Lubię powieści kryminalne. Zapewne ci, co mnie odwiedzają już to wiedzą. Zaczytuję się w Remigiuszu Mrozie, w Kasi Puzyńskiej. Oczywiście, że lubię też inny rodzaj literatury, ale tym razem o kryminał właśnie tu chodzi. A tak właściwie o debiut literacki Kingi Wójcik i książkę Poryw. Jak wiadomo dobra powieść kryminalna to nie tylko doskonała i zawiła intryga, to także dopracowani i charakterystyczni bohaterowie, najlepiej z przeszłością, jakiś wiecie psychologiczno – emocjonalny watek zawsze dodaje takiemu kryminałowi dodatkowe smaczki. Jak poradziła sobie z tym nasza młoda pisarka? Zaraz wam wszystko opowiem.





Fabuła:
Klemens Chmielny, nudny księgowy, który jest, zdawałoby się przykładnym mężem, współwłaścicielem hotelu, pewnego dnia nie pojawia się kilka dni w domu, nie dzwoni do matki i ta zaniepokojona zgłasza jego zaginięcie. Zapytacie matka? Dlaczego nie żona? A no właśnie dlaczego? Okazuje się bowiem, że to niekoniecznie takie zwykłe zaginięcie a morderstwo. I to uruchamia całą policyjną procedurę. Okazuje się bowiem, że księgowy nie był taki nudny, jak się wszystkim wydawało. Miał swoje za uszami. Sporo było tych jego grzeszków. Tylko kto jest podejrzany? Może żona, bo chyba nie było między nimi najlepiej, skoro zaginięcie zgłasza matka? Może jakieś przekręty – skoro to księgowy? Oj można by tu rzucać domysłami jak z rękawa. Tylko po co skoro możecie się o tym, kto i dlaczego dowiedzieć tylko, kiedy przeczytacie książkę. Wiecie przecież, że ode mnie się tego nie dowiecie.
Śledztwo prowadzi , bezkompromisowa i inteligentna komisarz Lena Rudnicka. Do pomocy dostaje sierżanta Marcela Wolskiego, który okazuje się..., a nie powiem, niech to będzie dla was niespodzianka.
Śledztwo jest dość skomplikowane, zagadki i tajemnice, zaskakujące zwroty akcji, genialna fabuła. To, co wydaje nam się na pierwszy rzut oka proste i oczywiste, w ostatecznym wydaniu wcale takowe nie jest.
Autorka genialnie buduje napięcie, niby to już rozwiązanie zagadki mamy na wyciągnięcie ręki, już nam się wydaje mam, wiem i … nie, to tylko kolejny trop, który burzy wszystkie dotychczasowe nasze spostrzeżenia i wnioski. Okazuje się, że to tylko kolejna skazówka, która w końcu doprowadzi nas do mordercy.




Podsumowanie:

Przeczytałam w swoim życiu bardzo dużo dobrych kryminałów. Ponieważ to mój ulubiony gatunek literacki, jeden w wielu, podchodzę do tego rodzaju powieści z dużą rezerwą. Wiecie, jak to jest, wydaje mi się, że już chyba nie można wymyślić nic dobrego i nic nowego. Może dlatego ta książka przeleżała u mnie chwilkę, zanim się do niej zabrałam. No i co .. Czy żałuję? Nie absolutnie nie żałuję. Kiedy ostatnio moja koleżanka zapytała, czy mam jakiś fajny kryminał do przeczytania, bez wahania wręczyłam jej Poryw Kingi Wójcik. Myślę, że to najlepsza rekomendacja tej książki. Moim skromnym zdaniem pani Kinga już niedługo będzie mogła zasiąść w loży z Mrozem czy Puzyńską. No i oczywiście moje czepianie się bohaterów. Tu majstersztyk. Wszystko dopracowane, idealnie dopasowani do swoich ról. Jak dla mnie bardzo udany debiut. Jest tylko jeden minus... Taki mianowicie, że będę musiała poczekać na kolejne części.

Już teraz mogę zadeklarować, że na pewno sięgnę po kolejne części z panią komisarz Leną Rudnicką.

Gratuluję pani Kingo!

Brak komentarzy: