Książki Izabelli Frączyk, które miałam okazję do tej pory przeczytać bardzo przypadły mi do gustu. Kiedy otrzymałam propozycję recenzji kolejnej książki tej autorki, zgodziłam się bez zastanowienia.
Jak myślicie, czy i tym razem książka przypadła mi do gustu?




Postacie:
Marylka –coywriterka, freelancerka, pracująca na zlecenie w agencji reklamy.
Marcel – kolega z pracy
Krzysztof – zleceniodawca
Laura – koleżanka Marylki
Zyta – zwariowana jedna z klientek
Patryk – kolega Marylki


Fabuła:
Dwudziestokilkuletnia Marylka pracuje w agencji reklamy. Jest bardzo dobrą copiwriterką. Jej jedyną rodziną jest brat i bratanek, którym obecnie się zajmuje, jego ojciec uległ poważnemu wypadkowi. Na szczęście wszystko idzie ku dobremu i brat Marylki, szybko wraca do zdrowia.
Pewnego dnia kobieta zostaje wysłana w sprawach służbowych do Sopotu, tam też pojawia się jej kolega, znany lowelas.
Oczywiście podrywa koleżankę, kiedy okazuje się, że oboje zostali „uwiezieni” w starym, rozpadającym się hotelu, Marcel próbuje swoich sztuczek.
Strach, napięcie, potem alkohol, zimno, wszystko wskazuje na to, że będzie romansik w pracy.
Wydaje się, że to już słodki happy end i żyli długo i szczęśliwie, a tu nie, wszystko zaczyna iść nie po myśli Marylki. Zastanawiacie się zapewne, dlaczego książka nosi tytuł „Koniec świata”. Mogę wam tylko zdradzić, że początkowo chodzi oczywiście o taki klasyczny koniec świata zapowiadany już kilkakrotnie (ja przeżyłam już z 5 końców świat). Początkowo, jednak co będzie dalej…
Przeczytałam z wielką chęcią, nie nudziłam się podczas czytania. Książka napisana ciekawie z kilkoma zabawnymi momentami. Bardzo lekka i przyjemna lektura, może być spokojnie potraktowana jako odstresowywacz.
Bardzo ciekawa kreacja bohaterów, każdy jest na swój sposób inny i ciekawy. Chyba nie ma postaci, której bym nie polubiła.
Polecam serdecznie.


Dla kogo:
Dla każdej z was, która ma ochotę na coś lekkiego z lekkim elementem humoru. Z końcem świata w tle, który potrafi namieszać w życiu wielu ludziom.




Brak komentarzy: