Historia Wafelka - ku przestrodze

     Zauważyliście na pewno, że na zdjęciach przewija się Wafel. Nasz piesek - Maltańczyk - najcudowniejszy i ukochany przez wszystkich domowników.

 



    Chciałbym opowiedzieć Wam jego  historię, to tak dla was ku przestrodze, dla tych którzy myślą o kupnie psa. To nie będzie związane z tym, że będę Wam odradzała kupno psa, to raczej przestroga przed tym od kogo kupujecie.

    Decyzja zapadła chcemy kupić psa, zastanawiamy się nad Maltańczykiem lub Westem. Jest to pierwszy tak poważny zakup żywego stworzenia, że nie wiemy jak się do tego zabrać. Zaczynamy od najłatwiejszej drogi, poszukiwania na olx. Jest piękny, blisko, dzwonimy. Pani proponuje, że przywiezie pieski do nas do domu (tu powinna zapalić mi się pierwsza lampka), ponieważ nie mam auta, chętnie przystaję na propozycję. 

   Następnego dnia (piątek), pan przywozi nam dwa psy w transporterach. Oba są piękne, malutkie jednak nasz Wafelek od razu kradnie nasze serducha. Płacę zostaje, dostajemy jego książeczkę, metryczka ma być dosłana (oczywiście nigdy do nas nie dotarła).

  Sobota cudownie, piesek piękny, grzeczny, śpi. W nocy z soboty na niedzielę zaczyna się koszmar. W  nocy budzi mnie straszne burczenie w brzuchu, otwieram oczy i zastanawiam się, co to jest, nie uwierzylibyście - to było straszne, za chwilę pies zaczyna kaszleć. Całą noc nie spałam, tak się biedak męczył.

   Niedziela rano pies wymiotuje, robakami, z uwagi na wasze żołądki nie opiszę, jak to wyglądało. Jestem przerażona, nie wiem co robić, piesek nie je, nie pije, jest bardzo słaby. Dzwonimy do weterynarza, pani doktor powiedziała co robić i kazała przyjść po południu do lecznicy.

   Okazuje się, że pies ma robaki, wszędzie, zainfekowały cały układ pokarmowy, oddechowy, nie wiadomo czy uda się go odratować. 

   Dzwonię do weterynarza, który szczepił i odrobaczał psa i co się okazuje, w  dniu, który  mam wpisany w książeczce szczepień, szczepione były owszem, ale nie maltańczyki. Jak to? To może mój pies nie był szczepiony?

   Dzwonię do właścicieli,  tłumacza się zamianą książeczek,  mówią, że mogę oddać pieska jeśli go nie chcę. Powiem szczerze, że  zastanawiałam się nad tym, ale moja pani weterynarz uświadomiła mi, że jeśli go oddam, oni go uśpią. Jak to ? Tak oni -takie pseudohodowle - nie mają skrupułów, nie są im potrzebne chore psy. 

  Wafel został.  Leczenie trwało pół roku.  Piesek jest teraz zdrowy, jednak ma czasami problemy z żołądkiem, pozostałość po robakach. 

   Oczywiście później nie mogłam się dodzwonić do hodowców, do weterynarza, który z nimi współpracuje też nie. Ogłoszenia na olx zniknęły. 

  Pewnie pojawiły się nowe z innym numerem telefonu. Okazało się, że nie tylko ja dałam się nabrać, wszystkie psy z tej hodowli były chore. Wiem to od mojej pani weterynarz, bo nie tylko Wafelek do niej trafił. Nie wszystkie psiaki  jednak miały tak dużo szczęścia jak nasz.

Piszę to dla Was ku przestrodze. Sprawdzajcie hodowle, z których  bierzecie psiaki. Nie pozwalajcie, żeby wam je przywieźli, sami jedźcie, żeby zobaczyć, w jakich warunkach żyją pieski. 


   





Komentarze

  1. Smutne to, ze taki prezeder w ogóle może mieć miejsce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, jest i to na wielką skalę niestety

      Usuń

Prześlij komentarz