poniedziałek, 18 lutego 2019

Miłość z błękitnego nieba Krystyna Mirek - recenzja

Miłość z błękitnego nieba Krystyna Mirek - recenzja
Obchodzicie Walentynki? Ja nie jestem zwolenniczka tego święta, jednak nie przeszkadza mi to, że inni je obchodzą. Jest to taki dzień, który każdy obchodzi według swoich upodobań. Jedni będą na niego czekali z utęsknieniem, inni, jak ja np. uważają, że to tylko i wyłącznie komercja. No ale nie o tym jednak mówimy. Jednak ten dzień wpisuje się w fabułę najnowszej książki Krystyny Mirek „Miłość błękitnego nieba”.






Angelika to rodowita krakowianka, która dostaję w przeszłości swoja szanse na wybicie się. Wyjeżdża do Monachium tam, ciężko pracuje i osiąga wiele zawodowych sukcesów. Jest bardzo ambitną i zdeterminowaną kobietą, nie ma w jej życiu czasu na rodzinę ani miłość. Jest to, może trochę, związane z jej dzieciństwem, które nie było usłane różami. Kiedy kobieta po latach wraca do Krakowa, żeby podpisać bardzo ważny kontrakt w jej życiu. Czy wizyta w rodzinnym mieście okaże się zwykłą wizytą biznesową?
Daniel to młody i przystojny biznesmen ma własną firmę komputerową. Uwielbia bawić się kobiecymi uczuciami. Miał już romans chyba z każdą swoją pracownicą. Niestety związki te trwają bardzo krótko, każda z kobiet na pożegnanie otrzymuje od niego drobny upominek. Jego rodzice kochają swojego jedynaka nad życie i marzą o tym, żeby ten w końcu znalazł tę jedyną.
Kiedy pojawia się okazja, podpisania bardzo intratnego kontraktu z niemiecką firmą, mężczyzna gotowy jest na wszystko, żeby kontrakt został podpisany, ale na jego warunkach.
Okazuje się, że ma spotkanie z nieugiętą w negocjacjach Angeliką. Kobieta nie daje się złapać na jego sztuczki i podryw. Daniel zaczyna dostrzegać w niej godnego przeciwnika, rozumie, że nie będzie mu łatwo przekonać ją do swojej wersji kontraktu.
Niestety to już wszystko, co mogę wam zdradzić.
Jak zakończą się negocjacje? Kto wyjdzie zadowolony? Czy Angelika upora się z demonami przeszłości?
To już musicie sami przeczytać.
Powiem tylko tyle, że jest to idealna lektura na weekendowe popołudnie. Można się przy niej odprężyć i odpocząć. Może i jest trochę przewidywalna, mnie to jednak w ogóle nie przeszkadzało. Jeśli szukasz czegoś lekkiego, co pozwoli ci zapomnieć o codziennych obowiązkach i kłopotach, możesz śmiało sięgnąć po książkę Krystyny Mirek „Miłość błękitnego nieba”.




niedziela, 17 lutego 2019

W imię dziecka Ian McEwan - recenzja

W imię dziecka Ian McEwan - recenzja

W imię dziecka, po pierwsze przepiękne wydanie. Zastanawiałam się tylko, czy treść dorówna okładce, bo wiecie, jak to czasami bywa, podobno nie ocenia się książki po okładce. Zdarzyło mi się już kilka razy, że się niestety zawiodła. Zwiódł piękny obrazek, a reszta okazał się nieciekawa. Jak będzie tym razem?








Fiona
 to sześćdziesięcioletnia sędzina, prawa rodzinnego. Jej sprawy są zazwyczaj trudne, a wyroki w nich wydawane potrzebują przemyślenia i taktu. Prywatnie, no cóż, właśnie przechodzi kryzys w swoim małżeństwie. Jej mąż, chce przeżyć swój ostatni w życiu – jak twierdzi- płomienny romans i pyta ją, czy ona zgodzi się na taki układ. Jak łatwo można się domyślić, kobieta wyrzuca go z domu.
Okazuje się, że w pracy też nie będzie ławo. Kolejna sprawa, jaką dostaje, dotyczy siedemnastoletniego Adama, chłopak choruje na białaczkę, a jego rodzice z racji swojego wyznania – nie zgadzają się na transfuzję krwi. Niestety, jeśli nie zostanie wykonany ten zabieg, jest duże prawdopodobieństwo, że chłopak umrze. Sędzina musi zdecydować, czy wykaz nakaz sądowy na wykonanie transfuzji, czy pozwolić na śmierć chłopca?
Jak możecie się łatwo domyślać, nie jest to łatwa książka, o dylematach moralnych, o tym, jak trudno jest podejmować właściwe decyzje. Można powiedzieć, że czasami to, co nam się wydaje oczywiste, może doprowadzić do niepotrzebnych komplikacji i konsekwencji. Autor uświadamia nam również to, że czasami nasze decyzje są dla innych niezrozumiałe lub złe, choć nam wydają się one rozsądne i dobre. Zmuszani jesteśmy do refleksji i przemyśleń o tym,  że nie zawsze nasz wybór jest słuszny, że inne osoby mogą mieć na ten temat swoje zdanie.
Nie jest to książka z tych porywających akcją, jest raczej statyczna i powolna. Nie powiem, żeby łatwo się ja czytało (jest tu bardzo mało dialogów, przez co dla mnie trudniej się czyta takie książki), jednak nie o to tu chodzi, żeby się rozgadywać. Tutaj to my mamy prowadzić rozmowy, swoje wewnętrzne.
W imię dziecka to bardzo wartościowa powieść, która uświadomiła mi, że nie trzeba się zniechęcać i warto czasami powalczyć, żeby odnaleźć z drugą osobą tę choćby malutką nić porozumienia. To pozycja, która daje nam do zrozumienia, że nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć jakie konsekwencje będą miały podjęte przez nas decyzje.
Jeśli zatem masz ochotę na chwile zwolnić, zastanowić się, pomyśleć. Zapraszam do przeczytania pięknie napisanej historii.






Okrutne pragnienie Araminta Hall- recenzja

Okrutne pragnienie Araminta Hall- recenzja
Konsekwencje sekretnej gry kochanków mogą być zabójcze!

Związek Verity i Mike’a nie należał do konwencjonalnych. Verity ukształtowała Mike’a, mężczyzna pozostawał pod jej przemożnym wpływem. Kochankowie upodobali sobie swoistą grę, która często kończyła się namiętnym seksem.

To jednak już przeszłość. Verity planuje poślubić innego mężczyznę. Gdy Mike dostaje zaproszenie na ślub, traktuje je jak wstęp do kolejnej, bardziej wyrafinowanej rundy dawnej gry. Wierzy, że jeśli będzie bacznie obserwował ukochaną, dostrzeże wyczekiwany znak...

Mroczny, silnie oddziałujący na emocje thriller psychologiczny, który pozostaje w pamięci jeszcze długo po lekturze!

„Czasem to, czego myślisz, że chcesz, niekoniecznie jest tym, czego chcesz naprawdę”.
No właśnie czy zawsze jest tak, że czegoś chcemy, a jednocześnie mamy wrażenie, że niekoniecznie. Czy to, co wydaje nam się ideałem, takie jest?





W książce „Okrutne pragnienie” mamy bardzo ciekawe podejście do narracji. Jest ona przedstawiona tu z punktu widzenia mężczyzny. Mamy tu okazję zagłębić się trochę w odczucia faceta, który jest ogarnięty wręcz obsesja na punkcie kobiety, miłości do niej. Możemy poznać tu różnego rodzaju psychologiczne niuanse, które rozgrywają się w głowie mężczyzny, który ma silne poczucie, że jego związek z ukochaną kobietą, to jego wina.
Bardzo ciekawa fabuła, atrakcyjnie zbudowane relacje, dobrze wykreowani bohaterowie. To jest to co potrzeba w dobrej powieści. Możemy się tu oczywiście dopatrzyć kilku nieścisłości czy naiwności, nie mniej jednak powieść należy zaliczyć jako kolejna udana w 2019 r.
Verity i Michale głowni bohaterowie jeszcze nie tak dawno temu tworzyli doskonałą parę, mieli plany na przyszłość. Niestety jeden mały błąd iw wszystkie puzzle z tej układanki zostają rozsypane. Mężczyzna stara się to wszystko jeszcze raz posklejać, jednak czy mu się to uda?
Mike nie potrafi sam oceniać sytuacji. Jego spostrzeżenia są maniakalne i niedorzeczne czasami. Trwa on w dziwacznych i nieosiągalnych już oczekiwaniach, które nie mają już racji bytu.
Nie chce zauważyć, że gra, którą stworzyli kiedyś z ukochaną, już się skończyła, on cały czas w niej trwa, powodując to, że wszystko w końcu wymyka się spod kontroli.
Zaskakujące zakończenie świetnie zostaje w pisane w przesłanie książki. Mamy tu historię, która ma w sobie elementy obłędu, miłości, ale i kłamstwa. To nie tylko miłość, która rozpala, ale i ta, która sieje spustoszenie. Jeśli zatem lubicie mroczne thrillery z wątkiem psychologicznym, zachęcam do sięgnięcia po tę książkę.




wtorek, 12 lutego 2019

Czas przeszły - Lee Child - recenzja

Czas przeszły - Lee Child - recenzja
Kolejna książka z przygodami Jack’a Reacher’a. Powiecie 23 tomy i to jeszcze się nie znudziło. No właśnie nie, jaki jest na to przepis? Wystarczy wymyśleć sobie genialnego bohatera, charyzmatycznego, nietuzinkowego, po prostu idealny. Były wojskowy, nie wiadomo gdzie mieszka, wędruje sam, jednak jest bardzo inteligentny i ma olbrzymie poczucie humoru i dystans do wielu spraw. Do tego dodać siłę charakteru i tężyznę fizyczną, całkiem spoko wygląd i mamy – Jack Reacher w całej okazałości.
Tym razem los zawiódł go do Laconii miasta, z którego pochodzi jego ojciec. Nasz bohater poszukuje swoich krewnych, próbując rozwikłać tajemnicę związana z jego rodziną. Oczywiście w tak zwanym między czasie nasz samotny wilk wpadnie, jak to on w kłopoty, no bo przecież, nie może być inaczej.








W tym samym czasie kiedy Jack przebywa w Laconii w małym motelu, niedaleko rozgrywa się ciekawa historia dwójki młodych ludzi. Patty i Shorty przybywają tu z Kanady, trafiają w zasadzie niechcący, psuje im się samochód i postanawiają skorzystać z usług motelu.
Niestety okazuje się, ze źle trafili i ich pobyt tutaj nie będzie dla nich zbyt miły. Dzięki temu, że toczy się dwupoziomowo, historia jest dynamiczna a zwroty akcji nie pozwalajaczytelnikowi na nudę.
„Czas przeszły” to historia, którą czyta się z zapartym tchem i z wypiekami na twarzy. Fabuła wciąga, akcji nie da się przewidzieć, dlatego ciężko odgadnąć zakończenie. Wszystko dzieje się dość szybko, zmuszając czytelnika do całkowitego skupienia, żeby nie pominąć żadnego ważnego elementu układanki.
W tej części mamy do czynienia z kunsztem Lee Child’a. Widać tu świetnie skonstruowaną fabułę, doskonale wykreowanych bohaterach. No mistrzostwo świata. Książkę czyta się bardzo szybko i w zasadzie ciężko się od niej oderwać.
Dacie się namówić na małą randkę z Jackie’m?






sobota, 9 lutego 2019

Syrena i pani Hancock Imogen Hermes Gowar - recenzja

Syrena i pani Hancock Imogen Hermes Gowar - recenzja
Piękna obwoluta i równie piękna okładka. Wydawnictwo Albatros z racji swojego 25- lecia obdarza nas w tym roku przepięknymi  prezentami.
Jest to chyba jedna z tych książek, na które się czeka. To gorąca premiera stycznia. Po pierwsze cudowne wydanie, po drugie magia syreny.







Akcja powieści to XVIII wiek, Londyn. Pewnego dnia kupiec pan John Hancock dowiaduje się, że stracił statek, ale zyskał, syrenę. Cóż zatem począć z tym cudem. Wiadomo jednak, że kupiec zawsze coś wymyśli. No i na jaki pomysł wpada nasz bohater, będzie zarabiał na swojej syrenie. Oczywiście bardzo szybko się rozniosło, że coś takiego jest możliwe w Londynie. Pan Honcock wypożycza swoją syrenę do słynnego domu rozpusty. Jak możecie się domyślać, będzie się działo. Czy jednak na pewno to o czym myślicie?
(przyznajcie się tu zaraz, co wam przyszło do głowy?).
Powieść ta to świetna propozycja dla miłośników Carlsa Dickensa czy Jane Austin. Jest to zresztą często podkreślane przez autorkę, że fascynuje ja ten okres w literaturze i dlatego chętnie do niego wraca. Dlatego pewnie w powieści mamy wiele opisów, czasami mrocznych, prowadzących do podejrzanych zaułków miasta, ale i przedstawienie kobiet jako te, które mają przypisaną pewną rolę społeczną, mają swoje marzenia o tym, że zmienić swoje życie.
Jeśli zatem podobają Wam się takie klimaty, znajdziecie tu wszystko, to co lubicie. Mroczne tajemnice londyńskich ulic i kobiety, które w zasadzie pełnia rolę reprezentacyjną.
Jest to bardzo dobrze napisana powieść obyczajowa z wątkiem tajemniczej syreny w tle. Jeśli szukacie tu zaskakujących zwrotów akcji i zabójczo szybkiej akcji to niestety tym razem jej nie znajdziecie. Jest to raczej powieść skierowana do koneserów tego rodzaju gatunku. Możemy się tu bowiem delektować fabułą, dostrzegać jej najdrobniejsze szczegóły i niuanse, nawiązujące do powieści z końca XVIII wieku. Wplecenie do fabuły elementu mitologicznego, jakim jest syrena, bardzo ubarwia i nadaje dobrego smaku powieści. Zdaje sobie sprawę, że nie jest to książka dla każdego, jednak może się skusisz i spróbujesz wraz z autorką przenieść się do osiemnastowiecznego Londynu?

czwartek, 7 lutego 2019

Podniebna pieśń Abi Elphinstone recenzja

 Podniebna pieśń Abi Elphinstone recenzja
          Jak wiadomo od zawsze, dzieci to czystość, dobro, magia. Niestety nie można przypisać tych cech dorosłym, którzy pragną władzy, bogactwa, nieśmiertelności itp.
Młody wynalazca Flint wyrusza w podróż, której celem jest uwolnienie jego matki. Ratuje Eskę, dziewczynę, która została uwięziona przez Królową Lodu, ta bowiem potrzebuje jej głosu, jest on jej niezbędny w otrzymaniu nieśmiertelności.
Króla więzi wszystkich dorosły. Dzieciaki okazują się jednak – jak zwykle zresztą- sprytniejsze i ukrywają się przed nią, planując powstanie, które ma na celu, uwolnienie ich rodziców.





             Niestety zwykłą broń w tym wypadku to zbyt mało, tu potrzebna jest magia. Ba, tylko żeby była skuteczna, trzeba w nią uwierzyć, trzeba zjednoczyć się z innymi, wspomóc Eskę w jej przedsięwzięciu. Czy podołają wyzwaniu?
To przepiękna opowieść o magii, o podejmowaniu trudnych zadań i decyzji. O uświadamianiu sobie rzeczy ważnych, które często mają wpływ na nasze życie. Książka o tym, że czasami warto dać szansę dziecku, uświadomić sobie, że nie tylko my dorośli jesteśmy najważniejsi. Może czasami warto dać się ponieść magii i przypomnieć sobie jakie to fajne.
           Fabuła książki jest dynamiczna, jej tempo nie pozwala sie nudzić. Bohaterowie mają tyle, rzeczy do wykonania, tyle zadań i trudów, które muszą pokonać, że nie ma czasu na nudę. Jest to powieść, która pokazuje dziecku, jak łatwo można zdobyć przyjaciół, ale również jak łatwo, można zrobić z kogoś wroga. Pokazane są tu takie wartości, jak miłość, przyjaźń, bezinteresowność, oddanie. Uświadamia  również, jak ważne jest dążenie do celu, pokonywanie trudności to tylko malutki kroczek do tego, żeby zdobyć cel.
Książkę czyta się szybko, napisana jest bardzo prostym, zrozumiały dla młodego czytelnika językiem. Uważam, że my dorośli, również znajdziemy tu wiele wartości, o których warto sobie przypomnieć w naszym zagonionym i zapracowanym życiu.






wtorek, 5 lutego 2019

Los Audrey Carlan - recenzja

Los Audrey Carlan - recenzja

To już kolejna książka tej autorki, którą miałam okazje przeczytać.





             Nie jest to typowa, słodka opowieść o miłości. Znajdziemy tu również to wszystko, co związane z miłością, dylematy, przeciwności losu i problemy, które trzeba rozwiązać.
Kathleen kobieta, która przeżyła kilka lat temu pożar. Niestety strawił on to, co najważniejsze, poczucie własnej wartości i siłę do dalszego życia. Kiedyś piękna pewna siebie kobieta, teraz stała się wrakiem samej siebie. Poparzone ciało, nie zawsze chce z nią współpracować, poszarpana dusza, z meczącymi koszmarami, nie daje spokoju.
To wszystko spowodowało, że dziewczyna odrzuciła swojego ukochanego, mężczyznę, który kocha ja nad życie i oddałby wszystko, żeby ją odzyskać.
     Po kilku latach od wypadku Kat zaczyna powoli akceptować siebie i swój stan. Ma pracę, którą uwielbia, ma przyjaciół, których kocha, brakuje jej tylko jednego, miłości. Okazuje się bowiem, że jej były chłopak nadal gości w jej sercu. Nie zapomniała o nim, można nawet powiedzieć, że coraz częściej zaczyna myśleć o tym, że mogliby do siebie wrócić.
    Carson, nadal nie może zapomnieć o Kat, kiedy pewnego razu spotykają się w knajpie, wiedzą już, że są dla siebie przeznaczeni.
Postanawiają spróbować jeszcze raz. Niestety nie może być przecież tak różowo. Los ma co do nich inne plany. Nie znaczy to wcale, że nie będą razem, ale nie będzie to łatwe. Garson, który przez trzy lata, nie zawsze zachowywał się poprawnie, będzie musiał ponieść konsekwencje, niektórych swoich decyzji.
   Mamy tu zatem piękną historię o miłości, która jest w stanie przetrwać wiele przeciwności losu. Niestety czasami inne osoby, mogą zniszczyć lub nieźle namieszać w życiu.
    Fabuła jest fajnie zbudowana, nie jest to typowy romans, mamy tu bowiem delikatną namiastki sensacji. Dynamizm i zaskakujące zwroty akcja nie pozwalają nam na nudę.
Jeśli zatem jesteście ciekawi czy Kate i Garsonowi uda się pokonać przeciwności losu? Czy będą razem? Jakie jeszcze czekają ich przeżycia i niespodzianki?
Mam dla ciebie propozycję, zrób sobie herbatę, zaszyj się gdzieś, gdzie cię nikt nie znajdzie i czytaj, żeby odpowiedzieć na wszystkie zadane przeze mnie pytania.
Miłej lektury.









środa, 30 stycznia 2019

Tam gdzie jesteś Tomasz Betcher - recenzja przedpremierowa

Tam gdzie jesteś Tomasz Betcher - recenzja przedpremierowa

Zabieram  się już trzeci dzień za recenzję i znowu siedzę i myślę co tu napisać. Nie jest to wynikiem mojego lenistwa czy tego, że nie mam wyrobionego zdania, na temat tego, co przeczytałam. Mam jak najbardziej, tylko wiecie, nie wiem jak mam Wam to napisać.
Książka według mnie jest taka….rewelacyjna, że nie chciałabym jej zepsuć swoją recenzją. Do tego jeszcze napisana przez mężczyznę, a tak piękna i wymowna, że aż nieprawdopodobna. Wydaje mi się, że niestety nie dam rady ubrać tego wszystkiego tak pięknie w słowa, jak autor. Może jednak choć troszkę spróbuję Wam przybliżyć Jantar, fabułę i głównych bohaterów.





       Adam i Anna to mężczyzna po przejściach, kobieta z przeszłością – zaczyna się dobrze – prawda.
          On bezdomny, który tuła się po całej Polsce, nie mogąc zagrzać nigdzie miejsca na dłużej. W zasadzie nic o nim nie wiem, dlaczego został bezdomnym, jak żył wcześniej. 
         Ona właśnie złożyła pozew o rozwód. Jest piękna, dość zamożna, pracuje w banku, jej mąż to tyran, który znęca się nad nią psychicznie. Jest on znanym adwokatem, mieszkają w Gdańsku. Kobieta ma już dość upokorzeń i składa pozew o rozwód, to oczywiście nie podoba się mężowi, możemy się domyślać, że nie podda się on tak łatwo.
        Pomyślicie zatem, jak losy tych dwoje się połączą, on w Jantarze, ona w Gdańsku. No cóż, los bywa bardzo przebiegły. Adam, szukając schronienia na zimę, postanawia zamieszkać w opuszczonym – według niego- domku letniskowym w Jantarze. Okazuje się oczywiście, że domek należy nie do kogo innego jak do Anny. nasuwa sie tu od razu myśl, że  los łącząc ich, wiedział, co robi, bo potrzebują siebie nawzajem.
          Reszta już zostaje dla mnie no i oczywiście dla Was podczas czytania.
Zastanawiam się do jakiej kategorii gatunku zaliczyć tę powieść. Na początku powiedziałabym, że to obyczajówka, teraz jestem skłonna powiedzieć, że z elementami przepięknie dodanego romantyzmu. Takiego pięknego, subtelnego i przecudnie napisanego.
       „Tam, gdzie jesteś” to przepięknie napisana powieść o miłości, przyjaźni i potrzebie bliskości z drugim człowiekiem. Myślę, że idealnie się sprawdzi w długie zimowe wieczory, ale również latem na plaży. Książka o życiu, o tym, że najpierw musimy zacząć żyć w zgodzie ze sobą, wtedy wszystko zaczyna się układać po naszej myśli, wtedy my jesteśmy szczęśliwi. Nie ma tu rzeczy niepotrzebnych, tzw. Przedłużaczy fabuły, wszystko jest tu po coś. Już jestem ciekawa kolejnej książki Tomasza Bechtera. Tymczasem miłej lektury moi drodzy.








niedziela, 27 stycznia 2019

To, czego potrzebuję J. Daniels - recenzja

To, czego potrzebuję J. Daniels - recenzja
Romanse to  takie powieści, po które sięgam  od czasu do czasu sięgam.
Lubię odpocząć od thrillerów, właśnie czytając jakiś romans czy erotyk. Zastanawiam się właściwie, do jakiego gatunku zaliczyć książkę „To, czego potrzebuję”.
Może najpierw w kilku słowach przybliżę fabułę.
Tennyson to młoda dziewczyna, która zostaje zaproszona na ślub swojego brata, bez swojego obecnego partnera. Jej brat Reed nie przepada za nim, był jego szefem i zwolnił go z pracy, w ogóle sytuacja jest dziwna.








Riley ma wyrzuty sumienia, myśli, że całą ta sytuacja to jej wino, jednak okazuje się, że to Richard jej chłopak zawala sprawę. Zaczęło się od tego, że traci pracę u jej barta, potem dochodzi do tego alkohol, narkotyki. Mężczyzna wyżywa się na dziewczynie, wpędzając ją w poczucie winy. Dlatego między innymi kobieta zostaje zaproszona sama na ślub brata. Ten nie chce widzieć jej partnera. Początkowo nie podoba się jej to wcale, jednak po kłótni z wyzwiskami, kończy związek i postanawia iść sama na ślub. Przeddzień uroczystości poznaje CJ Tulle’ego, który jest przyjacielem jej brata. Po nocnej imprezie spędzają razem upojną noc. Pojawia się między nimi nić porozumienia, a może coś więcej? Kiedy dziewczyna wraca do domu jej „były chłopak” twierdzi, że wcale ze sobą nie zerwali, dziewczyna zgadza się dać mu kolejną szansę. Tu pojawia się problem. Po pierwsze Richard nie bardzo chce się zmienić, CJ wysyła kuszące smsy, bo zależy mu na Riley. Jak potoczą się dalsze losy bohaterów? Czy przyjaźń wystarczy CJ i Riley?
„To, czego potrzebuję” jest bardzo dobrym romansem. Na początku, kiedy autorka spiknęła tych dwoje od razu w łóżku, trochę się bałam co będzie dalej, myśląc, że będzie to kolejny przykład książki, gdzie najważniejsze są łóżkowe ekscesy. Jednak okazało się, że to tylko taki falstart był i dalej sytuacja potoczyła się zgoła w innym kierunku. Fabuła pozwala na to, żeby książkę czytało się bardzo fajnie. Zwroty akcji, dynamizm nie pozwala nam się nudzić.
Jest idealna książka, jeśli zależy ci na przeczytaniu czegoś łatwego i przyjemnego. Dla mnie była idealną odskocznią od codziennych obowiązków. Zrobiłam sobie taką lajtową sobotę z książką. Polecam.

sobota, 26 stycznia 2019

Neverworld Wake Marisha Pessl - recenzja

Neverworld Wake Marisha Pessl - recenzja

Zastanawiam się jak zacząć recenzję, przychodzi mi tylko jedno na myśl, jeśli wszystkie książki w 2019 roku będą tak dobre, to zapowiada się bardzo udany rok.

To jedna z tych pozycji, która nie pozwala nam się ani na chwilę z nią rozstać. Dlatego od razu uprzedzam, zanim zaczniecie czytać, przygotujcie hektolitry kawy lub herbaty, koc i jakieś przekąski.
Powiem szczerze, że opowiedzenie pokrótce bez spoilerów o książce wcale nie jest łatwe, ale postaram się, choć troszeczkę przybliżyć Wam „Neverworld Wake”.





Beatrice stara się pozbierać, po tym, jak znaleziono jej martwego chłopaka w kamieniołomach. W zasadzie nikt nie wie, jak zginął, jego śmierć  zostaje do dziś zagadką. Dziewczyna postanawia pewnego dnia wyruszyć do posiadłości Wincroft, tam spotykają się przyjaciele. Może uda się odkryć prawdę, Bee czuje, że dawna paczka zna przyczynę śmierci Jima, rusza im na spotkanie. Młodzi ludzie czują się bardzo dziwnie podczas spotkania, ale już po chwili zaczynają ze sobą rozmawiać. Wyruszają do baru, po kilku drinkach w drodze powrotnej mają wypadek. Tu zaczyna się cała zabawa. Rano okazuje się bowiem, że wpadli oni w pętlę czasu. Będzie się ona powtarzać, dopóki nie podejmą jednej decyzji. Muszą wybrać jedną osobę, która przeżyje. Początkowo są przerażeni całą sytuacją, jednak w kolejnych dniach odkrywają szansę poznania prawdy o śmierci przyjaciela.
Czy im się to uda? Jakie czekają ich niespodzianki?





Jest to dość skomplikowana powieść, ma wiele sekretów, niedopowiedzeń. Główna bohaterka Bee jest jednocześnie narratorem. Jest tu przedstawiona jako osoba bardzo spokojna, uczynna, wrażliwa. Kibicujemy jej od samego początku i chcemy, żeby odkryła prawdę. Jednak autorka nie daje nam poczucia, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Cały czas stara się wzbudzić w nas jakieś podejrzenia, poczuć się niepewnie. Każda postać jest bardzo dobrze zbudowana. Wszyscy mają swoje sekrety. Każdy z nich stara się ukryć to, co niewygodne, manipulując resztą. Jest jednak i drugie ich oblicze, mimo wszystko się uwielbiają i boją się o siebie nawzajem. Fabuła jest tak zbudowana, że naprawdę trudno przewidzieć co się wydarzy w dalszej części, jest bardzo dobrze dopracowana i przemyślana. Akcja jest bardzo dynamiczna, co powoduje, że nie mamy czasu na nudę. W napięciu i z pewnym niepokojem oczekujemy na zakończenie, które mnie osobiście zaskoczyło.

Jestem pod wrażeniem tej książki i czekam z niecierpliwością na serial.


















czwartek, 24 stycznia 2019

O psie, który wrócił do domu W. Bruce Cameron -RECENZJA

 O psie, który wrócił do domu W. Bruce Cameron -RECENZJA

Pies jest jedynym stworzeniem na ziemi, które kocha cię więcej niż siebie samego". Josh Billings. Od kiedy mamy psiaka coraz bardziej utwierdzam się w tym, że to prawda. Nasz Wafel cieszy się, jak nas zobaczy, jakby nas nie widział kawał czasu, a to zaledwie kilka godzin, czasami kilka minut.

Kiedy otrzymałam do recenzji książkę „O psie, który wrócił do domu”, byłam jej bardzo ciekawa. Niestety nie czytałam wcześniejszych książek tego autora, ale słyszałam bardzo pozytywne recenzje na ich temat.





Po pierwsze przepiękna okładka, a to lubię, przesłodki szczeniak na okładce, obok którego nie można przejść obojętnie. Na szczęście nie tylko okładka jest cudna, bo w środku również znajdziemy przecudowną historię Belli i Lukasa, jej pana. Książka , która opowiada o cudownej miłości psa i człowieka. Bellę poznajemy jako malutkiego szczeniaka, który ukrywa się ze swoją rodziną w piwnicy pewnego opuszczonego domu, mieszka tam również stado dzikich kotów. Lukas to mężczyzna, który dokarmia te zwierzaki, żeby nie umarły z głodu. Niestety okazuje się, że developer, który kupił to miejsce, chce wyburzyć dom, żeby postawić tam nowy. I tu powstaje problem. Co zrobić ze zwierzętami, które tu zamieszkały. Niestety prawo stoi po stronie ludzi, Lukas próbuje w jakiś sposób zapobiec tragedii, rozpoczyna się walka o bezbronne zwierzaki. Podczas wyłapywania zwierzaków, okazuje się, że jest wśród nich pies. Tak oto Bella trafia do Lukasa. Od pierwszego pogłaskania rodzi się miłość. Bella obdarza swojego człowieka miłością bezgraniczną, on też kocha swoją sunię nad życie. Niestety los nie jest łaskawy, po kilku bataliach z developerem, Lukas zostaje rozdzielony z psem. Jest to spowodowane tym, że w kamienicy, w  której mieszkają, nie wolno trzymać psów. A developer, który nienawidzi chłopaka, uprzejmie doniósł, że ten trzyma psa w domu. Bella zostaje rozdzielona z Lukasem, trafia do domu tymczasowego. Psina nie może znaleźć sobie tam miejsc, tęskni za swoim człowiekiem.

I tu rozpoczyna się niemal dwuletnia tułaczka i podróż Bella do swojego pana. Podczas swojej wędrówki, psina pokonuje ponad 600 mil. Niejednokrotnie głodna, zziębnięta i przerażona wędruje za zapachem „Do domu”.

Bardzo piękna i pouczająca historia. Bardzo ciekawe zwroty akcji, nie pozwalają czytelnikowi na nudę. Pies jako narrator jest super zabiegiem autora. Możemy wczuć się w emocje, które odczuwa Bella. Bez trudu możemy wczuć się w jej psychikę, poznać sposób rozumowania oraz postrzegania ludzi.
Fajnym zabiegiem, jest również to, że autor pokazuje tu również życie kotów, jako tych bardziej niezależnych, tych, które nie bratają się tak łatwo z ludźmi, jak psy. Opowieść bardzo przypadła mi do gustu. Trzyma czytelnika w napięciu, jest przepełniona emocjami, nie tylko tymi pozytywnymi, ale również tymi złymi i nieprzyjemnymi.
Przepiękna opowieść, którą polecam zarówno dorosłym, jak i młodzież. Myślę, że każdy człowiek ma w sobie choć odrobinę, iskierkę miłości do zwierząt i chętnie potowarzyszy Belli w jej wędrówce. Miłego czytania.












środa, 23 stycznia 2019

Mów szeptem -Agnieszka Olejnik

Mów szeptem -Agnieszka Olejnik
„Mów szeptem” to kolejna idealna propozycja Agnieszki Olejnik. To jedna z tych książek, które warto, ba nawet trzeba przeczytać. Mówi  o uczuciach, o zagubieniu i samotności wśród ludzi.
Witek i Magda, bo o nich tu będzie mowa to dwoje trochę pogubionych w dzisiejszym świecie młodych ludzi. Magda, dziewczyna po przejściach, Witek, chłopak z autyzmem i przedziwnym darem widzenia słów jako kolory (to musi być zarazem piękne, jak i okropne).



Ona kolorowa, ubiera się bardzo odważnie, lubi kolory. Jednak jak dowiadujemy się podczas czytania to tylko przykrywka, przed tym, co ją spotkało. On widzi świat kolorami, jest piękny, kiedy widzi dobro i szary, kiedy skrywa się za słowami czy ludźmi coś niepokojącego. Wydawać by się mogło, że nasi bohaterowie są idealnie dobrani. Jednak czy na pewno?
Ja raczej powiedziałabym, że dobrali się oni na odwiecznej zasadzie przeciwieństw. Dzięki temu połączeniu świat nie był już tylko szary lub tylko kolorowy, można było trochę pobawić się w artystę i pomieszać to, co oczywiste.
Wiadomo przecież, że w życiu nigdy nie jest tak, że coś jest białe lub czarne. I na tym właśnie ono polega, trzeba szukać tych malutkich furtek, które mamy.
Witek jest bardzo zamknięty w sobie, nazywany w klasie Przypał, Magda nowa dziewczyna, która przyjeżdża nie wiadomo skąd i jakoś nie chce się z nikim z klasy zaprzyjaźnić. Pewnego dnia chłopak znajduje na drzewie jej ogłoszenie o korepetycjach z angielskiego, odrywa kartkę z numerem telefonu i dzwoni do niej…
Tu zaczyna się cała historia. Nie, nie będę dalej opowiadała, wierzcie mi na słowo, że zepsułabym Wam całą przyjemność z czytania, jeśli powiedziałbym coś więcej.
Proponuję zrobić sobie herbatę, zaszyć się gdzieś w ciszy i spokoju i delektować się książką, gwarantuję, że poczujecie się jak w najlepszym „lokalu”, zostaniecie odpowiednio dopieszczeni, zaskoczeni barwami i zwrotami akcji, nietuzinkowe postacie nie pozwolą Wam się nudzić. Moim zdaniem książka zasługuje na co najmniej 5 gwiazdek. Polecam serdecznie.




poniedziałek, 14 stycznia 2019

Inna kobieta Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska - recenzja

Inna kobieta Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska - recenzja
Zdrada. Czy to jest coś,co można wybaczyć? A może powinno się wybaczyć? Czy wybaczenie zdrady jest proste?
Takie pytania narzucają mi się od razu po tym, jak słyszę, że mężczyzna czy kobieta zdradził/ła swojego partnera, żonę, męża.















Książka Inna kobieta to genialna opowieść o zdradzie i o całej otoczce z nią związanej. Trzeba tu przecież wziąć pod uwagę, że, to dotyczy całego naszego życia dzieci, rodziców, teściów itd.
Tu dwie kobiety, które są zupełnie różne. W zasadzie różni jest wszystko wygląd, poglądy, styl życia. Mężczyzna, którego kochają, też wydaje nam się inny w oczach każdej z kobiet. U jednej czuły, kochający, pomocny ojciec i mąż, u drugiej demon seksu. Obie kobiety są przedstawione w bardzo dobrym świetle. Żona, z którą mężczyzna ma dwoje dzieci, kocha go, robi wszystko, żeby w domu było rodzinnie. Kochanką, matka czteroletniej dziewczynki, kobieta po przejściach, która szuka miłości i zrozumienia. I on mężczyzna, który z jednej strony czuje się ni rozumiany i odtrącony przez żonę, ale drugiej strony kocha ja i dzieci. Co zatem wybrać? Czy istnieje na to jedna odpowiedź?
Druga sprawa to sprawa wybaczenia zdrady. Czy warto wybaczać? Może jednak nie? Co jest ważniejsze w życiu namiętny seks czy miłość, przywiązanie i bezpieczeństwo? Trudne dylematy. Prawda? Romans, ale wciąga jak świetny thriller. Jest to super propozycja od Wydawnictwa WAB. Powiem Wam, że jeśli wszystkie książki wydane w 2019 roku będą tak dobre, to zapowiada się świetny rok.
Genialna propozycja.POLECAM!!!



 
Copyright © 2016 Janielka czyta , Blogger