Fashion Victim Corrine Jackson_ recenzja przedpremierowo

Fashion Victim Corrine Jackson_ recenzja przedpremierowo

Czy zastanawialiście się czasami, jak to jest, być modelką? Bogaci ludzie, inny świat, piękne stroje. Bajka.
Jednak czy faktycznie życie modelki jest takie fantastyczne, czy jest usłane różami?



Thriller, który chcę Wam polecić, przedstawia właśnie świamodelingu.
Sophie to dziennikarka śledcza, która przez przypadek poznaje młodziutką modelkę Natalię. Spotykają się przez kilka dni, żeby rozwiązać pewną sprawę. Niestety podczas jednego ze spotkań dziewczyna wybiega z kawiarni, a następnego dnia Sophie dowiaduje się, że została ona zamordowana.
Dziewczyna postanawia rozwikłać zagadkę. Po pierwsze po to, żeby znaleźć mordercę, po drugie, żeby napisać o tym artykuł, ponieważ sprawa wydaje jej się, bardzo dziwna.


Dziennikarka zaczyna swoje śledztwo. Niestety sprawy nie są łatwe, spore komplikacje powoduje, śmierć kolejnej modelki.
Im bardziej analizowana jest kwestia morderstw, tym wszystko zaczyna się robić coraz bardziej niebezpieczne. Czy Sophie uda się złapać mordercę? Czy nie będzie musiała chronić siebie, przed zagrożeniem?

Głównym atutem powieści według mnie jest główna bohaterka. Młoda kobieta, która dąży do celu, uparta i odważna. Jest bardzo inteligentna i spostrzegawcza. Jako dziennikarka śledcza bardzo szybko kojarzy fakty, czasami jednak jej działania są zbyt impulsywne. Niestety to przysparza jej wiele problemów. Jednak dzięki temu też autorka budowała napięcie w książce. Zbyt szybkie działania bohaterki, czasami podnosiły ciśnienie mnie jako czytelnikowi.



Jest ona bardzo wyrazistą postacią,  jest to taka osoba, którą spokojnie możemy spotkać w realnym życiu. Fabuła powieści skupia się przede wszystkim na morderstwach i śledztwach. Nie myślcie jednak, że akcja jest nudna, autorka dodaje tu kilka smaczków z życia głównej bohaterki, oraz kilka faktów z życia modelek. Prostytucja, narkotyki, wykorzystywanie nieletnich, chore fantazje starszych panów. Mam nadzieję, że już Was zachęciła, bo wierzcie mi, dzieje się tu bardzo dużo. Nie ma tu czasu na nudę. Wszystko tu jest przemyślane i tak skonstruowane, że nie mamy chwili na odpoczynek. Akcja jest tak napięta i tak skonstruowana, że mamy wrażenie, że jedziemy na rollercoaster, kiedy już wydaje nam się, że będzie spokój, napięcie wzrasta, my mamy ciarki i dalej znowu jazda bez trzymanki. Zastanawiamy się, kto jest do mordercą. I wiecie co, do końca w zasadzie nie wiadomo. Autorka tak sprowadza nas sprytnie na manowce, że kiedy wydaje nam się, że już wiemy kto, już jesteśmy pewni, nie to jednak nie ta osoba.


Uwielbiam powieści kryminalne, przeczytałam ich już sporo i w większości domyślam się, kto zabił. Tu miałam wątpliwości do samego końca. Według mnie jest to całkiem dobry kryminał.
Czekam z niecierpliwością na kolejne odsłony i kolejne śledztwa Sophie.



Do czego służy biblioteczka?

Do czego służy biblioteczka?

Moim marzeniem od zawsze było mieć dużą biblioteczkę w domu, mam kilka półek. Po części marzenie się spełniło, pracuję w bibliotece, więc regałów mam pod dostatkiem. Już teraz wiem, co znaczy układanie książek na półkach, porządkowanie ich, szczególnie po remontach.
Nie o tym jednak miałam pisać.
Biblioteczka w domu, czyli mega dużo półek, na których mamy poukładane książki, które już przeczytaliśmy, bądź czekają na przeczytanie.
Okazało się jednak, że to tak nie działa.
Biblioteczka to mebel przecież, no chyba każdy o tym wiem. Skoro mebel, to ma ładnie wyglądać.
Dowiedziałam się ostatnio, że skoro ma ładnie wyglądać, to nie mogą się na nim znaleźć przypadkowe książki.
Zdziwiona zapytałam, to ty nie przeczytałaś tych książek, i nie masz zamiaru ich czytać.



No i okazało się, że to nie książki to stroiki, ozdobniki czy jak kto woli to nazwać.
Okładki pasowały kolorystycznie do wystroju mieszkania, wszystkie książki tej samej wielkości lub zbliżonej.

Świat się kończy, pomyślałam. Zaraz przypomniałam sobie moich kilka półek, oczywiście mam ich za mało, więc książki leżą jedne na drugich. Posegregowane raczej na te przeczytane i nieprzeczytane. Jeśli chodzi o kolorystykę na moich półkach, jest bardzo przypadkowa.


No i co wyszło, że bałagan mam i tyle.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że spotkałam się już u kilku znajomych z takim podejściem do książek i biblioteczek.
Ja rozumiem porządek na półkach, ale żeby nie czytać? Tylko stawiać po to, żeby ładnie wyglądało i pasowało do wystroju.?
No świat się kończy.

Ciekaw jestem, jak Wy traktujecie wasze biblioteczki, jako ozdobniki, czy czytacie to, co tam zgromadziliście? Mniemam, że są tu też takie osoby, które powiedzą, że przecież można czytać i jednocześnie mieć ozdobną biblioteczkę. Zgadzam się z tym w całej rozciągłości.
Jak to jest u was?
Pomiędzy nami góry Charles Martin_ recenzja

Pomiędzy nami góry Charles Martin_ recenzja

Dawno nie miałam przyjemności, czytać książki z gatunku -katastroficzne. W zasadzie nie lubię książek o katastrofach, szczególnie kiedy mowa o tych z jedzenia ludzi i tak dalej.

Miałam tylko nadzieję, że ta do takich nie należy.

Uffff…. Nie.





Ben to znany chirurg – ortopeda, który wraca do domu z konferencji medycznej. Ashley to młoda dziennikarka- felietonistka, która śpieszy się na swój ślub. Na lotnisku okazuje się jednak, że nigdzie nie polecą, ponieważ pogoda na to nie pozwala.
Ben jednak nie daje za wygraną, niedaleko lotniska znajduje prywatne lotnisko, gdzie udaje mu się wynająć awionetkę.
Podczas rozmowy z pilotem dowiaduje się, że na pokładzie jest jeszcze jedno miejsce, postanawia, że zaproponuje je młodej kobiecie poznanej na lotnisku.
Jak łatwo się domyślić jest to Ashley. Wyruszają, lot wydaje się przebiegać bez zarzutów. Niestety po jakimś czasie samolot zaczyna wariować, okazuje się, że pilot ma zawał. Udaje mu się, jakimś cudem wylądować, niestety okazuje się, że wylądowali gdzieś w środku gór. Pilot umiera, Ben i Ashley są ranni.



Tu zaczyna się cała przygoda. Ben ma złamane żebra, niestety dziewczyna jest w dużo gorszym stanie. Na szczęście ma ortopedę pod ręką, który bardzo się tu przydaje.
Od tego momentu nasi bohaterowie są na siebie skazani, ich życie zależy od nich, a i zapomniałbym, od psa, który leciał z nimi, był przyjacielem pilota. Choć źle mówię to nasza bohaterka, skazana jest na Bena.
Dlaczego? Hmmm. Tego to ja wam już nie powiem. Bo przecież chcecie przeczytać książkę? Prawda?
Czy naszym bohaterom uda się przezwyciężyć góry? Jak zakończy się ich wspólna walka o przetrwanie?



Powieść nie ma może zbyt wartkiej akcji, fabuła nie jest może zbyt skomplikowana. Zatem zapytacie, to właściwie podobała Ci się ta książka, czy nie?
Podobała się i to bardzo. Najbardziej podobało mi się te ukryte zagadnienia, na które autor chce zwrócić naszą uwagę.
Ben nagrywający na dyktafon codzienne relacje dla swojej żony. Drobnostki, których normalnie nie dostrzegamy. Brak jedzenia, najbliższych, strach. Fakt, że jesteśmy skazani na zupełnie obca nam osobę.
Akcja rozwija się powoli, co pozwala nam na poznawanie poszczególnych faktów i tajemnic naszych bohaterów. Jednak pod koniec książki akcja bardzo przyśpiesza. Powiem szczerze, że końcówka bardzo mnie zaskoczyła i poruszyła. Czytając, zastanawiałam się, czy ja byłabym być równie silna, jak bohaterka. Uwielbiam góry, ale bardzo się ich boję. To przepiękne miejsca, ale bardzo niebezpieczne dla tak niedoświadczonych ludzi, jak ja. Podziwiam tych, którzy wspinają się po wysokich górach. Nasza bohaterka miała szczęście, że trafiła na faceta, który dużo wiedział o górach.



"Pomiędzy nami góry" to bardzo piękna opowieść, która opowiada, jak ważna jest nadzieja, o przetrwaniu, o miłości, o tym, jak ciężko czasami pogodzić się z losem. O tym, jak ciężko pogodzić się ze sobą.
Polecam.





Czytanie, po co to komu?

Czytanie, po co to komu?

Postanowiłam, że we wtorki będę wstawiała post, który nie jest recenzją. Pewnie często będą to artykuły związane z moją pracą, a co za tym idzie z czytaniem.
Mam nadzieję, że się Wam spodobają. Będę wdzięczna za komentarze pod postem, czy chcecie więcej takich wpisów, czy może jednak zostać przy samych recenzjach.

Czytanie – proces poznawczy, jedna z umiejętności nabywanych przez człowieka w procesie edukacji, która umożliwia odbiór informacji przekazywanych za pomocą języka pisanego -Wikipedia.
  


Nuda. Tak zapewne powiedziałaby część młodego pokolenia. Wiem, wiem nie wszyscy i proszę mi tu się nie obruszać zaraz. Przyznać niestety musicie, że większość naszego młodego pokolenia mówiąc, kolokwialnie olewa czytanie. Właśnie, po co nam czytanie. No chociażby po to, żeby przeczytać instrukcje obsługi, rozkład jazdy pociągów itp.


Przy instrukcji obsługi pewnie od razu polegnę, bo powiece, że są przecież obrazki i można krok po kroku odczytać po obrazkach jak co zrobić. No dobra tu się poddaję, ale reszta...?



Kiedy rozmawiam ze swoimi czytelnikami (pracuję w bibliotece), ręce mi czasami opadają.


Oddaje dzisiaj taki siódmoklasista książkę, lekturę oczywiście. Pytam:

- może weźmiesz sobie coś do poczytania, mamy dużo nowości.

Ten spojrzał na mnie spod byka i mówi.

- a nie, nie absolutnie.

No cóż,  odpuściłam.

Nie mogę, powiedzieć lektury biorą, czasami nawet jakąś książkę złapią z regału. Ja tu cała szczęśliwa czytają. O nie, nie kochani, okazał się, że pani powiedział, że osoby, które będą miały dużo wypożyczeń, będą mogły mieć wyższe oceny z zachowania. O masz, więc biorą te książki z półek, zabierają je do domu i przynoszą. Przeczytać już niestety nie, bo to już za dużo zachodu.

Zachęcam, opowiadam, jakie mamy ciekawe książki, patrzą na mnie jak na istotę z innej planety, i wzrokiem mówią:

Czego ty do mnie kobieto mówisz?

Teraz kilka poważnych faktów. Co daje nam czytanie:


  • wzbogaca nasze słownictwo, żebyśmy  mogli powiedzieć coś więcej niż eeeeee, yyyyyyy, hmmmm
  • rozwija naszą wyobraźnię, jest świetnym relaksatorem i odstersowywaczem
  • rozwija nasze umiejętności poznawcze
  • poszerza naszą wiedzę
  • rozwija nasza umysł i poprawia pracę mózgu
  • poprawia koncentrację i analityczne myślenie
  • pomaga nauczyć się empatii
  • poprawia umiejętność pisania.
  • uczy od najmłodszych lat trudnej sztuki wyboru
  • uczy nas jak wyznaczać i realizować swoje cele.
 


 Powiecie mi to wszystko frazesy, czcze gadanie i takie tam naukowe pierdoły. Ok, ale skąd wiecie, że to, co wy myślicie, jest prawdziwe. A spróbujcie iść do najbliższej biblioteki, zapytajcie przemiłej pani bibliotekarki (to takie trochę naciąganie, sama wiem, że nie wszystkie są miłe, ale co tam), o jakąś ciekawą książkę, a najlepiej pochodźcie między pólkami i weźcie tą, która do Was zawoła. Nie wiem okładką, grubością, a może tym, że jest niepozorna i cieniutka. Weźcie ja do domu i spróbujcie, się przełamać i dać jej szansę.

 

Ja wiem, nie od razu Kraków zbudowano, dlatego nie porywajcie się od razu na książkę, grubości 700s. Zacznijcie może od jakiejś cieniutkiej, niepozornej.

Może Was przekona, że czytanie jest fajne i bardzo trendy. Zawsze możecie podzielić się swoją pasją z kolegami na Facbook'u czy Instagramie. Z książką w ręku też wygląda się ładnie.
Oświadczyny Tasmina Perry _ recenzja

Oświadczyny Tasmina Perry _ recenzja

Wiecie, że lubię książki, w których teraźniejszość przeplata się z przeszłością. Oświadczyny to właśnie tego tylu powieść. Wydarzenia z przeszłości mają wpływ na bohaterów i sytuację, która ma miejsce w teraźniejszym świecie.
Amy to młoda Amerykanka, która mieszka w Londynie, uwielbia tańczyć, jednak jej kariera tancerki nie rozwija się tak, jakby ona sobie tego życzyła.
Na dodatek podczas przyjęcia, na którym Amy spodziewa się dostać pierścionek zaręczynowy, dostaje informację, że jej bardzo bogaty chłopak ją zdradza. Wszystko układa się, nie tak jak trzeba.



Życie jednak ma swoje plany dla każdego z nas. I samo decyduje kogo postawić na naszej drodze.




Na drodze naszej bohaterki pojawia się Georgia. Różni je wszystko, wiek (jedna ma lat dwadzieścia kilka, druga siedemdziesiąt), narodowość, status społeczny (biedna tancerka i bogata pisarka). Łączy je jedno, obie tęsknią za prawdziwą miłością.
Kiedy Amy czyta ogłoszenie w gazecie, o osobie do towarzystwa dla starszej pani na wyjazd do USA, odpowiada na nie błyskawicznie. To jedyna okazja, żeby mogła odwiedzić rodziców. Georgia, bogata starsza pani, której w przeszłości nie było dane odwiedzić Nowego Jorku, pragnie to nadrobić.
Każda z kobiet ma inny cel swojej podróży, jednak wyjazd tak zbliża je do siebie, że zostają przyjaciółkami.
Czy wyjazd za ocean rozwiąże wszystkie nieporozumienia Georgii? Czy uda jej się jakoś rozliczyć z bolesną przeszłością? Czy Ami odnajdzie w sobie siłę, żeby pokazać, jaką jest wartościową kobietą?




Oświadczyny to bardzo dobrze napisana powieść obyczajowa. Zastosowanie przez autorkę dwóch płaszczyzn czasowych pozwala nam na przeniesienie się w lata pięćdziesiąte. Tam możemy poznać młodość Georgii. Szkoły dla dziewcząt, bale, na których dziewczęta odnajdywały swoich wybranków. I wiek XXI, gdzie dobry styl i prestiż nadal są mile widziane. Postać Georgii  i miłośćktóra jest ponadczasowa i bardzo wyjątkowa , są  łącznikiem między dwiema płaszczyznami.
Bardzo podoba mi się to, że miłość jest tu potraktowana jako uczucie, sceny miłosne są opisane tak subtelnie i jest ich tak mało, że w zasadzie jakby ich nie było. Powieść napisana ładnym językiem, bez wulgaryzmów, wiecie, że jestem na tym punkcie bardzo czuła.
Ciekawa fabuła, zaskakujące zwroty akcji, nie pozwalają nam się nudzić.
Polecam serdecznie.






Turbulencja Whitney Gracia Williams_ recenzja

Turbulencja Whitney Gracia Williams_ recenzja

Ciekawa jestem czy lubicie facetów w mundurach?
Pewnie tak, bo przecież wyglądają wtedy super, przystojni i ubrani tak z klasą.
Kiedy zobaczyłam okładkę książki turbulencja, od razu mi się bardzo spodobało. Przystojniak w mundurze, no to może być ciekawe.




Czy życie to tylko miłość, zakochanie się, inne przyjemności? To rodzaj turbulencji, raz jest dobrze, a raz trzęsie jak jasny gwint.
Jake jest pilotem, z bardzo zagadkową przeszłością dowiadujemy się o niej bardzo późno. Gillian to stewardesa, jak można się domyślić, połączył ich romans. Romans nie zaczyna się jednak w samolocie a na przyjęciu. Gillian po rozstaniu ze swoim chłopakiem, postanawia iść na przyjęcie, tam poznaje pewnego przystojniaka, który proponuje jej jedno nocną przygodę. Dziewczyna godzi na taki układ, następnie zaprowadza go do … jego mieszkania. Okazuje się bowiem, że dziewczyna korzysta sobie czasami z jego apartamentu (pracuje w firmie sprzątającej, którą wynajął), pod jego nieobecność.




