Danuta Awolusi nazwana została drugą Jodi Picoult, ponieważ tej książki bardzo lubię, postanowiłam, że powieść „Twoja wina” powinna znaleźć się na mojej liście do przeczytania.
Ponieważ ostatnio ciężko mi się zabrać za książki obyczajowe jakoś tak chwilkę się zeszło, zanim po nią sięgnęłam. Nie ukrywam, że po ostatniej mojej książce ciężko mi też jakoś się skupić na innej obyczajówce .
Jednak przeczytałam i powiem szczerze, że książka jest ok.




Fabuła:
Marcelina, młoda fajna dziewczyna, spotyka pewnego dnia Adama. To mężczyzna ideał, super przystojny, piękny, szarmancki. Dziewczyna nie może uwierzyć w swoje szczęście, że akurat nią się zainteresował. Jak to możliwe, że wybrał niepozorną trenerkę, która od września zaczyna również swoją karierę jako nauczycielka. Ich znajomość oczywiście przeradza się z czasem w uczucie, które zaprowadzi ich prosto do ołtarza. Marcelina co prawda czasami zastanawia się, czy to normalne w związku, że mąż jest szorstki i nie zwraca uwagi na potrzeby żony. Bo to przecież normalne prawda?
Czy są idealni ludzie? Jak myślicie? Przecież to nie jest normalne? Czy kobieta w końcu przejrzy na oczy? Czy nie będzie za późno?
Hmmm….

Marcelina była bardzo zapatrzona w swojego męża i tak w zasadzie się nie dziwię, bo przecież wiadoma rzecz, że zakochani nie widzą wad. A tu jeszcze trafia nam się przystojniak, za którym oglądają się wszystkie kobiety. Nawet te drobne jego potknięcia staramy się jakoś tłumaczyć, prawda?
Miłość to przecież tak cudowny stan, który bardzo wpływa na nasz wzrok i racjonalne myślenie. Ja przez prawie całą książkę była zadziwiona i zniesmaczona. Czym zapytacie? Nie czym, bo wszystko było tu ok, fabuła, akcja, bohaterowie. No właśnie oprócz jednego Adama. Ten facet działał mi strasznie na nerwy. Zdaję sobie sprawę, że był on tu trochę przerysowany, ale miałam kilka razy ochotę go pacnąć. Nie cierpię takich ludzi, na pewno nie zostalibyśmy przyjaciółmi.





Podsumowanie:
Książka jest bardzo fajnie napisana. Zaciekawia w zasadzie od pierwszej strony. Bardzo kibicowałam Marcelinie, żeby w końcu przejrzała na oczy. Czy to się udało? Tego nie zdradzę, bo na pewno bylibyście niezadowolenia. Podobał mi się to, że autorka bardzo realistycznie wykreowała swoje postacie. Każda z nich była tak rzeczywista, że w zasadzie można było je poczuć, jakby siedziały obok nas. No bo przecież są takie Cesie, które trwają przy swoim mężu nawet, wtedy gdy same cierpią. A taki Adam pewny siebie, manipulanta, przyznajcie się, kto nie spotkała na swojej drodze takiego? Niestety nie wszyscy posiadamy radary, które pozwalają na to, że takowy znajduje się blisko i chce nas wykorzystać.
Co do porównania do Jodi Picoult, to chyba zbyt mocne. Książka jest bardzo dobra i polecam ja serdecznie, ale moja ukochana Jodi Picoult jest nie do podrobienia.
Polecam, bardzo dobrze napisana powieść, musi znaleźć się na waszej liście do przeczytania.

Brak komentarzy: