10:04

Googby Days... Jeff Zentner - recenzja

 Googby Days... Jeff  Zentner - recenzja


Śmierć przyjaciół. Czy to dobry pomysł na książkę dla młodzieży? Motyw ten możemy znaleźć w wielu książkach. Jednak najczęściej jest on wiązany z miłością. Tu autor postanowił przekazać młodym ludziom śmierć jako stratę przyjaciela, kumpla. To bardzo trudny temat, jednak jest to w pewnym sensie możliwość dotarcia do młodego pokolenia przez pewnego rodzaju szok. Książka jest naszpikowana emocjami, które mogą wstrząsnąć czytelnikiem, myślę, że nie tylko młodym. Nie jest to książka o miłości, nie jest to książka o miłości rodzicielskiej, jest to opowieść o tym, jak młody chłopak zmaga się z samym sobą po starcie przyjaciół.
Carver dowiaduje się, że może być odpowiedzialny za śmierć swoich kolegów. Minęło kilka dni od wypadku samochodowego, w którym giną trzej młodzi chłopcy, jego najlepsi kumple. Myśli, że to on mogę być za to odpowiedzialny, to nie jest dobry start w nowy rok szkolny. Nasz bohater zostaje bez przyjaciół, ma ogromne poczucie winy, kiepsko dogaduje się z rodzicami, jego życie straci sens. Są jednak osoby, które cierpią równie mocno, jak on, to dziewczyna jednego z jednego przyjaciół i babcia drugiego. Czy to jednak wystarczy, żeby pogodzić się z tym, że najlepsi przyjaciele już nie wrócą? Czy Carver da radę przeżyć żałobę?




Książka jest bardzo dobrze napisana i warta przeczytania. Od pierwszych kartek możemy zauważyć, że jest ona przepełniona emocjami głównego bohatera, który stacza walkę z samym sobą. Konflikt wewnętrzny bohatera, który z jednej strony czuje się winny, ale z drugiej myśli, że to może jednak nie jego wina, daje nam jako czytelnikom wiele do myślenia.. Ta walka głównego bohaterem powoduje, że my razem z nim zaczynamy to wszystko przeżywać i odczuwać. Autor nie oszczędza czytelnika, zdarza się, że czytając, nasze serducho rozbija się na tysiąc kawałków z żalu i smutku. Na szczęście nasz bohater ma też chwile normalności, bo inaczej nie dałoby się tego czytać. Pojawia się tu także wątek miłosny, jednak jest on tylko tłem do całości. Co prawda odwraca on trochę uwagę czytelnika od głównego wątku i problemu, ale myślę, że jest to bardzo fajna odskocznia od trudnego wątku głównego.





Googby Days… mamy opisanych wiele sposobów na przeżycie żałoby. Żałoba po stracie kumpli, chłopka, wnuka, syna. Nienawiść, obwinianie siebie, innych to uczucia, które targają nami po starcie najbliższej osoby. Jeff Zentner pokazuje, że żałoba ma wiele twarzy, czasami jest to dla czytelnika przytłaczające.





Bardzo podoba mi się to, jak wykreowani są bohaterowie powieści, nie są przerysowani, są bardzo dobrze dobrani do ról, jakie odgrywają.
Jeśli zatem macie ochotę na książkę, która: „Najpierw was przygnębi, potem pocieszy, a z całą pewnością zmieni”. Zapraszam do lektury.




16:04

Przebudzenie Olivii _ Elizabeth O'Roark - recenzja

Przebudzenie Olivii _ Elizabeth O'Roark - recenzja



Wiemy wszyscy jak dzisiaj trudno o subtelny i ładnie napisany erotyk. W większości mamy albo zbyt dużo scen, albo zbyt dużo wulgaryzmów.
Jeśli lubicie ładnie napisane, ale jednocześnie nienachalne erotyki zapraszam do przeczytania Przebudzenia Oliwii. Nie ma tu scen łóżkowych, na co drugiej czy trzeciej stronie, kochankowie nie pocieszają się co godzina. Główny wątek książki to problemy młodej biegaczki Oliwii. Przeszłość dziewczyny jest…, no właśnie jaka?




 Nie mogę wam za bardzo zdradzić, bo nie lubicie przecież spoilerów. Powiem tylko tyle, że nie była, usłana różami. Przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć, szczególnie nocą. Dziewczyna stara się jednak walczyć z demonami przeszłości, jej pasją staje się bieganie. Po przeniesieniu zjawia się w East Colorado University, przez incydent, który miał miejsce starej szkole. Jej trenerem w obecnej szkole zostaje Will. Jest on początkowo bardzo sceptycznie do niej nastawiony, nie jest zadowolony, boi się, że dziewczyna i tu coś przeskrobie, na początku ta dwójka nie lubi się za bardzo, czego wynikiem są wieczne sprzeczki i docinki.




Kiedy jednak Will dowiaduje się, czym spowodowane, są problemy dziewczyny, postanawia jej pomóc. Ponieważ Oliwia jest bardzo niezależną osobą, nie lubi jak ktoś, wchodzi do jej życia w buciorach, nie jest zainteresowana. Jednak jakaś siłą ciągnie ich do siebie. Magnes, który ich przyciąga do siebie, jest coraz mocniejszy. Jednak Will jest przecież jej trenerem. Czy ich uczucie nie jest, przypadkiem niemoralne? Czy znajdą na to jakieś rozwiązanie?



Powiem szczerze, że kiedy zobaczyłam okładkę książki, bardzo zmysłową i piękną pomyślałam, mam nadzieję, że to będzie dobra książka? Poczytałam oczywiście recenzje, wszędzie były bardzo pozytywne. Zaczęłam czytać. Z każdą stroną było coraz lepiej, lepiej, lepiej. Nie mogłam się od niej oderwać. Losy Oliwii, tak mnie, zaintrygowały, że chciałam jak najszybciej odkryć jej tajemnicę. Książkę bardzo przyjemnie się czyta, styl autorki jest bardzo przyjemny, nie męczy podczas czytania. Podobało mi się również to, że sceny erotyczne są tu tylko delikatnym dodatkiem do całości, a nie odwrotnie. Problemy, które mam przedstawione w powieści są tak zaskakujące, wciągają czytelnika bez reszty, powodując czasami strach, przerażenie. Czytając mamy czasami ochotę pomóc tej dziewczynie, która boryka się z takimi problemami, które niejednokrotnie przerosłyby dorosłego człowieka. Bardzo polubiłam główną bohaterkę, od razu wydała mi się sympatyczną i bardzo dojrzała osoba. Najbardziej na nerwy działała mi Jessika, dziewczyna Willa, ta to potrafiła człowieka wyprowadzić z równowagi. Will trochę mnie denerwowało jego niezdecydowanie.




Mogę jednak z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że Przebudzenie Oliwii to jeden z lepszych erotyków, które do tej pory przeczytałam. Nie jest banalny, porusza też inne ważne problemy. Autorka skupia się tu na ludziach, a nie tylko na seksie.
Jeśli nie straszna wam podróż w głąb trochę niesfornej i przerażonej duszy Oliwii, zapraszam. Odkryjecie tu wiele rzeczy, które człowiekowi nie mieszczą się w głowie.




08:29

Skradzione godziny_ Maria Solar- recenzja

Skradzione godziny_ Maria Solar- recenzja
Miłość, chyba każdy z nas zna to uczucie, a jeśli nie to mam nadzieję, ze w najbliższym czasie pozna. Dzięki miłości świat wydaje nam się piękniejszy, wszystko jest łatwiejsze i mniej skomplikowane. Wszystko jest ok. kiedy miłość jest otwarta i możemy o niej mówić. Jednak co jeśli nasza miłość jest zakazana. Co, jeśli nie możemy o niej wykrzyczeć, powiedzieć? Czy wtedy tez jest ona taka cudowna?




Skradzione godziny to wzruszająca opowieść o miłości.
Anselmo umiera z kartką w ręku, jest na niej tajemnicze zdanie „Powiedz, że mnie kochasz”. Roberto, jego wnuk postanawia, że odkryje ,kto jest odbiorcą tajemniczej wiadomości. Ciekawi jesteście czy mu się uda?
Jest to przepiękna opowieść o miłości. Miłości, która nie miała racji bytu, która nie powinna się zdarzyć. A może jednak miłości pięknej, wzruszającej i takiej do grobowej deski? Tę ocenę zostawiam Wam. Czy tajemniczy list jest kluczem do rozwiązania zagadki?





Historia opowiada o dwóch różnych rodzinach, które muszą zmierzyć się z tragedią. W jednej umiera pewnego dnia zupełnie niespodziewanie dziadek, w drugiej babcia.
W jednej tragedia prowadzi do rozwiązania niektórych rodzinnych problemów, Lola po śmierci ojca może wraz z mężem ogłosić separację. Oboje są prawnikami, wiedzą, że niedługo wejdzie prawo do rozwodu, w drugiej Rosa, która ma męża tyrana, który zniewolił żonę, podporządkował ja sobie całkowicie. Nie potrafi on kontrolować swoich emocji i znęca się od lat nad żoną i dziećmi.




Autorka stworzyła bardzo barwną opowieść o miłości. Jest tu mowa o uczuciu dojrzałym i prawdziwym i dla kontrastu mamy miłość pierwszą, która też jest miłością zakazaną. Czy zakazany owoc okaże się faktycznie taki smaczny? Książka jest napisana pięknym językiem, bez wulgaryzmów (co ostatnio rzadko się zdarza). Każdy element książki jest przemyślny i spójny z resztą. Bohaterowie to chyba najmocniejsza strona książki. To po prostu majstersztyk. Wszyscy są bardzo charakterystyczni i dopracowani w każdym szczególe.
Autorka w doskonały sposób pokazał nam blaski i cienie miłości. Dla mnie jedna z lepszych książek, które przeczytałam w tym roku.




09:53

Sekretnik Szeptuchy. Co każda Słowianka wiedzieć powinna Katarzyna Berenika Miszczuk

Sekretnik Szeptuchy. Co każda Słowianka wiedzieć powinna Katarzyna Berenika Miszczuk
Zafascynowana serią Kwiat paproci Katarzyny Berenik Miszczuk, dostałam ostatnio kolejne cudeńko z tej serii, Sekretnik Szeptuchy. Jak wiadomo świat Słowian, to magiczne miejsce, które jest pełne boginek, demonów, bóstw, przedmiotów z nadprzyrodzonymi mocami. Od zawsze fascynowały mnie nasze słowiańskie wierzenia, magia tego okresu. Cieszę się, że miałam przyjemność  otrzymać takie cudeńko. 





Jest to fantastyczna księga, w której można przeczytać, o bóstwach, skorzystać z sekretnych przepisów Szeptuchy oraz odnaleźć miejsce na swoje sekretne przekazywane z pokolenia na pokolenie przepisy Zaczynamy więc Nowy Rok – słowiański. Czy wiecie, jak Słowianie nazywali miesiące? Jak zabić demoniczne istoty? Jak pozbyć się sąsiada? O jakich słowiańskich datach powinniśmy pamiętać? Kiedy jest Noc Kupały? Kiedy zakwita kwiat paproci? Jakie były najpopularniejsze zwyczaje naszych przodków? Te i wiele innych tajemnic i sekretów odkryjecie i poznacie w Sekretniku Szeptuchy.




 Do tego macie słowiańskie opowiadania do poczytania i fragment kolejnej części cyklu oraz kolorowanki na odstresowanie, przygotowane przez Milenę Młynarską. Nie jest to tradycyjny kalendarz. Nie możemy też nazwać go plannerem. Minimalizm pozwala nam skupić się na najważniejszych zdarzeniach i na poznawaniu tajemnej wiedzy przekazywanej przez autorkę. 




Na uwagę zasługuje również szata graficzna Idealnie dobrana okładka przypominająca książki o ziołach. Przepiękne zdobienia wewnątrz, ilustracje. Jak już wspomniałam, książka jest bardzo minimalistyczna, dlatego też grafika w środku nie jest kolorowa. Ma to jednak swój urok, a poza tym można to wszystko pokolorować. 




Przepiękne, bardzo staranna wydanie. Bardzo podoba mi się to, że nie ma tu dni tygodnia przy poszczególnych dniach. Jest to uniwersalne. Można w 2018 roku pozachwycać się swoją perełką, poczytać, pooglądać a w 2019 potraktować to jako kalendarz.Jest to idealna propozycja na magiczny prezent dla przyjaciółki czy koleżanki,  lub dla nas. Ja swoją podzielę się z bardzo bliską mi osobą Moją Szeptuchą, która nie raz pomogła w różnych dolegliwościach nie tylko ciała (najgorsza w smaku chyba była piołunówa na ból żołądka, ale pomogła)  i duszy.




Nie wiem zatem, jak zostanie wykorzystany, czy jako kalendarz, czy może jako książka do zapisywania sekretnych przepisów na magiczne mikstury, na róże dolegliwości.





20:25

Magdalena Tulli Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską

Magdalena Tulli Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską
Książka, z którą dzisiaj do Was przychodzę to niesamowity wywiad-rzeka. „Jaka piękna iluzja” to bardzo mądra, wyważona rozmowa Justyny Dąbrowskiej z Magdaleną Tulii. Powiem szczerze, że nie znam twórczości pani Magdaleny, ale mam zamiar to jak najszybciej nadrobić. Nie wiedziałam czego się spodziewać po tej książce. Bo tak właściwie czego można spodziewać się po wywiadzie. Wywiad kojarzy nam się raczej z czymś krótki, a tu książka? I tu się zdziwiłam. „Jaka piękna iluzja” to książka o życiu, nie tym wymyślonym, ale tym prawdziwym Tym, które dzieje się naprawdę, z jego rozterkami, szczęściem i nieszczęściem. Nie jest to jednak zbiór rad i frazesów. Uświadamia nam i pokazuje, czy raczej przypomina to, jak skonstruowany jest świat. Świat naszych emocji, jak dostrzegać prawdę, tę uniwersalną, która jest wszechobecna i jej uniwersalne zasady powinnyśmy znać i przestrzegać . Podoba mi się bardzo forma tego wywiadu. W zasadzie jest to forma rozmowy. Rzeczowa, ciekawa i piękna rozmowa. Nie gadanie o byle czym, ale konkretna rozmowa, a ostatnio to niestety rzadkość. Nie potrafimy rozmawiać, coraz częściej nasze rozmowy kończą się kłótnią czy niezrozumieniem. Może warto wrócić de tego, że rozmowa to świetna forma komunikacji. Dużą funkcję pełni tu także słuchacz. No właśnie, słuchanie. To druga ważna rzecz, słuchanie się nawzajem. Słuchanie drugiego człowieka. Książka jest o tyle fajna, że nie trzeba jej czytać w całości. Jest to również taka książka, do której wracamy, która zostaje z nami na dłużej. Nie jest to lektura na raz. Moja zostanie na półce i zapewne, kiedy do nie wrócę, kiedyś, moje wrażenia po jej ponownym przeczytaniu, będą równie ciekawe, jak dzisiaj. Jest to lektura, która nie pozwala nam na to, że o niej zapomnimy. Zmusza nas do przemyśleń, do zatrzymania się, rozejrzenia wokół. Do zauważenia ludzi, którzy z nami mieszkają, pracują, a co najważniejsze, żeby spojrzeć na samych siebie.
Jest to świetna książka do poznania samego siebie. Do zauważenia tego, co wcześnie omijaliśmy, refleksji.

12:36

Dziewczyna na miesiąc. Październik - Listopad - Grudzień Audrey Carlan - recenzja

Dziewczyna na miesiąc. Październik - Listopad - Grudzień Audrey Carlan - recenzja
Ostatnia część „Dziewczyny na miesiąc” jest zupełnie  różni się od pierwszych trzech części.

Mia spłaciła już dług ojca, jest teraz wolna i zakochana po uszy w swoim pierwszym kliencie i obecnym chłopaku. West jest po traumatycznych przeżyciach po spotkaniu i przetrzymywaniu go przez terrorystów. Jest zakochany po uszy w swojej dziewczynie i to jak twierdzi „trzyma go przy życiu”.



Jest to zupełnie inna część niż trzy pozostałe. Autorka zajmuje się kilkoma innymi wątkami, starając się je rozwinąć i jednocześnie zakończyć w tej części. Watek ojca, który ciągnie się w zasadzie przez wszystkie części i jest on głównym motywem postępowania głównej bohaterki. Zostaje rozwiązany według mnie w dość zaskakujący sposób. Pojawią się też wątek matki, która zostawiła dziewczynki, jak były małe i zasadzie do tej pory nie dała znaku życia.






Jaką rolę w tej części  odegra matka Mii? Czy kobiety się odnajdą? Czy może nie?

Cała fabuła oparta jest w zasadzie na codziennym życiu naszej dwójki.

Jest bardzo dużo scen erotycznych, wiec, jeśli nie lubicie takich scen, nie sięgajcie po kolejny tom, lub potraktujcie książkę z lekkim przymrużeniem oka.

Seks jest tu lekarstwem na chyba wszystkie bolączki dnia codziennego. Na zły humor, na nocne koszmary, na traumę i wiele innych.





Ja jestem po lekturze wszystkich 4 części i mogę tylko powiedzieć, że nie żałuję. Jest to bardzo fajna, lekka i miła w czytaniu literatura kobieca. Owszem są sceny erotyczne (nawet sporo), ale przecież nie jest to nic strasznego. Nie można być przecież pruderyjnym i udawać, że to jest fee i że mnie to nie dotyczy.


Ja osobiście polecam. Ciekawa jestem jednak jaka jest wasza opinia na temat tej serii?

Wcześniejsze części
Styczeń luty marzec
Kwiecień maj czerwiec


19:20

Dominic L.A. Casey , Bronagh L.A. Casey - recenzja

Dominic L.A. Casey , Bronagh L.A. Casey - recenzja


Kiedy rodzice Bronagh umierają. Dziewczyna nie może odnaleźć swojego miejsca wśród ludzi. Boi się, być kolejny raz zraniona. Jedyną osobą, której ufa, jest jej siostra. Pewnego dnia na jej drodze staje młody i przystojny Dominic. Chłopak, który jest przystojny, wygadany i ciągle zwraca na siebie uwagę.
Historia tych w sobie jest ok. Kłopoty nastolatków, które są zawsze na czasie i przyciągają czytelników. Jednak niestety mam też wiele do zarzucenia tym książkom. Po pierwsze bohaterowie. Autorka słabo wykreowała swoich bohaterów. Byli oni dla mnie bardziej irytujący niż zaskakujący i interesujący. W zasadzie nie polubiłam żadnego z nich. Działali mi raczej na nerwy. Bronach ze swoją infantylnością i kaprysem strasznie mnie irytowała. Może dlatego, że jestem zupełnie inną osobą i na pewno nie nadaję z Bronagh na jednych falach.


Druga rzecz, która mi się nie podobała, to słownictwo. Jakoś nie specjalnie przeszkadza mi, ze w książce zdarzają się przekleństwa. Tak zdarzają się i już się do tego przyzwyczaiłam. Jednak tu wulgaryzmy stosowane są tak często, że zdarzało mi się, że odkładam książkę ze stwierdzeniem, mam dość.
Nie wiem, może jestem już za stara na takie książki, może nie powinnam już ich czytać, bo zdarzało mi się nudzić przy czytaniu.
Jednak gdyby autorka popracowała trochę nad stylem i dialogami. Trochę nad fabułą, myślę, że gdyby historia była bardziej realna, a problemy mniej oderwane od rzeczywistości. Książka mogłaby być super.
Wiem, że teraz takie niegrzeczne książki są na czasie, myślę, jednak że można je pisać tak, żeby nie były zbyt wulgarne, brakowało mi tu czegoś, co byłoby dla równowagi piękne i kulturalne.

Jestem w kropce. Powiem tak, książki przeczytałam. Jeśli nie przeszkadzają Wam wulgaryzmy, to w sumie są to książki z gatunku lekkich, które przeczytamy raz i już do nich nie wracamy. Nie zaprzątamy sobie nimi głowy, ot tak mamy ochotę coś przeczytać. To można po nie sięgnąć.

Copyright © 2016 Janielka czyta , Blogger