poniedziałek, 4 marca 2019

Anna Ciarkowska Pestki - recenzja

Słowa, to niby tak niewiele, a jednak czasami tak dużo. Słowa potrafią pocieszyć, ukoić, ale potrafią też zranić. Pozostawić ślad na całe życie.
„Nie garb się”, „Kto by chciał takie dziecko”, „Jesteś niegrzeczna”, zapewne niejednemu rodzicowi wymknęło się kiedyś coś podobnego. To przecież nic takiego. Często jest niestety tak, że to nam dorosłym wydaje się, że to błahostka, a w naszym dziecku kiełkuje to jako poczucie wstydu, coś złego, odrzucenie, zaniżoną samoocenę. My dorośli w zasadzie nie zwracamy już uwagi na takie rzeczy, jesteśmy na takie gadanie uodpornieni, tak nam się przynajmniej wydaje. Jednak czy aby na pewno?
Przecież boli nas, kiedy usłyszymy, że źle wyglądamy, że coś źle zrobiliśmy, kiedy szef powie, że się nie postaraliśmy.







Jesteśmy ludźmi, a to jest jednoznaczne, z tym że żyjemy w stadzie. Życie w społeczeństwie zmusza nas do pewnych zachowań. Takich prawidłowych zachowań uczymy się od urodzenia. Co się dzieje, gdy w naszym otoczeniu są osoby, które sam średnio są przystosowane to tych odpowiednich zachowań. Często zdarza się, że żyjemy z toksycznymi ludźmi, jesteśmy przez nich wychowywaniu w poczuciu wstydu i beznadziejności. Takie osoby ranią nasze uczucia bardzo często, nie zawsze jest to świadome zadawanie takich ran, ale zostawia to ślad na naszej osobowości i w naszych sercach. Najczęściej są to drobnostki, ale jest ich taki ogrom, że urastają do wielkich krzywd. O takich właśnie „drobnostkach” pisze Anna Ciarkowska w „Pestkach”.
Świetny tytuł prawda, pestka, czyli nic istotnego drobnostka, ale z takiej maleńkiej pestki wyrasta wielkie drzewo, czyli rodzi się problem.
„Pestki”, to zbiór bardzo krótkich opowiadań, których główny wątek stanowi bohaterka. Jest ona wychowywana przez matkę i babcię. Tematem opowiadań są codzienne sytuacje, które zdarzają się w życiu każdego człowieka. Jednak to jak takie codzienne drobnostki wpłyną i ukształtują człowieka, duży wpływ mają słowa. Mamy tu pokazaną siłę, jaką mają słowa, które wydają się nam nieistotne, a mają ogromną moc na psychikę człowieka.
Nasza bohaterka ciągle słyszy sformułowania, które podważają jej poczucie wartości, powodują, że dziewczyna czuje się bardzo niekomfortowo.
Przekaz jest bardzo wymowny i zmusza nas do myślenia. Czytając te opowiadania, zastanawiałam się ile razy, mnie zdarzyło się zranić inną osobę, ale również o tym ile razy mnie zraniono. Musiałam jednak się zatrzymać i pomyśleć, czy moje działania i działania innych były świadome, a może jednak zrobiliśmy to przypadkowo, nieświadomie.? Czy jest to jednak wytłumaczenie? Czy można się tak tłumaczyć?
Jest to świetna książka o sile słów. Jest to też bardzo dobra książka, o tym, jak czasami schematycznie działamy, jak powielamy wyuczone i powtarzane od pokoleń schematy wychowawcze. Autorka pokazuje tu, jak działamy według utartych schematów, nie zastanawiając się nad swoimi słowami i czynami. Mam jednak wrażenie albo może nadzieję, że obecnie podejście do dzieci trochę się zmienia. Dzieci mają teraz więcej do powiedzenia, mam tylko nadzieję, że nie pójdzie o w druga stronę, że niedługo to my dorośli nie będziemy mieli nic do powiedzenia.
Fajne dla mnie było to, że autorka pozwoliła mi na chwilę wrócić do lat, kiedy moje dzieci były małe, kiedy kupowałam im segregatory i karteczki an wymianę.
Moje dzieciństwo przypada raczej na lata siedemdziesiąte, ale z tego, co pamiętam, to niektóre problemy dotyczą każdego pokolenia np. problem rozbierania się na wychowanie fizyczne.
Uważam, że książka jest napisana naprawdę bardzo dobrze, warto się nad nią pochylić, żeby się zatrzymać, pomyśleć i może zmienić swoje słowa na lepsze, mniej bolesne.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Janielka czyta , Blogger