piątek, 13 grudnia 2019

ℝ𝕪𝕥𝕦𝕒ł𝕪 𝕨𝕠𝕕𝕪 𝔻𝕖 𝕌𝕣𝕥𝕦𝕣𝕚 𝔼𝕧𝕒 𝔾𝕒𝕣𝕔𝕚𝕒 𝕊𝕒𝕖𝕟𝕫 - 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

ℝ𝕪𝕥𝕦𝕒ł𝕪 𝕨𝕠𝕕𝕪  𝔻𝕖 𝕌𝕣𝕥𝕦𝕣𝕚 𝔼𝕧𝕒 𝔾𝕒𝕣𝕔𝕚𝕒 𝕊𝕒𝕖𝕟𝕫 - 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒
Rytuały wody to druga część trylogii. Pierwsza część to Cisza Białego Miasta.
Jeśli jeszcze są tu osoby, które nie czytały pierwszej części i wahają się, jeszcze czy warto, to mam nadzieje, że uda mi się was przekonać, do jej przeczytania.
Wiem jedno, będzie mi bardzo trudno napisać, bo książka jest tak dobra, że nie mam pojęcia jak to zrobić, żeby przekazać wam wszystkie ochy i achy.
To drugi tom trylogii, który jak dla mnie jest o wiele lepszy niż pierwszy. Pierwszy był genialny a teraz to petarda, aż się boje co będzie z trzecią częścią.







Fabuła:

Ponownie spotykamy się ze znanymi już nam bohaterami z poprzedniej części Unai – Kraken – profiler. Tym razem zmaga się on ze słabościami swojego ciała, swojej rodziny. Stara się wrócić do normalnego życia po wypadku. Po pierwsze zmaga się z afazją, musi nauczyć się mówić jakby od początku. Jego ukochana podkomisarz Alba również przeżywa wiele nieprzyjemnych sytuacji  związanych z tym, że jej mąż był seryjnym mordercą, a na dodatek jest w ciąży, niestety nie jest w stanie stwierdzić czy ojcem dziecka jest jej były mąż, czy kochanek – Unai.
Tyle powiązań z pierwszą częścią. W czym ta jest tak niesamowita?
Tym razem mamy do czynienia z celtyckim rytuałem wody. Policja znajduje w górach kobietę, wisi głową w dół, jej głowa jest zanurzona w wodzie. Okazuje się, że jest ona znajomą Krakena. Reszta jego paczki również ją zna, ale od 25 lat żaden z nich nie rozmawia o niej.









Kolejna ofiara jest ich przyjaciel. Morderca działa, ale jest nieuchwytny. Profiler jest bezsilny, może dlatego, że morderstwa dotyczą jego znajomych, może podchodzi do tego zbyt emocjonalnie i dlatego ciężko mu powiązać fakty. Nie wiadomo, jednak najgorsze jest to, że morderca jest wciąż na wolności. Jak długo będzie to jeszcze trwało?
Autorka ma doskonały zmysł wodzenia czytelnika za nos. Jej przedstawienie fabuły pozwala na to, że czytając, dajemy się jej wkręcić na maksa i ufamy jej bezgranicznie. Tak nas omota, że w zasadzie do końca nie wiadomo kto jest mordercą.
Super jest również to, że autorka nie bała się i poruszyła problem molestowania dzieci przez ich rodziców. Jest to bardzo trudny temat, jednocześnie bardzo delikatny. Problem, który bardzo wpływa na późniejszą psychikę tych dzieci. Jak zło wyrządzone im w dzieciństwie ciągnie się za nimi latami. Świetnie wymyślona fabuła, bardzo wartka akcja. Nie ma czasu na nudę. Książkę czyta się błyskawicznie.






Podsumowanie
Genialna. Nie traćcie już więcej czasu i zabierajcie się za czytanie.
Ja już czekam na trzeci tom.

wtorek, 10 grudnia 2019

𝕊𝕚𝕠𝕤𝕥𝕣𝕒 𝕞𝕠𝕛𝕖𝕛 𝕤𝕚𝕠𝕤𝕥𝕣𝕪 𝔽𝕣ą𝕔𝕫𝕪𝕜 𝕀𝕫𝕒𝕓𝕖𝕝𝕝𝕒 - 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

𝕊𝕚𝕠𝕤𝕥𝕣𝕒 𝕞𝕠𝕛𝕖𝕛 𝕤𝕚𝕠𝕤𝕥𝕣𝕪  𝔽𝕣ą𝕔𝕫𝕪𝕜 𝕀𝕫𝕒𝕓𝕖𝕝𝕝𝕒 - 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒
To już kolejna książka Izabelli Frączyk, która miałam przyjemność czytać. Tak od razu tak na początku mówię, że przyjemność.
Dlaczego? W sumie nie chcę was trzymać w niepewności. Jest zapewne kilka osób, które czytały już tę książkę, ponieważ to jest wznowienie.








Fabuła:
Hanka jest owocem romansu jej matki z żonatym facetem. Mieszka w Bieszczadach, gdzie prowadzi własny biznes – ma malutką budkę, gdzie można kupić hot doga i gofry.
Interes kręci się słabo, klientów jak na lekarstwo, wszystkiemu winny jest deszcz i plucha. Turyści nie wyściubiają nosa z domków, nie wychodzą na szlak, no i zastój na całego. A jak wiadomo brak utargu to brak kasy na wszystko.
Pewnego dnia do jej domu puka kobieta. Piękna, zadbana okazuje się, że to jej przyrodnia siostra.
Kaja to znana dziennikarka, która pracuje w telewizji. Jest przebojowa, zarozumiała i bardzo pewna siebie. Nie liczy się z innymi, do celu dąży po przysłowiowych trupach. Uroda jest dla niej najważniejsza, reszta to tylko dodatki. Wszystko kręci się wokół niej. Ludzie muszą, być na jej.








Te dwie tak różne kobiety są zmuszone żyć razem.
Bardzo polubiłam Hankę, Kaja trochę mnie irytowała.
Za bardzo pewna siebie, wredna.
Świetnie prowadzona fabuła powodowała, że książkę czytało się w zasadzie piorunem. Jeden dzień i przeczytane.
Powieść w bardzo realistyczna. Mamy wrażenie, że takie Hanki i Kaje są wśród nas.
Podsumowanie
Jak zwykle świetna powieść. Polecam serdecznie.



wtorek, 3 grudnia 2019

Magdalena Krauze ZAUFAJ MI JESZCZE RAZ - recenzja

Magdalena Krauze ZAUFAJ MI JESZCZE RAZ - recenzja


Pierwsza część kończy się w zaskakujący sposób, Paulina wybiega z gabinetu Igora po tym, jak mały chłopiec, który właśnie do niego wszedł od progu, biegnie do niego z okrzykiem „tata”.
No właśnie jaki tata, przecież Igor nie ma żony...chyba.






Fabuła:
Paulina, która została wystawiona na ciężką próbę, w poczuciu beznadziejności i zdrady postanawia się zdystansować do zaistniałej sytuacji. Nie docierają do niej żadne argumenty, że powinna porozmawiać, wysłuchać itd. Wyjeżdża do Karpacza. Tam poznaje Adama, mężczyznę, który przeszedł w życiu wiele. Dużo rozmawiają. Czy pobyt w Karpaczu pozwoli się Paulinie zdystansować do całej sytuacji? Czy wysłucha Igora?
Zaufaj mi jeszcze raz to dalsze losy Igora i Pauliny, które poznajemy w Zaufaj mi jeszcze raz.
Pierwsza części pochłonęła mnie bez reszty.
Druga czytała się bardzo dobrze, jednak niestety nie było to już takie wow jak za pierwszym razem. Nie powiem przyjemna lektura na zimowe wieczory pod kocykiem z herbatką imbirowa w ręku, ale... No właśnie, ale nie było to już tak porywające, jak pierwsza część. Ta była dość przewidywalna. Jak dla mnie za mało zaskakująca. Nie było tego dreszczyku emocji. Bohaterowie- już znani z pierwszej części- nie byli zaskoczeniem, fabuła bardzo spokojna. No brakowało jakiegoś pierdzielnięcia. Zakończenia, które wgniotłoby w fotel, no nie wiem.
Cała fabuła jak dla mnie zbyt statyczna. Niektóre fragmenty były dla mnie sztuczne i niepotrzebne, takie trochę naciągane.





Jednak podsumowując całość, nie jest tak źle. Książki super jako poczytajka wieczorno – zimowa.
W ogólnym rozrachunku zachęcam do przeczytania losów Pauli i Igora. Miła i przyjemna lektura.



piątek, 29 listopada 2019

ℙ𝕠𝕜ó𝕛 𝕞𝕠𝕥𝕪𝕝𝕚 𝕃𝕦𝕔𝕚𝕟𝕕𝕒 ℝ𝕚𝕝𝕖𝕪 -𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

ℙ𝕠𝕜ó𝕛 𝕞𝕠𝕥𝕪𝕝𝕚 𝕃𝕦𝕔𝕚𝕟𝕕𝕒 ℝ𝕚𝕝𝕖𝕪 -𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒
To już moje kolejne spotkanie z twórczością Lucindy Rileyjest to autorka, która nie boi się poruszać trudnych tematów. Dlatego i tym razem w „Pokoju motyli” mamy do czynienia z opowieścią, która toczy się wokół rodzinnych sekretów. Opowieść o miłości i przyjaźni, o trudnych decyzjach, które czasami trzeba podjąć, które mają wpływ na nasze dalsze życie.






Fabuła:
Posty główna bohaterka kończy za chwile siedemdziesiąt lat. Jej życie skupia się wokół rodziny, ma dwóch synów, jeden mieszka daleko, drugi to utracjusz, który ma żonę i dwoje dzieci. Pewnego dnia kobieta spotyka swoją dawna miłość Freddiego. Wspomnienia powracają, ponieważ kobieta już od dawna jest wdową, nie ma żadnych skrupułów, żeby poddać się uczucie, które cały czas gdzieś tam w niej siedzi. Z owym mężczyzną związane jest również pewna sprawa, która nie została nigdy wyjaśniona. Czy Posty otrzyma wreszcie odpowiedź na nurtujące ja pytania? Jakie sekrety są związane z Freddiem?
Książka to przepiękna opowieść rodzinna, która pokazuje nam losy poszczególnych bohaterów oraz więzi ich łączące. Każdy z bohaterów ma swoje tajemnice i sekrety, każdy ma inne doświadczenia życiowe. Autorka w bardzo konsekwentny sposób, powoli wprowadza nas w życie wszystkich bohaterów. Robi to na tyle dobrze, że powoli zaczynamy się z nimi zaprzyjaźniać, czekając z niecierpliwością, co będzie dalej. Postacie są świetnie wykreowane, jednych lubimy innych mniej. Każda z nich jest jednak malutkim elementem układanki, która na koniec wyłania się w całej okazałości. Każda postać jest inna, ale każda ma za zadanie wywrzeć na nas wrażenie lepsze lub gorsze.
Podczas czytania ma się wrażenie, że już za chwile cos się wydarzy takiego, że spadniemy z krzesła. Z reguły książka jest utrzymana w bardzo spokojnym tonie, ale ciągłe niedomówienia zdradzają, że możemy spodziewać się, że to tylko cisza przed burzą i za chwilę będzie moc.
No i jest, docieramy końcu, do momentu kulminacyjnego, gdzie jedna chwila zmienia wszystko. To było coś!
Kolejna rzecz, którą uwielbiam to wydarzenia, które na dwóch płaszczyznach czasowych. Te dwie płaszczyzny pozwalają nam na poznanie głównej bohaterki, zrozumieć jej Zycie, to dlaczego i jak znalazła się właśnie w tym miejscu swojego życia. Historia kobiety pochłania bez reszty, jest zaskakująca, pełna miłości, ale przeplata się tez z dramatami i niepowodzeniami, z nadzieją na lepszą przyszłość.
Podsumowanie:
Powiem tylko jedno piękna książka, cudownie wydana, idealna na prezent gwiazdowy.

poniedziałek, 25 listopada 2019

𝔾𝕣𝕫𝕖𝕤𝕚𝕒𝕜 𝕄𝕚𝕔𝕙𝕒𝕝𝕚𝕟𝕒 𝕂𝕣𝕪𝕤𝕚𝕒. 𝕄𝕒ł𝕒 𝕜𝕤𝕚ąż𝕜𝕒 𝕨𝕚𝕖𝕝𝕜𝕚𝕔𝕙 𝕤𝕡𝕣𝕒𝕨 - 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

𝔾𝕣𝕫𝕖𝕤𝕚𝕒𝕜 𝕄𝕚𝕔𝕙𝕒𝕝𝕚𝕟𝕒 𝕂𝕣𝕪𝕤𝕚𝕒. 𝕄𝕒ł𝕒 𝕜𝕤𝕚ąż𝕜𝕒 𝕨𝕚𝕖𝕝𝕜𝕚𝕔𝕙 𝕤𝕡𝕣𝕒𝕨 - 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒
„Krysia, mała książka wielkich spraw” bardzo się ucieszyłam kiedy okazało się, że książka trafi w moje ręce do recenzji. Czy ta radość nie była jednak przedwczesna? Czy książka jest naprawdę aż taka dobra, jak wszyscy piszą? Wiecie ja to taki trochę niedowiarek, który musi sprawdzić na własnej skórze czy faktycznie tak jest.
No i co… No i słuchajcie, to jest genialne.
Dobrze zdradziłam Wam już na samym początku, że książka jest super i że recenzja będzie bardzo pochlebna, mam jednak nadzieję, że doczytacie ją do końca i dowiecie się, dlaczego tak bardzo ją polecam.




***
Krysia to mała osóbka, która ma swoje zdanie. Wiecie, jak to jest, słuchamy dzieci jednym uchem, a wypuszczamy drugim, wychodząc z założenia, że takie małe to przecież nie zna życia, to co może wiedzieć. I tu się mylicie, dzieci są świetnymi i bezpośrednimi obserwatorami. Dla nich w zasadzie czarne jest czarne, a białe wiadomo. Nie ma pośredniości, nie ma czytania między wierszami, dopowiadania i domyślania się jak u nas dorosłych bywa prawie zawsze. Dzieci są jeszcze nieskażone naszą dorosłą stronniczością, brakiem tolerancji. Michalina Grzesiak to matka dwójki dzieci, kobieta, która stara się, żeby każdy dzień jakoś przetrwać. Wiadomo czasami, te dni są lepsze, czasami gorsze. Jak w każdej rodzinie. Jednak Michalina potrafi zatrzymać się w ferworze dnia codziennego i posłuchać swoich dzieci, żeby docenić ich mądrość. Podoba mi się, że autorka wychowuje swoje dzieci w taki sposób, żeby nasze dorosłe przekonania nie miały tu nic do roboty. Rodzice Krysi i Jurka słuchają (to jest teraz bardzo trudne dla rodziców, słuchać), rozmawiają, tłumaczą. Dzieci jednak na zasadzie obserwacji same wyciągają wnioski, obserwując, poznają otoczenie.
Jest to książka pełna kontrastów. Szczególnie widocznych podczas konfrontacji z rówieśnikami a szczególnie dorosłymi (przedszkolanki, katechetki).
Odwieczny problem dorosłych – segregowanie dzieci na dziewczynki i chłopców, na różowo i niebiesko – jak to mówi Michalina. Kurcze mnie też to zawsze denerwowało. Pamiętam, jak mój teraz już 13-letni syn chciał wózek i lalkę kiedy miał lat 3. Oczywiście, że kupiłam, jeździł z tym wózkiem na spacerach i te miny starszych pań co ja sobie myślę, chłopak z wózkiem i lalką. No i co z tego kurcze, teraz to odpowiedzialny i opiekuńczy nastolatek, który chętnie pomaga kolegom i koleżankom, potrafi zaopiekować się młodszymi kuzynkami.
Michalina w swojej książce nie daje nam konkretnych rozwiązań, ale zmusza do tego, żebyśmy sami obserwowali i zatrzymali się na chwilę. Daje nam wskazówki, jak powinniśmy uczyć się od dzieci tolerancji i miłości. Bo przecież co jest lepsze od „mamusiu jesteś najlepsza, kocham cię”, kiedy właśnie usłyszymy od kogoś dorosłego, ze średnio sobie radzimy. To te słowa, którymi nasze dzieci nas obdarzają na każdym kroku, o miłości bezwarunkowej i bezwzględnej do nas. Wiadomo, że my również kochamy nasze dzieci bezwarunkowo, ale my niestety już przejmujemy się tym, co mówią o nas inni. Największa bolączką Michaliny są dorośli, którzy starają się ponad wszystko „popsuć jej dzieci”.




Wiecie to tacy, którzy próbują wpajać dzieciom swoje światopoglądy, które są zazwyczaj stereotypowe, bo tak było zawsze i już. Niestety te stereotypy, które są dokładane klocek po klocku, w końcu zbudują wieżę, która nie pozwoli już mieć swojego zdania czy działać zgodnie ze swoim przekonaniem.
Teraz trochę prywaty.
Cieszę się bardzo, że nie okazałam się stereotypową matką. Od początku dawałam moim dzieciom prawo wyboru. Nigdy nie narzucałam, że młoda musi się bawić lalkami, a młody autami. Teraz widzę jak, to procentuje. Starsza już dorosła, potrafi bronić swoich racji, jest odpowiedzialna i obowiązkową osobą. Jest również kobietą, która nie narzuca swoich przekonań innym, ale potrafi wytłumaczyć, dlaczego jej są właśnie takie, a nie inne. Młody no, cóż to facet. Czasami jest po prostu wygodnicki, ale wtedy kiedy potrzeba potrafi mieć swoje zdanie, potrafi bronić swoich racji i przekonań. Potrafi być empatyczny, wtedy kiedy jego przyjaciele potrzebują jego pomocy – pomaga.

***
Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć, że bardzo podoba mi się szata graficzna książki. Taka nienachlana, prosta, a jednocześnie piękna. Twarda oprawa, pomysłowa grafika w środku.
Podoba mi się.






***

Moim zdaniem książka dla nas wszystkich dorosłych. Przecież cały czas zastanawiamy się jak to zrobić, żeby naszym dzieciom było lepiej. Pogoń za pieniędzmi, kolejne zlecenia, kolejna lepsza praca, kolejny pochłaniacz czasu.
A tymczasem wyjście jest takie proste. Posłuchajmy naszych dzieci.

sobota, 16 listopada 2019

CISZA BIAŁEGO MIASTA, Eva García Sáenz de Urturi- recenzja

CISZA BIAŁEGO MIASTA,  Eva García Sáenz de Urturi- recenzja
Cisza białego miasta, czytaliście? Ja po otrzymaniu propozycji do zrecenzowania drugiej części, trochę się zmartwiłam, że może nie dam rady bez czytania pierwszej części. Kiedy poczytałam sobie recenzje, pomyślałam, że to może być naprawdę świetna książka.
Dlatego bardzo chętnie przystałam na propozycję, przysłania od razu pierwszej i drugiej części. Jeśli jesteście ciekawi czy mi się podobała pierwsza część, zapraszam do przeczytania recenzji.




Fabuła:
Na początku mamy morderstwo. Dziwne, bo zamordowane osoby to dziewczyna i chłopak, którzy są w tym samy wieku, leżą ze sobą, dotykając policzka dłonią, jednak nie są kochankami, prawdopodobnie w ogóle się nie znają. Kolejna rzecz, która może zaniepokoić to taka, że dwadzieścia lat wcześnie miały miejsce podobne morderstwa, ale rzekomy sprawca siedzi w wiezieniu. Kto zatem zabija? Czy ten, który już prawie odsiedział wyrok, jest na pewno tym, który zabijał?
Śledztwo prowadzone jest przez dwójkę inspektorów. Jednak okazuje się, że morderca jest świetnie przygotowany i wyprzedza śledczych. Kiedy pojawiają się kolejne ofiary, na mieszkańców Victoria pada blady strach. Wiadomo, ile lat będą miały kolejne ofiary, wiadomo nawet, że morderca dobiera je według nazwiska – to jego klucz, wiek i nazwisko.
Czy naszym inspektorom uda się rozwikłać zagadkę?





Jest tu jeszcze drugi wątek, który łączy się bardzo zgrabnie z głównym. To historia nieudanego małżeństwa, gdzie facet bardzo bogaty i wpływowy potentat znęca się nad swoją żoną i lekarza, który niekoniecznie dokonuje dobrych wyborów. Konsekwencje tych wyborów niestety mają wpływ na ich życie oraz na życie ich potomków.
Wszyscy bohaterowie są bardzo wyraziści, to ludzie doświadczeni przez los. Każdy z nich doświadczył straty kogoś bliskiego. Pokazane są to różne oblicza żałoby. Jedni Bronia się przed nią doprowadzając do nieszczęścia, inni przechodzą jej kolejne etapy, godząc się ze stratą. Jednak strata najbliższych zawsze odbije swoje piętno na naszym umyśle i wiadomo, że zostanie to z nami gdzieś w głębi na zawsze.
Jest to również książka o tym, że czasami ból powoduje między ludźmi silniejsze więzi niż miłość czy przyjaźń. To również opowieść o tym, jak silna może być nienawiść, która doprowadza do wielkich tragedii.
Podsumowanie
Mroczny, pełen napięcia, ale genialny kryminał. Jest to jeden z lepszych kryminałów, które udało mi się ostatnio przeczytać. Jest mocny i bardzo daje do myślenia.
Ja polecam! Dasz się namówić na przeczytanie?

środa, 13 listopada 2019

𝕁𝕖𝕘𝕠 𝕓𝕒𝕓𝕖𝕔𝕫𝕜𝕒 -ℙ𝕖𝕟𝕖𝕝𝕠𝕡𝕖 𝔹𝕝𝕠𝕠𝕞 -𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

𝕁𝕖𝕘𝕠 𝕓𝕒𝕓𝕖𝕔𝕫𝕜𝕒 -ℙ𝕖𝕟𝕖𝕝𝕠𝕡𝕖 𝔹𝕝𝕠𝕠𝕞 -𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒
Jego babeczka jest trzecią już częścią zaraz po „Jego bananie” oraz „Jej wisienkach” książką Penelope Bloom. Niestety nie miałam przyjemności przeczytać poprzednich książek tej autorki. Jednak jeśli nadarzy się taka okazja, na pewno po nie sięgnę.



Fabuła:
Książka jest z gatunku tych do pośmiania się, ale zawiera również watki obyczajowe.
Rayan jest bogaty, ma siec piekarni, postanawia, zorganizować przyjęcie na Heellowen. Do pomocy zatrudnia dziewczynę, która ma mu pomóc ogarnąć dekoracje. Początkowo spotkanie to miało mieć charakter ściśle związany z pracą, jednak cos poszło nie tak.
Rayan po wcześniejszych przejściach z kobietami, boi się ponownie zaangażować. Jednak już po pierwszym spotkaniu zorientował się, że cos go do tej kobiety ciągnie.
Emily, no cóż, artystka, która stara się skupić na swojej karierze i rozwoju. Zimą wyjeżdża do Paryża na studia, więc nie jest początkowo zainteresowana romansem. Kiedy po spotkaniu okazuje się, że ona i Rayan już się kiedyś spotkali. Powracają wspomnienia….
Czy Emily uda się zrealizować swoje marzenia o Paryżu? O co właściwie chodzi z tą babeczką?






Książka napisana w bardzo przystępny sposób, ciekawie wykreowani bohaterowie. Wiecie, nie jest to jakaś górnolotna lektura, to raczej taka zwykła książka, kiedy chcemy się odprężyć i po prostu coś poczytać.
To taka wiecie książka na jedno popołudnie.




Podsumowanie:
Super relaks w sobotnie popołudnie. Piękne wydanie może być pretekstem do kupienia książki w prezencie.
Polecam.

wtorek, 5 listopada 2019

𝕄𝕒𝕣𝕥𝕨𝕪 𝕤𝕖𝕫𝕠𝕟, 𝔸𝕟𝕖𝕥𝕒 𝕁𝕒𝕕𝕠𝕨𝕤𝕜𝕒- 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

𝕄𝕒𝕣𝕥𝕨𝕪 𝕤𝕖𝕫𝕠𝕟, 𝔸𝕟𝕖𝕥𝕒 𝕁𝕒𝕕𝕠𝕨𝕤𝕜𝕒- 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Anety Jadowskiej. Przeczytałam wiele opinii – pozytywnych- na temat jej książki Trup na plaży i postanowiłam sprawdzić sama, czy faktycznie jej książki są warte polecenia. Ja to mam tak, że, jak coś jest mocno chwalone, ja do tego podchodzę jak do jeża. Ostrożnie i z rozwagą, muszę sama to sprawdzić i się osobiście przekonać.
Jak wypadła moja recenzja czy będzie pozytywna, czy negatywna? Przeczytajcie.





Fabuła:
Pensjonat Wielkiej Niedźwiedzicy boryka się z problemami finansowymi. Mało gości, bo pogoda pod psem. Pada, zimno to i wszyscy uciekają znad morza. Magda – głowna bohaterka- ma wiele różnych spraw dna głowie. Po pierwsze pensjonat, który staje na skraju bankructwa, po drugie babcia, która boryka się z demonami przeszłości, chora i uziemiona Tamara…
Pomyślicie pewnie, że to klasyczny kryminał z elementami thrillera, ja też tak myślałam, kiedy przeczytałam tytuł. Nic bardziej mylnego.
Autorka odchodzi od klasycznej wersji kryminału, który musi być mroczny, krew się leje i trup słania. Tu mamy elementy humorystyczne, które w doskonały sposób rozluźniają atmosferę, kiedy jest taka potrzeba. To wiele zabawnych sytuacji z codziennego życia pensjonariuszy. Nie brakuje tu jednak dramatyzmu. To również opowieść o kobietach, których życie nie było usłane różami, mamy tu również Ustkę, w której zbolałe serca znajdują ukojenie.
Niestety nie czytałam pierwszej części, więc nie wiem, jak to wyglądało, jednak tu podobała mi się tajemniczość i trochę mrocznych elementów. Pocieszające jest jednak to, że na końcu widać światełko w tunelu.
Ja zaczęłam od drugiej książki o Ustce, jednak myślę, że warto jednak najpierw przeczytać pierwszą. Tam poznajemy bohaterów, łatwiej wtedy chyba wejść od razu w klimat książki.
Bohaterowie są bardzo charakterystyczni i bardzo dobrze wykreowani. Można ich polubić od pierwszego przeczytania.









Podsumowanie:
Moją pierwszą przygodę z książkami Anety Jadowskiej uważam za bardzo udaną. Podobał mi się trochę nieoczywiste spojrzenie na kryminał. Połączenie z elementami obyczajowymi.
Myślę, że na pewno sięgnę po pierwszą części, bo jestem jej bardzo ciekawa.
Polecam serdecznie.

poniedziałek, 4 listopada 2019

𝕄𝕠𝕟𝕒 𝕂𝕒𝕤𝕥𝕖𝕟, ℍ𝕠𝕡𝕖 𝔸𝕘𝕒𝕚𝕟 - 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

𝕄𝕠𝕟𝕒 𝕂𝕒𝕤𝕥𝕖𝕟, ℍ𝕠𝕡𝕖 𝔸𝕘𝕒𝕚𝕟 - 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒
Kolejna książka Mony Kasten, poprzednie trzy części bardzo przypadły mi do gustu. Jesteście ciekawi czy ta również mi się podobała?







Fabuła:
Głowna bohaterka Everly Penn, uczęszcza na kurs pisania. Kurs jak kurs, ale wykładowca. Jak to często w życiu bywa studentka czy uczennica zakochuje się w swoim wykładowcy. Przystojny i bardzo inteligentny Nolan skradł jej serce. Czy jednak dziewczyna może poczuć się przy nim całkowicie bezpiecznie?
Kurs kreatywnego pisania to doskonała okazja do poznania swoich kursantek. Można przecież tak pokierować pracą i tak sformułować jej temat, że poznanie drugiej osoby staje się bardzo proste.
Kiedy Everly pisze swoje opowiadania, zadawane przez Nolana są one bardzo prawdziwe i szczere.
Okazuje się jednak, że wszyscy mamy tajemnice. Nawet wiecznie pomocny i zadowolony z życia Nolan coś ukrywa.
Czy uda się tym dwojgu nawiązać takie relacje, żeby sobie wzajemnie pomóc?
A może ich relacje będą się układały tak, że guzik z tego wyjdzie?
Jest to już czwarta część serii, nie musicie jednak znać poprzednich, żeby z powodzeniem czytać którykolwiek. Nie są one jakoś specjalnie ze sobą powiązane.
Mony Kasten ma bardzo fajny styl pisania, który pozwala nam na bardzo szybkie przeczytanie książki. W zasadzie to nawet nie wiemy kiedy, a tu okazuje się, że już mamy koniec książki.
Jak zwykle bardzo dobrze wykreowani bohaterowie, świetnie rozbudowana fabuła sprawia, że czyta się ją bardzo dobrze. Bohaterowie dają się lubić, myślę, że to tez jest bardzo ważne podczas czytania, jeśli solidaryzujemy się z bohaterem.

Podsumowanie:
Kolejna bardzo dobrze napisana część, świetna propozycja dla młodzieży. Myślę, że to jedna z tych książek, która może zachęcić młodzież do czytania.
Polecam.

poniedziałek, 28 października 2019

𝕂𝕒𝕥𝕒𝕣𝕫𝕪𝕟𝕒 ℙ𝕦𝕫𝕪ń𝕤𝕜𝕒 ℙ𝕠𝕜𝕣𝕫𝕪𝕜 - 𝕤𝕖𝕣𝕚𝕒 𝕫 ℙ𝕠𝕕𝕘ó𝕣𝕤𝕜𝕚𝕞- 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒

𝕂𝕒𝕥𝕒𝕣𝕫𝕪𝕟𝕒  ℙ𝕦𝕫𝕪ń𝕤𝕜𝕒 ℙ𝕠𝕜𝕣𝕫𝕪𝕜 - 𝕤𝕖𝕣𝕚𝕒 𝕫 ℙ𝕠𝕕𝕘ó𝕣𝕤𝕜𝕚𝕞- 𝕣𝕖𝕔𝕖𝕟𝕫𝕛𝕒
Czytacie serię Kasi Puzyńskiej o Podgórskim, Kopp, Strzałkowskiej i całej reszcie? Ja uwielbiam wszystkie części. Moja miłość do tych książek wynika chyba też z tego, że czytając, odwiedzam przy okazji okolice, które często odwiedzałam jako młoda dziewczyna. Bachotek, gdzie jeździliśmy z moim ówczesnym chłopakiem (teraz mężem) na biwaki. Brodnica, którą odwiedzam do dziś (mam tu chrześniaczkę). Poza tym to, wszystko dzieje się 50 km od mojego Działdowa, to wiecie prawie już jak u mnie.:)
Co tym razem wymyśliła autorka? Powiem wam tylko tyle, że wyszedł z tego rollercoaster i to taki mega.







Fabuła:
Zaczynamy mocno, bo od tego, że Klementyna Kopp (moja ulubiona bohaterka) jest widziana na miejscu zbrodni. Ofiara to starsza kobieta, która ginie podczas kąpieli. Nie wiadomo w zasadzie, czy jest to zabójstwo, bo kobieta umiera porażona prądem od suszarki, której używała podczas kąpieli. Można by przypuszczać, że gdyby nie to, że widziana była tam Kopp, to uznałoby to za nieszczęśliwy wypadek, a tak…
Daniel podgórski oczywiście nie wierzy, że jego przyjaciółka mogłaby popełnić taką zbrodnię. Z racji tego, że zostaje odsunięty od śledztwa, postanawia na własną rękę szukać odpowiedzi na nurtujące go pytania. Co znajdzie? Czy Klementyna jest faktycznie niewinna? Jaki jest jej udział w sprawie?
„Pokrzyk” to już 11 z części cyklu o komisarzu Podgórskim i Lipowa. Kolejna i tak samo, jak pozostałe części dobra. Wszystko jest tu jak zwykle przemyślane, dopracowane i dopięte na ostatni guzik. Uwielbiam bohaterów, którzy są bardzo dobrze wykreowani. Każdy z nich jest bardzo charakterystyczny. Są oczywiście tacy, których lubię bardziej i tacy, którzy mi trochę działają na nerwy. Jednak uważam, że każdy z nich świetnie spełnia swoją funkcję i idealnie dopełnia całość.
Co zatem autorka przygotowała dla nas autorka tym razem. Tego oczywiście Wam nie zdradzę. Powiem wam tylko, że tym razem nie wszyscy okażą się ideałami. To zapewne spowodowało, że czytałam i zastanawiałam się co będzie dalej. Jak to się wszystko rozwiąże.
I tym razem Puzyńska nie zawiodła mnie, jeśli chodzi o przygotowanie intrygi i wszystkich szczegółów z nią związanych. Tym razem znowu zostałam przechytrzona przez autorkę i kiedy już myślałam, że wiem, ups okazywało się jednak, że nie tym razem.
Podoba mi się to, że muszę uważnie śledzić każdy watek, żeby niczego nie przeoczyć, lubię być zaskakiwana, a Kasia Puzyńska potrafi zaskoczyć ilością i jakością zabójstw, ich pomysłowością. Lubię też wielowątkowość w jej powieściach. Zmusza to mnie (pewnie was też) do uważnego czytania i łączenia ze sobą kolejnych elementów tej zagmatwanej układani. Tak kochani, bo tu każdy element jest ważny, nie ma tu nic takiego, co jest nikomu do niczego niepotrzebne. Tu wszystko ma swój cel czasami to kolejny element układanki a czasami to chęć zadziałania na nasze emocje.






Podsumowanie:
Książka jak zwykle nie należy do cieniasów. Liczy sobie ponad 600 stron, jednak nie ma się co przerażać, czyta się ją błyskawicznie.
Polecam bardzo, bardzo serdecznie.

ℑ𝔩𝔬𝔫𝔞 𝔊𝔬łę𝔟𝔦𝔢𝔴𝔰𝔨𝔞 𝔓𝔬𝔷𝔴ó𝔩 𝔪𝔦 𝔨𝔬𝔠𝔥𝔞ć- 𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞

ℑ𝔩𝔬𝔫𝔞 𝔊𝔬łę𝔟𝔦𝔢𝔴𝔰𝔨𝔞 𝔓𝔬𝔷𝔴ó𝔩 𝔪𝔦 𝔨𝔬𝔠𝔥𝔞ć- 𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞
Ilona Gołębiewska, o ile mnie pamięć nie myli to moje drugie spotkanie z tą pisarką. Pierwsze było średnio udane, jednak postanowiłam zrobić drugie podejście.





Jesteście ciekawi, co z tego wynikło? Zapraszam do przeczytania recenzji.
Postacie:
Sabina – główna bohaterka
Leszek – jeden z gości dworku
Emil – zarządca dworu
Aniela – matka Sabiny
Klara – córka Sabiny
Znachor – zielarz

Fabuła:
Sabina Horczyńska profesor chemii, naukowiec, zostaje oskarżona na konferencji prasowej dotyczącej jej badań na temat składu leków, o współpracę z  jednym z koncernów farmaceutycznych oraz o przyjęcie łapówki. Sprawa trafia oczywiście do prokuratora, Sabina z depresją do psychoterapeuty.
Kiedy kobieta jest już na skraju wyczerpania nerwowego, jej córka Klara wpada na pomysł, żeby ta pod nieobecność Anieli – swojej matki, babki Klary, pojechała na Lipowe Wzgórze.
Sabina jest skłócona ze swoją matką, jednak kiedy dowiaduje się, że ta wyjeżdża w podróż, po namyśle postanawia zamieszkać w dworku i tam odpocząć od wszystkich złych ludzi i wydarzeń, które są dla niej traumatyczne.
Po przyjeździe Sabina próbuje poukładać swoje sprawy i uporać się z przeszłością. Czekaj ją jeszcze kilka spraw w sądzie, ale kobieta ma nadzieję, że pobyt w tak cudownym miejscu ukoi nerwy i pozwoli jakoś przetrwać te dni do rozprawy.
O dziwo, pobyt okazuje się bardzo udanym pomysłem. Kobieta powoli dochodzi do siebie, zaczyna też interesować się zielarstwem i odkrywać dary, które szykuje dla nas natura.
To nie wszystkie niespodzianki, jakie przygotowała dla nas czytelników autorka.
Jednak nie będę wam psuła przyjemności i … oczywiście nic nie powiem.
Jest to powieść w zasadzie poświęcona losom Sabiny, jej dziadka i matki. Jednak jest to też opowieść o tym, jak trudne czasami bywają relacje rodzinne. Tu ciągłe napięcie między kobietami doprowadza do kłótni i niepotrzebnych scysji. Wynika to z ich bardzo silnych osobowości, obie są uparte, obie uważają, że mają rację. Żadna nie chce odpuścić.
Ilona Gołębiewska przypomina nam tu również bardzo ważną rzecz, mianowicie przewrotność losu. Dziś masz wszystko, jutro nie masz nic, dlatego warto, doceniać to, co mamy. To, co najważniejsze pielęgnować.
Zauroczyły mnie również piękne opisy, przez chwilę poczułam się jakbym była w dworku, poczułam zapach lip i ciepłe promienie słońca.
Jest to książka przepełniona uczuciami zarówno tymi dobrymi, jak i tymi trochę gorszymi. Na szczęście te dobre jak zawsze okazują się silniejsze.
Ciekawostką są dołączone przepisy na ziołowe mieszanki, które pomogą nam zadbać o urodę.




Podsumowanie:
Tym razem moja przygoda z książką Ilony Gołębiewskiej okazała się bardzo ciekawa i satysfakcjonująca. Polecam serdecznie. Jeśli nie macie pomysłu na prezent dla przyjaciółki, to już wiecie co kupić.
Zachęcam i polecam serdecznie.



wtorek, 22 października 2019

𝔎𝔰𝔷𝔱𝔞ł𝔱 𝔫𝔬𝔠𝔶 𝔗𝔢𝔰𝔰 𝔊𝔢𝔯𝔯𝔦𝔱𝔰𝔢𝔫 -𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞

𝔎𝔰𝔷𝔱𝔞ł𝔱 𝔫𝔬𝔠𝔶 𝔗𝔢𝔰𝔰 𝔊𝔢𝔯𝔯𝔦𝔱𝔰𝔢𝔫 -𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞
Uwielbiam Tess Gerritsen i jej medyczne kryminały. Nie czytałam, żadnych recenzji „Kształtów nocy” dlatego tez spodziewałam się jak zwykle u tej autorki, lekarzy, szpitala, patologa itp.
A tu okazało się, że to coś zupełnie nowego, innego. Jaki to gatunek, powiedziałabym, że to hybryda, łączy w sobie kryminał, erotyk, fantasy.
Czy jednak nie jest tak, że co za dużo to niezdrowo?




 





Postaci:
Ava- główna bohaterka
Dawny właściciel domu – duch
Fabuła:
Ava młoda kobieta, która wynajmuje, zdawać by się mogło, zaciszny i spokojny dom, w którym zamierza dokończyć swoją książkę kucharską, oraz uciec od przeszłości.
Dom jest piękny w środku, jednak początkowo odpycha Avę. Jednak kiedy kobieta wchodzi do środka, ma wrażenie, że dom ją zaakceptował. Nie wiemy, jaką tajemnice skrywa kobieta, jednak mieszkańcy miasteczka też są bardzo skryci, więc nikt się nie wtrąca do jej życia. Okazuje się jednak, że dom nie jest całkiem opustoszały, przebywa w nim ktoś…
Nie będę wam psuła niespodzianki, więc nie powiem.
Tak w zasadzie ciężko pisać tu o fabule nie zdradzając szczegółów, które są istotne i budują atmosferę książki.
No właśnie atmosfera to właśnie to, co robi całą robotę w tej powieści.
To ona powoduje, że nie możemy się doczekać, co będzie dalej. Budowanie napięcia, manipulowanie naszymi emocjami to najlepszy element całej historii. Wielowątkowość, która daje duże pole do popisu, jeśli chodzi o emocje wzbudzane w czytelniku. Wyciszenie miesza się ze sporym napięciem co się dalej stanie, strach z erotyką.
Autorka świetnie kreuje swoje postacie, są charakterystyczne i od początku dają się lubić.
Lubię książki, które mają elementy spirytystyczne, a poniew
aż tu takowe są, więc byłam usatysfakcjonowana.






Podsumowanie:
Powiem tak, jestem fanką Tess, na początku byłam trochę zdziwiona, bo to przecież nie to, czego się spodziewałam. Jednak każda kolejna strona coraz bardziej wciągała i pochłaniała. Coraz bardziej przekonywała, że to ta sama Tess tyle, że trochę inny gatunek literacki.
Mnie to nie przeszkadzało. Jestem jak najbardziej na tak.

Polecam.

niedziela, 20 października 2019

𝔖𝔭𝔢ł𝔫𝔦𝔬𝔫𝔶 𝔰𝔢𝔫 ℑ𝔷𝔞𝔟𝔢𝔩𝔩𝔞 𝔉𝔯ą𝔠𝔷𝔶𝔨 - 𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞

𝔖𝔭𝔢ł𝔫𝔦𝔬𝔫𝔶 𝔰𝔢𝔫 ℑ𝔷𝔞𝔟𝔢𝔩𝔩𝔞 𝔉𝔯ą𝔠𝔷𝔶𝔨 - 𝔯𝔢𝔠𝔢𝔫𝔷𝔧𝔞
Izabela Frączyk to moje tegoroczne odkrycie, autorka, na której książki czekam z niecierpliwością, która jeszcze mnie nie zawiodła. Czy i tym razem książka okazał się dobra? A może już mi się przejadło i nie sięgnę więcej po jej powieści?
Przekonacie się, jeśli dotrwacie do końca tej recenzji.



Postacie:
Beata – główna bohaterka. Właśnie wybiera się do Częstochowy, żeby zająć się ciocią
Robert – chłopak Beaty
Witek – właściciel restauracji i sklepu ogrodniczego
Julka – pisarka, u której Beata wynajmuje domek

Fabuła:
Kiedy właściciele firmy, w której pracuje Beata, zostają aresztowani, a firma upada,  postanawia wyjechać do Częstochowy, do swojej nielubianej ciotki. To jak jej się wydaje jedyna perspektywa, która w jej obecnej sytuacji może ją uratować.
Podróż jak to zwykle bywa, obfituje w różne przygody. Jedną z nich jest pobyt na pewnej małej stacji benzynowej. Tam poznaje ludzi, którzy proponują jej pracę. Kobieta początkowo odmawia, jednak po dotarciu do ciotki, która okazuje się bardziej zgorzkniała, niż było wcześniej, Beata wraca na stację benzynową. Początkowo powrót związany jest, z tym że zostawia tam portfel. Jednak po odzyskaniu swojej zguby oraz ponownej propozycji pracy kobieta postanawia skorzystać z propozycji i przyjmuje ofertę pracy.
Mówi się, że sen w nowym miejscu się sprawdza, pytanie tylko, kiedy? Dlaczego pisze tu o śnie, a no dlatego, ze Beata w nowym miejscu ma sen. Nie jest to sen z tych co to chcielibyśmy, żeby się spełnił. Nie napiszę jednak o co chodzi, bo przeciez nikt nie lubi spojlerów. Prawda?



Beata spodobała mi się od razu. To kobieta stanowcza, twardo stąpająca po ziemi, wydawać by się mogło, że wie czego, chce.
Jednak tu życie postanawia spłatać jej małego figla i usypia jej czujność.
Jej perypetie są opisane bardzo realistycznie, myślę, że spokojnie taka Beata mogłaby istnieć w realnym życiu.
Książa napisana w bardzo lekkim języku. Czyta się piorunem, lekka i bardzo przyjemna historia, pochłania nas od samego początku bez reszty. Taka idealna lektura na weekend.
Autorce udaje się stworzyć historię, która odbiega od oklepanych schematów obyczajówek.

Podsumowanie.
Polecam, polecam, polecam.
Dla mnie jak zwykle idealna lektura, żeby trochę zapomnieć o pracy, obowiązkach itd.
Można już zacząć myśleć o gwiazdkowych prezentach, a ta książka to idealny prezent dla kobiety, która lubi powieści obyczajowe.