poniedziałek, 30 grudnia 2019

Szczęście przy kominku , Gargaś Gabriela - recenzja

Czy wy też tak macie, że święta już nie są takie magiczne jak kiedyś? Raczej kojarzą się z bieganiną za prezentami, siedzeniem przy stole i jedzeniem?
Pamiętam jeszcze te święta z dzieciństwa,  wszyscy zbieraliśmy się przy świątecznym okrągłym stole, kiedy z niecierpliwością czekało się na Mikołaja. Te olbrzymie prezenty, a przecież  za wszystkim trzeba było stać w kolejce. A najbardziej utkwił mi w pamięci smak pomarańczy i cukierków, które przywoził nam wujek.
Teraz magia świąt jakoś przyblakła. W ubiegłym roku nie czytałam w zasadzie książek świątecznych, zawsze mi się wydawało, że są zbyt ckliwe i przesłodzone Tym razem stwierdziłam, że zakupię i poczytam.
Przyznam się, że poszłam w książki Gabrieli Gargaś i nie żałuję. Jedną z nich było właśnie Szczęście przy kominku.






Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, jakoś wcześniej nigdy nie natknęłam się na jej książki.
Jednak na pewno poszukam jej innych książek, bo bardzo dobrze mi się czyta jej powieści.
*****
Jest to historia, której wspólnym mianownikiem jest Bunia, babcia jednej z bohaterek. Ciepła, kolorowa i bardzo mądra osoba, łączy wszystkie watki w książce, jest rozwiązaniem dla wszystkich bolączek. Każdy z bohaterów ma problem, jedni większy (córka, która postanawia się wyprowadzić od ojca, bo ten narobił jej wstydu przed kolegami, żona, która postanawia, odpocząć od męża, choć bardzo go kocha...).





Książka napisana w bardzo fajny i prosty sposób. Owszem znajdziemy tu olbrzymi ładunek słodyczy, ale jest to bardzo przyjemna słodycz. Nie ma tu przesady i lejącego się lukru. Nie jestem fanką tych przesłodzonych historii, które aż się człowiekowi ulewają. Tu jest zachowany umiar i przez to czyta się idealnie. Świetne kreacje bohaterów, różne tematy i problemy, które autorka wprowadza do fabuły, nie pozwalają nam na nudę. Czytając, zastanawiamy się, jak się rozwinie temat, będzie happy end, a może jednak nie.
Bardzo mnie rozczuliła jedna z bohaterek, która opiekuje się swoim „dziadziusiem” i tak właśnie na niego mówi. Przypomniał mi się od razu mój dziadziuś, którego też tak nazywałam. Nigdy dziadek zawsze dziadziuś. Oj wiele bym dała, żeby z nim porozmawiać.
Historie opisane przez autorkę, są realistyczne, ale przedstawione w sposób łagodny i przemyślany. Są tu pokazane smutki, choroba, kryzys małżeński, ale sposób przedstawienia jest bardzo łagodny i delikatny.
Jest to bardzo ciepła i przyjemna w czytaniu.






******
Polecam serdecznie. Książka będzie się świetnie czytało również po świętach.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia