„Droga, którą przeszła” -Agata Przybyłek

 

Książki Agaty Przybyłek, to gwarancja dobrej lektury. Czekam na nie zawsze z niecierpliwością, bo wiem, że będę miała lekturę z najwyższej literacko – obyczajowej  półki.

 

 


 

„Droga, którą przeszła”, bo o tej książce mowa, przeczytałam w jedno popołudnie (dobrze, ze moje dziecko już duże i radzi sobie samo).

Dlaczego dopiero dziś recenzja, bo to był bardzo emocjonalny weekend. Musiałam ochłonąć, przemyśleć, w mojej głowie było za dużo emocji, za dużo myśli.  Najpierw książka Agaty (o tej drugiej napiszę za jakiś czas). Emocje to pierwsze co mi przychodzi do głowy po przeczytaniu. Wiem, że książka pozostanie na długo w mojej głowie.

Otrzymujemy tu dwie historie, które prowadzą nas do jednego zakończenia.

 

 Alicja i Dawid młode małżeństwo, którego życie nie oszczędza, ale starają się stawić m u czoła.  Po stracie dziecka przeprowadzają się na wieś, żeby tam znaleźć cisze i ukojenie, zranionej duszy. Alicja powoli zaczyna funkcjonować w miarę normalnie, natura, drobne radości związane z urządzaniem domu, to wszystko bardzo pomaga. Kiedy jednak wydaje się, że wszystko już się poukłada, los szykuje jej niespodziankę, która przypomni jej o bolesnej przeszłości.

Druga historia to opowieść o Stefanii, która pragnęła w życie tylko jednego, matczynej miłości. To odbija się na jej późniejszym, już dorosłym życiu. Niespodziewanie losy tych dwóch kobiet się przecinają.

PODSUMOWANIE

   Te dwie historie, to potężna dawka emocji. Rozpacz przeplata się tu z radością, złość na cały świat z przyjaźnią. To wszystko sprawiło, że jeszcze długo nie mogłam się pozbierać. Analizowała, przemyśliwałam, układałam wszystko jeszcze raz w głowie, przeżywałam od nowa.  To była ta z książek, o której długo myłam, ba dalej myślę.  „Drogę, którą przeszłam”, to niezwykle mądra książka, porusza najgłębsze zakamarki naszego serca, powala i nie pozwala o sobie zbyt szybko zapomnieć. Jestem pod jej  ogromnym wrażeniem.

Komentarze