piątek, 29 listopada 2019

ℙ𝕠𝕜ó𝕛 𝕞𝕠𝕥𝕪𝕝𝕚 𝕃𝕦𝕔𝕚𝕟𝕕𝕒 ℝ𝕚𝕝𝕖𝕪 -𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

To już moje kolejne spotkanie z twórczością Lucindy Rileyjest to autorka, która nie boi się poruszać trudnych tematów. Dlatego i tym razem w „Pokoju motyli” mamy do czynienia z opowieścią, która toczy się wokół rodzinnych sekretów. Opowieść o miłości i przyjaźni, o trudnych decyzjach, które czasami trzeba podjąć, które mają wpływ na nasze dalsze życie.






Fabuła:
Posty główna bohaterka kończy za chwile siedemdziesiąt lat. Jej życie skupia się wokół rodziny, ma dwóch synów, jeden mieszka daleko, drugi to utracjusz, który ma żonę i dwoje dzieci. Pewnego dnia kobieta spotyka swoją dawna miłość Freddiego. Wspomnienia powracają, ponieważ kobieta już od dawna jest wdową, nie ma żadnych skrupułów, żeby poddać się uczucie, które cały czas gdzieś tam w niej siedzi. Z owym mężczyzną związane jest również pewna sprawa, która nie została nigdy wyjaśniona. Czy Posty otrzyma wreszcie odpowiedź na nurtujące ja pytania? Jakie sekrety są związane z Freddiem?
Książka to przepiękna opowieść rodzinna, która pokazuje nam losy poszczególnych bohaterów oraz więzi ich łączące. Każdy z bohaterów ma swoje tajemnice i sekrety, każdy ma inne doświadczenia życiowe. Autorka w bardzo konsekwentny sposób, powoli wprowadza nas w życie wszystkich bohaterów. Robi to na tyle dobrze, że powoli zaczynamy się z nimi zaprzyjaźniać, czekając z niecierpliwością, co będzie dalej. Postacie są świetnie wykreowane, jednych lubimy innych mniej. Każda z nich jest jednak malutkim elementem układanki, która na koniec wyłania się w całej okazałości. Każda postać jest inna, ale każda ma za zadanie wywrzeć na nas wrażenie lepsze lub gorsze.
Podczas czytania ma się wrażenie, że już za chwile cos się wydarzy takiego, że spadniemy z krzesła. Z reguły książka jest utrzymana w bardzo spokojnym tonie, ale ciągłe niedomówienia zdradzają, że możemy spodziewać się, że to tylko cisza przed burzą i za chwilę będzie moc.
No i jest, docieramy końcu, do momentu kulminacyjnego, gdzie jedna chwila zmienia wszystko. To było coś!
Kolejna rzecz, którą uwielbiam to wydarzenia, które na dwóch płaszczyznach czasowych. Te dwie płaszczyzny pozwalają nam na poznanie głównej bohaterki, zrozumieć jej Zycie, to dlaczego i jak znalazła się właśnie w tym miejscu swojego życia. Historia kobiety pochłania bez reszty, jest zaskakująca, pełna miłości, ale przeplata się tez z dramatami i niepowodzeniami, z nadzieją na lepszą przyszłość.
Podsumowanie:
Powiem tylko jedno piękna książka, cudownie wydana, idealna na prezent gwiazdowy.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 25 listopada 2019

𝔾𝕣𝕫𝕖𝕤𝕚𝕒𝕜 𝕄𝕚𝕔𝕙𝕒𝕝𝕚𝕟𝕒 𝕂𝕣𝕪𝕤𝕚𝕒. 𝕄𝕒ł𝕒 𝕜𝕤𝕚ąż𝕜𝕒 𝕨𝕚𝕖𝕝𝕜𝕚𝕔𝕙 𝕤𝕡𝕣𝕒𝕨 - 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

„Krysia, mała książka wielkich spraw” bardzo się ucieszyłam kiedy okazało się, że książka trafi w moje ręce do recenzji. Czy ta radość nie była jednak przedwczesna? Czy książka jest naprawdę aż taka dobra, jak wszyscy piszą? Wiecie ja to taki trochę niedowiarek, który musi sprawdzić na własnej skórze czy faktycznie tak jest.
No i co… No i słuchajcie, to jest genialne.
Dobrze zdradziłam Wam już na samym początku, że książka jest super i że recenzja będzie bardzo pochlebna, mam jednak nadzieję, że doczytacie ją do końca i dowiecie się, dlaczego tak bardzo ją polecam.




***
Krysia to mała osóbka, która ma swoje zdanie. Wiecie, jak to jest, słuchamy dzieci jednym uchem, a wypuszczamy drugim, wychodząc z założenia, że takie małe to przecież nie zna życia, to co może wiedzieć. I tu się mylicie, dzieci są świetnymi i bezpośrednimi obserwatorami. Dla nich w zasadzie czarne jest czarne, a białe wiadomo. Nie ma pośredniości, nie ma czytania między wierszami, dopowiadania i domyślania się jak u nas dorosłych bywa prawie zawsze. Dzieci są jeszcze nieskażone naszą dorosłą stronniczością, brakiem tolerancji. Michalina Grzesiak to matka dwójki dzieci, kobieta, która stara się, żeby każdy dzień jakoś przetrwać. Wiadomo czasami, te dni są lepsze, czasami gorsze. Jak w każdej rodzinie. Jednak Michalina potrafi zatrzymać się w ferworze dnia codziennego i posłuchać swoich dzieci, żeby docenić ich mądrość. Podoba mi się, że autorka wychowuje swoje dzieci w taki sposób, żeby nasze dorosłe przekonania nie miały tu nic do roboty. Rodzice Krysi i Jurka słuchają (to jest teraz bardzo trudne dla rodziców, słuchać), rozmawiają, tłumaczą. Dzieci jednak na zasadzie obserwacji same wyciągają wnioski, obserwując, poznają otoczenie.
Jest to książka pełna kontrastów. Szczególnie widocznych podczas konfrontacji z rówieśnikami a szczególnie dorosłymi (przedszkolanki, katechetki).
Odwieczny problem dorosłych – segregowanie dzieci na dziewczynki i chłopców, na różowo i niebiesko – jak to mówi Michalina. Kurcze mnie też to zawsze denerwowało. Pamiętam, jak mój teraz już 13-letni syn chciał wózek i lalkę kiedy miał lat 3. Oczywiście, że kupiłam, jeździł z tym wózkiem na spacerach i te miny starszych pań co ja sobie myślę, chłopak z wózkiem i lalką. No i co z tego kurcze, teraz to odpowiedzialny i opiekuńczy nastolatek, który chętnie pomaga kolegom i koleżankom, potrafi zaopiekować się młodszymi kuzynkami.
Michalina w swojej książce nie daje nam konkretnych rozwiązań, ale zmusza do tego, żebyśmy sami obserwowali i zatrzymali się na chwilę. Daje nam wskazówki, jak powinniśmy uczyć się od dzieci tolerancji i miłości. Bo przecież co jest lepsze od „mamusiu jesteś najlepsza, kocham cię”, kiedy właśnie usłyszymy od kogoś dorosłego, ze średnio sobie radzimy. To te słowa, którymi nasze dzieci nas obdarzają na każdym kroku, o miłości bezwarunkowej i bezwzględnej do nas. Wiadomo, że my również kochamy nasze dzieci bezwarunkowo, ale my niestety już przejmujemy się tym, co mówią o nas inni. Największa bolączką Michaliny są dorośli, którzy starają się ponad wszystko „popsuć jej dzieci”.




Wiecie to tacy, którzy próbują wpajać dzieciom swoje światopoglądy, które są zazwyczaj stereotypowe, bo tak było zawsze i już. Niestety te stereotypy, które są dokładane klocek po klocku, w końcu zbudują wieżę, która nie pozwoli już mieć swojego zdania czy działać zgodnie ze swoim przekonaniem.
Teraz trochę prywaty.
Cieszę się bardzo, że nie okazałam się stereotypową matką. Od początku dawałam moim dzieciom prawo wyboru. Nigdy nie narzucałam, że młoda musi się bawić lalkami, a młody autami. Teraz widzę jak, to procentuje. Starsza już dorosła, potrafi bronić swoich racji, jest odpowiedzialna i obowiązkową osobą. Jest również kobietą, która nie narzuca swoich przekonań innym, ale potrafi wytłumaczyć, dlaczego jej są właśnie takie, a nie inne. Młody no, cóż to facet. Czasami jest po prostu wygodnicki, ale wtedy kiedy potrzeba potrafi mieć swoje zdanie, potrafi bronić swoich racji i przekonań. Potrafi być empatyczny, wtedy kiedy jego przyjaciele potrzebują jego pomocy – pomaga.

***
Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć, że bardzo podoba mi się szata graficzna książki. Taka nienachlana, prosta, a jednocześnie piękna. Twarda oprawa, pomysłowa grafika w środku.
Podoba mi się.






***

Moim zdaniem książka dla nas wszystkich dorosłych. Przecież cały czas zastanawiamy się jak to zrobić, żeby naszym dzieciom było lepiej. Pogoń za pieniędzmi, kolejne zlecenia, kolejna lepsza praca, kolejny pochłaniacz czasu.
A tymczasem wyjście jest takie proste. Posłuchajmy naszych dzieci.
Czytaj dalej »

sobota, 16 listopada 2019

CISZA BIAŁEGO MIASTA, Eva García Sáenz de Urturi- recenzja

Cisza białego miasta, czytaliście? Ja po otrzymaniu propozycji do zrecenzowania drugiej części, trochę się zmartwiłam, że może nie dam rady bez czytania pierwszej części. Kiedy poczytałam sobie recenzje, pomyślałam, że to może być naprawdę świetna książka.
Dlatego bardzo chętnie przystałam na propozycję, przysłania od razu pierwszej i drugiej części. Jeśli jesteście ciekawi czy mi się podobała pierwsza część, zapraszam do przeczytania recenzji.




Fabuła:
Na początku mamy morderstwo. Dziwne, bo zamordowane osoby to dziewczyna i chłopak, którzy są w tym samy wieku, leżą ze sobą, dotykając policzka dłonią, jednak nie są kochankami, prawdopodobnie w ogóle się nie znają. Kolejna rzecz, która może zaniepokoić to taka, że dwadzieścia lat wcześnie miały miejsce podobne morderstwa, ale rzekomy sprawca siedzi w wiezieniu. Kto zatem zabija? Czy ten, który już prawie odsiedział wyrok, jest na pewno tym, który zabijał?
Śledztwo prowadzone jest przez dwójkę inspektorów. Jednak okazuje się, że morderca jest świetnie przygotowany i wyprzedza śledczych. Kiedy pojawiają się kolejne ofiary, na mieszkańców Victoria pada blady strach. Wiadomo, ile lat będą miały kolejne ofiary, wiadomo nawet, że morderca dobiera je według nazwiska – to jego klucz, wiek i nazwisko.
Czy naszym inspektorom uda się rozwikłać zagadkę?





Jest tu jeszcze drugi wątek, który łączy się bardzo zgrabnie z głównym. To historia nieudanego małżeństwa, gdzie facet bardzo bogaty i wpływowy potentat znęca się nad swoją żoną i lekarza, który niekoniecznie dokonuje dobrych wyborów. Konsekwencje tych wyborów niestety mają wpływ na ich życie oraz na życie ich potomków.
Wszyscy bohaterowie są bardzo wyraziści, to ludzie doświadczeni przez los. Każdy z nich doświadczył straty kogoś bliskiego. Pokazane są to różne oblicza żałoby. Jedni Bronia się przed nią doprowadzając do nieszczęścia, inni przechodzą jej kolejne etapy, godząc się ze stratą. Jednak strata najbliższych zawsze odbije swoje piętno na naszym umyśle i wiadomo, że zostanie to z nami gdzieś w głębi na zawsze.
Jest to również książka o tym, że czasami ból powoduje między ludźmi silniejsze więzi niż miłość czy przyjaźń. To również opowieść o tym, jak silna może być nienawiść, która doprowadza do wielkich tragedii.
Podsumowanie
Mroczny, pełen napięcia, ale genialny kryminał. Jest to jeden z lepszych kryminałów, które udało mi się ostatnio przeczytać. Jest mocny i bardzo daje do myślenia.
Ja polecam! Dasz się namówić na przeczytanie?
Czytaj dalej »

środa, 13 listopada 2019

𝕁𝕖𝕘𝕠 𝕓𝕒𝕓𝕖𝕔𝕫𝕜𝕒 -ℙ𝕖𝕟𝕖𝕝𝕠𝕡𝕖 𝔹𝕝𝕠𝕠𝕞 -𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

Jego babeczka jest trzecią już częścią zaraz po „Jego bananie” oraz „Jej wisienkach” książką Penelope Bloom. Niestety nie miałam przyjemności przeczytać poprzednich książek tej autorki. Jednak jeśli nadarzy się taka okazja, na pewno po nie sięgnę.



Fabuła:
Książka jest z gatunku tych do pośmiania się, ale zawiera również watki obyczajowe.
Rayan jest bogaty, ma siec piekarni, postanawia, zorganizować przyjęcie na Heellowen. Do pomocy zatrudnia dziewczynę, która ma mu pomóc ogarnąć dekoracje. Początkowo spotkanie to miało mieć charakter ściśle związany z pracą, jednak cos poszło nie tak.
Rayan po wcześniejszych przejściach z kobietami, boi się ponownie zaangażować. Jednak już po pierwszym spotkaniu zorientował się, że cos go do tej kobiety ciągnie.
Emily, no cóż, artystka, która stara się skupić na swojej karierze i rozwoju. Zimą wyjeżdża do Paryża na studia, więc nie jest początkowo zainteresowana romansem. Kiedy po spotkaniu okazuje się, że ona i Rayan już się kiedyś spotkali. Powracają wspomnienia….
Czy Emily uda się zrealizować swoje marzenia o Paryżu? O co właściwie chodzi z tą babeczką?






Książka napisana w bardzo przystępny sposób, ciekawie wykreowani bohaterowie. Wiecie, nie jest to jakaś górnolotna lektura, to raczej taka zwykła książka, kiedy chcemy się odprężyć i po prostu coś poczytać.
To taka wiecie książka na jedno popołudnie.




Podsumowanie:
Super relaks w sobotnie popołudnie. Piękne wydanie może być pretekstem do kupienia książki w prezencie.
Polecam.
Czytaj dalej »

wtorek, 5 listopada 2019

𝕄𝕒𝕣𝕥𝕨𝕪 𝕤𝕖𝕫𝕠𝕟, 𝔸𝕟𝕖𝕥𝕒 𝕁𝕒𝕕𝕠𝕨𝕤𝕜𝕒- 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Anety Jadowskiej. Przeczytałam wiele opinii – pozytywnych- na temat jej książki Trup na plaży i postanowiłam sprawdzić sama, czy faktycznie jej książki są warte polecenia. Ja to mam tak, że, jak coś jest mocno chwalone, ja do tego podchodzę jak do jeża. Ostrożnie i z rozwagą, muszę sama to sprawdzić i się osobiście przekonać.
Jak wypadła moja recenzja czy będzie pozytywna, czy negatywna? Przeczytajcie.





Fabuła:
Pensjonat Wielkiej Niedźwiedzicy boryka się z problemami finansowymi. Mało gości, bo pogoda pod psem. Pada, zimno to i wszyscy uciekają znad morza. Magda – głowna bohaterka- ma wiele różnych spraw dna głowie. Po pierwsze pensjonat, który staje na skraju bankructwa, po drugie babcia, która boryka się z demonami przeszłości, chora i uziemiona Tamara…
Pomyślicie pewnie, że to klasyczny kryminał z elementami thrillera, ja też tak myślałam, kiedy przeczytałam tytuł. Nic bardziej mylnego.
Autorka odchodzi od klasycznej wersji kryminału, który musi być mroczny, krew się leje i trup słania. Tu mamy elementy humorystyczne, które w doskonały sposób rozluźniają atmosferę, kiedy jest taka potrzeba. To wiele zabawnych sytuacji z codziennego życia pensjonariuszy. Nie brakuje tu jednak dramatyzmu. To również opowieść o kobietach, których życie nie było usłane różami, mamy tu również Ustkę, w której zbolałe serca znajdują ukojenie.
Niestety nie czytałam pierwszej części, więc nie wiem, jak to wyglądało, jednak tu podobała mi się tajemniczość i trochę mrocznych elementów. Pocieszające jest jednak to, że na końcu widać światełko w tunelu.
Ja zaczęłam od drugiej książki o Ustce, jednak myślę, że warto jednak najpierw przeczytać pierwszą. Tam poznajemy bohaterów, łatwiej wtedy chyba wejść od razu w klimat książki.
Bohaterowie są bardzo charakterystyczni i bardzo dobrze wykreowani. Można ich polubić od pierwszego przeczytania.









Podsumowanie:
Moją pierwszą przygodę z książkami Anety Jadowskiej uważam za bardzo udaną. Podobał mi się trochę nieoczywiste spojrzenie na kryminał. Połączenie z elementami obyczajowymi.
Myślę, że na pewno sięgnę po pierwszą części, bo jestem jej bardzo ciekawa.
Polecam serdecznie.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 4 listopada 2019

𝕄𝕠𝕟𝕒 𝕂𝕒𝕤𝕥𝕖𝕟, ℍ𝕠𝕡𝕖 𝔸𝕘𝕒𝕚𝕟 - 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

Kolejna książka Mony Kasten, poprzednie trzy części bardzo przypadły mi do gustu. Jesteście ciekawi czy ta również mi się podobała?







Fabuła:
Głowna bohaterka Everly Penn, uczęszcza na kurs pisania. Kurs jak kurs, ale wykładowca. Jak to często w życiu bywa studentka czy uczennica zakochuje się w swoim wykładowcy. Przystojny i bardzo inteligentny Nolan skradł jej serce. Czy jednak dziewczyna może poczuć się przy nim całkowicie bezpiecznie?
Kurs kreatywnego pisania to doskonała okazja do poznania swoich kursantek. Można przecież tak pokierować pracą i tak sformułować jej temat, że poznanie drugiej osoby staje się bardzo proste.
Kiedy Everly pisze swoje opowiadania, zadawane przez Nolana są one bardzo prawdziwe i szczere.
Okazuje się jednak, że wszyscy mamy tajemnice. Nawet wiecznie pomocny i zadowolony z życia Nolan coś ukrywa.
Czy uda się tym dwojgu nawiązać takie relacje, żeby sobie wzajemnie pomóc?
A może ich relacje będą się układały tak, że guzik z tego wyjdzie?
Jest to już czwarta część serii, nie musicie jednak znać poprzednich, żeby z powodzeniem czytać którykolwiek. Nie są one jakoś specjalnie ze sobą powiązane.
Mony Kasten ma bardzo fajny styl pisania, który pozwala nam na bardzo szybkie przeczytanie książki. W zasadzie to nawet nie wiemy kiedy, a tu okazuje się, że już mamy koniec książki.
Jak zwykle bardzo dobrze wykreowani bohaterowie, świetnie rozbudowana fabuła sprawia, że czyta się ją bardzo dobrze. Bohaterowie dają się lubić, myślę, że to tez jest bardzo ważne podczas czytania, jeśli solidaryzujemy się z bohaterem.

Podsumowanie:
Kolejna bardzo dobrze napisana część, świetna propozycja dla młodzieży. Myślę, że to jedna z tych książek, która może zachęcić młodzież do czytania.
Polecam.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia