Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie Janusz Leon Wiśniewski

Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie Janusz Leon Wiśniewski


Przyznam się bez bicia, że to moje pierwsze spotkanie z książką Janusz Leona Wiśniewskiego. Jakoś nigdy wcześniej nie było nam po drodze.

Muszę przyznać, że jest to powieść przepełniona emocjami, okazja do zmierzenia się z przeszłością.



Książka zaczyna się wybudzeniem ze śpiączki naszego bohatera. Cała fabuła oparta jest na wspomnieniach głównego bohatera. Autor zabiera nas w podróż pełną emocji i nie zawsze pozytywnych refleksji. Bardzo ważnym tematem jest samotność. Uświadamiamy sobie, jaka jest przygnębiająca, czasami, albo może i dość często sami jesteśmy winni temu, że jesteśmy samotni.
Podczas pobytu naszego bohatera w szpitalu, kiedy to jest w śpiączce, przychodzą do niego kobiety. Były one w jego życiu, wszystkie są piękne. Każda z nich ma jakaś niezałatwioną sprawę. Czasami jest to zdrada, czasami inne cierpienie.



Nie chciałabym jednak zdradzać szczegółów, żeby nie pozbawić was przyjemności podczas czytania, odkrywania tych wszystkich historii.
Powiem Wam tylko jedno, że Wiśniewski potrafi pięknie pisać o kobietach. Jest to bardzo osobista książka.
Nie jest to utwór literacki, który czyta się przez jeden wieczór. Jest to powieść, którą należy się delektować. Zatrzymać się, pomyśleć, przeanalizować.
Trzeba przyznać, że autor świetnie buduje napięcie i emocje w swoich tekstach. Jego styl jest nie do podrobienia (choć nie powiem,  jest dość specyficzny, dlatego nie wszystkim przypadnie do gustu). Odzywa się w nim czasami ścisły umysł – fizyk, chemik, ekonomista, nie mniej jednak nie przeszkadza mu to w budowaniu świetnych emocji w książkach.



"Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie" to genialna powieść o miłości, o relacjach damsko – męskich, szczerości. Ważną rolę jednak odgrywają tu również te emocje, które nie zawsze są dla nas przyjemne, samotność, cierpienie.
Autor uświadamia nam, że jednak warto obudzić się ze śpiączki po to, żeby naprawić, to co spieprzyliśmy w swoim życiu.








Mój pierwszy bal Holly Black, Melissa de la Cruz i inni...

Mój pierwszy bal Holly Black, Melissa de la Cruz i inni...


Ciekawa jestem czy mieliście już swój pierwszy bal. Myślę, że ja mogę  powiedzieć, że jestem już po. Jako swój bal traktuję studniówkę.

Kiedy dostałam e-mail z propozycją recenzji książki Mój pierwszy bal, nie mogłam się przecież oprzeć. Cudowna okładka, kilka wspaniałych nazwisk autorów, to musi być coś fajnego.
Każdy z nas ma inne podejście do Balu czy Studniówki. Dla jednych jest to coś, czego, przecież nie można ominąć. Trzeba się tam pojawić. Dla innych to bezsensowna zabawa, komercja, gdzie najważniejsze są ubrania, smokingi i limuzyny.



„Mój pierwszy bal” (swoją drogą świetny tytuł) to zbiór 21 opowiadań, które opisują, jak wyglądają przygotowania do balu. Jest to świetnie przedstawione różne podejście do niego. Dla jednych jest to przygoda życia, której nie sposób ominąć, a dla innych nuda, komercja i strata czasu.
Nie chcę opisywać wszystkich opowiadań, bo zapewne nie obeszłoby się bez spoilerów. Tego przecież nikt nie lubi. Opowiadania są jednak krótkie, wiec zapewne nie udałoby mi się tego napisać tak, żeby nie zdradzić jakiegoś szczegółu.

Świetne jest tu zastosowanie różnorodnych gatunków. Romans, opowiadanie, utwory napisane od tyłu, czy literatura LGBT (pierwszy raz spotkałam się z takim rodzaje opowiadania, ale z racji tylu gatunków sięgnęłam do różnych źródeł, żeby dowiedzieć się o tych gatunkach jak najwięcej. Dla niewtajemniczonych literatura LGBT to „Literatura gejowska i lesbijska – dział w literaturze, który przez swą tematykę, stylistykę, nawiązania bądź autorów o orientacji LGBT, odwołuje się do wątków gejowskich lub lesbijskich. Paul Russell w hierarchicznym zestawieniu 100 najbardziej wpływowych gay people napisał: Mężczyźni i kobiety, których nazwiska były skrycie szeptane, powtarzane, hołubione, jako homoseksualiści, pomogli stworzyć i utrzymać ten amorficzny fenomen nazywany dziś kulturą gejowską. Ci ludzie zasygnalizowali, kim jesteśmy, kim kiedyś możemy być”. (źródło)).


W zasadzie nie lubię opowiadań, jednak te są świetne, idealne do czytania, wtedy kiedy mamy mało czasu lub w podróży. Nie musimy bowiem odrywać się od książki, kończymy opowiadanie i następne możemy zacząć, jak znajdziemy na to czas, nie gubiąc wątku.
Bardzo lubię, kiedy mogę znaleźć w literaturze nie tylko wątki miłosne, sensacyjne, ale również te bardziej kontrowersyjne. Podoba mi się tu również pokazanie tych aspektów balu, o których się nie mówi.
Nie wiem, jak jest teraz, ale kiedyś na studniówkę torba było iść obowiązkowo i to jeszcze koniecznie z osobą towarzyszącą. Super, że autorzy zauważyli, że dla niektórych osób bal to nie jest najważniejsza rzecz w życiu, to, że na niego nie idą to ich wybór. Daje nam to obraz tego, że powinniśmy uszanować decyzję tych, którzy zostają w domu.




Myślę, że moje postrzeganie niektórych opowiadań jest zupełnie inne, niż młodzieży, która będzie czytała tę książkę. Oni zapewne inaczej i może lepiej zrozumieją problemy bohaterów. Może być tak, że ja patrzę już przez pryzmat swój i swoich dzieci (jedno już jest po, drugie jeszcze chwilę musi poczekać). Nie uważam jednak, że któreś z tych wrażeń jest złe. Może to nawet dobrze, bo jest to świetna rekomendacja dla książki. Mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Może nie wszystkie opowiadania będą się nam podobały, ale na pewno każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Bardzo dobra literatura.











Srebrny łabędź - Amo Jones - recenzja

Srebrny łabędź - Amo Jones - recenzja


Lubicie książki z mroczną historią w tle? Niegrzeczni chłopcy, zaskakujące tajemnice?
Kto by tego nie lubił.
Kiedy przeszłość okazuje się dla nas koszmarem. Nie da się z nią zerwać, nie można się od niej odciąć, nie mamy innego wyjść jak się z nią pogodzić?




Nie jest to niestety łatwe, nie pomaga nawet to, że mamy kupę pieniędzy.
Medison to młoda dziewczyna, której życie przewraca się do góry nogami, kiedy jej matka popełnia samobójstwo, po tym, jak wcześnie zabija inną osobę.
Dziewczyna jest silna, przynajmniej tak to wszystko wygląda, jednak z ulgą przenosi się do innego miasta, w którym mieszkać będzie z ojcem i jego nową żoną. Ma cichą nadzieję, że będzie tu jej lepiej, że nikt tu nie będzie wiedział o jej przeszłości. Niestety życie ma dla niej inny scenariusz.
Okazuje się bowiem, że macocha ma syna, a ten należy do niebezpiecznej grupy, którą trzęsie całym miasteczkiem. Przywódca grupy jest Bishop, tajemniczy i intrygujący chłopak. Każdy w szkole czuje przed nim respekt.
Dlaczego tak jest?
Elite Kings Club to elitarny klub, do którego należy kilku chłopaków. O co chodzi, dlaczego są tak bardzo niebezpieczni. Jedna plotka na temat klubu jest gorsza od
drugiej. Jednak nikt tak do końca nic na temat zagadkowej grupy nie może powiedzieć. Rzeczywistość jest jeszcze bardziej zagmatwana, niż wszystkim się to wydaje. Chłopcy prowadza swego rodzaju grę, niebezpieczną i mroczną.
Czy naszej bohaterce uda się wygrać? Czy ta gra będzie dla niej bardzo niebezpieczna?


Medison to bohaterka, która powiem szczerze trochę działała mi na nerwy. Z jednej strony waleczna, umiała pokazać pazurki, a z drugie rozlazła i naiwna.
W zasadzie całą młodzież, którą tu spotykamy, ma jeden cel, trwonić pieniądze bogatych rodziców na picie, zabawę itp, takie przynajmniej odnosiłam wrażenie.
Jednak autorka tak zgrabnie stworzyła fabułę, że w zasadzie to akurat nam nie przeszkadza. Tajemnice, mroczne sekrety tak pochłaniają czytelnika bez reszty, że o tym zapominamy.
Dzieje się tu bardzo dużo, nie mamy w zasadzie czasu, żeby odpocząć. Sytuacje skomplikowane i mroczne gładko przechodzą w pozorną stabilizację, by po chwili znowu wybuchnąć. Autorka zgrabnie przeplata wszystkie wątki.
Bardzo podobało mi się to, że w zasadzie okładka nic nam nie zdradzała. Nie wiadomo, czego można spodziewać się po takiej okładce i po takim tytule. Łabędzie kojarzą mi się z baśniami,  jednak obstawiałam, że jest to raczej romans niż bajka. Czy miałam rację? Ocenicie już sami.





Jest jeden malutki minusie, uważam, że książkę czytałoby się lepiej, gdyby autorka dała trochę więcej lat głównym bohaterom. Kiedy czytałam ze świadomością, że Medison jest jeszcze nastolatką, to niektóre jej wypowiedzi czy wulgarne zachowanie przyprawiało mnie o dreszcze niepokoju.
Jednak sama fabuła i zamysł autorki bardzo mi się podobał. Ta mroczna, duszna i nieprzewidywalna atmosfera potrafiła mnie bardzo zaintrygować i zainteresować. Nie jest to jednak książka dla wszystkich. Nie znajdziecie tu bowiem delikatnej i romantycznej miłości.
Jeśli jednak szukacie odrobiny mrocznej przygody z dość mocnym i zaskakującym wątkiem miłosnym. Ta książka jest dla Was.



Nieskończone światy Jane Kristin Cashore

Nieskończone światy Jane Kristin Cashore

Czy zastanawialiście się kiedyś nad istnieniem jakiegoś innego wymiaru, świata?
Na pewno przyszło Wam to do głowy?
Sięgając po książkę Nieskończone światy Jane, nie spodziewałam się zupełnie, że jest ona tak fascynująca.
Początkowo akcja rozwija się powoli i właściwie lekko brniemy przez pierwszych kilka stron. Jednak po chwili okazuje się, że to jest   petarda i nie chodzi tu wcale o szybkość akcji.



Główna bohaterka Jane zdawać by się mogło nijaka i nudna, okazuje się bardzo inteligenta. Postać ta jest tak świetnie wykreowana, że dzięki niej poznajemy innych bohaterów. Podczas rozmów zadaje mnóstwo pytań, tak jakby był to jej mechanizm obronny, te rozmowy w pewnym momencie pozwalają nam na lepsze poznanie rozmówcy, są jakby lustrem, które odbija nam rzeczywistość.
Zagłębiając się w lekturę, coraz lepiej poznajemy główną bohaterkę.
Książka jest jak dla mnie inna, do tej pory nie czytałam czegoś takiego. Ma w sobie to coś, co nie daje nam przejść obok niej obojętnie.
Psychologia, fizyka kwantowa, to musi być coś nadzwyczajnego. Istnienie światów równoległych? To przecież nie może być nudne.
Inne światy, inne spojrzenie, inna perspektywa, inny świat. Jednak tylko przeczytanie wszystkich historii da nam pełny obraz sytuacji. Obrazek jest ułożony w całości, poszczególne elementy połączone.
Historie są tak zaskakujące, czasami nierealne, kryminalne, science- fiction. Jak widzicie każdy znajdzie tu coś dla siebie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że książka nie ma jednego zakończenia, ponieważ każda historia ma własne. Ponieważ historii jest pięć, więc mamy tyle zakończeń.
Kolejnym plusem powieści jest perfekcja i precyzja. Wszystkie historie są spójne, jednak nie zdradzają nam, tego, co zdarzy się w kolejne.
Podziwiam za takie dopracowanie. Autorka daje nam tu niezłą dawkę, różnych gatunków literackich, najciekawsze jest to, że daje radę.
Szacunek dla autorki, udało jej się nie pogubić w tych wszystkich światach i historiach.
Polecam ten miks gatunkowy. Książka przez tę różne gatunkowości jest tak niesamowita i tak wciąga, że już chciałoby się wiedzieć jaka historia czeka na nas na kolejnych stronach. Genialna.
Anka. Inne oblicze szczęścia Nina Majewska-Brown - recenzja

Anka. Inne oblicze szczęścia Nina Majewska-Brown - recenzja


Anka. Inne oblicze szczęścia, powieść Niny Majewskiej – Brown. Kiedy przeczytałam notkę recenzencką z tyłu książki, pomyślałam: spoko, może być całkiem niezła powieść.





Niestety, kiedy zaczęłam czytać, już od początku wiedziałam, że się nie polubimy.
Żeby nie było, że się od razu poddałam, brnęłam w tę książkę dalej. Niestety… im dalej tym było tylko gorzej.
Czytam w zasadzie wszystko, niestety ta książka była tak naładowana złą energią, że człowiek mógłby sam popaść depresję.
Nie ma tu w zasadzie, żadnej akcji, fabuła nijaka.
Bohaterowie o zgrozo, wiecznie narzekająca baba, która ma pretensje o wszystko do wszystkich, a sama z tym nic nie robi. Jest gruba, ale nie ćwiczy, bo jej się nie chce, dieta też nie, bo nie. Mąż no niby ok, ale …., też nic z tym nie robi, ma pretensje do niego. Syn o ten to wynalazek siedzi na mamusi garnuszku i ona też nic z tym nie robi, tylko narzeka.
To jest taka książka skarg i zażaleń. Wiecznie tylko kłótnie, zero komunikacji, zero zrozumienia, tyle złych emocji, że aż strach to czytać.
Niestety żadna z postaci nie da się tu lubić. To jak czytać, jeśli nie jesteśmy ciekawi dalszych losów naszego ulubionego bohatera.
Mnie osobiście nic nie przekonało w tej książce.
Nuda, monotonia, żółwie tempo, nerwówka.
Język powieści też pozostawia wiele do życzenia. Dialogi nieciekawe, sztywne i o niczym, opisy za długie i co za tym idzie też nudne.



Niestety, to pierwsza negatywna recenzja na moim blogu, ale musiałam.
Uważam, że jest to najgorsza książka 2017 roku.
Ja się wynudziła, wymęczyłam. A ty odważysz się ją przeczytać?
Druga szansa. Urzekająca opowieść o miłości i pięknych butach Marcie Steele - recenzja

Druga szansa. Urzekająca opowieść o miłości i pięknych butach Marcie Steele - recenzja



Jestem nałogową butomaniaczką. Uwielbiam je kupować, uwielbiam mieć buty (nie zawsze w nich chodzę, bo są za wysokie, niewygodne, ale mam). Mój mąż już nie raz mi mówił, że wyrzuci mi je wszystkie, bo nie ma już miejsca. Na szczęście tego nie zrobił.
Nowa para butów zawsze poprawia mi humor.



Ups zdradziłam Wam mój kolejny sekret. A tymczasem miałam pisać o książce.
„Druga szansa” Marcie Steel, książka, która po pierwsze urzekła mnie okładką. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo zwracam uwagę na okładki. Lubię, jak książka ładnie wygląda.
Wiem, powiecie mi teraz, że nie ocenia się książki po okładce, no i ja nie oceniam. Lubię jednak gdy coś jest dopracowane w każdym calu.
Riley, Dan i Sadie to trójka przyjaciół, która pracuje w sklepie obuwniczym. Salon ten istnieje już od blisko osiemdziesięciu lat. Obecna szefowa planuje jednak zamknąć sklep, bo nie przynosi on według niej oczekiwanych korzyści. Suzanne jednak nie ma pojęcia o prowadzeniu firmy, nie chce żadnych zmian, a oczekuje kolosalnych zysków.




Kierownikiem sklepu jest Riley. To urodzona organizatorka, która ma świetne pomysły, a przede wszystkim kocha swoją pracę. Wie, że sytuacja sklepu jest tragiczna. Co jednak zrobić, gdy wszystkie nasze pomysły na zmiany w sklepie, są negowane przez pracodawcę?
Jedynym wyjściem z sytuacji staje się marketing na własną rękę. Tak trochę poza szefową, a trochę przy jej akceptacji.
Dzięki temu, że Riley to bardzo przebojowa dziewczyna, oraz przy pomocy oddanych przyjaciół udaje się wzbudzić zainteresowanie sklepem. Reklama sięga daleko poza granice miasteczka, dzięki mediom społecznościowym.
Media mają jednak , to do siebie, że oprócz pozytywnych komentarzy, mają też swoje drugie oblicze-hejt. Niestety ten problem dotyka również naszą bohaterkę.
Czy udało się uratować sklep? Czy Suzanne da się przekonać do zmian?




„Druga szansa” to książka lekka i można z nią spędzić miłe popołudnie czy wieczór. Autorka przepięknie pisze, ma swoisty dar do opowiadania. Czytając jej książkę człowiek, ma wrażenie, że właśnie znalazł się w tym sklepie, że rozmawia z Dane czy Sadie. Dzięki temu czyta się ją szybko i w zasadzie człowiek, chce już wiedzieć, co będzie dalej. Emocje przekazywane przez autorkę są tak realistycznie opisane, że mamy wrażenie, że świetnie rozumiemy naszych bohaterów. Jest to swego rodzaju opowieść o tym, jak słodkie i jednocześnie jak gorzkie jest życie. Nie jest przesłodzona, jest taka ludzka i realna. Myślę, że taka historia mogłaby się zdarzyć naprawdę.
Jest to przepiękna książka o przyjaźni, która jest na tyle silna, że łączy kilka bliskich sobie osób. To świetna powieść o życiu. O tym, że ona nie tylko dobre, ale i złe strony.
Jeśli lubisz lekkie i przyjemne powieści obyczajowe, ta książka na pewno jest dla Ciebie.







Otyłość u dzieci - czy nas to też dotyczy?

Otyłość u dzieci - czy nas to też dotyczy?

Ostatnio zauważyłam, że problem otyłości dzieci coraz bardziej widoczny na ulicach. Ten problem dotyczy w zasadzie nas wszystkich, a jeśli jeszcze nie dotyczy, to bardzo prawdopodobne, że możemy być następni.

Coraz więcej dzieci otyłych czy z nadwagą widzimy na ulicy, nie to jest jednak złe. Najgorsze jest to, że my dorośli nie widzimy w tym żadnego problemu.






Bo przecież dziecko z tego wyrośnie, wyciągnie się. Grrrr jak wyrośnie, zaraz mnie szlag trafia ,jak to słyszę. My również borykamy się z tym problemem, od dłuższego czasu , słysząc mojego tatę: - daj spokój, on z tego wyrośnie, mam ochotę krzyczeć.

Nie kochani nie wyrośnie!!!! Tkanka tłuszczowa, którą sobie wyhodujemy, pozostanie!

Trzeba również zauważyć, że coraz więcej ludzi dorosłych ma również problemy z nadwagą. Nie mówię tu o nadwadze spowodowanej chorobą, ale takie, która wynika ze złych nawyków.

Jak takie złe nawyki dorosłych wpływają na dzieci.



Błędy żywieniowe:

Zbyt duża ilość słodzonych soków,
Więcej niż 5 posiłków dziennie
Nieregularne posiłki
Podjadanie wysokokalorycznych przekąsek
Wszechobecny cukier
Wszechobecny olej palmowy, który niestety ma bardzo zły wpływ na nasze zdrowie (napiszę o tym może w kolejnym artykule)
Fast food zamiast normalnego obiadu.

Predyspozycje rodzinne

Otyłość w rodzinie
Stwierdzenie, że przecież u nas wszyscy tacy byli i nie da się z tym nic zrobić.





Niedostateczna aktywność ruchowa.

Niećwiczenie na lekcjach wychowania fizycznego
Brak ruchu po lekcjach – dzieci najczęściej przychodzą do domu i siadają do komputera albo leżą i bawią się telefonem.

Czynniki psychosomatyczne.

Niepowodzenia w szkole
Brak akceptacji
Konflikty  w domu


Możemy wyróżnić dwa stopnie otyłości:
Otyłość prosta – to zaburzenie w odżywieniu będące wynikiem długotrwałego przekarmiania, czyli zwiększonej podaży energetycznej. U podstaw leży zachwianie równowagi pomiędzy energią uzyskaną z pożywienia a wydatkowaną przez organizm dziecka, co w konsekwencji prowadzi do przyrostu masy ciała, wyrażającego się przede wszystkim nadmiernym rozwojem tkanki tłuszczowej. Otyłość uwarunkowana jest wieloczynnikowo.

90% otyłości jest właśnie spowodowana przekarmianiem.

Jak z tym walczyć?
Nie jest to niestety łatwe zadanie.





Regularne posiłki
Zamień słone i słodkie przekąski na warzywa i owoce
Jedz 5 posiłków dziennie
Pij dużo wody
Ćwicz!!!!! , lub chociaż chodż na spacery, zapisz się z dzieckiem na basen, może uprawiaj nordic walking, idź na łyżwy, na narty czy na rower.
Nie objadaj się.
Słodycze to zły pocieszasz, lody czy czekolada na pocieszenie nieeeeeeee.
Żeby nie było, że dziecko nie je w ogóle słodyczy, zrób na przykład niedzielę dniem ze słodyczami. Tego dni dziecko może zjeść batonika czy czekoladkę.





Dlaczego piszę w drugiej osobie? No niestety to ty rodzicu musisz być przykładem dla swojego dziecka. Jeśli ty będziesz objadał się słodyczami to Twoje dziecko też, jeśli Ty lubisz chipsy, to wiedz, że Twoje dziecko nie sięgnie po marchewkę.

Jeśli ty będziesz siedział wiecznie przed komputerem, czy telewizorem dziecko nie będzie widziało sensu, by iść samo na spacer.

Nie zostaje nam wiec nic innego jak ruszyć dupę i pomóc sobie i swojemu dziecku wygrać z tłuszczykiem.

Skutki otyłości:
Zaburzenia układów

- krążenia (choroba niedokrwienna serca, nadciśnienie tętnicze, miażdżyca),
-pokarmowego (kamica pęcherzyka żółciowego, insulinooporność, cukrzyca typu 2, hiperlipidemia, nowotwory jelita grubego i odbytnicy),
-płciowego (zespół torbielowatości jajników, upośledzenie płodności, nieprawidłowości płodu, nowotwory piersi i trzonu macicy),
- moczowego (hiperurikemia i dna),
- kostnego (choroba zwyrodnieniowa stawów, bóle krzyża).

Skutki psychospołeczne 

wstyd związany z wyglądem
negatywne opinie i oceny innych
poczucie winy, małej wartości, krzywdy i rozżaleniazmiany w relacjach z innymi ludźmi
obsesyjne myślenie o jedzeniu i kaloriach.




Pomyślicie pewnie  dlaczego o tym piszę? Pisze kochani ponieważ mnie też to dotyczy. Walczymy z otyłością już drugi rok.  Walka jest bardzo nierówna, ale o tym napiszę już za tydzień. Jest to dobry materiał na kolejny artykuł. Pomyślałam jednak, że jak o tym napisze, to zmobilizuje nas to do dalszego działania.
Copyright © 2014 Janielka czyta , Blogger