poniedziałek, 25 listopada 2019

𝔾𝕣𝕫𝕖𝕤𝕚𝕒𝕜 𝕄𝕚𝕔𝕙𝕒𝕝𝕚𝕟𝕒 𝕂𝕣𝕪𝕤𝕚𝕒. 𝕄𝕒ł𝕒 𝕜𝕤𝕚ąż𝕜𝕒 𝕨𝕚𝕖𝕝𝕜𝕚𝕔𝕙 𝕤𝕡𝕣𝕒𝕨 - 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

„Krysia, mała książka wielkich spraw” bardzo się ucieszyłam kiedy okazało się, że książka trafi w moje ręce do recenzji. Czy ta radość nie była jednak przedwczesna? Czy książka jest naprawdę aż taka dobra, jak wszyscy piszą? Wiecie ja to taki trochę niedowiarek, który musi sprawdzić na własnej skórze czy faktycznie tak jest.
No i co… No i słuchajcie, to jest genialne.
Dobrze zdradziłam Wam już na samym początku, że książka jest super i że recenzja będzie bardzo pochlebna, mam jednak nadzieję, że doczytacie ją do końca i dowiecie się, dlaczego tak bardzo ją polecam.




***
Krysia to mała osóbka, która ma swoje zdanie. Wiecie, jak to jest, słuchamy dzieci jednym uchem, a wypuszczamy drugim, wychodząc z założenia, że takie małe to przecież nie zna życia, to co może wiedzieć. I tu się mylicie, dzieci są świetnymi i bezpośrednimi obserwatorami. Dla nich w zasadzie czarne jest czarne, a białe wiadomo. Nie ma pośredniości, nie ma czytania między wierszami, dopowiadania i domyślania się jak u nas dorosłych bywa prawie zawsze. Dzieci są jeszcze nieskażone naszą dorosłą stronniczością, brakiem tolerancji. Michalina Grzesiak to matka dwójki dzieci, kobieta, która stara się, żeby każdy dzień jakoś przetrwać. Wiadomo czasami, te dni są lepsze, czasami gorsze. Jak w każdej rodzinie. Jednak Michalina potrafi zatrzymać się w ferworze dnia codziennego i posłuchać swoich dzieci, żeby docenić ich mądrość. Podoba mi się, że autorka wychowuje swoje dzieci w taki sposób, żeby nasze dorosłe przekonania nie miały tu nic do roboty. Rodzice Krysi i Jurka słuchają (to jest teraz bardzo trudne dla rodziców, słuchać), rozmawiają, tłumaczą. Dzieci jednak na zasadzie obserwacji same wyciągają wnioski, obserwując, poznają otoczenie.
Jest to książka pełna kontrastów. Szczególnie widocznych podczas konfrontacji z rówieśnikami a szczególnie dorosłymi (przedszkolanki, katechetki).
Odwieczny problem dorosłych – segregowanie dzieci na dziewczynki i chłopców, na różowo i niebiesko – jak to mówi Michalina. Kurcze mnie też to zawsze denerwowało. Pamiętam, jak mój teraz już 13-letni syn chciał wózek i lalkę kiedy miał lat 3. Oczywiście, że kupiłam, jeździł z tym wózkiem na spacerach i te miny starszych pań co ja sobie myślę, chłopak z wózkiem i lalką. No i co z tego kurcze, teraz to odpowiedzialny i opiekuńczy nastolatek, który chętnie pomaga kolegom i koleżankom, potrafi zaopiekować się młodszymi kuzynkami.
Michalina w swojej książce nie daje nam konkretnych rozwiązań, ale zmusza do tego, żebyśmy sami obserwowali i zatrzymali się na chwilę. Daje nam wskazówki, jak powinniśmy uczyć się od dzieci tolerancji i miłości. Bo przecież co jest lepsze od „mamusiu jesteś najlepsza, kocham cię”, kiedy właśnie usłyszymy od kogoś dorosłego, ze średnio sobie radzimy. To te słowa, którymi nasze dzieci nas obdarzają na każdym kroku, o miłości bezwarunkowej i bezwzględnej do nas. Wiadomo, że my również kochamy nasze dzieci bezwarunkowo, ale my niestety już przejmujemy się tym, co mówią o nas inni. Największa bolączką Michaliny są dorośli, którzy starają się ponad wszystko „popsuć jej dzieci”.




Wiecie to tacy, którzy próbują wpajać dzieciom swoje światopoglądy, które są zazwyczaj stereotypowe, bo tak było zawsze i już. Niestety te stereotypy, które są dokładane klocek po klocku, w końcu zbudują wieżę, która nie pozwoli już mieć swojego zdania czy działać zgodnie ze swoim przekonaniem.
Teraz trochę prywaty.
Cieszę się bardzo, że nie okazałam się stereotypową matką. Od początku dawałam moim dzieciom prawo wyboru. Nigdy nie narzucałam, że młoda musi się bawić lalkami, a młody autami. Teraz widzę jak, to procentuje. Starsza już dorosła, potrafi bronić swoich racji, jest odpowiedzialna i obowiązkową osobą. Jest również kobietą, która nie narzuca swoich przekonań innym, ale potrafi wytłumaczyć, dlaczego jej są właśnie takie, a nie inne. Młody no, cóż to facet. Czasami jest po prostu wygodnicki, ale wtedy kiedy potrzeba potrafi mieć swoje zdanie, potrafi bronić swoich racji i przekonań. Potrafi być empatyczny, wtedy kiedy jego przyjaciele potrzebują jego pomocy – pomaga.

***
Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć, że bardzo podoba mi się szata graficzna książki. Taka nienachlana, prosta, a jednocześnie piękna. Twarda oprawa, pomysłowa grafika w środku.
Podoba mi się.






***

Moim zdaniem książka dla nas wszystkich dorosłych. Przecież cały czas zastanawiamy się jak to zrobić, żeby naszym dzieciom było lepiej. Pogoń za pieniędzmi, kolejne zlecenia, kolejna lepsza praca, kolejny pochłaniacz czasu.
A tymczasem wyjście jest takie proste. Posłuchajmy naszych dzieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz