w pracy.
Wydaje się, że to już słodki happy end i żyli długo i szczęśliwie, a tu nie, wszystko zaczyna iść nie po myśli Marylki. Zastanawiacie się zapewne, dlaczego książka nosi tytuł „Koniec świata”. Mogę wam tylko zdradzić, że początkowo chodzi oczywiście o taki klasyczny koniec świata zapowiadany już kilkakrotnie (ja przeżyłam już z 5 końców świat). Początkowo, jednak co będzie dalej…
Przeczytałam z wielką chęcią, nie nudziłam się podczas czytania. Książka napisana ciekawie z kilkoma zabawnymi momentami. Bardzo lekka i przyjemna lektura, może być spokojnie potraktowana jako odstresowywacz.
Bardzo ciekawa kreacja bohaterów, każdy jest na swój sposób inny i ciekawy. Chyba nie ma postaci, której bym nie polubiła.
Polecam serdecznie.


Dla kogo:
Dla każdej z was, która ma ochotę na coś lekkiego z lekkim elementem humoru. Z końcem świata w tle, który potrafi namieszać w życiu wielu ludziom.




środa, 21 sierpnia 2019

Nastolatek -jak przetrwać?

Nastolatek -jak przetrwać?
Tak jestem mamą nastolatka!
Wcześniej, bo dziesięć lat temu byłam mamą nastolatki. I wiecie co, cały czas mnie to przeraża.








Jakoś te dziesięć lat temu chyba było mi łatwiej. Nie wiem, czy byłam młodsza, czy może młoda była grzeczniejsza. A może jedno i drugie.

Tylko żebyście sobie nie pomyśleli, że młody jest jakoś bardzo niegrzeczny. Nie nic z tych rzeczy. Jest po prostu zupełnie inny!



I od razu mamy pierwsza i bardzo ważną zasadę:

* NIE PORÓWNUJ DZIECI!!!
Nie porównujemy ani ze starszym rodzeństwem, ani broń boże z kolegami, dziećmi sąsiadów czy znajomych.

Dobra to najważniejsze już wiemy. Nie porównywać, nie porównywać, nie porównywać....powtarzajcie sobie to codziennie rano przed lustrem (oczywiście zaraz po jestem najlepszy,;)).

Każdy nastolatek na swój własny sposób stara się sobie radzić z burzą hormonów, zmianami w organizmie.


U jednych bunt będzie się objawiał na zewnątrz, to taka moja teoria. Co to oznacza. A to nic innego jak bunt wyrażany ubiorem. Taki właśnie rodzaj buntu przechodziła moja córka. W gimnazjum nosiła niebieskie włosy, które z czasem przyjęły formę irokeza, glany, podarte rajstopy, spodnie i oczywiście słuchała punk rocka. Ponieważ nie zaniedbywała nauki, nie było skarg na jej zachowanie w szkole, postawiłam na przeczekanie. Opłaciło się, w liceum młoda miała już normalny kolor włosów, chodziła ubrana „jak człowiek”, teraz pracuje w "korpo" tak, że tak.


 Tu przemiana. Koniec liceum włosy już normalne, perkusja została do dziś.:)



A tu moja córka sprzed roku. Pracuje w korpo, je zdrowo ( jest wegetarianką). 
Jest jednak kilka rzeczy które z nią zostały:  
1.Glany, które wyciąga jak jedzie na koncerty.:) 
2.No i dalej gra na perkusji.;)




Znam jednak bardziej nieprzyjemne sposoby radzenia sobie z dojrzewaniem. Znałam kilka przypadków, gdzie dzieciaki dla rozładowania napięcia ćwiczyły. I nie byłoby w tym oczywiście nic złego, ale one ćwiczyły, aż do utarty przytomności.


Kolejna grupa to oczywiście i tacy, którzy uważają, że są już bardzo dorośli, pozjadali wszystkie rozumy, mogą pić, palić, przeklinać itd.







Tu niestety jest problem, ponieważ nie zawsze udaje się z takim porozmawiać i cokolwiek wytłumaczyć. Ja jednak wychodzę z założenia, że warto próbować, warto zdobyć zaufanie takiego delikwenta i wytłumaczyć co robi źle. I przede wszystkim słuchać czasami również tego między wierszami

Wytłumaczyć, rozmawiać, nie krzyczeć!


I tu mamy kolejną zasadę:


*SŁUCHAMY I ROZMAWIAMY!

Jednak o tym, jak rozmawiać z nastolatkami z nastolatkiem to temat na kolejny artykuł.
I ostatnia grupa to gracze (do tej należy mój nastolatek). Tu wiadomo, komp, gry i nic innego się nie liczy. Jeszcze chodzą do szkoły, ale kto wie co, będzie w szkole średniej. Najlepiej jedliby przy kompie, spali przy kompie itd. Dobrze, że muszą chodzić do toalety, bo tyłki by im przyrosły do krzeseł.


I tu olbrzymia rola rodzica, odciągnąć ich od kompa. Tak ja wie, że, to czasami jest niemożliwe, ale damy radę, musimy się tylko troszkę postarać.


Tu oczywiście temat rzeka, więc mamy temat na kolejny artykuł.



Dlaczego zatem taki, a nie inny tytuł ma mój artykuł?


No właśnie ? Uważam, że na początku my sami musimy sobie pomóc w przetrwaniu. Znaleźć odpowiednie dla naszego dziecka i dla nas rozwiązanie.  Poszukać,  wprowadzić w życie i pomóc temu biednemu nastolatkowi.

Napiszcie proszę w komentarzach jakim typem buntownika jest lub był wasz nastolatek?
- buntownik zewnętrzny
- buntownik wewnętrzny
- buntownik na dorosłego ( wie wszystko najlepiej, pije, pali..)
- gracz.

Moja córka jak zauważyliście to buntownik zewnętrzny, mój syn to gracz.
Jak sobie radziliśmy i radzimy? O tym opowiem wam już niedługo.