No w każdym razie jest ciekawie. Potem akcja już toczy się niby normalnie, wiecie randki, spotkania. Ha chyba was trochę wkręcam. Romans tak, ale randki nie. To ma być tylko seks, czyli układ. Jednak czy tak się da?. Może przecież się zdarzyć, że jedno z romansujących się zakocha? I co wtedy? No właśnie.
Czy uda się tak na zimno tylko seks i nic więcej?






Turbulencja to fajnie napisany erotyk. Ciekawe sceny w różnych zakątkach świata i w różnych miejscach (hotel, toaleta na lotnisku) bardzo wpływają na wyobraźnię. Pokazują, ten ludzki obraz zwierzęcości, pierwotnej potrzeby, która chce być zaspokojona.
Czasami te zbliżenia są pełne wdzięku i namiętności, czasami …no właśnie, to życie pełne sprzeczności i turbulencji.
Bardzo podobał mi się wątek dotyczący przeszłości Jake’a. Tajemnicze telefony, rodzina, z która nie chce mieć do czynienia. Sam bohater to postać bardzo dobrze wykreowana przez autorkę. Facet o mocnym charakterze, stanowczy. Taki, który potrafi postawić na swoim I nie boi się przeciwności losu. Jest bardzo wyrazistą postacią, która dodaje książce pazura i charakteru.





Gillian, tu jakoś nie mogłam się przełamać, bohaterka to takie kluchy. Niby ładna niby mądra, ale. Jej mała stanowczość i brak konsekwencji czasami doprowadzała mnie do szału.
Myślę, że to celowy zabieg, żeby nasz pilot był tą bardziej charakterystyczną postacią.





Jest jeszcze jedna rzecz, która zaskoczyła mnie trochę, ale chyba nie będę pisała, bo zepsuję Wam trochę przyjemność czytania. A spoilerów nie lubię.
Jeśli zatem lubisz delikatne turbulencje, na pewno tu tego Ci nie zabraknie. Jest to książka, z którą miło spędzicie czas. Taka lekka książka do przeczytania.






King - T.M. Frazier - recenzja

King - T.M. Frazier - recenzja

Kolejny z serii erotyków wydany przez Wydawnictwo Kobiece – King.
Nie jest to jednak kolejna książka z zastraszającą ilością scen erotycznych. Jest to książka o radości, bólu, smutku.




King to niegrzeczny chłopak, który właśnie wychodzi z wiezienia, Doe to dziewczyna, która nie wie, kim jest, jak się nazywa, czy ma jakąś rodzinę. Dziewczyna w wyniku jakieś nie wiadomo nam jakiego zdarzenia straciła pamięć, teraz żyje na ulicy, jest głodna, brudna i bezradna. W takim strasznym stanie odnajduje ją Nikki, ta z kolei narkomanka, odda wszystko, żeby się naćpać. Tak obie trafiają na imprezę, podczas której dziewczyna chce poznać motocyklistę, który zainteresowałby się nią, dał jej dach nad głową i jedzenie. Plany jednak się trochę komplikują, kiedy poznaje tajemniczego chłopaka Kinga. Nikki kradnie mu pieniądze, a Doe zostaje przez niego uwięziona.
Marzy o tym, żeby uciec. Tylko czy warto uciekać? Czy ucieczka coś zmieni?
Reszta to już moja słodka tajemnica.




Powieść czyta się bardzo szybko. Może dlatego, że historia wciąga nas od samego początku. Postacie są bardzo wyraziste i barwne. Nawet postacie drugoplanowe są dopracowane i ważne. Tu akurat postacie drugoplanowe są bardzo zabawne, są swego rodzaju rozbrajaczem nagromadzonych emocji. Emocje towarzysza nam tu właściwie na każdym kroku, czasami są tak nabuzowane , że ma się wrażenie, już gorzej być nie może.
Jest jeden mały minus – wulgaryzmy. Zastanawiam się ostatnio nad tym fenomenem. Czy nie można napisać książki – erotyku, w którym nagromadzenie wulgaryzmów, jest minimalne? Czy seks oznacza, że trzeba przeklinać? Zadziwia mnie to ostatnio. Kiedy sięgam po książkę z gatunku erotyków, jest to jakby równoznaczne, z tym że będę musiał przejść przez morze k…, pier…. i innych.





Mimo wszystko książkę polecam. Jak tylko przymkniemy oczy, na to, co nas drażni, książką jest dobrą odskocznią od codzienności.
Dobra literatura kobieca, która pozwoli nam kobietom odpocząć chwilkę od codziennych spraw i obowiązków.





Copyright © 2014 Janielka czyta , Blogger