Serii "Siedem sióstr" chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Myślę, że każdy coś tam o niej słyszał, a większość pewnie ma już za sobą wcześniejsze części.
Ja jestem pod olbrzymim wrażeniem, wszystkie książki tej autorki, które do tej pory czytałam, bardzo mi się podobały. Jej styl pisania przypadł mi bardzo do gustu.




Fabuła:
Elektra, bo tym razem to ona jest główną bohaterką kolejnej części sagi. Ta najbardziej niepokorna i zwariowana ze wszystkich sióstr. Każda z sióstr urodziła się w innym zakątku ziemi. Łączy je to, że zostały adoptowane przez Pa Salta, a dzieciństwo spędzają w jego posiadłości Atllantis na prywatnym półwyspie jeziora Genewskiego.
Tytułowa bohaterka to znana i wszędzie rozpoznawana Elektra jest bardzo bogata, ale i bardzo zagubiona. Jej zmorą jest uzależnienie od alkoholu i narkotyków, wydaje jej się, że tylko to trzyma ją przy życiu, a tymczasem to tylko to ja niszczy. Kobieta stara się udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy jednak dowiaduje się o ślubie swojego byłego (którego nadal kocha) rozpada się na kawałki. Traci zupełnie kontrole nad swoim życiem. Po namowach trafia na leczenie. Tam spotyka mężczyznę, który powoli wkrada się w życie kobiety, pomagając jej odnaleźć drogę do tej prawdziwej Elektry.
Zapytacie, zaraz, ale wszystkie siostry odnajdują swoich krewnych i swoje miejsce urodzenia, a tu nic.
Jest i watek rodzinny Elektry, i tak opuszczamy gwarny Nowy Jork i znajdujemy się w pełnej słońca i upałów Afryce.
Zagłębiamy się w cudowną opowieść o historii rodziny znanej modelki. Historii pięknej, ale i tragicznej, cudownie opisanej, która jest ta wzruszająca, że wyciska łzy nawet tym, już wydawać by się mogło czytelniczym wyjadaczom jak ja. Dawno już nie płakałam podczas czytania. Tu autorce się udało wywołać wzruszenie i łzy.
Książka jak zwykle pisana w dwóch przestrzeniach czasowych – oj wiecie, że ja to uwielbiam.
Przecudnie wykreowane postacie, które są czasami tak skrajnie różne, ale tak pięknie wplecione w fabułę, że wydaje się, iż wszystko jest ok. Każda z postaci ma do spełnienia swoją funkcję, nie ma tu przypadkowych osób do niczego niepotrzebnych. Wszystko jest przemyślane i piękne.
Cudowne opisy Afryki, kiedy je czytamy, mamy wrażenie, że właśnie się tam znaleźliśmy.
Wszystko idealnie połączone.



Podsumowanie:
Już dawno, książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Przepięknie opowiedziana historia, która w cudowny sposób przenosi nas do świata modelingu, do świata sprzed II wojny światowej, do Nowego Jorku i do Afryki. Emocje, jakie targają czytelnikiem, są bardzo silne. Złość, bezradność, szczęście, rodzina, to wszystko tu znajdziemy. Czytając, mamy wrażenie, że całkowicie zatracamy się w fabule. Jesteśmy z Elektrą na dobre i na złe. Odkrywamy razem z nią tajemnice jej pochodzenia, życie jej przodków. Wszystko to jest tak emocjonujące, że czasami brakuje nam tchu i czytamy, coraz szybciej, żeby już móc oddychać, bo wszystko jest ok.
Przecudna, przepiękna, polecam.

Brak komentarzy: